-

betacool

A ja Rydza szukam...

makulektura.pl

 

Makulektura nr 47

 

A ja Rydza szukam…

 

Andrzej K. Kunert, Ostatnie dni Marszałka Śmigłego, PWN, Warszawa 1992

 

Temat pasuje jak ulał na dzisiejszy wieczór. Taka opowiastka o szukaniu w naszej przeszłości bardziej winnych, mniej niewinnych, nieco lepszych i tych znacznie gorszych…

Opowiastka o wpisanym w naszą historię zaklętym kręgu niemożności, odnalezienia czegoś na czym można budować już nawet nie doktrynę, ale zwykłą przyzwoitość, wiarę we wspólnotę, tożsamość…

***

Lubię stare książki, lubię zdecydowanie bardziej niż nowe. Te stare czasami odkrywają tajemnice, o których te nowe mogą tylko pomarzyć. Oto jedna z takich niespodzianek. Przywędrowała do mnie mała książeczka – niewielki format i ledwie siedemdziesiąt stronic zapełnionych malutkim drukiem. Zrobiłem to co zwykle - przekartkowałem kciukiem, żeby strony śmigały szybko, tak jak plik banknotów. Takie szybie kartkowanie nie raz pozwoliło mi odkryć coś ciekawego, a to zapomnianą kartę biblioteczną, a to starą widokówkę, cudze notatki a nawet listy. Tym razem nic takiego się nie zdarzyło, ale wyczułem pod palcami coś dziwnego. Książeczka miała miękkie okładki, tyle, że ta tylna była nieco grubsza od tej przedniej. Przyjrzałem się bliżej i stwierdziłem, że ostatnia strona książeczki jest sklejona z okładką. Spróbowałem delikatnie je rozdzielić i poznałem przyczynę…

Ktoś na ostatniej stronie książki wkleił wyciętą uprzednio z jakiejś gazety krótką prasową notkę. Ten ktoś dał za dużo kleju i ostatnia strona przykleiła się do okładki.

„Zmarł pułkownik Fersten” – taki był tytuł tej prasowej notki. Dlaczego ktoś uznał, że warto ją wyciąć i wkleić do książki, którą trzymałem w rękach? Mówiąc szczerze z wklejkami do książek nie spotykałem się zbyt często, a artykulik prasowy doklejony do książki (a nie w nią wsunięty) zdarzył mi się chyba pierwszy raz. Myślę, że komuś bardzo zależało, żeby ten niewielki skrawek papieru spomiędzy jej stronic nigdy się nie wysunął, by przylgnął na zawsze. Na dłużej nawet niż istnieć będzie biblioteka kogoś, kto to uczynił. I tak się też stało.

Ale zanim dojdziemy do tego skrawka papieru, wróćmy do książki, której wpis dotyczy. Autorem dziełka jest Andrzej Krzysztof Kunert. Wpis wikipedyczny o Andrzeju Kunercie dziwnym trafem pomija autorstwo książeczki dotyczącej ostatnich dni Rydza Śmigłego. Fakt ten jest o tyle niezwykły, że książka jest napisana w sposób historycznie ascetyczny. Kunert zgromadził bowiem dokumenty powstałe w latach 1939-1944, ale pozostawił je prawie bez komentarza. Tylko bowiem we wstępie zaznaczył, że dotychczasowe biografie marszałka większości tych dokumentów nie przytaczały i że nie ustosunkowały się w żaden sposób do publikacji Dariusza Baliszewskiego, który polemizował z „resztą świata” na temat okoliczności, miejsca i daty śmierci Rydza Śmigłego.

Ta „reszta świata”, o której wspomniał Kunert twierdziła, że marszałek zmarł w nocy z 1 na 2 grudnia 1940 roku. Śmierć była ponoć efektem ciężkiej choroby, na którą Rydz Śmigły zapadł pod koniec listopada. Jeden z lekarzy zdiagnozował u niego chorobę niedokrwienną serca, inny – dolegliwości żołądkowe wywołane nadkwasotą. Chory nie miał apetytu, utrzymywała się również u niego wysoka gorączka. Podobno bezpośrednią przyczyną śmierci był atak serca.

Wersja Baliszewskiego jest zdecydowanie inna. Twierdzi on bowiem, że data śmierci – 2 grudnia 1941 r. – jest mistyfikacją. 6 grudnia odbył się pogrzeb na Powązkach, jednak w kwaterze 139 pochowano anonimowego pacjenta ze Szpitala Ujazdowskiego. Rydz-Śmigły zmarł pół roku później. Wyroku na marszałku nie wykonano: jako rozwiązanie zaproponowano mu samobójstwo lub wyjazd z kraju. Odmówił, więc skazano go na niebyt. Po aresztowaniu przez AK w końcu listopada 1941 r. trzymano go w ukryciu w nieludzkich warunkach, w których odnowiła się gruźlica płuc z wczesnej młodości. Ciężko chory trafił wreszcie do sanatorium miejskiego w Otwocku i tam zmarł 3 sierpnia 1942 r.

Ustalenie prawdziwego przebiegu wydarzeń jest o tyle trudne, że zdaniem Baliszewskiego, tajny pamiętnik marszałka Śmigłego zgodnie z jego ostatnim życzeniem trafić miał do Nicei, do rąk żony. Przewieźć go miał z Warszawy wraz z innymi pamiątkami po Śmigłym oficer z jego kancelarii cywilnej Michał Ejgin. W 1951 r. po morderstwie żony wszystkie dokumenty, listy i zdjęcia zaginęły.

Mamy oto dwie wersje dotyczące śmierci znaczącej osoby. Mamy zestaw dokumentów opublikowany przez Kunerta w książeczce, o której wikipedia nie pamięta i mamy mały artykulik wklejony przez kogoś do książki.

10 grudnia 1940 r. marszałek uciekł z Rumunii. Dosłownie śmignął i przepadł. Po polskich placówkach w Rumunii, Belgradzie, Atenach, Ankarze, a nawet w Bejrucie zaczęły krążyć szyfrowane depesze z poleceniem jak najszybszego namierzenia zbiega.

16 stycznia 1941 roku Władysław Sikorski napisał do ministra spraw zagranicznych Wiekliej Brytanii Anthony’ego Edena:

„Pozostawienie Marszałka poza możliwością bezpośredniego kontaktu z wojskiem polskim jest niezbędne. Wobec tego byłoby niezmiernie pożądanym umieszczenie Marszałka Śmigłego-Rydza w jednej z kolonii brytyjskich, gdzie mógłby przebywać ze swym bezpośrednim otoczeniem do czasu zakończenia wojny”.

Pismo wysłane przez Sikorskiego do Bora-Komorowskiego było jeszcze bardziej alarmistyczne. Sikorski twierdził, że sama obecność Rydza w kraju byłaby wysoce szkodliwa, a rząd będzie traktował ją jako „dywersję”.

Zostały więc uruchomione wszystkie siły i środki, by Rydza namierzyć, a w związku z jego wielką „szkodliwością”, po prostu unieszkodliwić.

Te działania rządu emigracyjnego były chyba w kraju dość powszechnie znane, ale nie koniecznie powszechnie akceptowane. Tak chyba należy odczytywać wielką staranność ludzi otaczających Śmigłego w dokumentowaniu wszelkich aktywności dotyczących jego osoby. Jak wszakże inaczej wytłumaczyć fakt skrupulatnego przechowywania przez całe dziesiątki lat recept wypisanych Rydzowi w trakcie jego ostatnich dni?

Na przełomie listopada i grudnia 1941 r. Leczący Śmigłego w mieszkaniu Jadwigi Maxymowicz-Raczyńskiej przy ul. Sandomierskiej 18 m.4 lekarz doc. Dr Jan Rogulski wystawia mu cztery recepty (dwie z datą 28 listopada, trzecią 29 listopada, czwartą z datą 1 grudnia).

Oryginały recept, dołączone do relacji J. Maxymowicz-Raczyńskiej nadesłane przez Tymona Terleckiego w 1968 r., przechowywane są obecnie w IJP, Archiwum E. Śmigłego-Rydza.

O stanie zdrowotnym Rydza Śmigłego łącznie z „krzepliwymi” detalami pisały nawet konspiracyjne organizacje:

„W dniu 15 grudnia 1941 r. Komendant konspiracyjnej organizacji „Muszkieterowie” Stefan Witkowski pisze z Warszawy do Klementyny Mańkowskiej na wyspie Noirmountier we Francji:

Niech sobie Pani wyobrazi, że mój Stary (chodzi o Śmigłego-Rydza) (...) ciężko zachorował i w ciągu 3-ch dni zmarł. Ostatnie długie marsze spowodowały prawdopodobnie skrzep, który dotarł do serca. Nastąpił ciężki atak, po czym krótka poprawa i po 2-ch dniach ponowny atak spowodował śmierć (...)”

Okazuje się, że losem marszałka przejmował się nie tylko Sikorski, Anglicy i Niemcy. O najświeższe wiadomości dopytywał Andersa sam generalissimus:

„W dniu 18 marca 1942 r. W czasie rozmowy na Kremlu z gen. Władysławem Andersem Józef Stalin zainteresował się m.in. obecnymi losami marsz. Śmigłego:

„Stalin: [...] A gdzie Śmigły? Anders: Według wiadomości z Kraju znajduje się w Warszawie, podobno ciężko chory na angina pectoris. Stalin: Ukrywa się chyba? Anders: Naturalnie. Stalin: No, Śmigły-Rydz niezły dowódca, w 1920 r. Dobrze dowodził na Ukrainie. Anders: Tak, ale w tej wojnie jako Naczelny Wódz już po kilku dniach wypuścił cugle z ręki”.

Odpis protokołu rozmowy Stalina z Andersem, sporządzony przez płk. Leopolda Okulickiego (...)”.

Jak widzimy losem 55-letniego Marszałka interesował się cały wielki świat ówczesnej polityki i jeszcze w marcu 1942 roku nic pewnego o jego losie nie wiedział.

W każdym razie gdy się dowiedział, to ów okrutny świat w swej większej części wiadomość tę przyjął z ulgą. Nie będę tu cytował owych westchnień nad grobem Rydza-Śmigłego i w tym miejscu zakończę cytowanie dokumentów z książeczki Kunerta. Wrócę do „wklejki”:

Oto i ona:

 

Przyznam, że historyczny ascetyzm Kunerta bardzo mnie uwiódł. Przytoczę zatem niektóre fakty dotyczące życiorysu doktora Andrzeja Ferstena, ale oszczędzę sobie interpretacji.

Posłużę się biogramem odnalezionym w internecie:

http://docplayer.pl/15958359-Dr-praw-andrzej-fersten-byl-wieloletnim-dzialaczem-pck-jednym-z-najbardziej-zasluzonych-honorowych-dawcow-krwi-w-skali-swiatowej.html

To stąd dowiemy się, że dr praw Andrzej Fersten był wieloletnim działaczem PCK, jednym z najbardziej zasłużonych honorowych dawców krwi w skali światowej. Urodził się 15 lutego 1921 r. w Poznaniu, z matki Anny Unger (dr filozofii) i Jerzego (dr praw). Pradziad po mieczu to powstaniec styczniowy. Dziadek i ojciec byli nierozerwalnie związani z Polską Organizacją Wojskową (POW) i Legionami J. Piłsudskiego, a także z ruchem skautowo-harcerskim i czerwonokrzyskim. Uprawiał lotnictwo, szermierkę, narciarstwo, w których odnosił sukcesy w kadrze juniorów.

Największą jednak pasją Andrzeja Ferstena było harcerstwo, a następnie krwiodawstwo honorowe. W 1928 r. (w wieku siedmiu lat!) wstąpił do Związku Harcerstwa Polskiego i Polskiego Czerwonego Krzyża. Do końca życia pozostał czynnym członkiem tych organizacji. Już w wieku 17 lat uczestniczył w Powstaniu Zaolziańskim i został odznaczony Medalem Niepodległości. Tradycje rodzinne i osobiste kontakty spowodowały, iż w 1938 r. znalazł się w grupie bardzo starannie wybranych młodych ludzi (głównie harcerzy) zaprzysiężonych w Poznaniu i następnie przeszkolonych do zadań specjalnych w ramach ściśle utajnionych przygotowań w wojsku polskim na wypadek wojny.

Brał udział w kampanii wrześniowej. Za męstwo w obronie Stolicy otrzymał Srebrny Krzyż Orderu Wojennego Virtuti Militari. Wzięty przez Niemców do niewoli uciekł, by już 28 września przystąpić do Ruchu Oporu. Działał kolejno w organizacjach: Służba Zwycięstwu Polski (SZP), Związek Walki Zbrojnej (ZWZ), Armia Krajowa (AK) i jednocześnie w Szarych Szeregach. W konspiracji zgodnie z przedwojennym przygotowaniem pełnił głęboko utajnione funkcje specjalne. Dowodem, jak wielkim zaufaniem ścisłego dowództwa władz konspiracyjnych cieszył się Andrzej Fersten, było powierzenie mu roli jednego z ubezpieczających podróż z Krakowa do Warszawy, powracającego do kraju Marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza. Podobną funkcję spełnił 2 miesiące później, przeprowadzając Marszałka z miejsca jego pobytu na spotkanie z gen. Grotem. Tam też z wyboru Adama Zawiszy (Rydza) został mianowany jego adiutantem i otrzymał stopień podporucznika. Już 6 grudnia 1941 r., Andrzej Fersten - ostatni adiutant - odprowadzał Marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza na Wieczną Wartę, na warszawskich Powązkach.

Zdarzały mu się, w latach hitlerowskiej okupacji, przeprawy przez Europę (świetnie znał język niemiecki), kiedy to z ramienia władz Ruchu Oporu pełnił rolę kuriera-łącznika do Budapesztu, Wiednia, Rzymu i Egiptu. Uczestniczył w licznych akcjach bojowych i sabotażowych bywając ich inicjatorem. Dwukrotnie otrzymał Krzyż Walecznych (1943,1944). Zaprawiony w harcerstwie i na specjalnym, przedwojennym szkoleniu do pokonywania własnych słabości fizycznych i psychicznych, znosił mężnie barbarzyńskie przesłuchanie w poznańskim gestapo (1939), potem na Pawiaku i w warszawskim gestapo na Szucha. Wieziony w transporcie do Oświęcimia dzięki zorganizowanej pomocy z zewnątrz, uciekł z wagonu kolejowego. Działalność konspiracyjną także jako oficer w organizacjach WIN i NIE zakończył w stopniu podpułkownika. Uniknął aresztowania przez NKWD jedynie dzięki temu, że był poszukiwany pod nazwiskiem używanym tylko w tych organizacjach. Kończył po wojnie studia prawnicze (w Poznaniu i Wrocławiu) i uzyskał doktorat z prawa lotniczego, mieszkając już w Warszawie.

Wychowany w ogromnym kulcie dla legionowego czynu nie ukrywał uwielbienia dla obu Marszałków J. Piłsudskiego i E. Śmigłego-Rydza. Bezkompromisowo wierny swoim przekonaniom, mimo licznych, uporczywie ponawianych prób i nalegań, nigdy nie dał się skusić przewrotnym propozycjom i nie należał do żadnej partii i stronnictwa. Zarówno przez wiele lat powtarzające się rozmowy z funkcjonariuszami służby bezpieczeństwa, jak i partyjne ingerencje, skutkujące wielokrotnie utratą pracy (do 1963 r. czternaście razy!), nie skłoniły Andrzeja Ferstena ani do rezygnacji z osobistej godności, ani wyrzeczenia się tradycji polskiej i rodzinnej. W 1963 r. wstąpił do służby w PKP. Przez całe dorosłe życie był niestrudzonym organizatorem i pełnym inicjatywy propagatorem honorowego krwiodawstwa PCK. Po raz pierwszy oddał honorowo krew 28 sierpnia 1939 r. pod Czarnkowem, rannemu w potyczce przygranicznej koledze z ochotniczej kompanii harcerskiej. Wraz z prof. Hirszfeldem tworzył, we wrześniu 1939 r. podczas obrony Warszawy, Harcerską Służbę Krwi, która przetrwała w tej czy innej postaci do dnia dzisiejszego. Podczas okupacji sam oddawał krew, pozyskiwał nowych dawców i organizował na Kielecczyźnie punkty łącznikowe Harcerskiej Służby Krwi na potrzeby coraz liczniejszych szeregów partyzanckich. Kilka razy przekradał się przez mury getta, by śpieszyć z pomocą potrzebującym krwi Żydom.

Przez długie lata parał się Andrzej Fersten dziennikarstwem. Miał na swoim koncie ponad 4 tysiące publikacji prasowych przede wszystkim dotyczących harcerstwa, honorowego krwiodawstwa, PCK, ale także własnych przeżyć sprzed wojny i z lat okupacji. Próbował także swych sił w większych formach literackich. Niestety dwa maszynopisy, złożone w dwóch różnych wydawnictwach, zakwalifikowane do druku w 1981 r., zostały z premedytacją zniszczone i oddane na przemiał natychmiast po ogłoszeniu stanu wojennego. Egzemplarze autorskie wraz z innymi przygotowanymi do druku maszynopisami podczas rewizji zostały zabrane i spotkał je podobny los.

Nie potrafiły Go złamać najgorsze przesłuchania w gestapo, w U.B. i represje powojenne; przegrał z gwałtowną i nieuleczalną chorobą. Odszedł na Wieczną Wartę w Warszawie w dniu 22 grudnia 1992 r. Żegnany był uroczyście (z asystą i ceremoniałem wojskowym) przez rodzinę, licznych przyjaciół, znajomych, i poczty sztandarowe jest pochowany na warszawskich Powązkach (dawny Cmentarz Wojskowy), w kwaterze B31 Tuje" (tzw. aleja profesorska).

Jak widzicie Andrzej Fersten to bohater jakich mało, więc może ktoś stwierdził, że do opisu ostatnich dni Rydza-Śmigłego – antybohatera i postaci kontrowersyjnej, trzeba dla równowagi dołączyć notkę o postaci krystalicznie czystej… Nieco dziwi mnie fakt, że internetowy biogram nie wspomina nic o roli Ferstena jako oficera dyspozycyjnego aż czterech generałów, o czym opowiada załączona prasowa notka.

Ja tylko dodam, że jako działacz harcerski Fersten łączony jest z tak zwanymi „Wigierczykami”. Tradycja obozów harcerskich nad jeziorem Wigry sięga międzywojnia. Kontynuowana była w PRL-u. Kursy wigierskie charakteryzowały bliski kontakt z przyrodą, puszczaństwo (cokolwiek to znaczy), bogata symbolika i obrzędowość oparta w części na elementach starosłowiańskich i specyficzna serdeczna atmosfera, która „niezwykle silnie integrowała uczestników i pozostawiała trwałe przyjaźnie, mające znaczenie w dalszych biografiach „Wigierczyków”. Symbolem kursów był totem Światowida, który ustawiano co rok w lesie nad zatoką. 

Tyle na dziś, tej dziwnej opowieści o ułomnym marszałku i niezłomny harcerzu...

Tu jak zwykle książka, o której mowa.

https://allegro.pl/uzytkownik/makulekturapl?order=m

P.S. 1. Dodam tylko, że w internetowej pogoni za odkrywaniem losów rodziny Ferstenów zapedziłem się aż na listę Bronisława Wildsteina. Niejaki Jan Fersten figuruje na niej jako tajny współpracownik. Nie wiem, czy był to brat Andrzeja (bo miał on brata o takim imieniu), ale nawet gdyby, to przecież słabość brata, nijak by się miała do ogromu nieprawdopodobnych zasług pana Andrzeja. Czyż nie?

P.S. 2. Podczas ostatniej rundki po antykwariatach wytropiłem książkę E. Mierzwy, o której niedawno pisałem. Wystawiam po cenie, po której została wylicytowana.

 

 



tagi: andrzej kunert  andrzej fersten  rydz śmigły 

betacool
22 października 2018 21:31
14     1153    13 zaloguj sie by polubić
komentarze:
pink-panther @betacool
22 października 2018 22:18

Bardzo ciekawa notka. Treść bardziej wiarygodna niż opowieści Baliszewskiego. Włącznie z wątpliwościami wyrażonymi w części końcowej.

PS. Podobno marszałek Rydz Śmigły po powrocie do Warszawy został bardzo szybko odarty ze złudzeń - najzwyczajniej w świecie- przez swoich znajomych, zaczynając od generałowej, która udzieliła mu schronienia. Tzw. opinia publiczna - nie wybaczyła mu ucieczki do Rumunii. To był szok nieporównywalny z niczym. Kto go do uniceczki skłonił, można się zastanawiać.  Skoro tylu 'wielkich" się interesowało losem Rydza Śmigłego w Warszawie, to i wśród nich należy szukać "doradców' z okresu przedwojennego. 

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @betacool
22 października 2018 22:51

Sanatorium Miejskie w Otwocku, angina pectoris, zakrzepy, recepty...

RODO

generalissimus.

To jak dziś. ;)

zaloguj się by móc komentować

betacool @betacool
22 października 2018 23:03

Przyznam, że bardzo nisko oceniam poziom racjonalnej analizy piłsudczyków. Rydz jako postać to chyba w ogóle chodząca polityczna katastrofa, choć było ich w tym obozie bez liku, o czym jeszcze napiszę.

Bardziej zaintrygowała mnie postać Ferstena i to, że w krótkim nekrologu pojawiło się kilka nazwisk, których w długim internetowym biogramie nie odnajdziemy. No i te jego ucieczki, oddawanie krwi w niezwykłych okolicznościach... prawie jak bohater komiksów.

 

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @betacool
22 października 2018 23:18

Ale czuć przygodę z tej notki. Miło widzieć ile życia jest książkach.

zaloguj się by móc komentować

betacool @parasolnikov 22 października 2018 23:18
22 października 2018 23:21

Tak, tyle że zazwyczaj te porcje cudzego życia trafiają najczęściej w moje ręce po czyjejś śmierci.

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @betacool 22 października 2018 23:03
22 października 2018 23:28

"krwiodawstwo" to takie proste.

Koszmar.


P.S.

Nie żeby bratu/siostrze nie pomóc. ;)

zaloguj się by móc komentować

betacool @MarekBielany 22 października 2018 23:28
23 października 2018 04:38

W sumie, gdzie nie pogrzebać to jakaś nieprawdopodobna historia. 

Proszę - getto, krwiodastwo i zabójstwo antykwariusza:

http://poznan.wyborcza.pl/poznan/56,105531,21624536,zginal-smiercia-zolnierza-na-posterunku,,17.html

zaloguj się by móc komentować

Aquilamagna @betacool
23 października 2018 11:55

Myślę, że owe puszczaństwo miało szczególne znaczenie nad tym malowniczym jeziorem.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Aquilamagna 23 października 2018 11:55
23 października 2018 12:52

Kto wie czy zasad puszczaństwa sam Sat Okh tam nie wykładał. 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @betacool
23 października 2018 17:07

Myślę, że Rydza otruto, nie chcę szydzić, że grzybami, ale to się jakoś tak samo nasuwa

zaloguj się by móc komentować

betacool @gabriel-maciejewski 23 października 2018 17:07
23 października 2018 19:57

Biorąc pod uwagę bardzo wstrzemięźliwe podejście historyków i fakt, że po latach Pan Kunert nie dba o to,  by praca o Rydzu znalazła się w spisie jego prac,  to coś jest na rzeczy. Poza wszystkim dalsze  życie Rydza nie bardzo było na rękę nawet najbardziej zagorzałym piłsudczykom. Rydz był symbolem hańby i klęski. 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool
23 października 2018 20:14

niezłe puszczańskie grzybobranie Betacoolu

upuszcza wodza fantazji 

zaloguj się by móc komentować

betacool @betacool
23 października 2018 22:58

Upuszczony wódz fantazji ... świetne.

 

 

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @betacool
27 października 2018 18:24

" Tradycja obozów harcerskich nad jeziorem Wigry sięga międzywojnia. Kontynuowana była w PRL-u. Kursy wigierskie charakteryzowały bliski kontakt z przyrodą, puszczaństwo (cokolwiek to znaczy), bogata symbolika i obrzędowość oparta w części na elementach starosłowiańskich i specyficzna serdeczna atmosfera, która „niezwykle silnie integrowała uczestników i pozostawiała trwałe przyjaźnie, mające znaczenie w dalszych biografiach „Wigierczyków”. Symbolem kursów był totem Światowida, który ustawiano co rok w lesie nad zatoką. "

To chyba mówi najwięcej.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować