-

betacool

"Allo, Allo!!!", czyli niewiarygodne przygody Józia zgrywusa. Część 1

makulektura

 

Atmosfera jest chorobliwie ciężka, choć powodowana drobiazgami, których chyba nikt nie próbuje ważyć, bo nie masa jest tu istotna, a zagrożenie i walka. Co prawda dni kwarantanny doczekały się już swoich amatorskich dokumentatorów, ale czy ktoś kiedyś nakręci komedię o koronawirusie, tego nie wiemy. Nie jest to na razie kwestia do urządzania głupich chichów.

Temat nie nagranej jeszcze komedii nie jest taki kompletnie bezsensowny. Istnieje bowiem taki gatunek filmowy jak komedia wojenna. Nie wiem, kto pierwszy zaczął robić sobie jaja z pogrzebu, czyli bekę z wojennych tragedii. Może był to Chaplin? Pamiętacie scenę z filmu „Charlie żołnierzem” z 1918 roku ?

Charlie przyprowadza do alianckich okopów piętnastu niemieckich jeńców. „Jak wziąłeś do niewoli aż tylu?” – pyta oficer. „Otoczyłem ich!” – odpowiada Charlie.

W roku 1940 miał premierę chaplinowski „Dyktator”. W 1942 Amerykanie nakręcili pierwszą „polską” komedię wojenną. Nosiła nieco szekspirowski tytuł „To be or not to be”.

Nie była to chyba zbyt dobra wróżba dla kraju, w którym rozgrywała się tak opisywana przez wikipedię fabuła:

„W sierpniu 1939 grupa polskich aktorów przygotowuje się w Warszawie do premiery „Hamleta”. Wybucha II wojna światowa. Teatr zostaje zamknięty, lecz wkrótce otwiera swoje podwoje: aktorzy wprawdzie przygotowują premierę, lecz są też zaangażowani w ruch oporu. Szykują zamach na hitlerowskich dygnitarzy. Tymczasem do Warszawy przybywa z tajną misją zrzucony na spadochronie porucznik Sobiński, którego należy ukryć. Sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje, gdy do Warszawy przybywa sam Adolf Hitler pragnąc obejrzeć przedstawienie teatru”.

Nigdy tej komedii nie widziałem, choć może powinienem, bowiem film zajął 49 miejsce na liście 100 najśmieszniejszych amerykańskich filmów wszech czasów utworzonej przez American Film Institute.

Podejrzewam, że nawet wyżej w rankingach polskich komedii odnaleźlibyśmy przygody Franka Dolasa znane z filmu "Jak rozpętałem drugą wojnę światową". Rankingu dotyczącego rozweselających wojennych utworów literackich chyba nikt nie próbował tworzyć, ale gdyby ktoś kiedyś zechciał, to podpowiadam dzieło do nominowania. Tytułu na razie nie zdradzę, ale akcja - tak jak w tej amerykańskiej komedii łączy się z tajną misją i zrzucaniem kogoś ze spadochronem.

Misja jest tak tajna, że agent jeździł na lotnisko w masce: 

„We Włoszech ze względu na bezpieczeństwo osobiste obecność moją otoczono najgłębszą tajemnicą, do tego stopnia, że uznano nawet, iż nie powinno się dopuścić do rozpoznania mnie przez personel lotniczy. (…) Toteż zanim dotarliśmy na lotnisko, założono mi okropną maskę i kiedy czekaliśmy na samolot wszyscy młodzi lotnicy polscy i brytyjscy gapili się na mnie, jakbym był jakimś karnawałowym potworem. Tak czy owak, co się tyczy mojego osobistego bezpieczeństwa, cała ta konspiracja i maskarada na niewiele się zdały, skoro wkrótce po moim pojawieniu się w Warszawie dowiedziało się o tym gestapo”.

Co za nieprzewidziany ciąg zdarzeń... Maska zamiast skutecznie maskować, intrygowała cały personel lotniska. O misji miało być cicho, a o tym, że orzeł (to znaczy Józio) wylądował, wiedziało warszawskie gestapo.

Złość, niepewność, stres. Jak to rozładować - myślał Józek. Rozglądał się smutnym wzrokiem po stolicy i robiło mu się jeszcze bardziej smutno:

„Wódki w Warszawie nie brakowało. A nawet, prowadząc politykę biologicznego wyniszczenia narodu polskiego, Niemcy celowo obniżyli cenę alkoholu i ułatwiali jego kupno, czyniąc naturalnie tym samym niewypowiedziane zło”.

Z niewypowiedzianym złem trzeba walczyć. Nic, że strach. Jest coś takiego jak patriotyczny obowiązek... Te zmagania zapamiętali na szczęście inni patrioci. Po latach Stefek w swoich pamiętnikach wspominał, że kiedy Józek pojawił się w Polsce konsumpcja wódki wzrosła w sposób odczuwalny:

„Każdy chciał okazać gościnność, poza tym z wieloma ludźmi należało się spotkać. (Józek) chciał dowiedzieć się jak najwięcej i rozmawiać z najróżniejszymi ludźmi. Chciał na własnej skórze przekonać się, jak jest naprawdę i jak dobrze zorganizowane zostało podziemie. Omal nie wziął udziału w zasadzce na niemiecki pociąg wojskowy, ale Główny Delegat jakoś się o tym zwiedział i uznał, że tego byłoby za wiele.

Przybycie (Józia) wywołało ogromną sensację. Oczywiście gestapo bardzo szybko dowiedziało się o tym i cudem było, że nie został złapany. To prawda, że niepozorny z wyglądu nie wyróżniał się w tłumie.

A poza tym działał pod wpływem osobliwych kaprysów i w końcu możliwe, że to właśnie myliło trop”.

- Tak, dobry kaprys zmyli nawet najprzebieglejszego gestapowca - kombinował Józek - zaczniemy od kaprysu z bucikami… i już po chwili przymierzał całkiem eleganckie jak na tę część Europy obuwie:

„sklepy były równie dobrze zaopatrzone, jak w Londynie, a lepiej niż we Włoszech. Następnego dnia po przyjeździe do Warszawy poszedłem z moim „aniołem stróżem” kupić buty. Dano mi do wyboru ze dwadzieścia par; wybrałem jedną z nich i zapytałem o cenę. Cena wynosiła 4250 zł. Zapłaciłem bez oddawania jakiś kuponów. Sprzedawca zwierzył się, że Niemcowi musiałby sprzedać po cenie oficjalnej, czyli za 56 zł, więc powiedziałby, że żadnych butów nie ma (…)”.

- Straszne, potworne… życie w takiej gospodarczej fikcji – zadręczał się Józef. Jego myśli pobiegły w stronę biednych ludzi, których w ciągu ostatnich kilku dni poznał osobiście:

„Mąż mojej czasowej gospodyni, przebywał od 1939 roku w niewoli, ona, lekarka zatrudniona w jakiejś instytucji medycznej (…) zarabiała 450 zł miesięcznie. (…) Moja gospodyni dostawała tylko 200 zł od podziemia, tyle, ile mogli zapłacić za jej usługi, tak więc aby wyżyć, musiała wyprzedać się z części dobytku. W ciągu mojego krótkiego pobytu stwierdziłem zniknięcie dywanu, a srebro i porcelana zostały żałośnie przetrzebione”.

- Ciekawe jak długo musiałaby odkładać na moje buty? Józef próbował to szybko przeliczyć, ale nie szło mu to składnie, bowiem z natury był raczej humanistą. Żeby przekonać się o okropnościach okupacyjnej ekonomii, postanowił odwiedzić restaurację. Był to oczywiście kaprys, ale jak wiemy kaprysy Józefa miały tę cudowną właściwość, że myliły gestapo, a to było w tym momencie najważniejsze:

„Podobny system działał w polskich restauracjach. Niemal wszystkie lepsze przedwojenne zarekwirowali Niemcy. Jedzenie dawano tam ohydne, ale po cenach kontrolowanych. Już w roku 1940 Polacy zaczęli otwierać własne restauracje (…) Były drogie, ale utrzymane na poziomie niewiele niższym od przedwojennego (…)”.

- Nie jest lekko, ale da się jakoś przeżyć w tej gospodarczej fikcji, myślał Józek lejąc w gardło kolejną pięćdziesiątkę „niewypowiedzianego zła”. Przekonał się wkrótce, że dobrze się stało, że po raz kolejny zaufał swojemu kaprysowi:

„Byłem zaledwie parę dni w Warszawie, ale tak dbano o moje incognito, że wyobrażałem sobie, iż tylko małe grono wtajemniczonych wie, że tu jestem. Tymczasem w czasie obiadu w restauracji usłyszałem nagle męski głos od sąsiedniego stolika: „Czy wiecie, że Retinger przyjechał z Londynu trzy dni temu”.

- Jestem spalony, analizował na chłodno Józek. Gestapo wie, miasto też wie. Co robić? Musi być przecież jakieś miejsce, w którym mogę wytchnąć, poczuć się bezpiecznie. Józek wziął trzy głębokie wdechy, przedzielając je porcjami „niewypowiedzianego zła” i pomyślał, że raz jeszcze musi zdać się na zmylający (tym razem już nie tylko gestapo) kaprys:

„Pewien znajomy zaprosił mnie do lokalu słynącego ze świetnej kuchni, zapewniając, że nie zostanę tam rozpoznany przez nikogo. Ledwie weszliśmy, powitały nas ukłony kelnera, który był oberem najbardziej znanego warszawskiego hotelu i od wielu lat moim dobrym znajomym. (…) Tu muszę wspomnieć, że miałem zwyczaj popijać wódkę wodą. Kelner przyniósł każdemu z nas kieliszek wódki, a dla mnie ponadto szklankę wody. Nie uśmiechnął się ani razu, ani nie mrugnął, ale ta szklanka wody była dowodem, że mnie pamiętał. Zaprezentował się tym samym jako lepszy konspirator niż mój przyjaciel, poeta Janusz Minkiewicz, który gonił dorożkę, którą jechałem przez zatłoczoną ulicę, wrzeszcząc: „Hej, Retinger, zatrzymaj się, do diabła, zatrzymaj się!”.

- Co za siara! Mógł mnie przecież gamoń zdekonspirować! Józek intensywnie myślał. Najwyższy czas wyciągnąć wnioski. Dla doświadczonego agenta, była to pestka: poetów trzeba unikać, a w knajpach ze świetną kuchnią to i konspiracja jest świetna. Dobrze, że jak stwierdzi za parę lat Jasiek Pomian, jestem taki niepozorny i nie wyróżniam się w tłumie, inaczej już dawno by mnie capnęło gestapo. Ale o tych niedoborach konspiracyjnych to będę musiał poważnie porozmawiać – najlepiej z samym Borem.

Już w momencie, gdy powziął tę decyzję, wiedział że musi z tej rozmowy zapamiętać tylko te szczegóły, których nie bałby się zdradzić podczas tortur, gdyby dorwało go gestapo:

„Kiedy wreszcie dostałem się do generała, ten na wstępie uprzedził mnie, że jest biedny i da mi nędzny obiad. Rzeczywiście obiad składał się z jednego dania, owsianki, której nie cierpię. Generał bardzo mi zaimponował. Mimo, że z konieczności ubrany po cywilnemu, miał postawę i maniery żołnierza. Jego schludny wygląd i sposób, w jaki nosił ubranie, wskazywały, że w lepszych czasach dbał o elegancję”.

Owsianka u Bora to był jedynie zwiastun nieszczęść które dopiero miały nadejść:

„W tym miejscu należy zwrócić uwagę na pewien obrzydliwy epizod. W poprzednim rozdziale wspomniano o konspiracji koniecznej w planowaniu podróży Retingera do Polski. Była ona konieczna nie tylko z powodu gestapo. Wśród Polaków znajdowali się również ludzie, którym nie można było ufać. Podczas wojny algierskiej generał de Gaulle, mając na myśli francuskich oficerów – rebeliantów, użył trafnego określenia : „zagubieni żołnierze”. Podobnie było z tymi, którzy chcieli zgładzić Retingera w roku 1944”.

C.D.N.

Jak zapewne zauważyli bystrzy Nawigatorzy, cytaty nie pochodzą z przygód Marka Piegusa. Ich (ledwie napoczętym) w tym makulekturowym wpisie źródłem, są równie niewiarygodne przygody  zredagowane przez Jana Pomiana. 

Jak zwykle od złotówki...

Jan Pomian, Józef Retinger, życie i pamiętniki "szarej eminencji", Wydawnictwo Pelikan, Warszawa 1990, wydanie I, nakład 20 000 egz.

 

 



tagi:

betacool
18 kwietnia 2020 10:15
32     1370    10 zaloguj sie by polubić
komentarze:
gabriel-maciejewski @betacool
18 kwietnia 2020 10:26

U Grota? U Bora chyba?

zaloguj się by móc komentować


tomciob @betacool
18 kwietnia 2020 11:56

No plusa grzech nie dać więc daję. Jak to on się tam nazywał Wieńczysław Nieszczególny czy jakoś tak bezapachowy albo bezwonny. W stogu siana igłę zazwyczaj trudno ukryć. No i coś na odstresowanie - "Footloose" by Perpetuum Jazzile od Kenny Loggins:

https://youtu.be/WDpBS9G4gqE

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @betacool
18 kwietnia 2020 11:59

Kim był Retinger, to wiedzą chyba Anglicy albo Amerykanie. Pomian jako jego sekretarz jest tak samo wiarygodny jak Arłukowicz dla Kidawy. Wszystko uzasadni i przedstawi jak trzeba. Gestapo wiedziało o przylocie Retingera prawdopodobnie od Polaków sprzeciwiających się jego londyńskiej ekipie. No i planom związanym z Powstaniem Warszawskim. Sowieci też pewnie swoje dołożyli. 

zaloguj się by móc komentować

betacool @tomciob 18 kwietnia 2020 11:56
18 kwietnia 2020 12:42

Dzięki. To rzeczywiście miał być tekst na odstresowanie.

zaloguj się by móc komentować

ikony58 @betacool
18 kwietnia 2020 12:43

po co ja to wklejam? 

wiem ale nie powiem

 http://genezy.szkolanawigatorow.pl/cipa-godebskiej-czyli-psychotyczne-wspomnienia-retingera

Podczas czytania wspomnień Retingera nawiedziła mnie taka oto natrętna wizja: do domu Conrada w hrabstwie Kent na weekend przyjechała Ida Godebska ze swoim mężem Cipą. Siedzą przy kominku na sofie w salonie popijając whisky, skubią bisquity i trochę serka. W międzyczasie Retinger z Normanem Douglasem bawią się z synami Conrada w dziecięcym pokoju. Rękę Idy Godebskiej liże pies Conrada Hadji, a Ida jest przeszczęśliwa i zwraca się egzaltowanie do swojego męża Cipy:" Zobacz jaki on kochany". Ida wskazuje psu swojego mężą i z miłością, patrząc w oczy Hadji, głośno rozkazuje:" Wyliż mi Cipkę".

zaloguj się by móc komentować

betacool @rotmeister 18 kwietnia 2020 11:59
18 kwietnia 2020 12:44

Postanowiłem odbyć podróż Józefa i skonfrontować ją z innymi wspomnieniami. Zaczynamy od porcji surrealistycznego humoru.

zaloguj się by móc komentować

umami @betacool
18 kwietnia 2020 12:48

Dzień 11 mnie znokautował :) Że też Józio na to nie wpadł. 

zaloguj się by móc komentować

betacool @umami 18 kwietnia 2020 12:48
18 kwietnia 2020 12:50

Uff teraz mam pewność, że choć jedna osoba się odstresowała.

zaloguj się by móc komentować

betacool @ikony58 18 kwietnia 2020 12:43
18 kwietnia 2020 13:12

Zapewne zupełnym przypadkiem trzeci ton "Socjalizmu i śmierci" kończy sie rozdziałem, którego bohaterem jest Władysław Zamojski - mentor Retingera. Pomyslałem, że warto podążyć tą ścieżką nieco dalej.

zaloguj się by móc komentować

umami @betacool 18 kwietnia 2020 13:12
18 kwietnia 2020 16:02

Pod tą Cipą Genezego zostawiłem komentarz, tu go poprawiam i uzupełniam, może a propos:

Retinger i Conrad pojawia się w Dzienniku Bronisława Malinowskiego, głównie dlatego, że Bronio miał romans z żoną Retingera, Otolią z Zubrzyckich (Tośką, T.) i odwiedzał z nią Conrada. Sporo jest też odniesień Bronia do książek Conrada. Tajny agent mu się nie podobał. Zapamiętałem uwagę, z przytoczonego w przypisie listu Witkacego, pisanym do Bronia przebywającego na antypodach w 1918 r., że uważali razem Conrada za zdrajcę :) Ciekawe co Witakcy sądził o o Retingerze...
Taki portrecik Retingera, cytowany w opracowaniu Grażyny Kubicy tych Dzienników, zostawia Maria Dąbrowska, bawiąca z mężem w Londynie:
Józef Retinger, czarniawy, szczupły, niezwykle interesujący towarzysko człowiek „wszechwiedzący”, trochę tajemniczy, cokolwiek może „Conradyczny”, na pewno człowiek przygody, miał się niebawem odznaczyć niezwykłą skłonnością do skrajnych „przełomów” światopoglądowych [...] Poznaliśmy także jego ówczesną żonę, osobę prześlicznej urody [...] Miała w sobie niewysłowiony urok jakby właśnie Conradowskich postaci kobiecych; w „polskim” Londynie plotkowano, że Conrad był pod jej urokiem i że temu między innymi należy zawdzięczać jego decyzję podróży do Polski.”
(Dąbrowska, Szkice o Conradzie, 1974, str. 250)
Że też jej nic więcej do głowy nie przychodzi, tylko trójkąty, albo czworokąty (Otolia — Retinger/Malinowski/Conrad). Jakoś związku z socjalistami i Angolami nie zauważa. A ma męża, socjalistę, pod bokiem.
Z nim wiąże się też ciekawa sprawa, ale muszę pogmerać w sprawie szczegółów. Za bardzo p. Marian finansami tych patriotycznych organizacji (organizował oddział Strzelca i Sztabu Wojskowego w Londynie) się zainteresował :) I doszło do sądu honorowego za „czynne znieważenie” przez Tomasza Pacę, syna jednej z krytykowanych osób.
 

zaloguj się by móc komentować

betacool @umami 18 kwietnia 2020 16:02
18 kwietnia 2020 16:24

Ja spróbuję podążyć innymi ścieżkami - tymi z 44 roku.

zaloguj się by móc komentować

m8 @betacool
18 kwietnia 2020 16:49

Rozbawil mnie Pan.  Byloby to bardziej smieszne gdyby nie bylo tak smutne.

zaloguj się by móc komentować

tomciob @betacool
18 kwietnia 2020 18:54

Pozostając w konwencji luźnej:

Knajpy okupowanej Warszawy

"Od listopada 1939 r. zaczęły powstawać w Warszawie nowe lokale, otwierane przez aktorów, muzyków, sportowców. Wybuch wojny uniemożliwił im wykonywanie swojego zawodu. Na ulicy Jasnej zaczęła działać restauracja "Pod Kogutkiem". Rolę kelnera pełnił tam znakomity biegacz, olimpijczyk, Janusz Kusociński, "Cafe Bar Lucyna" przy ul. Foksal. Prawdziwa rewia gwiazd była w cukierni "U Aktorek" na Mazowieckiej. Pracowali tam popularni i lubiani aktorzy teatralni, filmowi, tancerze i muzycy, m.in. Mieczysława Ćwiklińska, Janina Romanówna, Jan Kreczmar czy młoda i śliczna Elżbieta Barszczewska. Bywanie tam uchodziło za patriotyczny obowiązek. Jedząc ciastka i pijąc herbatę czy kawę, wspierano bezrobotnych artystów. Ci którzy nie mogli otworzyć własnych knajp, umilali gościom spędzany w restauracjach czas - Mieczysław Fogg śpiewał w "Barze na Antresoli" przy Złotej 7, a orkiestra jazzowa George'a Scotta bawiła młodzież w "Momusie" przy Marszałkowskiej 145, czy "Swannie" przy Nowym Świecie 23".

Sorry, że nie odnoszę się do głównego tematu notki ale niewiele wiem na temat Rattingera w okupowanej Polsce.

zaloguj się by móc komentować

tomciob @tomciob 18 kwietnia 2020 18:54
18 kwietnia 2020 19:15

A to jest George Scott który... w 1943 roku w lipcu w Warszawie odbywa na estradzie mecz pomiędzy orkiestrą symfoniczną a jazzową, przy czym Scott jest kapitanem orkiestry jazzowej

https://audiovis.nac.gov.pl/i/PIC/PIC_2-11178.jpgźródło zdjęcia Narodowe Archiwum Cyfrowe

https://audiovis.nac.gov.pl/zespol/2:1103/

 opis:

Tytuł tematu: Warszawa. Mecz na estradzie między orkiestrą symfoniczną a jazzową

Opis obrazu: Georg Scott przy pulpicie dyrygenckim orkiestry jazzowej.

Data wydarzenia: 1943-07
Miejsce: Warszawa
Osoby widoczne: Georg Scott,
Osoby niewidoczne:
Hasła przedmiotowe: orkiestry,
Inne nazwy własne:
Zakład fotograficzny:
Autor: Bilażewski-Bil Mieczysław, Warszawa
Zespół: Wydawnictwo Prasowe Kraków-Warszawa
Sygnatura: 2-11178

zaloguj się by móc komentować

betacool @m8 18 kwietnia 2020 16:49
18 kwietnia 2020 19:47

To nie wiem, czy rozweselę, czy zasmucę ale spora porcja jeszcze bardziej niewiarygodnych przygód przed nami.

zaloguj się by móc komentować

betacool @tomciob 18 kwietnia 2020 18:54
18 kwietnia 2020 19:57

Oddaje klimaty. Ciekawy ten brytyjski sposób przeżywania wojny i wyobrażenia Józia o konspiracji skrzyżowane z tym warszawskim sznytem.

zaloguj się by móc komentować

tomciob @betacool 18 kwietnia 2020 19:57
18 kwietnia 2020 21:07

Georg Scott był na przykład posiadaczem paszportu amerykańskiego:

"Zagranicznymi muzykami w orkiestrze (Karasiński - Kataszek) byli także węgierski gitarzysta Imre Berta, amerykański saksofonista Henry Nattan i multiinstrumentalista Georg Scott, który wcześniej związany był z innym pionierskim ansamblem – Henryka Golda. Scott urodził się w Tbilisi jako syn Afroamerykanina, robiącego na Kaukazie naftowe interesy i Polki pochodzenia szwedzkiego. Był aktywnym muzykiem także w czasie wojny. Miał amerykańskie obywatelstwo i nie obowiązywały go zarządzenia władz niemieckich wobec Polaków: mógł, np. posiadać radio, co wykorzystywali zarówno jego koledzy z AK, jak i jazz-entuzjaści". źródło

A wiadomo jakim paszportem dysponował Józio?

zaloguj się by móc komentować

betacool @tomciob 18 kwietnia 2020 21:07
18 kwietnia 2020 21:49

Ja bym obstawiał paszport dyplomatyczny.

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool
18 kwietnia 2020 22:39

Tytuł filmu w kontekście przyszłości Polski - bomba

Od 1:15 nabijają się nawet z tej przykrywki ///j/ozia

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak 18 kwietnia 2020 22:39
18 kwietnia 2020 23:44

Prawda, że subtelny tytuł... Ja tego filmu w żadnej polskiej tv nie widziałem. Moźe przesłanie zbyt jasne, by nas tym drażnić.

zaloguj się by móc komentować

tomciob @betacool 18 kwietnia 2020 21:49
19 kwietnia 2020 00:29

A ja meksykański, albo ten:

http://elitadywersji.org/wp-content/uploads/2020/03/SOE-Kenkarta-Retinger.pngŹródło zdjęcia załączone na zdjęciu

zaloguj się by móc komentować


betacool @tomciob 19 kwietnia 2020 00:37
19 kwietnia 2020 01:36

Józio w elicie dywersji...Tyle niewypowiedzianego zła zutylizował, że chyba zasłużył.

zaloguj się by móc komentować

tomciob @betacool 19 kwietnia 2020 01:36
19 kwietnia 2020 12:17

Jak ktoś ma możliwość interwencji u samego Wiaczesława M. w sprawie swojego opiekuna z czasów bawienia pod okupacją w Warszawie to nie dziwota że potem zostaje elitą dywersji (a może on był na paszporcie radzieckim?):

"Na wiosnę 1944 roku, jako zaufany Stanisława Kota oraz samego Mikołajczyka, zostaje opiekunem Józefa Retingera, podczas jego lotu do Polski. To jemu Retinger zawdzięcza wyjście z wielu „przygód”, których doświadczył w okupowanej Polsce. Po powrocie do Londynu opiekuje się chorym Retingerem, który mianuje go swoim sekretarzem.

    Równocześnie z polecenia premiera „Celt” starał się przekonać kierownictwo Polskiego Państwa Podziemnego o konieczności zawarcia kompromisu z Sowietami. Jego sugestie nie zyskują aprobaty, a „kiedy zwróciłem się do Delegata Rządu – pisze w sprawozdaniu – z sugestią Pana Premiera, aby starał się stępić ostrze propagandy antykomunistycznej i wpływał na prasę, by nie pisała zbyt jaskrawo wrogich dla Rosji artykułów, odpowiedział, że tego nie zrobi, bo uważa to za błąd. Komunistów trzeba izolować od społeczeństwa. Jednocześnie Jan Stanisław Jankowski dobitnie podkreślił, iż Polacy nie zgodzą się na uznanie komunistów, gdyż traktują ich „nie jako Polaków, lecz jako pachołków Rosji”.

    Po zakończeniu wojny towarzyszy Retingerowi w jego wyprawie – formalnie w ramach misji do spraw demobilu -  do rządzonej przez komunistów Polski, w czasie której rozmawiają z najważniejszymi przedstawicielami warszawskiego reżimu, z Władysławem Gomułką, Hilarym Mincem i Jakubem Bermanem na czele.

   W końcu grudnia 1945 roku bierze w Krakowie ślub z Ewą Lovell, ówczesną studentką romanistyki UJ.

   Funkcjonariusze potraktowali misję Retingera i Chciuka jako akcję szpiegowską wywiadu brytyjskiego. Nic więc dziwnego, iż w czasie pobytu w kraju (grudzień 1945 – kwiecień 1946) pozostawali pod ścisłą obserwacją ubeków.

   Na początku kwietnia 1946 roku Retinger odleciał do Londynu. Przed samym odlotem dowiaduje się, iż dla Chciuka zabrakło miejsca, ale „odleci on następnym samolotem”. Chciuk spotyka się z Mikołajczykiem, a w dniu 3 kwietnia zostaje wraz z żoną aresztowany przez funkcjonariuszy MBP i przewieziony do aresztu przy ul. Koszykowej.  Jego przesłuchanie prowadzi ówczesny major Artur Ritter-Jastrzębski, agent GRU, pierwowzór postaci Hansa Klossa. Wypytuje on „Celta” nie tylko o misję do spraw demobilu i kontakty z Retingerem, ale także o wyszkolenie cichociemnych, misje kurierów politycznych rządu RP do okupowanego kraju oraz strukturę i działalność Polskiego Państwa Podziemnego.

   Po trzech miesiącach pobytu w areszcie Tadeusz Chciuk zostaje wraz z żoną – w wyniku m.in. interwencji Retingera u samego Mołotowa – zwolniony. Przed opuszczeniem celi zostaje zmuszony do podpisania zobowiązania do współpracy, przyjmując pseudonim „Marcin”."  źródło

zaloguj się by móc komentować

betacool @tomciob 19 kwietnia 2020 12:17
19 kwietnia 2020 12:49

Tymi co ja tropami podążasz. Mam wspomnienia Celta. Będzie o nich w kolejnych odcinkach.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool 18 kwietnia 2020 23:44
19 kwietnia 2020 13:28

Nie wiedziałam, że Mel Brooks zrobił jeszcze śmieszniejszy remake To be or not to be wypuszczony w 1983, czyli robiony w czasie naszego stanu wojennego.... nie pamiętam, który delegat pojawiał się w tamtych czasach u nas

zaloguj się by móc komentować

tomciob @betacool 19 kwietnia 2020 12:49
19 kwietnia 2020 14:06

Ale info o Georgu Scottcie ciekawe, nie. Przestaję podążać i czekam na ciąg dalszy, a tam ciekawy kwietnik się zapowiada. Łatwiej zapytać jakiego paszportu Józio nie posiadał niż jaki miał do dyspozycji. Dzięki za notkę i pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

betacool @tomciob 19 kwietnia 2020 14:06
19 kwietnia 2020 14:20

Może on był od ideologicznej dywersji muzycznej...

zaloguj się by móc komentować

tomciob @betacool 19 kwietnia 2020 14:20
19 kwietnia 2020 15:15

Nie ma materiałów na jego temat, ale działalność Józia w Meksyku zrobiła na mnie wrażenie.

zaloguj się by móc komentować

tomciob @betacool
19 kwietnia 2020 23:29

Ponieważ notka zahacza o okupacyjną Warszawę, a nie ukrywam że o życiu codziennym w tej Warszawie wiem stosunkowo mało pozwolę sobie jeszcze umieścić odrobinę materiału na ten temat. Aby był w archiwum tak na wszelki wypadek. Będą to dwa linki. Jeden w którym jest bibliografia do tematu, a drugi opisujący to życie. Liczę że nie będzie pan miał nic przeciw.

https://www.miesiecznik.znak.com.pl/6522009pawel-rodakniecodzienna-codziennosc-czasu-okupacji/

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/1633663,1,zycie-muzyczne-w-okupowanej-warszawie.read

https://d-nm.ppstatic.pl/kadr/k/r/91/e9/5c6e83ae8f48a_o,size,933x0,q,70,h,e798db.jpgźródło zdjęcia

Pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

betacool @tomciob 19 kwietnia 2020 23:29
20 kwietnia 2020 11:18

Mam w makulekturowej kolejce książeczkę o okupacyjnej rzeczywistości osoby w tych źródłach nie wymienionej. Chyba będzie dobra na zamknięcie cyklu o Józiu.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować