-

betacool

Coryllus na tropie kanadyjskiego syndykatu, czyli pierwszy dzień niepodległości

makulektura.pl

Makulektura nr 48 cz.1


Coryllus na tropie kanadyjskiego syndykatu, czyli pierwszy dzień niepodległości


Jakiś czas temu Coryllus opublikował tekst, który z grubsza zapamiętałem. Potem w związku z tymże tekstem nastąpiła cała seria dość niezwykłych przygód, które postaram się tu w  kolejnych wpisać odtworzyć. Przyznam, że odnalezienie oryginału okazało się dla mnie zadaniem wcale nie łatwym. Może dlatego, że tytuł był dość mylący: „O kokieteryjnej uzurpacji”.

Poniżej link do całego wpisu:

https://coryllus.pl/o-kokieteryjnej-uzurpacji/

Ja przytoczę z niego warstwę dialogową, którą poddałem małej redakcyjnej przeróbce, by jako dialog wybrzmiała. Mam nadzieję, że Autor się nie obrazi.
Oto zapis tych niezwykłych rozmów wraz ze śladowym opisem towarzyszących im okoliczności:


„Rosyjskie elity, z carem na czele, o ile ten car coś akurat kumał, chcąc nie chcąc musiały utrzymywać samodzierżawie. Jakiekolwiek ustępstwo wobec tak zwanego ludu groziło bowiem katastrofą. Siły zwane rewolucyjnymi dążyły do dalszych ustępstw, a w konsekwencji do dewastacji całego kraju. Ponieważ jednak siły światowego postępu domagały się od cara różnych świadczeń i zamierzały z całą mocą wejść na rosyjski rynek, batiuszka musiał im od czasu do czasu pokazywać, że chce dobrze, ale się nie da. Wyznaczał jakiegoś ministra, jakiegoś Stołypina, do przeprowadzenia niezbędnych reform. Tego Stołypina wynajęci przez ochranę socjaliści pochodzenia żydowskiego zabijali bombą lub z rewolweru, to zależy co było pod ręką. Car zaś rozkładał ręce i mówił z niewinnym uśmiechem do towarzysza Rotschilda – sami widzicie towarzyszu Rotschild, że się nie da. Ten patrząc na cara mruczał: już ja ci drętwy k….e pokażę czy się da czy się nie da.
Towarzysz Rotschild zadzwonił do swoich ludzi w Petersburgu, a kiedy usłyszał głos jednego z nich w słuchawce zaryczał:
- Kogo wy tam macie! Czym się ci ludzie zajmują! Dlaczego nie ma jeszcze rewolucji!
- Uspokójcie się towarzyszu Rotschild – rzekł głos w słuchawce - Mamy już odpowiedniego człowieka.
Towarzysz Rotschild uspokoił się w istocie i zapytał:
- Jak się nazywa?
- Uljanow.
- Dziwne nazwisko.
- Możemy mu zmienić...
- Dobra, to zmieńcie.
- Na jakie towarzyszu?
Rotschild zamyślił się chwilę:
- Zmieńcie mu na Lenin, ładnie brzmi.
- Załatwione – powiedział głos w słuchawce.
Wszystko szło już właściwym trybem, towarzysze socjaliści Żydzi z Mendelsonem na czele zorientowali się już, że z tego cywilizowanego socjalizmu nic nie będzie i pozostaje albo przyłączyć się do dzikich, którzy na razie nie rokowali za dobrze, albo do galicyjskich konserwatystów. Był tylko jeden problem. Tramwaj.
Wśród tych cywilizowanych socjalistów z Genewy, Wiednia i miast południowo-niemieckich był taki jeden co się nazywał Piłsudski i on ciągle gadał o jakimś czerwonym tramwaju. Nikt na to początkowo uwagi nie zwracał, ale jak się sytuacja zaczęła rozwijać to ktoś wreszcie zwrócił i zadzwonił z tym do towarzysza Rotschilda.
- Że czego on chce – zdziwił się towarzysz Rotschild
- Polski.
W słuchawce zapadła cisza.
- Wolski? Taki ma pseudonim? To jeszcze trochę za wcześnie, Wolski to kto inny, w następnym etapie mieliśmy go zainstalować – towarzysz Rotschild był wyraźnie zakłopotany.
- Nie, towarzyszu, nie Wolski, mówię, że on chce Polski, żeby taki kraj powstał.
- Gdzie?
- No w Rosji.
Towarzysz Rotschild złapał się za głowę.
- To jest wykluczone towarzyszu Gross, musicie mu to wytłumaczyć i wybić z głowy.
- Będzie trudno...
- Ja nie znam takiego słowa – towarzysz Rotschild zirytował się i rzucił słuchawkę.
W niezły ambaras wprawił towarzysza Rotschilda towarzysz Piłsudski, albowiem sprawa podmiany socjalistów cywilizowanych na dzikich wydawała się prosta. Socjalista to taki cygan, dziś tu, jutro tam, konia sprzeda, garnek zdrutuje, siodło uszyje i dalej w drogę. Jak się go zamieni na innego, co trochę inne postulaty będzie zgłaszał i do konia, garnka oraz siodła dołoży jeszcze zupę na gwoździu, nikt się nie połapie. Co innego z takimi co z tramwaju wysiadają. I jeszcze do tego mówią jakimś językiem niezrozumiałym dla towarzysza Rotschilda, a całkiem jasnym dla niewielkiej grupy ludzi pomieszkujących gdzieś tam na obrzeżach imperium. Towarzysz Rotschild miał kłopot.
A co jeśli oni porwą mi tego Lenina, na pal go wbiją i wszystko to pokażą w kronice filmowej? A na koniec dadzą napis – tylko spórubujta komunisty, a każden jeden tak skończy!
- Ja czytałem taką książkę – smucił się towarzysz Rotschild przemawiając do swojej żony towarzyszki Rotschildowej – „Pogniem i zmieciem” się nazywała, tam polscy antysemici życzliwych Żydom kozaków na pale wbijali.
- Może nie będzie tak źle – próbowała go pocieszyć towarzyszka Rotschildowa.
- Zaś tam nie będzie – żachnął się jej małżonek – ponoć już są tacy co się z arystokracją chcą dogadywać i reformę rolną blokują. Gdzie sprzedamy swoją pszenicę jak rewolucja do Renu nie dojdzie?
- A ile tego jest – zapytała troskliwa jak zawsze Rotschildowa.
- 120 milionów ton plus to co na polach.
- Faktycznie sporo, ale ja w ciebie wierzę, coś z pewnością wymyślisz.
I towarzysz Rotschild wymyślił. Wymyślił mianowicie wojnę, która jest najlepszym sposobem na zmianę stosunków własności. No, ale tu spotkała go niespodzianka, bo choć chłop polski walczył niechętnie, jak pouczają nas pamiętniki z epoki, choć robotnik polski wychowany na periodykach Daszyńskiego finansowanych przez rodzinę Grossów z najwyższym uniesieniem słuchał opowieści o zupie na gwoździu, to jednak okazało się, że Matka Boska ma jeszcze pewne możliwości.
- I co teraz – ryczał towarzysz Rotschild chodząc po gabinecie owalnym i patrząc na skulonego pod biurkiem prezydenta Stanów Zjednoczonych oraz ambasadora Kanady bladego jak ściana, bo to u niego przecież była skitrana ta cała pszenica, co to Rotschild z Rotschildową o niej rozmawiali – co teraz gamonie!!! Gadać mi tu zaraz co wymyśliliście!!!!
- Towarzyszu Rotschild, nie denerwujcie się wyślemy im doradców – rzekł ambasador Kanady.
- Na ch…j im doradcy! Już tam byli jacyś doradcy i nic nie pomogło!
- Wyślemy im lepszych...

***

Mam nadzieję, że wszyscy zajrzą do pełnego tekstu Coryllusa.
Ja natomiast skupię się na wątku zbożowym. Skłoniły mnie pewne szczególne okoliczności.
Dziwnym trafem, gdy pewne wątki, albo tematy zajmą mój mózg, wtedy ni stąd ni zowąd zaczynają stawać mi na drodze rzeczy i wiadomości, które w przedziwny sposób wątki te uzupełniają, a nawet je rozbudowują i to w zupełnie nieoczekiwanych kierunkach.
Co tym razem stanęło na mojej drodze? Otóż były to kolejno: przedwojenna książka pod wiele obiecującym tytułem „ Kanadyjski syndykat sprzedaży pszenicy (Canadian „Wheat Pool”)”, pewien artykuł prasowy, który poznacie już w kolejnej notce, a który będzie opisywał dzień 11 listopada 1918 roku, czyli dla wielu z naszych rodaków pierwszy dzień niepodległości i wspomnienia londyńskiego wytwórcy kefiru, które zamkną ten zbożowy mini cykl.
Dziwnym trafem i w artykule z gazety i we wspomnieniach wątek zbożowy będzie bardzo istotny, ale zanim przejdziemy do wszystkich tych zbożowych (żeby tylko zbożowych cymesów) raz jeszcze link do artykułu Coryllusa. Niech dobrze się rozgości w naszej świadomości, zanim wyruszymy w dalszą drogę.

https://coryllus.pl/o-kokieteryjnej-uzurpacji/

Zapewniam, że postaram się byśmy przeszli ją do końca do dnia 11 listopada.



tagi: niepodległość  kanada  zboże 

betacool
26 października 2018 17:27
15     1259    14 zaloguj sie by polubić
komentarze:
ewa-rembikowska @betacool
26 października 2018 19:31

Gdzie człowiek nie sięgnie wzrokiem, tam kryminał. Jak żyć?

zaloguj się by móc komentować

betacool @ewa-rembikowska 26 października 2018 19:31
26 października 2018 19:46

Powiem tylko tyle - fabuła i przebieg owych kryminałów jest nieprawdopodobnie wręcz przewidywalna.

A dziwnym trafem ludzie wciąż mają nadzieję, że tym razem zakończenie będzie inne.

Zapraszam na jutrzejszy wpis. Ja przeczytałem gazetę z 12.11.1918 mniej więcej miesiąc temu. Potem wpadły mi w ręce kolejne materiały. Czuję się jak Mościcki niosący swoją walizeczkę z materiałami wybuchowymi...

zaloguj się by móc komentować

DYNAQ @betacool 26 października 2018 19:46
26 października 2018 19:59

Kiedy premier Ukrainy ogłosił że mają rekordowe zbiory pszenicy  to mu się zaraz majdan zrobił...

zaloguj się by móc komentować

betacool @DYNAQ 26 października 2018 19:59
26 października 2018 20:12

Stąd może pomysły (które zreferuję), że lepiej byłoby zboże po prostu palić? 

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @betacool
26 października 2018 20:58

Dziękuję bardzo. Tematu zbożowego dotknąłem trochę w książce. No i poza tym teraz już chyba wiadomo, jak nazywał się szef ekipy smutnych panów, którzy w 1917 roku przyjechali do cara...

zaloguj się by móc komentować

OdysSynLaertesa @betacool 26 października 2018 20:12
26 października 2018 21:15

Lepsze będą dopłaty do nieuprawiania...Nie takie jak są teraz (do zieleniny), ale takie jak np w Afganistanie. 

Świetna notka. Z pewnością zapadnie w pamięć. 

zaloguj się by móc komentować

Paris @betacool
26 października 2018 22:11

A mi dzisiaj ciocia powiedziala, ze juz chleb zdrozal...

... super notka... i na czasie.  Historia zdaje sie zatoczyla kolo i zaczyna sie powtorka tego co juz bylo...

... czekam na ciag dalszy, bo zapowiada sie baaardzo ciekawie  !!!

zaloguj się by móc komentować

DYNAQ @Paris 26 października 2018 22:11
26 października 2018 22:18

Mnie natomiast babcia powiedziała że staniał...

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool
26 października 2018 22:49

Że też przeoczyłem wtedy ten tekst. Początek roku akademickiego. Dzięki za przypomnienie. 

Amerykański pisarz Frank Norris, podobno umiarkowany socjalista, w 1901 wydał The Octopus: the story of California (Ośmiornica: opowieść kalifornijska - wyd. polskie Octopus, Warszawa 1903, Ośmiornica, Czytelnik 1955) pierwszą część czegoś co zamierzał jako trylogię zatytułowaną Story of the wheat (Opowieść o pszenicy). Ośmiornica to koleje żelazne, których ofiarą padają farmerzy, historia oparta na faktycznych wydarzeniach, na mordzie dokonanym na kilkunastu farmerach przez jakiegoś płatnego zabójcę wynajętego przez koleje. Druga część to The Pit: A Story of Chicago (Wilczy dół: chicagowska opowieść) z 1903 r. historia o facecie który spekuluje na pszenicy i robi wielką kasę a potem bankrutuje, dla niepoznaki zawoalowana w love story. 

Trzecia część miała nazywać się The Wolf: A Story of Europe (Wilk: opowieść europejska). I co? I guzio? Zmarło się umiarkowanemu socjaliście, na zapalenie otrzewnej od wyrostka robaczkowego. Musi że niezdrowy tryb życia prowadził. Pewnie za dużo pił i palił. U umiarkowanych socjalistów to typowe. I kiepskich musiał mieć lekarzy, że tak go przez "palce przepuścili". Tak samo krytyków lietrackich, bo go dziś mieszają z błotem. Seksista i antysemita. Zapewne najbardziej seksistowska i antysemicka była ta jego trzecia nienapisana powieść. 

Ale za to miał dobrego fotografa:

Co nie? 

 

 

zaloguj się by móc komentować

Paris @DYNAQ 26 października 2018 22:18
26 października 2018 22:57

Panska babcia wprowadzila Pana w blad...

... festival podwyzek - i to znacznych - dopiero przed nami.

zaloguj się by móc komentować

DYNAQ @Paris 26 października 2018 22:57
26 października 2018 23:07

No ,bez paniki,proszę..była susza jak cholera,przenica zdrożała,normalne.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Magazynier 26 października 2018 22:49
26 października 2018 23:08

O wielu powieściach drukowanych na początku wieku niekt juz nie pamięta i jest to niepamięć jak najbardziej celowa. Ja już kilka ciekawych lektur mam za sobą. Ale cała paskudna zależność w moim wypadku polega na tym, że im więcej czytam, tym mniej piszę... a naprawdę jest o czym.

Tak jak Ty przeoczyłeś tekst Coryllusa, tak ja nie wiedziałem nic o gościu z fotografii.

zaloguj się by móc komentować

betacool @DYNAQ 26 października 2018 23:07
26 października 2018 23:12

Z tej książeczki o kanadyjskim syndykacie wynika raczej, że pogoda miała niewielki wpływ na ceny pszenicy.

Ale nie uprzedzajmy faktów.

zaloguj się by móc komentować

DYNAQ @betacool 26 października 2018 23:12
26 października 2018 23:45

Obecnie kanadyjski syndykat staje się już chińskim syndykatem,przejmują kontraktację i farmy.Zboża i rzepak dwoma liniami kolejowymi z prerii przez Góry Skaliste,składami po 200 wagonówjadą do  portu w Vancouver ,na chińskie statki.

Jul 18, 2018 - China is making major moves to import more Canadian wheat 

zaloguj się by móc komentować

Paris @DYNAQ 26 października 2018 23:07
27 października 2018 21:44

Daleka jestem od siania paniki...

...  Pan Bog splatal nam niebyle jakiego psikusa  !!!   Otoz, urodzaj tego roku byl  naprawde duzy  i  zadziwiajacy - pomimo tak wielkiej suszy.  Wbrew ludzkiemu gadaniu  zboze latos obrodzilo... i to wcale nie najgorzej... podobnie rzecz sie miala z owocami, a teraz takze z warzywami... jest ich naprawde duzo...

... poza tym mowi sie o podwyzkach wszystkiego... energii elektrycznej, komunikacji, benzyny...

... te podwyzki z  ksiezyca wziete nie maja nic wspolnego z gospodarka... jezeli juz to zdecydowanie z  KARYGODNA  niegospodarnoscia i skandalicznym brakiem odpowiedzialnosci za podejmowane dzialania... to sa dzialania celowe i prowadzace wprost do ruiny  !!!

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować