-

betacool

Czy Karol Strasburger miałby szanse zostać renesansowym VIPem? Algorytm kontrrewolucji

Czy Karol Strasburger miałby szanse zostać renesansowym VIP-em?

Algorytm kontrrewolucji

Tadeusz Wojtaszko, Rzeczpospolita Babińska. Przez wieki i okupacje, Wydawnictwo Retro, Lublin 1994, s.180

 

Każdy, kto choc raz w życiu oglądał "Familiadę" musiał zderzyć się z wydarzeniem, które cholernie trudno usunąć z pamięci, czyli z próbą opowiedzenia dowcipu przez Karola Strasburgera. Treść tych krótkich występów zazwyczaj ulatywała błyskawicznie z pamięci, ale wrażenie, że odkryło się estradową formę performansu bardziej denną niż głębinowy plankton Rowu Mariańskiego, pozostawało z człowiekiem już na zawsze.

Przyznam, że lektury, które Wam tu dziś przedstawię mocno nawiązują do występów pana Karola. Mało tego, śmiem twierdzić, że opowiadane przez niego dowcipy wcale aż tak denne nie były. Okazuje się bowiem, że w dziedzinie opowiadania śmiesznych historyjek, nawet na dnie Rowu Mariańskiego nasi rodacy byli w stanie wykopać głęboką studnię. Mało tego, byli gotowi do tego niezwykłego przedsięwzięcia  już kilka wieków temu. Jeśli prześledzimy historyjki opowiadane przez babińską elitę (nagradzane nadaniem urzędu), to czeka nas nieprawdopodobnie żenująca dawka staropolskiego kabaretu. Po jego próbki, czyli do "Rejestru Rzeczpospolitej Babińskiej", głęboko sięgał ponad sto lat temu Kazimierz Bartoszewicz ("Rzeczpospolita Babińska", Kraków 1909).

Warto chyba przytoczyć kilka żartów owej szlacheckiej gromady. Oto mieli śmiać się "babińczycy" z opowieści o wieprzu, tak wielkim, że kosztował sto talarów. Godność hetmańską można było otrzymać za opowieść o wole uderzonym pięścią tak mocno, że ręka wypadła na jego drugą stronę.

Remian Borzechowski został szczwaczem babińskim, gdyż opowiedział, że poszczuł szczenną charcicą kotnego zająca. Gdy charcica poczęła bardzo przyśpieszać, zając zaczął miotać młode z siebie. Widząc to charcica, także zaczęła miotać z siebie małe charcięta i tak charcica dogoniła zająca, a charcięta pogoniły maleńkie zajączki.

Jej Mość Pani Dorota Rejowa, stolnikowa lubelska, powiedziała że jeśli w stare szklanice, wleje się młode wino, zamieni się ono w wino stare. Otrzymała za ten dowcip urząd cześniczki babińskiej.

Jeśli uważacie, że denniejszych opowieści być nie może, to zapewniam, że musicie podjąć trening nad radykalnym poszerzeniem horyzontów Waszej wyobraźni. Humor babiński wwiercał się bowiem w coraz głębsze warstwy dna - zaczęto opowiadać dowcipy o modlących się klaczach, o zmartwychwstałych zającach. Zastanawiano się, co się stało z rybami, które apostołowie w dużej obfitości złowili w opowieści ewangelickiej. Potem wzięto się nawet do nominowania apostołów, a nawet do kanonizacji świętych babińskich. Kazimierz Bartoszewicz podsumował to tak:

"Doprawdy nie do uwierzenia jakie małe wymagania do dowcipu miała ta sławna Rzeczpospolita. Dziwić się tylko należy, że ten co przypadkiem kichnął nie otrzymał urzędu puszkarza, a nie byłby to dowcip najgorszy, kto wie czy by się nawet nie wyróżniał z powodzi innych".

Jak widzimy poziom babińskiej szydery w pewnym momencie nie dotyczył już tylko i wyłącznie kpin z państwa jego instytucji i urzędów, lecz także kpin z religii i jej największych dogmatów.

Być może popijawy w towarzystwie ważnych person, okraszone opowiadaniem przyciężkawych dowcipów mogły być dla niektórych formą wątpliwej nobilitacji. Ale jest w tym pewien haczyk. Jak bowiem w tak nędzne okoliczności, wpisać bytność naszych odrodzeniowych wieszczów - Kochanowskiego i Reja? To jest właśnie zakręt, na którym naukowa narracja przestała się wyrabiać. Do momentu wydania małej książeczki Bartoszewicza, Babin funkcjonował bowiem jako "akademia satyry i dowcipu, koncentrująca życie umysłowe inteligencji polskiej". Autor rozprawy o Babinie napisał o tym tak:

"W czepku się urodziła Rzeczpospolita Babińska" - napisałem na początku niniejszej rozprawy (...) Pozostawiła po sobie pamięć po stokroć lepszą, aniżeli pozostawić była powinna - żyje już trzy wieki sztuczną reklamą, której tylko lękliwą gdzieniegdzie stawiano opozycję". 

Przyznam, że na serduchu robi się trochę cieplej, gdy autor książki sprzed stu lat zabiera się za wysadzanie monumentu wzniesionego przez "trzy wieki sztucznej reklamy". Tak, tak - śmiało mogę pisać o "wysadzaniu", bowiem Bartoszewski piętnował nie tylko denny poziom babińskich dowcipów.

W pewnym momencie przytoczył słowa Szymona Szymonowica przestrzegającego młodego Tomasza Zamojskiego (syna wielkiego kanclerza):

"... jest w listach Szymonowicza do jego pupila, Tomasza Zamojskiego, jeden ustęp, któ­ry bodaj czy nie odnosi się do babińczyków. Stawiającego pierwsze swe kroki Tomasza ostrze­ga Szymonowicz przed zgrają fałszywych przy­jaciół. »Całe legiony (pisze) kręto-sporno-łgarsko-przedajno-krzywoprzysięgło-wiarołomkowiczów rzuciły się na ciebie. Muchy nie lgną tak do mleka, jak oni do twojej młodości. Odpędzaj tę zarazę...".

Dlaczego Bartoszewicz, przytoczył te słowa z listu Szymonowica. Otóż udało mu się wytropić związki młodego Zamojskiego z Pszonką. Związki samego Jana Zamojskiego z Babinem, Bartoszewicz raczej kwestionował. Nie wydaje mi się jednak prawdopodobne, by tak doświadczony polityk jak Zamojski, nie próbował umieszczać w tym dziwnym gronie swoich ludzi. Musiał bowiem zdawać sobie sprawę, że była to nie tylko inicjatywa pijacko-towarzyska, ale także a może przede wszystkim agencja zbierania kompromatów, o jednoznacznym zabarwieniu politycznym. Oto jak z grubsza te polityczne powiązania rozpoznał Kazimierz Bartoszewicz:

"Jeżeli jednak jest tak mało o Babinie dru­giej epoki we współczesnej mu literaturze, to za to o Pszonkach i o niektórych babińczykach ma­my wiadomości z niedawno wydanych dokumen­tów. W »Rokoszu Zebrzydowskiego«, stanowią­cym ostatni tom »Biblioteki ordynacyi Krasiń­skich — Muzeum Świdzińskiego«, spotykamy się kilkakrotnie tak z Jakóbem Pszonką, jak i z jego bratem, Stanisławem. Ale nie zaszczytne to zaiste dla nich spotkanie, bo pomimo wszelkiej obrony ze strony Szmitta, rokosz Zebrzydowskiego jest jedną z najczarniejszych plam naszej przeszłości. Około postaci dumnego i mszczącego się za mnie­mane krzywdy Mikołaja Zebrzydowskiego, zebra­li się ludzie swawolni,' zuchwali i rozpustni »wszystkie męty religijno-społeczne« i doprowa­dzili do bratobójczej walki pod Guzowem. Od czasów walczących ze sobą książąt Piastowskich, był to jeden i jedyny wypadek bitwy stoczonej pomiędzy swoimi, nie wskutek zewnętrznych wpływów lub pomocy. Panowie Pszonkowie gra­li w rokoszu wybitną rolę i doprawdy podziwiać trzeba, kiedy się czyta »o atmosferze podniosłej« Babina, lub pochwałę dla »ściśle określonej jego tradycyi politycznej«. Tak jest, była to tradycya, ta sama tradycya, która założycielowi Babina dała nazwę »warchoła«, o czem będzie później, i która ostatniego z Pszonków, Adama, syna ro­koszanina Jakóba, zaprowadziła, jak wiemy, do obozu Karola Gustawa.

Nie, niech tam sobie co chcą prawią wielbiciele rzeczpospolitej babińskiej, burgrabiowie jej i najbliżsi przyjaciele nie mogli służyć za wzór dobrych obywateli kraju".

Jasnym jest, że w tych dużo późniejszych politycznych inicjatywach, ani Rej, ani Kochanowski nie brali już udziału, ale bardzo zastanawia milczenie ludzi tak pełnych dowcipu na temat krotochwilnego babińskiego zgromadzenia dotyczących pierwszych lat jego istnienia. Dziwne były także losy związanych z nią dokumentów. Jan Achacy Kmita twierdził, że babińskie przywileje dawano i je posyłano. Dziwnym trafem do naszych czasów nie zachował się żaden z owych "dyplomów". Kmita wspomniał także o jakiś rejestrach skarbowych Rzeczpospolitej, o jakiś "prawach porządnych" i o "wakansach". I z tych wymienionych dokumentów nie zachowało się do naszych czasów nic. Znany nam z cytowanych anegdot "Rejestr" podczas wojny północnej został wywieziony do Szwecji. W 1816 roku przypadkowo odnalazł go Felicjan Biernacki, do ojczyzny zaś dostarczył ksiądz Szaniawski. Księgę umieszczono w Bibliotece Puławskiej, a następnie przeniesiono ją do Biblioteki Czartoryskich w Krakowie. 

Obficie tu dziś cytowanej książeczki Bartoszewicza nie wystawię na tradycyjnej aukcji, ponieważ będzie mi jeszcze służyć w kolejnych makulekturowych dochodzeniach. Dość obficie korzystał z niej Tadeusz Wojtaszko. 

https://allegro.pl/oferta/tadeusz-wojtaszko-rzeczpospolita-babinska-8288474657

Książka Wojtaszki to opis burzliwych dziejów jego małej ojczyzny. Zawiera wiele ciekawych faktów dotyczących Babina i najbliższych okolic. Ja wrócę do tych, które zahaczają o czasy Rzeczpospolitej Babińskiej i o politykę. Wojtaszko zdecydował, że niektóre podawane przez niego treści trzeba wytłuszczyć. Oto jeden z tak wyróżnionych akapitów:

"Pomiędzy szlacheckimi dworami a chopami było wiele zasadniczych różnic, a w szczególności zależność ekonomiczna. Ważniejszy był fakt, że szlachta była wówczas w większości protestancka, a chłopi wiernie trwali przy katolickiej wierze swych przodków i byli oni tą warstwą społeczną, która w poważnym stopniu przyczyniła się do upadku reformacji, zwycięstwa i umocnienia się katolicyzmu w Lubelskiem".

Możemy tu sobie pogdybać, co tak drażniło prostych mieszkańców lubelskiej wsi. Może był to rezultat działań sprowadzonych w ich sądziedztwo arian, których główny teoretyk Marcin Czechowicz twierdził, iż dla arian w Nowym Testamencie to "nie Bóg stał się człowiekiem, lecz człowiek Bogiem". Prości ludzie nie pojmowali chyba takiej dialektyki. Równie alergicznie reagowali na konsekwencje niektórych ariańskich niekonsekwencji:

"Rażący  bez zwątpienia, był kontrast pomiędzy teoriami antymilitarystycznymi, pacyfistycznymi a ciągłymi wojnami i buntami za panowania Stefana Batorego, Zygmunta III, Władysława IV i Jana Kazimierza. Gdy naród wszystkie siły wytężał w walce o honor i niezawisłość Ojczyzny, arianie wiązali się ze Szwedami i Siedmiogrodzianami, stając się ich dywersyjnymi agenturami.

Arianie stawali więc przeciwko interesom Polski i utrzymywali kontakty z jej wrogami. Po oskarżeniu arian lubelskich o zdradzieckie knowania z Bethlerem Gaborem i Gustawem Adolfem, został wydany w 1627 r. dekret skazujący przywódców ariańskich na surowe kary, a cały zbór lubelski pociągnięto do trybunału za modlitwy o zwycięstwo Bethlera Gabora! 

Wzburzenie ludności Lublina było wielkie, spowodowało zamieszki i akcje przeciwko innowiercom, po których Trybunał wydał zakaz  odbudowy zniszczonych zborów i odprawiania nabożeństw protestanckich".

Zaryzykuję twierdzenie, że odnajdziemy w tym fragmencie algorytm każdej kontrrewolucji. Opiera się on na wychwyceniu powtarzających się anomalii, na wypatrzeniu czarnego kota w Matriksie, na rozpoznaniu rozdźwięku między sferą idei, a życiem; na konstatacji, że czyjaś intelektualna podnieta, może w niedalekiej przyszłości oznaczać krwawą pręgą na moim tyłku... 

Jak się przed chwilą przekonaliśmy, owe anomalie są dużo łatwiej rozpoznawalne przez umysły proste i nie skażone wybrykami złotej wolności człowieka, który uważa się za Boga.

Może jedno ze źródeł owej prostej mądrości, leży w przeświadczeniu, by unikać miejsc, w których słychać rechot ze zbyt wyszukanych dowcipów?



tagi: kochanowski  rzeczpospolita babińska  rej  kazimierz bartoszewicz  arianie  tomasz wojtaszko 

betacool
14 lipca 2019 18:27
15     1456    10 zaloguj sie by polubić
komentarze:
MarekBielany @betacool
15 lipca 2019 00:31

Agent numer jeden ?

Czemu nie ?

zaloguj się by móc komentować

chlor @betacool
15 lipca 2019 10:45

Prawdopodobnie rozbiory byłyby niepotrzebne w przypadku sukcesu rewolucji protestanckiej w Polsce.

zaloguj się by móc komentować

betacool @chlor 15 lipca 2019 10:45
15 lipca 2019 10:59

To bardzo ciekawa teza.

Podejrzewam, że arian symbolizuje na obrazu Matejki mały chłopczyk z drewnianym mieczem. Miał on wzrastać w bezpiecznej i wesołej atmosferze wytwarzanej przez ważnych gości Babina.

Kontrrewolucja jednak na krótko zwyciężyła. Arianie po potopie musieli Polskę opuścić. Dziwne, że nikt na dobrą sprawę nie przyjrzał się ich późniejszej działalności. Z ludzkiego punktu widzenia musieli pałać chęcią rewanżu, a że byli przeświadczeni o swej boskości, to chyba nic nie mogło im w tym przeszkodzić...

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool
15 lipca 2019 20:55

Śmiem twierdzić, że to nie są anegdoty, a raczej to są anegdoty z drugim handlowym dnem. Handel wołami na ten przykład. W przekazie nie podano, gdzie miało miejsce to "przebicie" woła "pięścią", bo była to informacja zastrzeżona dla dopuszczonych do bandyckiej popijawy. A dotyczyła nie tylko miejsca ale i sposobu targowania ceny.

Wino młode w starych pucharach to wskazówka na temat handlu winem, które w Polsce było wyśmienite ale również Wenecjanie handlowali swoim w Polsce. Jak sprzedać polskie wino jako weneckie? Nie śmiem tu więcej spekulować na temat drugiego i trzeciego dna. 

Modlące się klacze, zmartwychwstałe zające to już aluzje doktrynalne, zapewne przeciw zakonom żeńskim i męskim. Los ryb, które apostołowie w dużej obfitości złowili w opowieści ewangelickiej, to chwalenie się pragmatyzmem heretyckim. Nominowanie na apostołów, a nawet kanonizacja świętych babińskich, to już heretyckie kolegium cieni nowego koscioła po załatwieniu Papiestwa.

Co nie znaczy że sugeruję iż Strasburger przekazuje tajne przez poufnie wieście na wizji. 

"Trzy wieki sztucznej reklamy" -- Bartoszewicz jest świetny. Miodzio. Tak samo z tymi »wszystkimi mętami religijno-społecznymi«. Ale męty to już jest słówko staropolskie.  

 

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool
15 lipca 2019 20:57

A nawet ze słownika staropolskiego jest fraza "męty społeczne". Gdzieś to w pismach 17wiecznych widziałem, ale nie pamiętam gdzie. 

zaloguj się by móc komentować

betacool @Magazynier 15 lipca 2019 20:55
15 lipca 2019 21:55

Niestety mamy z tego Babina tylko tyle. Nie chce się wierzyć, że przez sto lat spisywano tak bzdurne historie. Przecież po dwóch impezach okraszonych tak dramatycznie kiepską humoreską, mózg każdego w miarę ogarniętego faceta ugotował by się na twardo.

Księgi rozrachunkowe Babina się nie zachowały, ich księga prawodawcza także. Najwięcej można wywnioskować po życiorysach uczestników i tą drogą postaram się jeszcze pójść.

 

zaloguj się by móc komentować

atelin @betacool
16 lipca 2019 14:25

Świetne i dałem plusa.

"Treść tych krótkich występów zazwyczaj ulatywała błyskawicznie z pamięci, ale wrażenie, że odkryło się estradową formę performansu bardziej denną niż głębinowy plankton Rowu Mariańskiego, pozostawało z człowiekiem już na zawsze."

Tak tylko wspomnę..., w Rowie Mariańskim nie ma planktonu. Rów Mariański usłany jest kulkami (bardziej lub mniej kulistymi) manganu, który wytrąca się z wody pod tym potężnym ciśnieniem.

Pozdrowienia.

zaloguj się by móc komentować

betacool @atelin 16 lipca 2019 14:25
16 lipca 2019 15:31

To jest tu piękne i trochę przerażające zarazem, że żadnej lipy tu się ludziom nie wciśnie.

Miało być obrazowo, a wyszło nieco dennie.

Dzięki i pozdrawiam.

zaloguj się by móc komentować

bendix @betacool
16 lipca 2019 15:38

Przypomnijcie proszę szanowni gdzie tu były wypisane złote mysli jandy. Chciałem żonie wydrukować a mi gdzieś umknęło.

zaloguj się by móc komentować

atelin @betacool 16 lipca 2019 15:31
16 lipca 2019 15:39

Nie dennie, tylko z zamiarem poezji. :-)

zaloguj się by móc komentować


bendix @atelin 16 lipca 2019 15:49
16 lipca 2019 15:58

Dziękuję ale nie o to chodziło. W jakimś tekscie tu lub wpisach były jej złote myśli ostatnio o Polakach i Polsce. Nie mogę znaleźć :-)

zaloguj się by móc komentować

betacool @atelin 16 lipca 2019 15:39
16 lipca 2019 16:03

Muszę pamiętac, że zamiary poezji kończą zazwyczaj między kulkami manganu....

zaloguj się by móc komentować


Magazynier @betacool 15 lipca 2019 21:55
17 lipca 2019 09:12

W głowie mi się to nie mieści. Może księgi rachunkowe są tylko np. w Harlemie albo w Moskwie?

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować