-

betacool

Diamenty, dziurawe gacie i „samo lasso”.

makulektura.pl

Makulektura nr 29

Diamenty, dziurawe gacie i „samo lasso”.

 

kawałek lassa - Adam Ostrowski: Hugo Kołłątaj. Ojciec demokracji polskiej.

 

W ostatniej scenie poprzedniego wpisu staliśmy na moście łączącym Pragę z lewobrzeżną Warszawą. Staliśmy tam nieco zdezorientowani, ponieważ nie byliśmy pewni, czy spoglądając w dół, widzimy ludzi ginących w Wiśle od kopyt polskiej kawalerii, czy od strzałów Moskali. Nie byliśmy też pewni, czy piorą do nas „nasze”, czy „ichnie” armaty i czy w tym niezręcznym położeniu nie pozostawił nas przypadkiem któryś przywódców powstania.

Kiliński wspomniał, o kapitanie Barsie, który zamknął rogatki mostu odcinając drogę ucieczki tysiącom osób, po czym sam uciekł. Wcześniej przepuścił jeszcze czmychającego z pola walki generała Zajączka. Czy Bars mógł działać sam i bez czyjegoś rozkazu? Nie sądzę.

Niestety na jego temat nie dowiedziałem się niczego. Natomiast dość łatwo znaleźć informacje o Franciszku Barssie, który był bardzo bliskim współpracownikiem Kołłątaja i Kościuszki. Pochodził z mieszczańskiej rodziny i po to, by nieco stępić jego radykalizm wobec klasy uprzywilejowanej, postanowiono uraczyć go szlachectwem. W literaturze wspominkowej końca XVIII wieku jego nazwisko pisane jest często przez jedno „s”. W czasie rzezi Pragi, Barss przebywał jednak we Francji, więc to nie on komenderował rogatkami na moście. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że był to ktoś z jego rodziny – niestety nie potrafię odnaleźć śladu zainteresowania historyków tą postacią. Może uznali ten epizod za mało ciekawy.

Musimy zatem porzucić ten trop podany przez Kilińskiego. Skoro nie okazał się on nicią, prowadzącą nas do jakiegoś wyższego szarżą mocodawcy, to przyjrzyjmy się nieco ekonomice powstania. Wprawdzie Kiliński zarzuca brak pewnych decyzji Wawrzeckiemu (ostatniemu naczelnikowi powstania), ale musimy pamiętać, że „ministrem skarbu” insurekcji był Kołłątaj:

„…obywatele posłali swoją delegację do Suworowa i prosili o kapitulację, którą on łaskawie przyjął, zaręczając wszystkiemu ludowi bezpieczeństwo i spokojność. Naczelnik tylko dla wojskowych uzyskał kapitulację na trzy dni, które i te dotrzymanymi nie były, ponieważ zaraz trzeciego dnia południu wchodzili, a to dlatego, aby Polacy sreber nie zabrali, których była pełna sala aż do samego sklepienia. Ale naczelnik Wawrzecki bardzo zbłądził, że mając tak wiele sreber nie kazał płacić ani tym rzemieślnikom, co dla skarbu robili, więc to srebro całkiem dostało się w ręce Moskali. Magazyn ubiorczy pełen był, lecz żołnierze boso chodzili, magazyn żywności miał dość w sobie zapasów, lecz to nie dla nas, gdy żołnierze częstokroć głodnymi byli. Mieliśmy kilkadziesiąt tysięcy kożuchów, ale to nie dla nas, bo się w nie Moskale zaraz ubrali, a nasi zimno cierpieć musieli”.

Czy dziwi nas, że jeszcze, że powstańcza „armia” była zdemoralizowana i mało zmotywowana?

Ale odwróćmy na chwilę wzrok od prawobrzeżnej Warszawy

Spójrzmy na drugą stronę Wisły. Tam w trakcie szturmu na Pragę, Kołłątaj pakował w pośpiechu do swojego powozu wszelkie rzeczy mogące się przydać w podróży – jakieś dokumenty, jakieś klejnoty i pieniądze, jakieś medale i numizmaty. Kołłątaj uciekł z tym wszystkim do Kozienic i o tym wszystkim możemy sobie posłuchać w pięknej gawędzie snutej przez jednego pana redaktora i dwóch historyków. Zapewniam, że nie będzie to stracony kwadrans:

http://ninateka.pl/audio/hugo-kollataj-na-historycznej-wokandzie

Tyle tu niezwykłych faktów, że aż trudno to wszystko jakoś sensownie uporządkować, ale spróbujmy. Możemy chyba stwierdzić, że „ojciec demokracji polskiej”, wielki reformator miał pewne ludzkie słabostki... Mógł co prawda zdradzić kraj i sprawę, przystępując do Targowicy, ale przecież nie przystąpił, bo akces był warunkowy. Jeśli majątek zostałby w rękach Kołłątaja – to Hugon okazałby się być targowiczaninem i zdrajcą. Niezwykłym zrządzeniem losu, które śmiało możemy nazwać „zezowatym szczęściem” stało się jednak inaczej, Kołłątaj został powstańcem i patriotą.

Ta radiowa gawęda przypomina mi nieco scenę, którą niektórzy świetnie kojarzą z pewnego komiksu. Tytus, Romek i A’Tomek siedzą w kinie w pierwszym rzędzie przed bardzo szerokim panoramicznym ekranem. Nie ogarniają całości rozgrywającej się przed nimi akcji, więc postanawiają, że będą opowiadać, co dzieje się na oglądanej przez każdego z nich części ekranu.

Romek: Gorszych miejsc nie było? Oczy wychodzą mi za uszy!

Tytus: Patrz na lewą połowę ekranu, a ja na prawą i będziemy sobie opowiadać, co widzimy.

Romek: Na mojej połowie kowboj rzuca lassem…

Tytus: Na mojej cwałuje bizon.

A’Tomek: A ja widzę samo lasso.

Tak właśnie wygląda gawęda historyków. Jeden opowiada o szlachetnej postaci, której zawdzięczamy cywilizowanie naszej „prerii”, drugi zaczyna snuć gawędę o dzikim zwierzu, który się czai w każdym z nas, a zaczyna cwałować w momencie historycznej próby, po czym zręcznie przerzuca między tymi dwoma obrazkami lasso uplecione z trzech magicznych słów: „ojciec polskiej demokracji”.

Ja Wam powiem, że ta radiowa audycja, to w sumie i tak jeden z rzetelniejszych naukowych opisów, który dany mi było na swej kołłątajowskiej dróżce spotkać, bo niektórzy widzą „samo lasso”. Mam rzucić jakiś przykład - proszę bardzo – lasso z 1946 roku w najczystszej postaci – „Hugo Kołłątaj. Ojciec demokracji polskiej”.

Jak ktoś ma nieodpartą chęć poświęcenia dwóch godzin na podziwianie samego lassa, to jak zwykle zapraszam:

http://allegro.pl/a-ostrowski-h-kollataj-ojciec-demokracji-polskiej-i7162006115.html

Dodam tylko, że to misternie wyrychtowany przyrząd do łowienia frajerów. Data wydruku robi wrażenie – 1946. Okazuje się, że już w tym czasie wszystko było gotowe – bohaterowie, ojcowie i nawet demokracja.

Teraz brakuje już nam tylko tytułowych diamentów i dziurawych gaci, ale nie martwcie się zaraz i do tego dojdziemy.

Otóż z audycji radiowej wiemy, że podczas ucieczki "przykleiło się" do Kołłątaja ponad 10 000 dukatów. Może tatuś nie chciał chować swego dziecięcia (polskiej demokracji) w niegodnych warunkach?

Pada tam również pytanie ile to jest 10 000 dukatów i ktoś tłumaczy, że to roczny dochód z 10-ciu średnich wiosek. Ja zaproponuję inny przelicznik. Otóż 1 dukat to była równowartość osiemnastu złotych polskich. Kołłątaj uciekał więc z prawie dwustutysięcznym kapitałem.

W owych czasach cena wywoławcza krakowskiej kamienicy przy placu Szczepańskim wynosiła kilkanaście tysięcy złotych, ale gdy ktoś się nieźle zakręcił (jak przyjaciel Hugona - Dominik Estreicher), to mógł ją kupić za niecałe sześć tysięcy. Z równowartością ilu krakowskich kamienic pomykał Hugon? Tak, tak… lekko licząc dwudziestu.

Musimy jeszcze pamiętać o kolekcji medali i numizmatów Potockiego, którą Hugon zabrał w drogę i która ulotniła się niczym Zajączek z pola bitwy na Pradze, z tą jednak różnicą, że Zajączka Austriacy dorwali, a kolekcja przepadła i choć Hugonowi było z tego powodu przykro, to nigdy się z Potockim nie rozliczył.

O ile nie udała się Hugonowi batalia o honorowe załatwienie tego towarzyskiego nietaktu, o tyle udała mu się wojna o kuferek, który taszczył ze sobą z powstańczej Warszawy. Austriacy aresztując Kołłątaja wzięli ową w skrzyneczkę w depozyt, a ten udało się Kołłątajowi odzyskać dopiero wiosną 1811 roku. Szesnaście lat walki.

Czy kuferek był na tyle cenny, by się o niego tak starać?

Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w „Roczniku Krakowskim” t. 48 z 1977 roku pod redakcją Karola Estreichera młodszego.

Zdobycie tego „kołłątajowskiego” numeru kosztuje sporo (ale nie jest niemożliwe). Chętni mogą go elektronicznie pooglądać tutaj i stwierdzić, czy warto:

http://mbc.malopolska.pl/publication/13440

Otóż w tymże roczniku na stronie 161 znajdziemy taki fragment:

"Klejnoty wydane przez Kołłątaja Michałowi Szymańskiemu, zapewne celem spisania ich:

„Daję panu do Warszawy resztę tabakierek, pierścionków złotych z różnymi kamieniami sztuk 9 i 2 obrączki; Pierścień Brylantowy duży w róże; Pierścionek mały brylantowy, w którym braknie trzeciego Diamenciku; Pierścień szafirowy; Pierścień Chryzolitowy; Brylanty lub inne kamienie w papierkach w liczbie pakiecików 17. Pakieciki pod Nmi 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10,11 12, 13, 14, 16 zawierają brylanty, takie jakie opisane są w konsygnacji z dnia 12 lutego 1811 zrobionej; inne zaś trzy pakieciki zawierają kamienie. To wszystko jest w kryjówce; - Tabakierka złota bez portretu; Tabakierka zepsuta z emalia i portretem, w którym jest figura stojąca przy ofiarnym ołtarzu; Tabakierka złota stara, z emalią i portretem o 2-ch figurach; NB. tę pan bierze do kieszeni; Tabakiera złota duża staroświecka z portretem o trzech figurach; Tabakiera złota z portretem generała zajączka; Tabakiera Chryzopasowa i w niej 4 bursztynki; Tabakiera jaspisowa z hiszpanka do kieszeni; Krzyż chryzolitowy; Daję w złocie 50; Zdawkową monetę 180;

X.H. Kołłątaj".

Dalej w tymże „Roczniku Krakowskim” mamy specyfikację klejnotów, które Kołłątaj powierza Mariannie Laskiewiczowej celem sprzedaży we Wiedniu – tabakiery, szesnastu większych brylantów i 54 mniejszych. Do tego kilka innych cennych "drobiazgów". Ta dyspozycja jest datowana na 22 września 1811.

Odwracamy jednak stronę rocznika i wpadamy w konsternację, bowiem mamy tu „inwentarz rzeczy J.W. Hugona Kołłątaja po jego śmierci w Warszawie dnia 28 lutego 1812 roku pozostałych, gdzie się co podziało”. Zaczyna się mocnym akcentem:

„Koszul z gorsami literami H.K. znaczonych sztuk dziewięć (N.B. koszulę jedną, w której umarł, wzięły dziady, którzy go umywali, a w drugiej pochowany został); Gatek płóciennych sztuk trzy. N.B. w czwartych pochowany; Gatek flanelowych razem z pończochami para jedna (…)”.

Potem lecą chustki do nosa, pończochy, kaftaniki, kamizelki, surdut przeznaczony dla służącego, trzewiki, siennik, trzy poduchy, koc, trzy szklanki, kociołek do ogrzewania wody na herbatę, trzy rondle i trzy pokrywki. Są jeszcze srebrny dzwoneczek, mydelniczka, srebrny pędzel do golenia i srebrna miednica.

Trochę spis tego inwentarza skróciłem. Nieco dalej odnajdujemy wyszczególnienie kosztów pogrzebu – 726 złotych. „Dziad przy ciele siedzący” kosztował wtedy 6 złotych polskich.

Ale nie ten dziad jest tu chyba najważniejszy…

Czujecie tę niecodzienną nieadekwatność spisów?

Otóż okazuje się, że nie wszyscy ją czują, bo w „Roczniku Krakowskim” poprzedza owe zestawienia taki tekst:

„Nieznane lub niedocenione pozostają drobne spisy rzeczy osobistych, klejnotów i pamiątek, które Kołłątaj w ostatnim okresie życia posiadał. Spisy te rzucają lepsze światło niż cokolwiek innego na opuszczenie i ubóstwo, w jakim znalazł się w chwili zgonu. Prosta, niewyszukana mowa inwentarzy przedstawia smutny los Kołłątaja. Spisy te znajdują się w rękopisie nr 214 Biblioteki PAN w Krakowie”.

Nie wiem jak Wy, ale ja jestem pod wrażeniem. Po jednej stronie ekranu diamentowo złote stosiki, po drugiej stos trupich ciuchów. A potem zgrabnie przerzucone lasso „smutnego losu Kołłątaja”.

O co w tym wszystkim chodzi zapytacie?

W dobrych kryminałach rozdziały kończą się w najciekawszym momencie. A ten kryminał zapowiada się chyba nieźle...

 



tagi: diamenty  kołłątaj  tytus 

betacool
31 stycznia 2018 21:08
21     1241    13 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Stalagmit @betacool
31 stycznia 2018 22:31

Dziękuję za świetny artykuł. Dużo nowej i potrzebnej wiedzy. Dotąd słyszałem i czytałem tylko o pierwszych polskich papierowych banknotach wydrukowanych w czasie insurekcji kościuszkowskiej w 1794 roku. Podobno szybko straciły wartość i mało co można było za nie kupić. A dziś osiągają zawrotne ceny na rynku kolekcjonerskim (nawet 60 000 zł). 

Ciekawe, że kiedy historycy mają jakąś ulubioną postać, albo z przyczyn propagandowych nie mogą pisać o niej źle, to ich opis przypomina ten oto protokół sądowy:

"Oskarżony do wybitej szyby sklepowej podszedł wyłącznie z własnej ciekawości, towar z wystawy zabrał bezwiednie, gdyż się zdenerwował. Ucieczka oskarżonego na widok funkcjonariuszy policji wynikła stad, ze będąc w przeszłości czterokrotnie karany bał się bezpodstawnego posądzenia o dokonanie włamania. Z tych względów działanie oskarżonego nie nosi cech przestępstwa, a jest jedynie nader dla niego nieprzyjemnym zbiegiem okoliczności."

No i piszą tak zwłaszcza wtedy, kiedy nie chcą wyciągać logicznych wniosków z posiadanych danych.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Stalagmit 31 stycznia 2018 22:31
31 stycznia 2018 23:01

TAK.  Papierowy pieniądz w Polsce, to dziecko Kołłątaja.

O finansach powstania i sprzężeniu zwrotnym z finansami Kołłątaja będzie kolejny odcinek.

No i o tym, że to tak naprawdę historycy ożywili politycznego i towarzyskiego trupa jakim był pod koniec życia Kołłątaj. Większość żywych poznała się na nim świetnie, a historycy z różnych zebranych kawałków  dali mu nowe życie - taki  Frankenstein.

 

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @betacool
31 stycznia 2018 23:11

 \No to sporo go ta demokracja kosztowała.

Może miał z nią dużo dzieci?

zaloguj się by móc komentować

betacool @stanislaw-orda 31 stycznia 2018 23:11
31 stycznia 2018 23:16

O nieco mniej metaforycznym ojcostwa Kołłątaja jeszcze chyba wspomnimy.

Gość bardzo dbał o rodzinę. Mniej więcej tak bardzo, jak Vito Corleone.

 

zaloguj się by móc komentować

Matka-Scypiona @betacool
1 lutego 2018 08:37

Kołłątaj- typowy rewolucjonista i świecki święty. Jak każdy przed nim i po nim. 

zaloguj się by móc komentować

betacool @Basia 1 lutego 2018 08:37
1 lutego 2018 12:39

Tak uzupełniając, to ten numer Rocznika Krakowskiego jest o tyle ciekawy, że zahacza o powstanie dwóch wielkich planów Krakowa w mniej więcej tym samym czasie:

Emanuela Murraya Opisanie Krakowa i plan Kołłątajowski.

https://allegro.pl/listing?string=rocznik%20krakowski%201977&order=m&bmatch=ss-base-relevance-floki-5-nga-hcp-uni-1-3-0115

Plan Kołłątajowski jest przedrukowany na kilku planszach, które składają się na jego oryginalne rozmiary. Ten opis Murraya jest też dość niezwykły. W każdym razie do tego numeru jeszcze kilkakrotnie będę sięgał, bo mimo dziwnych wstawek typu "smutny los Kołłątaja" dużo tu naprawdę diamencików, które warto sobie w różnym świetle pooglądać.

zaloguj się by móc komentować

Tytus @betacool
1 lutego 2018 14:36

Brawo!

Czyli HK to zwykłe skąpiradło i kutwa. Nawet w stosunku do siebie? Takie można odnieść wrażenie po porównaniu dwóch wpisów. Lubił złoto i nie chciał nic swojego uszczknąć? Chyba, że miał pilniejsze wydatki, co, mam nadzieję, wyklaruje się w następnej Pana notce. Czekam z cierpliwością.

 

zaloguj się by móc komentować

mooj @betacool
1 lutego 2018 16:46

Michał Szymański był (jednym z dwóch?) egzekutorem testamentu Kołłątaja - zdaje się że już w 1800 roku wyznaczony

 

żródło: AP w Warszawie, zespół 681, sygnatura 35

zaloguj się by móc komentować

betacool @mooj 1 lutego 2018 16:46
1 lutego 2018 17:55

Ciekawostek związanych z testamentem jest więcej.

Rewski pisze, że jego oryginał był w posiadaniu Karola Estreichera.

Tutaj trochę o pośmiertnym krążeniu dóbr mało materialnych, czyli serca.

http://www.muzeum.staszow.pl/index.php/historia/2012-04-09-14-15-11/wisniowa/99-wisniowa-wies-z-sercem

zaloguj się by móc komentować

mooj @betacool
1 lutego 2018 18:08

Chyba złożony normalnie w kancelarii Teodora Czempińskiego, notariasza w Warszawie. Jeden z wielu. Uzupełniony dokumentami po otwarciu. Nie wydaje się, żeby był nabytkiem "z boku", raczej część całości akt kancelarii Czempińskiego.

zaloguj się by móc komentować

betacool @mooj 1 lutego 2018 18:08
1 lutego 2018 18:32

Z tym testamentem to mam niezłe przeboje, bo Estreicher pisze we wspomnienich, że go przygotowuje do wydania i to się ponoć dzieje  w1950. Tyle, że ja śladu po tej książce nie moge odnaleźć, a w wikipedii przy haśle Estreicher też o niej śladu nie ma.

zaloguj się by móc komentować


mooj @betacool 1 lutego 2018 18:32
1 lutego 2018 19:07

sprawdź korespondencję

zaloguj się by móc komentować

Paris @betacool
1 lutego 2018 21:08

Frankenstein...

...  wspa-nia-le  !!!

Czekam... czekam... czekam na cd.  !!!

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool
2 lutego 2018 21:41

"lasso uplecione z trzech magicznych słów: „ojciec polskiej demokracji”." ... i z Gatek flanelowych

Super. 20 kamienic. No i znowu te nieruchomości. Przekleństwo jakieś. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Tytus 1 lutego 2018 14:36
2 lutego 2018 21:59

"Lubił złoto i nie chciał nic swojego uszczknąć?"

HK to był heretyk i gangster z wysokiej półki, który nienawidził swego rodzimego stanu, średniej szlachty. Czy był kutwa, tego nie potrafię określić. Aspirujący do wyrwania się ze swego stanu, który określa mianem chudopachołstwa, pewnie ma wielką chcicę na wielką kasę. Ale lekką ręką oddał 4000 zł na potrzeby banku Prota Potockiego z kasy Akademii Krakowskiej, które miały dać procent ale nie dały i nigdy nie wróciły do Akademii. To trochę podważa obraz jego jako skąpiradła. Obraz tzw. ubóstwo pośmiertnego mógł wynikać z wielu różnych rzeczy, np. z projektu propagandowego, czyli lassa splecionego z ojcostwa, rzecz jasna, ojcostwa polskiej demokracji. Mógł wynikać też ze zmyłki, bo precjoza miały pójść jako zastaw za pożyczki w żydowskich lombardach, a kasa na np. reformę Akademii Wileńskiej czyli na inwestycje Adama Jerzego Czartoryskiego Adama Jerzego reformatora edukacji pod zaborem rosyjskim, na wynagrodzenia dla Śniedeckiego i innych fizjokratów, na propagandę zaciemnieniową, pardąs, oświeceniową, albo na koszty reprezentacyjno-konsumpcyjne stowarzyszeń fartuszkowych itp. albo do skarbu Księstwa Warszawskiego np. na mundury, paszę dla koni, kaszkę dla żołnierzy ...  

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool
2 lutego 2018 22:01

Zajrzyj do wewnętrznej. 

zaloguj się by móc komentować

betacool @Magazynier 2 lutego 2018 21:59
3 lutego 2018 15:17

To nie były 4000 zł...ale i o tym będzie, niezmiernie ciekawa historia.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool 3 lutego 2018 15:17
3 lutego 2018 17:24

Ciemny gwint! A ile? Jak my wspaniale i dokładnie znamy historię ojcostwa polskiej demokracji ...

zaloguj się by móc komentować

betacool @Magazynier 3 lutego 2018 17:24
3 lutego 2018 18:34

Dziesięć razy więcej, czyli 40 krakowskich kamienic...

zaloguj się by móc komentować

Tytus @Magazynier 2 lutego 2018 21:59
3 lutego 2018 20:04

Dobrze, że jestem w Szkole N., wielu ciekawych rzeczy się człowiek dowie, dziękuję.

Będzie jeszcze więcej o HK? No to nie mogę się doczekać.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować