-

betacool

Gawęda o pogodnym terroryzmie.

makulektura.pl

 

Makulektura nr 24 i 25

 

Gawęda o pogodnym terroryzmie.

 

Józef Nowicki: Wspomnienia starego działacza.

Kim Hyon Hui: Łzy mojej duszy.

 

Ostatnio wspomniałem o liście pasterskim z 1935 roku. Dziś sięgniemy do książki wydanej jedynie rok później. Dwie pozycje, czasowo nieodległe, ale tak naprawdę dzieli je przepaść.

"Wspomnienia starego działacza" zaczynają się tak (pisownia oryginalna):

„Rok 1932. Ciśnienie krwi. Arterjoskleroza, rozszerzenie serca i wątroby i t.p. dolegliwości. Zbliża się chwila odejścia. Skierowuję pamięć do przeszłości i z perspektywy lat patrzę w ubiegłe życie (…). Chciałbym, aby nieznany wrażliwy młodzieniec, przeczytawszy, zrozumiał ile piękna i szczęścia i radości daje w życiu bezinteresowna skromna praca dla wielkiej idei. Byłem tylko wiernym żołnierzem w polskim ruchu rewolucyjnym. Byłem zawsze pogodny, wesoły, pełen radości życia w najcięższych jego momentach. Egoizm i uczucia rodzinne były dla mnie obce. Szczerze i bez zdrad kochałem robotnika, jego walkę o niepodległość(…).”

Napisał to Józef Nowicki.

Powiem Wam, że chłop kiepsko z tym tekstem trafił. Nie jestem młodzieńcem, może jestem nieznany, może nawet trochę wrażliwy, ale jak ktoś chce me uczucia kierować w stronę miłowania (i to bez zdrad) robotnika, to zaczynam odksztuszać przenoszone złogi płucne.

Potem robi się jeszcze bardziej czarownie:

„Rok 1894 (…).Przyjechał do szkoły, wyrzucony z uczelni warszawskiej, Hertz-Barwiński. Zbliżyliśmy się. Ja „prawosławny” Polak, Hertz, syn i wnuk powstańców z lat 1830 i 1863 i James Douglas – również Polak z ojca Szkota i matki Polki. Otrzymałem od nich poezje rewolucyjne i pierwsza nielegalną broszurkę – „W obronie prawdy” Liebknechta. Najpiękniejsza broszura socjalistyczna. Czytałem, płakałem ze wzruszenia i znów płakałem”.

Ten wrażliwy poczciwina, który by się tulił do każdego robotnika i sprzedawał każdemu z nich mokrego całuska, nie zdradzając przy tym tych poprzednio ucałowanych, był PPS-owskim gościem od zadań specjalnych. Kupował i szmuglował setki sztuk broni, wytwarzał materiały wybuchowe, konstruował bomby. Słowem terrorysta, tyle że taki miłujący robotników i zabiegający o względy młodych, nieznanych wrażliwców.

Poznajmy parę przygód Józefa i jego wesołej ferajny. Oto pierwsza z nich.

„Z wielką tremą Sadowski powiadomił Piłsudskiego o naszych ćwiczeniach pirotechnicznych, prosząc go o materjalną pomoc dla laboratorium”

„Ziuk” zapytał ile ta przyjemność kosztuje, po czym dowiedział się, że 300 koron.

„Uśmiechnął się „Ziuk” na to skromne żądanie i, odpowiedziawszy, że spodziewał się 10-krotnego apetytu, wyasygnował natychmiast 300 koron. Chwyciwszy zdobyte pieniądze, Mefisto przyjechał dorożką na Krzyżową i ze śpiewem, wykonując jakiś niesamowity taniec, ściskając każdego z nas, pokazał uroczyście tak zawrotna dla nas sumę 300 koron. „Rozumiecie, dranie, co to jest 300 koron? To już będzie prawdziwa „labo”. Dzień ten był dla nas dniem wielkiej radości. Złożyliśmy się na spirytus i miód i po raz pierwszy urżnęliśmy się w laboratorjum dokumentnie”.

Jak się pierwszy sukces finansowy kończy urżnięciem, to potem może być już tylko weselej:

Kraj” zamówił u nas kilogram piorunianu rtęci. Objętościowo była tego proszku wielka ilość. Przy wykonywaniu rozsypywaliśmy piorunian po rozmaitych naczyniach, talerzach, spodeczkach, pudełkach i t.p. jeden z naszych najmłodszych współpracowników przezywany przez nas ze względu na wiek „fuksem”, pracując wieczorem, wsypał  „piorunian” do popielniczki. Rano, kiedyśmy wszyscy leżeli w łóżkach, przyszła stróżka robić porządki w pokoju. Wrzucając śmiecie do pieca, wysypała i zawartość popielniczki. Zanim zdołaliśmy ją ostrzedz, nastąpiła silna detonacja, kupa kurzu wypełniła pokój. Z pieca pozostała kupa gruzu, a z pod gruzu wylazła potłuczona stróżka. Przerażenie nasze minęło, gdy przemówiła, a przemówiła szpetnie:

- Ja wiedziałam, że panowie akademicy robią różne prochy, ale coś podobnego to mogła zrobić tylko ta ciężka idjota – pokazując przy tem palcem na leżącego w łóżku „Fuksa”.

Gdy zamówienie zostało w całości wykonane, Mefisto z wielką dumą podjął się osobiście doręczyć niebezpieczny produkt pod wskazanym adresem. Spakował „proszek” do walizki i powiózł koleją. W wagonie położył walizkę na górnej półce, sam zaś siadł, w drugim kącie wagonu – na wszelki wypadek, aby się nie wsypać na wypadek rewizji. Mogło i to nastąpić. Ale coby się stało, lub zostało z Sadowskiego i reszty pasażerów w wagonie i z samym wagonem w razie wybuchu amunicji, tego Mefisto w rachubę nie brał. Po co? Gdzie las rąbią, wióry lecą. Szczęśliwie nie zaszedł żaden z możliwych wypadków, i amunicja do „kraju” dojechała.

Ogarnijmy to nieco – młodzi goście, a to się w laboratorium urżną, a to pracują do późna i potem smacznie chrapią, z rzadka otwierając oko, czy im służka już pokój wysprzątała. Jak wsiądą do wagonu, to z dala od niebezpiecznej walizy (oczywiście tylko ze względu na to, by być jak najdalej od niebezpieczeństwa w momencie rewizji, a nie wybuchu)… A konstatacja, że „gdzie las rąbią, tam wióry lecą”, rzeczywiście godna Mefista i jego pomocnika. Tak się zastanawiam, że gdyby zdarzyło się tak, że jak wióry zostałaby potraktowana gromadka robotników, to znaczy gdyby robotnicy wzięli na swoje głowy taką dajmy na to walizę z piorunianem, to czy wtedy nasz Józef kochałby ich jeszcze bardziej, czy tak trochę mniej (jak te wióry w rąbanym lesie).

Ten piorunian to oczywiście tylko mały fragment arsenału do strugania leśnych wiórków:

„Kupowano brauningi, a nawet manlichery, skupowano u żołnierzy naboje do karabinów.(…) Ściągano do lokalu rozmaity sprzęt śmiercionośny, nie brakło nawet liści „kurary” do zatruwania strzał…”

Ilość też robi wrażenie. Otóż pewnego dnia na początku 1906 roku zapukał do Józka woźny banku. Rozejrzawszy się po pokoju stwierdził, że dość parszywy wygląd naszego bohatera i umeblowania mieszkania pozwalają przypuszczać, że zaszła jakaś pomyłka i opuścił lokum, pozostawiając naszego Józka w stanie nie lada konsternacji. Następnego dnia nasz miłujący robotników terrorysta podreptał do banku i to do samego dyrektora:

„Rozpoczęła się indagacja. Czy jestem zamożny, czy spodziewałem się przekazu większej sumy, jakiej i od kogo. Odpowiedziałem, że jestem emigrant, gotówki nie posiadam, pieniędzy spodziewałem się z Królestwa na cele społeczne, ale – ile, skąd i od kogo – nie wiem”.

Po chwili Józek inkasuje zawrotną sumę dwudziestu pięciu tysięcy koron.

„Przekazałem całą sumę do Credit Lyonanais (…) i za parę dni (…) wyjechaliśmy do Belgji. Pertraktacje z Fabrique Nationale wypadły dobrze. Zakupiliśmy 1000 sztuk brauningów rzekomo dla Paragwaju”.

Tak zakupioną broń partiami odbierał koleś z Belgii i wysyłał ją na adres sklepu rusznikarskiego we Lwowie, a tam:

„Młody komisarz nie robił żadnych trudności firmie rusznikarskiej, tembardziej, że za każde takie pozwolenie otrzymywał „grzecznościowo” kosz dobrego wina”.

Być może w następnym odcinku umieszczę fragment opisujący warunki pobytu naszego Józia w więzieniu. Opis z pierwszego tomu baśni socjalistycznej Coryllusa, to taka uwerturka, która we „Wspomnieniach starego działacza” rozbrzmi pełną symfonią.

A teraz parę słów o drugiej wspomnianej tu książce. Przyznam, że jest to tytuł, w którego wydaniu maczałem palce. „Łzy mojej duszy”, to historia zamachu na samolot. Autorka książki, która brała udział w przygotowaniach i w przeprowadzeniu zamachu napisała o tym książkę. Zamach się udał. Zginęło ponad stu pasażerów. Terrorystka próbowała się otruć w trakcie aresztowania, ale ją odratowano. Okazało się, że tylko po to, by skazać ją na śmierć.

Prezydent Korei Południowej skorzystał z prawa łaski i ocalił Kim Hyon Hui życie. Ta nawróciła się na chrześcijaństwo i napisała książkę, a pieniądze z jej sprzedaży wspierają rodziny jej ofiar.

Ktoś zapyta, dlaczego ja te dwie tak odległe relacje ze sobą łączę. Sam się zastanawiam, przecież Józef nikogo nie zabił, a przynajmniej nic o tym nie wiemy, a tu mamy północnokoreańską terrorystkę, która być może w zamian za ocalenie swego życia zobowiązała się do skruchy i zadośćuczynienia. To wszystko prawda, ale przecież tę łotrzykowsko-przygodową narrację odnajdywaną we wspomnieniach polskiego terrorysty znamy już z prezentowanych przeze mnie wcześniej wspomnień Jana Kwapińskiego. A przecież przy okazji akcji, w których brał udział Kwapiński, wióry (jak to się ładnie mówi) leciały.

Obaj nasi rodacy pisali nie po to, by się usprawiedliwić, ale po to, by się swoim życiem pochwalić.

I mamy oto dwie książki – jedna mówi o tragicznym wymiarze terroryzmu i o jego paskudnym piętnie, druga natomiast tryska radością walki o wielką sprawę, o miłość do robotników, bo słowo „Polska” w tej książce chyba nie pada. Najczęściej pojawia się słowo „kraj”.

A ja się pytam, jaki może być kraj wywalczony przez takich bohaterów jak Nowicki i Kwapiński? I czy naprawdę wiele zmieniłoby to, gdyby w pogodnej narracji Józefa Nowickiego pojawiło się słowo "Polska"?

I jak to jest, że Koreanka do końca życia będzie nosiła odium zbrodniarki, a przez mózgi naszych rodaków nie przebiegła jakakolwiek myśl o skrusze...

https://allegro.pl/uzytkownik/makulektura?order=m

 PS. W kolejnym odcinku przedstawię paru kumpli Józefa. Poruszając się ruchem konika szachowego zahaczymy o Mandżurię i Klub Krzywego Koła.

Jak się to mówi jak jazda, to jazda.

 



tagi: korea józef nowicki kim hyon hui łzy mojej duszy 

betacool
29 listopada 2017 21:40
30     1306    5 zaloguj sie by polubić
komentarze:
chlor @betacool
29 listopada 2017 21:49

Hui znaczy po chińsku - silny, mocny, oraz sto innych rzeczy. Wymawia się hłej, to istotne.

zaloguj się by móc komentować

betacool @chlor 29 listopada 2017 21:49
29 listopada 2017 22:03

Nie wiem co znaczy hłej w Korei Północnej, ale jeśli chociaż 50 innych rzeczy, to nie jestem pewien, czy to takie istotne.

zaloguj się by móc komentować

chlor @betacool
29 listopada 2017 22:09

Noo, nazwisko jest zapisane po chinsku jednak. Muszę sprawdzić w słowniku Wen Lin.

zaloguj się by móc komentować

chlor @betacool
29 listopada 2017 22:12

Wygląda jakbym się czepiał jak jakiś ebenezer...Tekst powala, stąd te moje błądzenia po krzakach.

zaloguj się by móc komentować

betacool @chlor 29 listopada 2017 22:12
29 listopada 2017 22:21

Nie jesteś żadnym ebezecośtam.

Czekam na niektóre debiuty na blogowisku, a na Twój w sposób szczególny, bo już kiedyś próbowałem Cię sprowokować.

zaloguj się by móc komentować

chlor @betacool 29 listopada 2017 22:21
29 listopada 2017 22:25

Niestety nie mam o czym pisać. Mogę tylko reagować na cudze,

zaloguj się by móc komentować

betacool @chlor 29 listopada 2017 22:25
29 listopada 2017 22:55

Jak Józek mógł walić takimi pogodnymi tekstami o piorunianie, to Ty o dajmy na to o chloroformie też byś chyba mógł.

zaloguj się by móc komentować

betacool @betacool
29 listopada 2017 23:01

O pozornych atraktach społeczeństw otwartych:

Społeczeństwa otwarte są atrakcyjniejsze wizualnie. Kolorowi ludzie, każda knajpa co innego gotuje. W zamkniętych jest nudno. Dwa gatunki masła i tylko norweskie, bo akurat tak się kraj nazywa. Atrakcyjność państw zakniętych jest bardziej ukryta. Mogą mieć np zachęcająco wysokie koszty pracy i wyższy poziom bezpieczeństwa.  Muszą mieć własną produkcję i dystrybucję niezbędnych, lub atrakcyjnych wyrobów (choćby prądu, wody i żarcia), bez tego nie będzie niczego.

Chlor

zaloguj się by móc komentować

Wolfram @betacool
29 listopada 2017 23:26

Pojęcie "tenkraju" widać starsze niż można by sądzić - ale skoro nawet obecne tytuły gazet wykuwały sie w tamtych czasach - to nie powinno dziwić. 

O tych bombach i kupowaniu broni -  jak bajka dla dzieci do poduszki, ciepłe, wesołe, bezpieczne, beztroskie.

Powala na ziemię carski zamordyzm - niuńki jadą po browningi - 1000 szt. - jak gdyby nigdy nic - i załatwiają lewe papiery, że to dla Paragwaju.  Wyobraziłem sobie, co by było, gdyby dzisiaj jakiś młodzieżowy, domorosły, terrorysta chciał do Polski ściągnąć z zagranicy taką ilość broni, na lewych papierach. Jaja, jak berety komandosów palestyńskich. 

Włączyłem radio - mówią, że Breivik został premierem Norwegii...  weszła żona, mówi, żebym tyle nie pił, bo mam omamy słuchowe - tu, popraw, napisz Piłsudski i nie premierem, tylko podróżnikiem. Podróżnikiem? No, tak zdziwiła się - był w Anglii, w Japonii w Szwajcarii - a my tylko raz w Tunezji.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Wolfram 29 listopada 2017 23:26
29 listopada 2017 23:36

Bibułę,  którą szmuglowano przez Prusy (Gdańsk) szła z Anglii.

Setki kilogramów.

No i niezła zagadka  - rozwiązanie w kolejnym odcinku.

Ilu było Ukraińców wśród założycieli Ukraińskiej Partii Socjalistycznej?

 

zaloguj się by móc komentować

betacool @Wolfram 29 listopada 2017 23:26
29 listopada 2017 23:39

Zarąbiaste komentarze długości wpisu i żadnego wpisu. Też cholercia nie mogę Ci nie wypomnieć.

 

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @betacool
30 listopada 2017 06:26

Jazda, że hej. Tekst świetny, postać opisywana też. Aż ciary chodzą.

A w obronie Chlora: my przyrodnicy lepiej, żebyśmy siedzieli cicho. Wrzucanie jakichkolwiek tekstów z naszego obszaru kompetencji z opcją komentowania musi się skończyć towarzyską rozróbą. A w pozostałych obszarach inni mają więcej do powiedzenia. 

zaloguj się by móc komentować

DYNAQ @betacool
30 listopada 2017 09:17

''Byłem zawsze pogodny, wesoły, pełen radości ..''  Hmmm,po angielsku to ''gay''.

''uczucia rodzinne były dla mnie obce.''-Popieprzony gnojek,niedorozwój uczuciowości wyższej.

zaloguj się by móc komentować

chlor @betacool
30 listopada 2017 10:16

Do produkcji piorunianu rtęci potrzebne są duże ilości spirytusu, stąd takie wybuchowe tony w mowie i piśmie rewolucyjnym.

zaloguj się by móc komentować

betacool @chlor 30 listopada 2017 10:16
30 listopada 2017 10:44

Muszę to sprawdzić, ale gość chyba tylko o szmuglowaniu dużej ilości kwasów pisał, o spirytusie tylko ten jeden raz, jak się urżnęli po pierwszym zleceniu.

zaloguj się by móc komentować

betacool @DYNAQ 30 listopada 2017 09:17
30 listopada 2017 10:53

To mógłby byc temat na oddzielny wpis, o traktowaniu przez Józefa swojej żony. Odniosłem wrażenie, że z dużo większą estymą pisał o swoich towarzyszach.

Jest tam super scena, gdy żona zanjduje w mieszkaniu odbezpieczony granat. Józka nie ma więc idzie z tym do kolegów, którzy na wieść o jej kłopocie znajdującym się za pazuchą "nie bardzo wiedzą jak jej pomóc".

 

zaloguj się by móc komentować

chlor @betacool 30 listopada 2017 10:44
30 listopada 2017 11:17

Ciekawe skąd brali rtęć.

zaloguj się by móc komentować

betacool @chlor 30 listopada 2017 11:17
30 listopada 2017 11:42

Większość substancji podprowadzali z uczelni. Ale jeszcze się upewnię co tam Józek o tym pisał.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool
30 listopada 2017 16:45

Smaczki Pan wynajduje nie lada. Nie mogę się otrząsnąć po zderzeniu z tak wrażliwym ideowcem miłującym  robotników do łez i nienawidzących wrogów na śmierć, bez wyrzutów, bez poczucia winy, z iluzoryczną władzą 

Ukrainska Sotsiialistychna Partiia to chyba przez parkę polskich studentów z Kijowa - Bohdana i Mariana

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool 29 listopada 2017 23:36
30 listopada 2017 18:25

no włąśnie coś mi zjadło w poprzedniej odpowiedzi

optuję za: 0

jako, że tych dwóch studentów czyli Bohdan i Marian to na Polaków wyglądają, jedynie z zacięciem ukrainofilskim :)

zaloguj się by móc komentować


ainolatak @betacool 30 listopada 2017 18:57
30 listopada 2017 19:01

Marian miał ojca Ukraińca i matkę Polkę, a Bohdan na odwrót? ;))

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak 30 listopada 2017 19:01
30 listopada 2017 19:31

Aż tak w metrykach nie grzebałem,  ale będzie bardzo ciekawie.

zaloguj się by móc komentować

chlor @betacool
30 listopada 2017 20:11

Kurcze, kompletnie nie na temat, ale Ty znasz się na ogrodach. Dzisiaj odryłem że coś dziwne mi wyrosło. Długie łodyki prawie leżące na ziemi z jaskrawo pomarańczowymi niby owocami wielkości ok 6 cm. Tyle, że te niby owoce są puste w środku jak lampiony. Wewnątrz siedzi mały okrągły owocek z pestkami. Co to za ufo? Pytam ludzi, szukam w internecie i nic podobnego nie ma..Roślina dojrzewająca w zimie??

zaloguj się by móc komentować


betacool @chlor 30 listopada 2017 20:11
30 listopada 2017 20:35

Jak dla mnie też z opisu miechunka.

zaloguj się by móc komentować

chlor @ainolatak 30 listopada 2017 20:24
30 listopada 2017 20:40

Dzięki, miechunka rozdęta. Strasznie zdrowa podobno. Ale ja tego nie sadziłem, samo wyrosło.

zaloguj się by móc komentować

chlor @betacool 30 listopada 2017 20:35
30 listopada 2017 20:54

Dosyć gorzkie, czyli zapewne zdrowe.

zaloguj się by móc komentować

betacool @chlor 30 listopada 2017 20:40
30 listopada 2017 21:01

Mógł ktoś wywalić jakąś ozdobę świąteczną.

Rośnie bujnie, więc sił witalnych w tym chyba dużo. Ja jeszcze w nalewki tego nie zmieniałem. 

zaloguj się by móc komentować

Wolfram @betacool 29 listopada 2017 23:39
30 listopada 2017 23:43

Mam nadzieję, że za jakiś czas to się zmieni, ale to nie będzie bardzo prędko :)

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować