-

betacool

Gdy kule błądzące we mgle, potrafią odnaleźć konkretny cel

makulektura.pl

Makulektura nr 46 cz.2


Gdy kule błądzące we mgle, potrafią odnaleźć konkretny cel

 

Edward Alfred Mierzwa, Anglia a Polska w pierwszej połowie XVII w., PWN, Warszawa 1986


        Gustaw II Adolf zginął 6 listopada 1632 roku podczas bitwy pod Lützen. Miał niespełna 38 lat. Wikipedia (hasło – „bitwa pod Lützen”, opis za W. Weir, Fatal Victories) podaje, że zabiła go przypadkowa kula, która ugodziła go w pierś. Dzień był podobno bardzo mglisty i Gustawa zaskoczyły dwa regimenty dowodzone przez Octavia Piccolominiego. Raniony Gustaw odjechał na tyły, spadł z konia, a jego śmierci początkowo nie zauważono...
     Znacząco różniący się opis, dotyczący okoliczności śmierci szwedzkiego króla, znajdziemy u Richarda Brzezińskiego (Lűtzen 1632. Apogeum wojny trzydziestoletniej). Pisze on, że pomiędzy 12.30 a 13.00 Gustaw II Adolf padł martwy na polu bitwy.  Prowadzącego kawalerię Gustawa Adolfa z nagła ugodziła kula muszkietowa, która roztrzaskała władcy „całkiem na pół” lewe ramię tuż nad łokciem. Gustaw Adolf stracił we mgle kontakt ze swoimi kawalerzystami. Nie zdołał się wycofać z pola bitwy, gdyż nagle z mgły wyłoniła się grupa kirasjerów. Jeden z nich, rozpoznał  króla, krzyknął: „ Oto ten ptaszek!” i wystrzelił mu w plecy z pistoletu.
        Jeszcze więcej drastycznych szczegółów przynosi nam beletryzowana, lecz oparta na poważnych źródłach, praca Petera Englunda „Lata wojen”:
        „Król został ciężko ranny w walce z kirasjerami cesarskimi pomiędzy 12.30 a 13.00. Gustaw II Adolf stanął na czele szwedzkiego regimentu rajtarów Smaland i w toku walki odłączył się od żołnierzy. Trafiony kulą z pistoletu, która złamała jego lewą rękę, próbował się wycofać z walki. Von der Schulenberg, jeden z jego przybocznych, prowadził ulubionego rumaka króla, Streiffa, sam władca ledwo trzymał się w siodle. Nagle jeden z cesarskich kirasjerów zbliżył się do króla i strzelił mu z pistoletu w plecy. Von der Schulenberg zastrzelił Austriaka, ale do walki włączało się coraz więcej kirasjerów. Zginęli: paź królewski Augustus Leubelfing i ochroniarz władcy Anders Jonsson, reszta przybocznych uciekła przed kirasjerami. Ciężko ranny król został otoczony przez Austriaków, którzy mieli się od niego dowiedzieć kim jest. Gdy nieopodal pojawiła się grupa szwedzkich kawalerzystów, jeden z kirasjerów przyłożył królowi pistolet do skroni i dobił go.
         Kiedy fińscy rajtarzy płk. Stalhansdke odnaleźli ciało króla (ok. 15.00) jego zwłoki były już pozbawione większości stroju i biżuterii”.


        Jak widzicie. Kul wystrzelonych we mgle jest z fragmentu na fragment coraz więcej i mają coraz krótszą drogę do przebycia, czyli coraz trudniej im w tej mgle zabłądzić. Pierwsza w rękę, druga w plecy, a trzecia (chyba już zupełnie nie przypadkowa) w głowę. Z okrzyku „Oto ten ptaszek!” możemy się domyśleć, że ktoś TEGO właśnie ptaszka poszukiwał. Nie wiem o czym mogłaby świadczyć ucieczka przybocznych Gustawa Adolfa. Może o tym, że był on "bogiem wojny", ale nie na tyle wszechwiedzącym, by przewidzieć, że nie może bezwarunkowo polegać na garstce swoich najwierniejszych przybocznych?
          Czeski historyk Josef Janaczek pisze, że ranny Adolf Gustaw zamierzał opuścić pole bitwy, ale napadła go garstka kirasjerów Piccolominiego i zastrzeliła:
       „Pośrodku dzikiej bitwy, w ogniu strzałów, zdołali kirasjerzy zeskoczyć z koni i obedrzeć trupa aż do koszuli i żaden z nich nie dbał o to, kto padł z ich ręki”.


       Z tego fragmentu możemy się dowiedzieć, iż kirasjerzy powinni się zorientować kogo zabili. Mimo to ciało króla ograbili ze wszystkiego, co się z jego królewską osobą i funkcją wiązać i kojarzyć mogło, tak jakby potrzebowali dowodu, że „ptaszek” naprawdę zginął.
Jak widzicie, okoliczności śmierci „Lwa Północy”, mamy do wyboru bardzo wiele.
       Możemy przyjąć, że zginął od przypadkowej kuli, walcząc bohatersko ramię w ramię ze swoimi żołnierzami. Możemy też przyjąć, że cesarscy siepacze nie potrafili uszanować majestatu króla i doskonale wiedząc kim jest zabili go, odzierając ze wszystkiego, co cenne.
Możemy tez rozważyć wersję trzecią, że cesarscy siepacze doskonale wiedzieli kogo na polu bitwy szukać, a gdy już znaleźli, to na okrzyk o znalezieniu ptaszka, większość ochrony Gustawa rozpierzchła się we mgle, a kirasjerzy Piccolominiego (zapamiętajmy to nazwisko) prali do króla z coraz mniejszej odległości, tak by kule na pewno nie zabłądziły we mgle, po czym obdarli Gustawa Adolfa ze wszystkiego, co mogło być dowodem na to, że naprawdę zginął.

      Zanim przystąpimy do wyboru którejś z zaproponowanych tutaj wersji zdarzeń, cofnijmy się o kilka lat wstecz, co będzie równocześnie powrotem do książki Edwarda Mierzwy „Anglia a Polska w pierwszej połowie XVII w.”.

    W 1626 roku Szwedzi skorzystali z dobrej międzynarodowej koniunktury na protestanckie usługi militarne i wylądowali w Pilawie. Ich początkowe sukcesy, które doprowadziły do szwedzkiej blokady Gdańska, były dość nieumiejętnie finansowane przez Anglików:
     „W marcu (1627 r.) hetman Koniecpolski zatrzymał angielskich kurierów wiozących pieniądze dla Gustawa Adolfa, co tylko rozjątrzyło polską opinię publiczną”.
       Z tego nieoczekiwanego prezentu skorzystał Gdańsk, który zaczął naciskać władze Rzeczypospolitej, by zlikwidowały elbląska siedzibę Kompanii Wschodniej i prawo składu.
      „Sejm czerwcowy 1628 r. Uznał zasadność stanowiska senatu Gdańska i uchwalił konstytucję nadającą miastu handel angielskim suknem wwożonym do Rzeczypospolitej. (...) Kontrola nad handlem angielskim, z uwagi na wysoką wartość sukna w wymianie angielsko-polskiej znalazła się w rękach kupiectwa gdańskiego. Mimo protestów przeciwko monopolowi Gdańska, sejm podejmując taką decyzję zyskiwał gwarancję, że Gdańsk nie będzie szukał porozumienia ze Szwedami”.

        Brak porozumienia Gdańska za Szwedami był tu kluczowy.
     „Opanowanie Bałtyku przez Szwedów, wbrew poprzednim nadziejom nie poprawiło  sytuacji kupiectwa angielskiego, lecz przeciwnie, ich sukcesy stały się niebezpieczne dla interesów angielskich. Król polski i Gdańsk pobierali 3% cła, przy czym nie zawsze i nie wszystkie towary w poprzednich latach były rzetelnie inwentaryzowane i deklarowane, co nieustannie podkreślał senat gdański, skarżąc angielskie kupiectwo o nadużycia celne, krótko mówiąc o kontrabandę. Szwedzi rozpoczynając blokadę Gdańska nałożyli na wszystkich bez wyjątku cło trzydziestoprocentowe, a ich urzędnicy celni samowolnie podnosili je do jeszcze wyższego poziomu, stosując róże nie zawsze uczciwe chwyty”.
       Te niecne szwedzkie praktyki miały ukrócić rozejm zawarty 26 września 1629 roku w Altmarku. Rozejm był negocjowany przy udziale Thomasa Roe. W swojej korespondencji napisał on, że „czynił tak, aby przewaga była po stronie króla Szwecji”. Rozejmowi towarzyszył układ pomiędzy Szwecją a Gdańskiem, na mocy którego Szwedzi mieli prawo do pobierania 5,5% cła od przewożonych towarów, przy czym 3,5% miał otrzymywać król szwedzki, 1% król polski i 1% Gdańsk.
       Tyle, że Szwedzi stosowali nadal swe brudne tricki, które doprowadzały Anglików do najczystszej wściekłości. Zaliczały się do nich szacowanie cen towarów nie według ceny zakupu, lecz według cen płaconych w porcie docelowym. Towary „bałtyckie” clone były według stawek płaconych w Londynie i na odwrót. Szwedzi przeliczali wartość talara na 75 groszy, gdy wart był on 90 groszy. Tak naliczane cło regularnie przekraczało 20% rzeczywistej wartości towaru i przynosiło Szwedom około miliona złotych rocznie, czyli mniej więcej tyle ile trzeba było wyłożyć na w miarę skuteczne prowadzenie wojny.
      „W takiej sytuacji Roe mógł tylko radzić kupiectwu angielskiemu powrót do Elbląga okupowanego przez Szwedów, bowiem bardziej opłacalne było znoszenie zdzierstwa szwedzkiego, niż stempla i monopolu Gdańska i zdzierstwa szwedzkiego przed portem gdańskim.
     Próbując wywrzeć presję na Gdańsk, ambasador zakazał jakichkolwiek kontaktów handlowych z tym miastem kupcom angielskim, odcinając w ten sposób dopływ towarów angielskich”.

        Nie wszyscy Anglicy się temu podporządkowali, bowiem liczba statków zawijających do Gdańska z minimalnej (36 sztuk w 1628 roku) wzrosła w roku 1631 do 108.
Anglicy zgrzytali zębami, ale próbowali negocjować ze Szwedami jeszcze raz. Tym razem zwrócili się do kanclerza Oxenstierny.
      „Kanclerz w odpowiedzi stwierdził, że nie posiada żadnych uprawnień do prowadzenia pertraktacji celnych, gdyż te zastrzeżone zostały do wyłącznej kompetencji króla, uganiającego się za Wallensteinem na terenie Rzeszy. Kompania zwróciła się do Karola I z prośbą o interwencję u Gustawa Adolfa. Francis Gordon otrzymał niebawem instrukcję polecającą mu podróż do Niemiec i przedstawienie Gustawowi angielskich dezyderatów. Jesienią 1631 r. w Wurzburgu Gordon przedłożył petycję Kompanii Wschodniej Gustawowi, zyskując jego aprobatę dla angielskich postulatów i zapewnienie, iż kanclerz otrzyma stosowne instrukcje nakazujące rzetelne traktowanie kupiectwa angielskiego”.

          Jak widzimy, pertraktacje osiągnęły najwyższy możliwy poziom decyzyjny.
       Nie wiemy, czy Gustaw Adolf pokpił sprawę, ganiając za Wallensteinem, czy może uznał, że pobieranie swoiście pojmowanego podatku solidarnościowego jest tożsame z „rzetelnym traktowaniem kupiectwa angielskiego”. W każdym razie, kanclerz szwedzki Oxenstierna wyjaśnił Anglikom, że  wprawdzie postępowanie Szwedów nie zawsze było zgodne z ustaleniami ale działo się to w imię wyższej konieczności, a było nią dobro protestantyzmu.
      „Ponadto cło szwedzkie, zdaniem kanclerza nie jest przeszkodą, a co najwyżej drobną niewygodą dla angielskiego kupiectwa, które w imię wspomnianej wyższej konieczności powinno ponieść tę drobna ofiarę. Odpowiedź sprzymierzeńca Oxienttierny nie mogła wzbudzić w Anglikach niczego poza beznadziejna wściekłością. Anglicy wkrótce podjęli próbę wywarcia nacisku na Szweda przy pomocy duńskiej. Wiosną 1632 r. Karol I wysłał earla Leicester do Danii w celu podjęcia wspólnej akcji przeciw szwedzkiej samowoli. Duńczycy jeśli nawet byli tym zainteresowani, to nie zaryzykowali akcji nieprzyjaznej Gustawowi, w obawie odwetu z jego strony, poza tym cła w Zatoce Gdańskiej nie były płacone pieniędzmi z duńskiej kieszeni”.
     Innymi słowy wiosną 1632 roku Anglicy byli jeszcze beznadziejniej wściekli, bowiem Duńczycy nie zaryzykowali akcji nieprzyjaznej Gustawowi. Nie wiemy na czym miałaby się ta akcja oprzeć, ani jak bardzo miała być „nieprzyjazna”. Historia ma jednak to do siebie, że czasami taką „beznadziejną wściekłość” potrafi rozładować.
      Tym razem pomogły w tym trzy strzały kirasjerów Piccolominiego, a może tylko jeden zbłąkany pocisk we mgle (wersję możemy wybrać sami).

       W następnym wpisie nieco bliżej przyjrzymy się owemu Piccolominiemu. Kto wie, czy po raz kolejny nie będziemy musieli zastanowić się nad zadanym przeze mnie, przy zupełnie innej okazji pytaniem, „czy morze może zabijać na lądzie?”.
     Tym razem zadamy to pytanie przyglądając się wnikliwie pewnym morskim pomysłom samego Wallensteina i (nieco mniej wnikliwie) okolicznościom poprzedzającym jego śmierć.

       A tu książka, która jest i jeszcze chwilę będzie pretekstem do snucia tej opowieści:

https://allegro.pl/e-mierzwa-anglia-a-polska-w-pierwszej-pol-xvii-w-i7560193433.html



tagi: szwecja  edward mierzwa  gdańsk  mgła  gustaw ii adolf 

betacool
17 września 2018 17:40
18     1288    16 zaloguj sie by polubić
komentarze:
bolek @betacool
17 września 2018 18:05

Super historia! I ta zapowiedź dalszego ciągu...
Już nie mogę się doczekać :)

Pzdr

zaloguj się by móc komentować

betacool @bolek 17 września 2018 18:05
17 września 2018 20:11

Trochę jak mawiają dzieciaki zaspoileruję.

Okazuje się, że Wallenstein chciał wykopać kanał i zrobił coś, czego robienie bardzo odradza Coryllus.

Po prostu zdradził swoje plany... 

 

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @betacool 17 września 2018 20:11
17 września 2018 20:48

No, ale chyba nie taki kanał o którym wspomniał o. Wincenty?

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool
17 września 2018 20:48

Czegoś ten kirasjer ma dziwnego osełedesa na swojej łysinie, ten co mierzy w Gustawa. 

zaloguj się by móc komentować


Magazynier @betacool
17 września 2018 20:55

Czy jak wkleję tu coś o tym generale, pod którym służył Piccolomini pod Lutzen, to ci zepsuję kolejny odcinek?

zaloguj się by móc komentować

betacool @Magazynier 17 września 2018 20:55
17 września 2018 20:59

Ja o nim za długo rozwodzić się nie będę. Wallenstein miał z nim na pieńku, a on poczekał na dogodną okazję, by wykombinować jak podstawić pieniek pod szyję Wallensteina.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool
17 września 2018 22:08

Mi nie chodzi o Wallensteina ale o Holka, Duńczyka. Wallenstein zdaje się trzymał Piccolominiego na dystans, nie ufał mu. No i miał rację. Za to przytulił go duński Holk, o którym nawet angielska wiki udaje że nic nie wie. Pod Lutzen Piccolomini służył pod Holkiem. 

zaloguj się by móc komentować

betacool @Magazynier 17 września 2018 22:08
17 września 2018 22:27

Brawo. Nie zmylił Cię ten Piccolomini. Holk to moim zdaniem kluczowa postać.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool
17 września 2018 22:36

Entschuldigung, jedank jest w angieskiej wiki: https://en.wikipedia.org/wiki/Heinrich_Holk

Poddany Krystiana IV, dowodził najpierw duńsko-szkocką armią w bitwie pod Straslund (1628) przeciw Wallensteinowi. Krystian IV podpisał pokój z Wallensteinem w 1629, Holk przeszedł pod jego komendę, czyli droga już prosta do Lutzen i egzekucji na Gustawie. Po Lutzen przeszedł w stan zasłużonego spoczynku i to wiecznego.

Wallenstein użył go najpierw do negocjacji z Saksonami:

"Holk przeszedł w stan spoczynku po dwu tygodniach (chyba po Lutzen) i na rozkaz Wallensteina wznowił rozmowy z Arnim, który gościł u Johanna Georga.  Obaj generałowie spotkali się na kolacji, kiedy Holk nagle źle się poczuł. Obawiając się otrucia, został zapewniony że to nie otrucie i odjechał w swoim powozie by poradzić się swoich podwładnych. Stało się jasne (ciekawe czemu?), że zapadł na zarazę (plague, nie wiem dokładnie co to za zaraza tam była), zaś oni (podwładni) bali się kontaktu z nim. Zmarł samotnie na poboczu drogi, zaś jego woźnica poszedł szukać księdza." (Wilson, Peter, The Thirty Years War: Europe's Tragedy. Penguin Group, London, 2009,  p. 529.)

Dla mnie jest jasne jedno, że to nie była ani dżuma ani cholera ani dyzenteria. Zaś jego woźnica, zanim Księdza znalazł, zapewne zaszedł do gospody wypić za spokój duszy generała. Kanalia był ten Holk, ale w końcu niezły wojak. Ergo pozostaje tylko trucizna nie Arnima, ale jego podwładnych, z opóźnionym działaniem. Zadarł w końcu z nie byle kim, z Marią Medycejską i kard. Richelieu. Na marginesie mam biografię Richelieu pióra Jana Baszkiewicza, ale nie mam czasu za nią się wziąć.  

Portet Marii M. pędzla Rubensa:

A to Richeliue jako Darth Vader, ale purpurowy:

zaloguj się by móc komentować

betacool @Magazynier 17 września 2018 22:36
17 września 2018 22:42

Powinieneś już się domyślać, że ze śmiercią Holka, będzie tak jak że śmiercią Gustawa. Na jednej wersji skończyć się nie może... 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool 17 września 2018 22:42
17 września 2018 23:13

Oczywiście. Moje domysły to tylko hipoteza robocza.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Magazynier 17 września 2018 23:13
17 września 2018 23:22

Oczywiście moje domysły, to także hipotezy robocze. Postaram się je nieco faktograficznie obudować, ale zupełnie amatorsko. Ciekaw jestem, czy tropami takich roboczych hipotez wyruszył kiedykolwiek jakiś historyk...

Chyba nie. Przecież to zupełnie baśniowe hipotezy - rodem z baśni czeskich.

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool 17 września 2018 20:11
18 września 2018 07:09

innowacje geodezyjne są w obszarze wysokiego ryzyka więc, szczególnie jeśli mają ominąć "Duńczyka" i służyć również katolikom, co się dziwić, że częstym ich następstwem jest śmierć innowatora

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool
18 września 2018 07:11

Co do kul, to jeszcze kule w kark konia, przez co z rozwalonym ramieniem trudno było go opanować i np. zwiać.  No a to że znaleziono go obdartego z ubrań (również Uwe Klussmann) wymowne…no trzeba było tą zakrwawioną koszulę przedstawić zleceniodawcy. Fascynująca część druga wpisu Betacoolu. A tu jeszcze ciąg dalszy będzie…aż się boję za ile pójdzie Mierzwa.

Dobro protestantyzmu jako wyższa konieczność – świetne.  A w imię najwyższej konieczności, czyli dobra angielskiej korony stosowanie drastycznych rozwiązań, jest nie tylko skuteczne, ale jakże pouczające dla pozostałych uczestników geopolitycznych gier.

I piękny obraz Wahlboma wybrałeś.

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak 18 września 2018 07:09
18 września 2018 09:45

Nawigatorska brać nawet we mgiełce trafia w punkt.

zaloguj się by móc komentować

betacool @betacool
18 września 2018 09:55

"Dobro protestantyzmu jako wyższa konieczność"

Okazuje się, że nad koniecznością wyższą, jest jeszcze ta najwyższa.

Milion złotych rocznie.

Trzeba jednak przyznać, że zadbano o legendę krąbrnego sojusznika - został bogiem wojny i lwem północy, a Wallenstein... typ spod ciemnej gwiazdy wyciągniętej z jego mrocznych horoskopów.

zaloguj się by móc komentować


zaloguj się by móc komentować