-

betacool

Grodziska dziewica w sukni z rewolucyjnego sztandaru.

makulektura.pl

Makulektura nr 35 i 36

 

Grodziska dziewica w sukni z rewolucyjnego sztandaru.

Proletariusze, wszyscy w raju – łączcie się cz.5.

 

Feliks Kon. Narodziny wieku.

Feliks Kon. Pod sztandarem rewolucji.

 

Przy takim tytule jest jakaś szansa, że ktoś z Grodziska rzuci na to okiem, ale ja będę okrutny i nie wyjaśnię tak od razu, o co w tym tytule chodzi.

Rozpocznę za to od spełnienia obietnic z poprzedniego odcinka.

Miałem bowiem wspomnieć o udziale trucizn w „proletariackiej” metodzie szerzenia rewolucji. W sumie należałoby stwierdzić, że była to idea szerzenia, przez redukcję. Temat trucizn pojawia się we wspomnieniach „Narodziny wieku” kilka razy, ale dwukrotnie przy opisie osoby, którą poznaliśmy w pierwszym odcinku cyklu. Chodzi o Mańkowskiego, tego który szykował ucieczkę z Cytadeli i pięknie opisał to w książeczce „U stóp szubienicy”. Okazuje się, że szerzenie rewolucji przez redukcję, mogło odbywać się na dwa sposoby. Pierwszy polegał na eliminowaniu wrogów. Dowiadujemy się o tym, gdy Kon opowiada o pojmaniu Mańkowskiego, który „bronił się w czasie aresztowania zatrutym szklanym sztyletem, ale nie udało mu się wyrwać z rąk szpiclów i został aresztowany” (s.152).

Drugi sposób szerzenia rewolucji przez redukcję może nas nieco zadziwić, bowiem Kon otwarcie opowiada o truciu się przez samych rewolucjonistów. Tyle, że niektórych. Oto w jaki sposób Kon wspomina odsiadkę Mańkowskiego w karskim więzieniu :

„Bardzo zdolny, w wielu dziedzinach przyswoił sobie dużo wiadomości, ale wiadomości te pojmował nader osobliwie. Nie mógł na przykład przestać myśleć o tym, że każdy jego ruch, każdy krok, nawet tchnienie pozbawia życia miliony niewiedzialnych gołym okiem istnień. W warunkach więziennych mógł łatwo stać się na tym tle maniakiem (…) Szczególnie ciężko przeżywał okres samobójczego trucia się na znak protestu. Doszedł do wniosku, że za dużo ofiar ginie w Karze, zdobył truciznę i oświadczył: „Nie otruję się jeśli wytrzymam”.

Wytrzymał. Nie otruł się ani morfiną, ani opium, ale nie ustrzegł się od trucizny gorszej od wszystkich alkaloidów – od trucizny zemsty… Tak, zemsta, zemsta na wroga, z Bogiem, a choćby mimo Boga – powtarzał słowa Mickiewicza. (…)

Spotkałem się z Mańkowskim dopiero w 1905 roku. Zmienił się nie do poznania. Po dawnym marksistowskim odchyleniu nie pozostało śladu. W Rosji przyłączył się do socjalrewolucjonistów maksymalistów, a w Polsce duszą i ciałem należał do prawicy PPS. (…) Prawica PPS znęciła go tylko tym, że dawała mu możność zaspokojenia zemsty. W czasie „krwawej środy” w Warszawie, zorganizowanej przez prawicę PPS, by sterroryzować policję, kiedy w ciągu jednego dnia z rąk bojowców padło na ulicach Warszawy kilkudziesięciu policjantów – Mańkowski kierował tymi masowymi zabójstwami i wielu policjantów zabił własną ręką (…)” (s. 157).

Ten zacytowany fragment jest bardzo znamienny. Dowiadujemy się, że niektórzy socjaliści na znak protestu dokonują samobójstw, a inne wrażliwe, przejęte losem mikrobów jednostki, jakoś sobie egzystują, kurując się homeopatycznymi dawkami zemsty.

Mańkowski jakoś wytrzymał i się nie truł. A co z autorem wspomnień – Feliksem Konem zapytacie. On na znak protestu akurat się truł, ale jakoś nieumiejętnie. Kon tłumaczy mniej więcej tak, że to wszystko przez dwóch innych aresztantów, którzy przebudzili się, gdy Kon przepełniony rozpaczą, że żyje, był pogrążony w morfinicznym śnie. Wtedy ci dwaj „wdrapali się na piec, wydostali słoik i z jakąś pasją, garściami, poczęli łykać morfinę i tylko tym sposobem udało im się urzeczywistnić swój zamiar samobójczy. Ale dla innych morfiny zabrakło…”.

W sumie ten samobójczy więzienny protest przeciw karom chłosty skończył się sześcioma trupami, gdyż wcześniej, oprócz tych dwóch towarzyszy, w więzieniu otruły się cztery działaczki. Kon pisze o tym tak:

„Samobójstwo trzeba było odłożyć na pewien czas i walkę prowadzić dalej, ale szczegóły tej walki należało uprzednio rozważyć… Było to bardzo trudne. Powstało pytanie: kogo i jak zaprosić na naradę. Jeżeli po pierwszym niepowodzeniu pięciu ludzi odmówiło dalszych prób, to przy powtórnym truciu może się okazać, że tych, którzy chcą uczestniczyć w proteście, jest jeszcze mniej(…). Po głębokim namyśle doszliśmy do wniosku, że śmierć towarzyszek i towarzyszy ujawniła przed całym światem, nasz stosunek do chłosty (…). Musimy czekać na rezultat już popełnionych samobójstw, gdyby się jednak okazało, że nie dały żadnego, po upływie pięciu miesięcy (…) – w pierwszej kolejności miał sobie odebrać życie Dikowski i ja…”.

Kon, jak się domyślacie, swojej kolejki do powtórnego trucia nie doczekał,

A dzięki temu mógł dopisać kontynuację swoich wspomnień. I to jest ten moment, w którym wyjaśnię, o co chodzi z tą „grodziską dziewicą”.

Tak właśnie pozwoliłem sobie nazwać wybór wspomnień Kona „Pod sztandarem rewolucji”. To jest raptem 230 stron tekstu. Część z nich, to fragmenty „Narodzin wieku”, ale te kończą się na opisie pobytu Kona na zesłaniu, a „sztandar rewolucji” i prowadzi nas po życiu Kona dużo dalej, aż po 1907 rok i opisy spotkań „wygładzających chropowatości wynikające z ideologicznego zamętu” podczas kongresu II Międzynarodówki. Nie były to narady przy kaszance i piwku. Kon opisuje wystawne bankiety z udziałem Lenina, Babla, Litwinowa, Marchlewskiego i Róży Luksemburg. A co tam, rzucę mały fragmencik:

„Obejrzałem się. Przy ławce stał Lenin z wzrokiem utkwionym w Bebla. Uśmiechał się figlarnie, ale równocześnie ironicznie. W oczach jego błyszczały znane iskierki, które się w nich zapalały, kiedy Lenin widział człowieka na wylot, kiedy dostrzegł to, co tamten starannie ukrywał…”.

Nie będę Wam tu wyjaśniał, co ukrywał Babel, bo się nigdy nie dowiecie, skąd się wzięła ta „grodziska dziewica”. Już tłumaczę. Książka należała kiedyś do zbiorów Pedagogicznej Biblioteki Powiatowej w Grodzisku. Trafiła do mnie wraz z kartą biblioteczną i to jest karta bez żadnego wpisu. Nikt jej nie czytał.

Tu więcej szczegółów o książce:

https://allegro.pl/uzytkownik/makulekturapl?order=m

Może w tym momencie, nieco stłumię radość mazowieckiego szczepu Grodziszczan i wyjaśnię, że moje prywatne śledztwo wskazuje, że chodzi jednak o Grodzisk Wielkopolski – to tam nie znalazł się ani jeden amator tej lektury i to "pyrowy" szczep Grodziszczan sprawił, że ten tytuł biblioteczny pozostał zupełnie dziewiczy.

A teraz krótkie podsumowanie. Relacja Kona z samounicestwiania się więźniów politycznych dotyczy roku 1889. Nasz cykl „proletariacki” rozpoczął się wcześniej. Proces Wielkiego Proletariatu zakończył się wykonaniem wyroków w styczniu roku 1886. Czy te dwa przybory śmiertelnych fal da się jakoś połączyć?

Myślę, że tak. W następnym odcinku, już na pewno trafimy do celi Stanisława Kunickiego i na pewno dowiemy się, dlaczego mimo bohaterskiej śmierci, bohaterem Proletariatu nigdy nie został.

Ale to po Świętach, które niech będą wolne będą od socjalizmu i od śmierci.



tagi: socjalizm  śmierć  trucizna  feliks kon 

betacool
28 marca 2018 22:06
2     683    6 zaloguj sie by polubić
komentarze:
jolanta-gancarz @betacool
28 marca 2018 23:38

Niesamowite historie! I genialny tytuł;-)

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool
29 marca 2018 22:07

"Prawica PPS" (SIC !!!!!!)

No to teraz wiemy skąd się wzięła polska tradycja "prawicowa". Kon potwierdza znaną wszystkim tezę Gabriela o prawicy jako odrośli lewicy, prawica lewicy, a również i rzuca ciekawe światło na znaną sentencję Churchilla: każdy, kto nie jest łajdakiem, w młodości jest socjalistą, na starość konserwatystą. Co znaczy że trzeba by jednak sformułować tę metaforę nieco inaczej "Grodziska prawiczka, dobrze zakonserwowana, w sukni z rewolucyjnego sztandaru". No ... i to brzmi, że tak powiem, profesjonalnie. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować