-

betacool

Juma juma Rej

Juma juma Rej

 

Stanisław Windakiewicz, Mikołaj Rej z Nagłowic, Wydawnictwo M. Arct i S-ka, Lublin 1922, s.114

 

Mało kto już pamięta bałkański letni przebój dyskotek, który wpadał w ucho dość prostą i łatwą do zapamiętania frazą „Numa numa jej”. Przyznam, że czytając książkę profesora Windakiewicza o Mikołaju Reju nie mogłem się opędzić od świdrującej mi głowę parafrazy tej piosenki, która nieubłaganie układała mi się słowa „Juma juma Rej”.

Dobrze wiemy, skąd się ta „juma” wzięła i w jak posadowionym przez Coryllusa kontekście w Szkole Nawigatorów występuje. Teraz wypada krótko uzasadnić, skąd tutaj ten Rej.

Stanisław Windakiewicz należał jeszcze do tego pokolenia naukowców, który nie traktował dzieł literackich jako autonomicznych i w żaden sposób nie powiązanych z życiorysami pisarzy tworów. Nie dziwi nas zatem, że odnajdujemy w jego pracy szereg ciekawych szczegółów dotyczących biografii Mikołaja Reja.

Rej na swych dziełach zwykle się nie podpisywał. Za to kilka razy użył pseudonimów Ambroży Korczbok Rożek albo Albertus Brandenburgensis. Zacznijmy od drugiego pseudonimu. Wiele słowników imion podaje formę Albert, Albercik jako oboczną do imienia Albrecht – Albrecht Brandenburczyk, bardziej jednoznacznego stempla prostolinijny Rej wymyślić chyba nie mógł i zapewne nie chciał.

Pierwszy pseudonim jest o tyle ciekawy, że w herbie Korczbok są trzy złote karpie, a to od konferencji w Baranowie nieodmiennie kojarzy mi się z rewolucyjną jumą. Do rybek w herbie (i nie tylko w herbie) jeszcze wrócimy. Zanim je jednak wyłowiły, sięgniemy po taki oto opis religijnej żarliwości Mikołaja z Nagłowic.

„Rej jako kalwin, odznaczył się gorącą żarliwością religijną. Znosił kościoły katolickie w swych dobrach, fundował zbory heretyckie (Oksza, Rejowiec), sprowadzał ministrów i predykantów cudzoziemskich (Andrzej z Prstna), a przytem kłócił się z księżmi, przesadzając, jak każdy neofita, w gorliwości religijnej i niepotrzebnie i tak już żywy płomień walki religijnej. Zwłaszcza w roku 1550 okazał się Rej najruchliwszym i przyjął udział w dwu jaskrawych zaczepkach Kościoła katolickiego przez dysydentów. Poeta nasz wystąpił wówczas jako patron księdza apostaty Walentego z Krzczonowa, równocześnie zaś przed trybunałem królewskim podjął się obrony współwyznawcy swego i przyjaciela, Mikołaja Oleśnickiego, który z dóbr pińczowskich wypędził O.O. Paulinów i usiłował smutnych skutków tego gwałtu uniknąć”.

We fragmencie tym odnajdziemy kilka ciekawych koincydencji. Oto jedyny - wymieniany przez Internetowy Polski Słownik Biograficzny Korczbok - Piotr Korzbok, wdał się w spór z biskupem krakowskim Zbigniewem Oleśnickim. Przedstawiciel herbu trzech złotych karpi pośredniczył w sprowadzeniu od Polski husytów. Mieli oni pomóc w walce z Krzyżakami. Jagiełło przyjął ich łaskawie i dopuścił do wspólnych ze swym dworem praktyk religijnych. Oburzony tym Oleśnicki, zamknął przed Czechami wszystkie krakowskie kościoły. Piotr Korczbok nie mógł tego faktu przeboleć i długo i wytrwale skarżył się królowi. Pod koniec życia Korczbok popadł z nieznanych przyczyn w konflikt z trzemeszeńskim klasztorem, którego opat chciał go obłożyć klątwą.

Minął wiek z okładem i zmieniło się wszystko. Przedstawiciel rodu Oleśnickich, miast bronić kościołów przed herezją, pogonił z klasztoru Paulinów, a przed gniewem biskupów i sądem królewskim brał go w obronę szlachcic noszący z dumą pseudonim Korczbok, czyli Rej.

Umówmy się, że nie czynił tego do końca bezinteresownie, bowiem sam miał, albo dopiero zamierzał mieć, podobne perypetie… No właśnie! Pytanie, czy na pewno podobne. Jeśli przeczytamy bowiem obszerne fragmenty dzieła Windakiewicza, okaże się, że sprawy przedstawiają się nieco odmiennie od tych sprzed stu lat. Myślę, że możemy postawić zasadną tezę, że w XVI wieku Opalińskiemu i Rejowi nie koniecznie szło o walkę o wolność sumienia, czy obronę prawa do wyznawania „zmodyfikowanej” religii, tylko o zwyczajną jumę, czyli położenie łapy na tym co nie swoje:

„O kompletne wyłuszczenie historii procesowej Reja na podstawie akt sądowych, kusić się nie będziemy. Wojna Reja z księżmi zwracała już w XVI wieku uwagę, jako obraz charakterystyczny. W aktach sądowych procesy jego z duchowieństwem są znane pod nazwą rodzajową „Rej z mnichy”. Jest to seria zatargów długoletnich, które poczęły się nagle w r. 1550 i ciągnęły się w powolnym tempie, niesłychanie uciążliwie, aż do końca życia poety. Dawniej Rej był mężem zaufania kanoników od św. Anny w Krakowie, którzy mu nawet swoje fundusze powierzali. Ale ostre wystąpienie przeciw biskupowi Zebrzydowskiemu zepsuło w jednej chwili dotychczasową harmonię i nagle przyciśnięto poetę ze wszystkich stron, w których tylko kontakt pomiędzy nim a duchowieństwem diecezji krakowskiej zachodził. W odpowiedzi na zuchwałe zachowanie się w sprawie Oleśnickiego i owego, smutnej pamięci apostaty ks. Walentego, wytoczono Rejowi trzy procesy zasadnicze i kilka pobocznych. Opat jędrzejowski pozwał go o naruszenie granic i zbudowanie grobli w Nagłowicach (…); proboszcz świętomichalski z Krakowa upomniał się o zaoranie gruntów tzw. „łanów poświątnych”, ku czemu znalazł sprzymierzeńców w chłopach, niechętnych Rejowi za jego szerokie miedze; wreszcie proboszcz ze Skrzydlny wywołał swą drobną sprawę o dziesięciny”.

Naruszenia granic, stawianie grobli (bezprawne dzielenie stawów), zaoranie gruntów poświątnych (czyli ziemi przeznaczonej pod fundację kościoła), podbieranie ziemi chłopskiej przez poszerzanie miedz i sprawy o płacenie dziesięcin. Gdzie tu owa wywołana przez Windakiewicza „religijna żarliwość”? Przecież wyraźnie widać o co w tej kalwińskiej religijności chodzi – o zabór tego, co cudze - o kasę.

Myślę, że kolejny fragment książki Windakiewicza dobitnie poświadczy to, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o dobra jak najbardziej materialne:

„Rej naturalnie, jako kalwin świeżo nawrócony, niewiele sobie robił z tych wszystkich procesów i raczej był z nich zadowolony, że mu dawały rozgłos i zajęcie; w każdym razie jednak poruszyć go mogła gremialna akcja duchowieństwa krakowskiego (…). Zaczynają się wiec pozwy; nieporozumienie trwa latami; w jednych sprawach przychodzi niby do załatwienia, w innych nastaje przerwa. Najgorzej na tej kłótni wychodzi ów opat, któremu Rej kazał uwięzić rybaka, podczas spuszczania stawów, i ze wszystkimi sieciami, wędkami i narzędziami, w łańcuchach skutego do domu zabrał. Innym znów razem zarządca dóbr Reja zajął sto sztuk bydła opackiego i trzy dni w stajni nagłowickiej o głodzie przetrzymał. Walka owa po kilku latach spokoju odnawia się w roku 1567, w formie oskarżenia o nowa dziesięcinę. Rej żąda od pozywającego pokazania oryginalnego dyplomu, ks. Grodkowski powołuje się na odwieczny zwyczaj i chce przysięgać”.

Mamy więc i spór o ryby i o pokaźne stado bydła. Sto sztuk żywego inwentarza należącego do Kościoła – oto skala, którą powinniśmy mierzyć rejową „religijną żarliwość”. Zatargi o dobra materialne są jednak tylko pretekstem do zmian ustrojowych – do zmiany systemów podatków – do uniknięcia płacenia kościołowi dziesięciny. Chodziło nie tylko o dziesięcinę.

Windakiewicz przypomina także o sejmowych mowach Reja. Dotyczyły one annatów papieskich. Były to świadczenia indywidualne, które duchowni obowiązani byli zapłacić papieżowi w ściśle określonej wysokości i oznaczonym czasie. Dochody uzyskiwane z annat pozostawały w wyłącznej dyspozycji papieża. Opłaty te zdaniem Reja powinny być przeznaczone na obronę kraju. Zresztą nie tylko one. Dotyczyło to także podatku 4 groszy z łana, których szlachcie reprezentowanej przez Reja (przy zdecydowanej postawie króla) nie udało się uniknąć, ale przecież można było nieco inaczej rozłożyć jej ciężary. Rej postawił więc taki oto postulat (cyt. za Stanisławem Bodniakiem):

„Opaci, z których Rzeczpospolita żadnego pożytku niema, aby na służbę żołnierską wyprawowali“ . Nie pomylimy się, twier­dząc, że autorem lub współautorem tej uchwały o Opatach był Rej i z radością jej przyklasnął, za czem przemawia jego specjalna niechęć do owych „próżnochlebów, żółtobrzuchów“ i jak tam jeszcze inaczej a mniej nadobnie zowie mnichów i opatów”.

Dobrze, rzeknie ktoś – toć to wyraz obywatelskiej postawy, która miała zapewnić finansowanie wojska przez wszystkie stany. Tyle, że należałoby w tym miejscu zapytać, dlaczego w mowach Reja nie było mowy o opodatkowaniu innowierczych zborów?

To nie wszystko. Rej optował także za zaopatrywaniem miast i zamków pruskich. Podatki na ten cel miały pochodzić z Gdańska.

Zmiany ustrojowe, za którymi gardłował Rej dotyczyły także sposobu przeprowadzania wolnej elekcji, ale omówienie ich to temat na cały kolejny wpis.

Nie wydaje Wam się, że dziwnym trafem większość z rejowych postulatów dziwnie współgrała z polityką Albrechta Hohenzollerna? Okraść i osłabić Kościół Katolicki, zająć tak wiele jego dóbr jak się da, nie płacić kościelnych podatków, a z „zaoszczędzonych” w ten prosty sposób pieniędzy fundować skromne innowiercze zbory i nagłaśniać procesami z duchownymi korzyści jakie tymi sposobami płyną do kieszeni tych, którzy odważą się pójść na wojnę z „próżnochlebcami i żółtobrzuchami”.

Warto dodać, że ekonomiczny geniusz Reja sprawdzał się jedynie wtedy, gdy coś można było komuś „zajumać”. Autorskie gospodarcze pomysły Reja, którego „opanowała gorączka kolonizatorska XVI wieku” nie były już tak udane. Była to jak pisze Windakiewicz „gorączka farmera, który przez zakładanie miast chce nagłym i pospiesznym rzutem wartość swego gruntu podnieść”. Biograf Reja z przekąsem stwierdza, że poeta planując swe ekonomiczne projekty wyliczył nie tylko czynsze, ale nawet ilość serków, skór baranich, a nawet wianków cebuli, które będzie miał z tych inwestycji. Rezultaty były jednak znacząco różne od oczekiwań:

„Z daleka te projekty są śliczne i nie raz nam imponują; ale z bliska zobaczywszy, widać, jak mało tam było obliczenia rzeczywistych sił ekonomicznych (…) Jedno z miast rejowskich zmieniło się potem w wieś nieznaczną, a dziś posiada 51 chat chłopskich i wielki rynek miejski, żadnemu celowi nie służący (Oksza). Drugie miasto rejowskie ma nie lepszą historię. Chromało ono zawsze na brak ludności, a obecnie jest gniazdem żydowskim, gdzie na 1400 mieszkańców znajduje się 1000 żydów (Rejowiec)”.

Cóż skoro własne projekty nie wypalały, to nie pozostawało nic innego jak trwać w jumie i bronić jej w sądach do upadłego…

Juma ma jednak to do siebie, że prócz zadowolenia rewolucyjnych beneficjentów niesie gniew i opór tych, którym życie psuje, komplikuje i niszczy. Zazwyczaj pierwsze symptomy kryzysu i buntu pojawiają się tam, skąd dżuma wyszła. Dlatego warto wrócić do omawianej tu niedawno książki Sierzputowskiego. Oto jeden z jej końcowych fragmentów. Oto niezwykły obraz rewolucyjnej degeneracji, oto obraz rządów ludzi wykształconych przez królewiecką Albertynę, oto obraz węża połykającego swój własny ogon.

„Na zakończenie pozostaje jeszcze rzec parę słów o rezultatach działalności Albrechta.

Niejednokrotnie zmuszony byłem mówić o tym, że — zwłaszcza pod koniec panowania Albrechta - skarb książęcy coraz częściej świecił pustkami i wielu planów i prac rozpoczętych książę nie był wstanie doprowadzić do końca. Przyczyną tego było, że Albrecht w ostatnich czasach swego życia otoczył się niecnymi doradcami, jak Funk, zięć wspominanego wyżej ulubieńca książęcego Osiandra, Paweł Skalich, Hans Schnell, Johann Steinbach i inni, którzy, będąc homines novi, ludźmi niskiego pochodzenia po dorwaniu się do steru rządów i do władzy, chciwie starali się wyeksploatować ją na swoją korzyść; zaczęli więc w sposób najniesumienniejszy gospodarować w Prusiech: grabili skarb, wyciskali podatki z ubogiej ludności, sprzedawali urzędy i stanowiska intratne i.t.p. Zniedołężniały, stary Albrecht nie dostrzegał tego lub udawał, że nie dostrzega, nie mając już dosyć energii, aby sprzeciwić się tym ludziom. Tymczasem poddani szemrali na rząd - rozdźwięk pomiędzy księciem pruskim i ludnością Prus stawał się coraz jaskrawszym. Doszło do tego, że poddani poczęli skarżyć się na nowe porządki czyli raczej nieporządki — przed królem polskim. W skargach tych poddani Albrechta wskazywali między innymi i na to, że taki stan rzeczy podrywa autorytet królewski, jako suzerena. Wówczas Zygmunt - August, dotąd wskutek słabości swego charakteru patrzący przez palce narządy Albrechta i pozostawiający Prusom coraz więcej autonomii wewnętrznej, zmuszony był wreszcie zwrócić oczy na te nadużycia. W roku 1566 do Królewca zjechała komisja polska dla przeprowadzenia śledztwa. Wielu ulubieńców księcia zostało skazanych na śmierć, inni albo uciekli zawczasu, albo byli skazani na banicję. Skargi szlachty i miast zostały wzięte pod uwagę, ich żądania uwzględniono i wymiar sprawiedliwości wskrzeszono”.

Kto wie, czy ten epizod nie uzmysłowił wielu współczesnym do czego mogą prowadzić postępy postępu reformacyjnej jumy i rządy jej apostołów. Kto wie, czy nie dzięki temu impet rewolucji w Polsce nieco wyhamował?

Tak, tak - moim zdaniem śmiało możemy mówić o rewolucji. Gdy przyjmiemy je za słowo odpowiednio opisujące ówczesną rzeczywistość, to okaże się, że rewolucja walczyła z kościelnymi karpiami dużo wcześniej niż nam się w Baranowie zdawało.

P.S. Książka która mam w ręku jest w stanie dziwnym. Nosi mocne ślady użycia. Wewnątrz są naddarcia i podkreślenia. Jest to o tyle dziwne, że przez prawie sto lat jej strony pozostały nierozcięte i takimi je pozostawiłem:

https://allegro.pl/uzytkownik/makulekturapl?bmatch=baseline-var-cl-n-dict4-eyesa-bp-uni-1-5-0619



tagi: reformacja  albrecht hohenzollern  mikołaj rej  stanisław windakiewicz  karpie  juma 

betacool
26 czerwca 2019 12:45
20     1511    11 zaloguj sie by polubić
komentarze:
gabriel-maciejewski @betacool
26 czerwca 2019 14:02

To jest straszne. Wszyscy tego złodzieja i agenta nazywają ojcem poezji polskiej. Ciekawe czy my kiedyś z tego bagna wyjdziemy

zaloguj się by móc komentować

betacool @gabriel-maciejewski 26 czerwca 2019 14:02
26 czerwca 2019 14:13

W sumie znamy dwóch ojców renesansowej poezji polskiej - Reja i Kochanowskiego. Były nieśmiałe próby stworzenia "wielkiej trójcy". Myślę, że kolejny tekst będzie o tym trzecim. Co najciekawsze wszystkich trzech mamy na jednym obrazie Matejki. O tej niezwykłej menażerii też będzie najbliższa opowieść:

 

 

zaloguj się by móc komentować

bendix @gabriel-maciejewski 26 czerwca 2019 14:02
26 czerwca 2019 14:18

I nazywają szkoły jego imieniem.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @gabriel-maciejewski 26 czerwca 2019 14:02
26 czerwca 2019 14:20

Gdyby Rej był prokatolicki, to by go nie promowano, jednako w prebolszewii (II RP), bolszewii (PRL), no i  w neobolszewii (tj.IV RP) .

zaloguj się by móc komentować


betacool @bendix 26 czerwca 2019 14:18
26 czerwca 2019 14:25

W sumie, kierując się logiką i donośnością zasług, to Albrecht Hohenzollern powiniem mieć u nas  więcej szkół swego imienia niż jego korny sługa Rej.

zaloguj się by móc komentować

bendix @betacool 26 czerwca 2019 14:25
26 czerwca 2019 14:41

Świetna konstatacja.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @betacool 26 czerwca 2019 14:13
26 czerwca 2019 14:41

a przecież

Historyja umęczenia Pana naszego Jezusa Chrystusa autorstwa Biernata z Lublina była  pierwszą  książką w języku polskim. Została  wydana w 1508  roku w krakowskiej drukarni Jana Hallera.

Czy aby jest o tym jakiś ślad w zreformowanym programie szkolnym języka polskiego? 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @stanislaw-orda 26 czerwca 2019 14:41
26 czerwca 2019 14:46

 Chyba jeszcze wcześniej po polsku pisał bernardyn Jan z Szamotuł, ale nie są znane daty edycji jego kazań (zachowały się w  odpisach z późniejszych lat).

zaloguj się by móc komentować

betacool @stanislaw-orda 26 czerwca 2019 14:41
26 czerwca 2019 15:12

Ten trzeci to Andrzej Trzecieski - jest na obrazie Matejki.

W PRL-u wyszła o nim książka - chyba nawet w dwutysięcznym nakładzie, ale nadzwyczaj trudno ją namierzyć.

zaloguj się by móc komentować


betacool @stanislaw-orda 26 czerwca 2019 15:17
26 czerwca 2019 15:22

Taaaak....

Kółko wzajemnej adoracji. Trzecieski to autor "Żywota i spraw poczciwego dszlachcica polskiego Mikołaja Reja z Nagłowic".

zaloguj się by móc komentować

Paris @gabriel-maciejewski 26 czerwca 2019 14:02
26 czerwca 2019 22:17

To jest naprawde straszne...

... ciezko w to uwierzyc, ze tyle "autorytetow" i cala "akademia" dalej utrzymuje te scieme i dalej wciska swoja ciemnote... hierarchia koscielna zreszta tez...

... co do wyjscia z "tego bagna", a scislej polskiej edukacji to mniemam, ze Czytelnicy SN juz z niej wychodza  !!!

zaloguj się by móc komentować

Paris @betacool 26 czerwca 2019 14:13
26 czerwca 2019 22:19

Wielkie dzieki i gratulacje...

... za dzisiejsze naprawde  EPOKOWE  ODKRYCIE  !!!

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @betacool
26 czerwca 2019 23:11

Zaraz, zaraz, a kiedy to było, że królowi polskiemuZygmuntowi Augustowi świsnął kartacz koło ucha, gdy chciał rozprawić się z tym Albrechtem? Coś kręcę? 

zaloguj się by móc komentować

betacool @KOSSOBOR 26 czerwca 2019 23:11
27 czerwca 2019 00:03

Jesienią 1552 Zygmunt August wybrał się z wizytą do Prus Książęcych. Omal nie zginął w trakcie powitania. Podczas oddawania przez artylerię księcia Albrechta salwy honorowej, kula ze „źle wycelowanego” działa minęła króla o włos, roztrzaskując głowę stojącemu tuż obok króla giermkowi.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool
27 czerwca 2019 13:33

„Opaci, z których Rzeczpospolita żadnego pożytku niema, aby na służbę żołnierską wyprawowali“ . Nie pomylimy się, twier­dząc, że autorem lub współautorem tej uchwały o Opatach był Rej i z radością jej przyklasnął, za czem przemawia jego specjalna niechęć do owych „próżnochlebów, żółtobrzuchów“ i jak tam jeszcze inaczej a mniej nadobnie zowie mnichów i opatów”.

Staszic, Kołłątaj, Wybicki i Kostka-Potocki razem wzięci. Siedzą w tym Reju wszystkie te pomioty rewolucji i karmią się jego chciwością. Szok! Co za dziadyga! Synonimem rewolucji jest pojęcie reformacji i reformy. Nieustająca reforma zreformowanego państwa stała się zasadą świata niemieckiego (Cesarstwo i Prusy) począwszy od reform Ferdynanda I i reformacji Hohenzollerna. Doskonały sposób na powtarzającą się jumę. Siłą rzeczy importowana do Rzeczypospolitej. Zderzenie cywilizacji nie jest do końca adekwatnym opisem. Raczej zderzenie porządku naturalnego (Kościół i ustrój mieszany Rzeczypospolitej) z imperium reformacyjnym.

Ale ciekawe że ten niby kalwinista bardzo był luterański. Podobno to jest w jego sielankach widoczne: życie ludzi to "apfen spiell", gra małp. Co sugeruje znowu interesowne podejście do doktryny. 

zaloguj się by móc komentować

betacool @Magazynier 27 czerwca 2019 13:33
27 czerwca 2019 14:10

Te "poskie" "reformy" nosiły nazwę ruchu egzekucyjnego wymiennie egzekucji praw, egzekucji dóbr, egzekucji dóbr i praw.

W sumie ta "egzekucja dóbr i praw"  w uwspółcześnionym słowniku oddaje istotę rewolucji idealnie.  

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool 27 czerwca 2019 14:10
27 czerwca 2019 18:36

Ruch egzekucyjny bardzo ciekawy. Trzeba się temu przyjżeć.

Apropos Sierzputowskiego, to zdaje się że jednak "Patlewicz" to zgarnął. Przegapiłem ostatni moment. Ale dobrze mi szło. Teraz wyścig po Reja.  

zaloguj się by móc komentować

betacool @Magazynier 27 czerwca 2019 18:36
27 czerwca 2019 19:18

Allegro mi mówi, że jednak Ty.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować