-

betacool

Kalejdoskop na klepisku

makulektura.pl

 

 

Kalejdoskop na klepisku.

 

Z miasta A i z miasta B wyruszyły w stronę miasta C dwa pociągi. Mój pociąg wyjechał z całkiem przypadkowego miejsca, czyli z książki wspominkowej pewnego niemieckiego dziewczęcia (M. Hauptmann), a poprzez inne - tym razem polskie dziewczę - dotarł aż do Belwederu. Okazuje się, że inny parowóz, który rozpoczął swą trasę dużo wcześniej stoi już na tej stacji i ja muszę nieco zmniejszyć prędkość i skorygować trasę, żeby nie doszło do jakiejś kolizji.

Dlatego mój wywód o śmierci Narutowicza ulegnie znacznemu skróceniu. O pracy sekretariatu pod kierownictwem Stanisława Cara nie będę długo pisał. Czego tam nie było – podobno nawet list z arszenikiem, który przyszedł na adres prezydenta-elekta. Nie wiem czy Car rozpoznał ten arszenik organoleptycznie, czy jakoś inaczej, w każdym razie przekazał go do prokuratury. Były też dziwne telefony z policji do sekretariatu Narutowicza z zapytaniem, czy prezydent aby na pewno uda się na wystawę w Zachęcie i czy aby na pewno nie zapewnić mu obstawy. Wywołało to u niektórych osób pewną konsternację, bo ponoć Car zalecił, żeby o tym fakcie nikt nie wiedział (nawet policja), ale wyszło jak wyszło… Po zamachu natomiast, poprzecinano w Zachęcie kable telefoniczne - ponoć żeby nie szerzyć paniki, ale to wszystko są szczegóły, którymi być może będziemy raczyć się czytając opowieść jednego z naszych ulubionych autorów, więc ja na razie milknę.

Milknę jak jeden z bohaterów poprzedniego odcinka, który tuż po zamachu został wybrany na następcę prezydenta Narutowicza, a o którym tak opowiada adiutant Piłsudskiego - Adam Ludwik Korwin-Sokołowski:

„W związku z Nowym Rokiem otrzymałem polecenie złożenia życzeń noworocznych w imieniu Marszałka Prezydentowi Wojciechowskiemu i kardynałowi Kakowskiemu. Adiutant zameldował Prezydentowi moje przybycie i charakter mej misji. Po chwili zostałem wprowadzony przez adiutanta do wielkiej Sali, w której pośrodku stał Prezydent z nieliczną świtą. Po zameldowaniu się złożyłem w imieniu Marszałka życzenia Prezydentowi, który sztywny i oschły wysłuchał ich, ale nie powiedział nawet jednego słowa, więc szybko się odmeldowałem i na tym audiencja się skończyła”.

Jak myślicie, dlaczego Wojciechowski był taki małomówny. Został przecież prezydentem, odbiera gratulacje i życzenia od posłańca Naczelnika i nie rzeknie nawet krótkiego : „Dziękuję”.

Może coś go martwiło, zastanawiało, nurtowało.

A może po prostu od czasu, gdy również jego kancelarią zaczął zarządzać Car, Wojciechowski stracił ochotę do gadania.

Ot takie niewinne pytania.

Jak ktoś bardzo chce spróbować ułożyć te puzzle po swojemu i nieco wcześniej niż ukażą się kolejne tomy Baśni, to szczerze polecam pamiętniki Rataja, książeczkę Pacyńskiej również, bo rozbieżności z jej wersją historii, a wspominkami dajmy na to Cara jest tyle, że na długie przesłuchanie prokuratorskie mogłoby wystarczyć.

Przy okazji polecę pewną książkę, która mnie na początku bardzo drażniła. Wyboru teksów i ich opracowania dokonał Marian Marek Drozdowski, a tytuł dzieła to: „Gabriel Narutowicz. Prezydent RP”. Skąd to moje rozdrażnienie zapytacie?

Otóż ta książka to zbiór puzzli – liczne fragmenty wspomnień o Narutowiczu, artykuły prasowe zamieszczane po jego śmierci i materiały dość nam bliskie, dotyczące upamiętnienia postaci Narutowicza we współczesności.

Skąd zatem moje rozdrażnienie? Ano stąd, że jest tam tylko kilkanaście stron wstępu, wstępu wypłukanego z osądów i pozbawionego śladu chęci poskładania tej układanki w jakąkolwiek całość.

Cóż, może na tym polega współczesna historia, by puzzli nie układać, tylko podrzucać nam pokruszone okruchy różnokolorowych szkiełek i wrzucić je w kalejdoskop. A my jak niewinne dziecię mamy się uśmiechać do obrazka, który ktoś nam zafunduje w danym momencie lekko przekręcając tubę ze szkiełkami.

Ja się jednak pytam, co z tymi dziećmi, które są w jakimś sensie dysfunkcyjne i mimo przekręcana kalejdoskopu, w mózgu wyświetla im się jeden obrazek, innymi słowy, co zrobić z gośćmi, którzy docierają do tego samego punktu wyruszając z kompletnie odległych miejsc i z uporem będą twierdzić, że tu, gdzie właśnie dotarli, leży prawda. Jest pogrzebana na tym klepisku, na którym teraz stoją i jej co prawda nie widać, ale oni są przekonani, że jest właśnie tu.

Tu zdjęcie z tak zwanego alternatywnego klepiska, z książki opracowanej przez M.M.Drozdowskiego

 

***

A teraz poruszając się moim pociągiem, ale ruchem konika szachowego, proponuję przeniesienie się w kolejny przypadkowy punkt. Skierował mnie w jego stronę nie kto inny jak Marian Marek Drozdowski pisząc kilka niewinnych zdań w swoim wstępie. Tyle, że najpierw musimy wrócić do wspomnień Piłsudskiego o Narutowiczu.

Ich oryginał z pierwszego wydania (jak z resztą większość makulektur) powędrował w ręce p. Marcina – serdecznie przy okazji pozdrawiam.

Muszę, go prosić o wybaczenie, bo okazało się, że książeczka miała jednak swoją mikroskopijną reedycję, nie w Polsce co prawda, lecz w Londynie. Nie ma już na niej nieco złowrogo prezentującej się swastyki. Jest za to w okładce o kolorach błękitnego nieba, ale treść jest ta sama i na chwilę wrócę do jej początku.

Otóż, na pierwszych stronicach Piłsudski stara się wygrzebać, ze swej pamięci jak to się z Narutowiczem spotkał i zaznajomił. Pisze, że słyszał o nim „względnie bardzo dawno”, że „podczas wędrówek po świecie nieraz obijało mu się o uszy jego imię”, że brat Narutowicza ożenił się z kuzynką marszałka, a osobiście poznali się, gdy Narutowicz wrócił do Polski.

I wiecie co, Ziuk pisał prawdę, tyle że w obliczu faktów, które za chwilę poznacie, całe te prawdziwe twierdzenia Ziuka stają się tak zwaną trzecią prawdą Tischnerowską. O czym Naczelnik nie wspomina nawet półsłówkiem?

No właśnie o tym, o co lekko zahaczył Drozdowski w swoim wstępie. Otóż wspomniał on organizacji, która nosiła szczytną nazwę „Komitet Obrony Narodowej”. Jeśli spróbujecie internetowo pójść tym tropem, to spacerek powinien okazać się dość krótki, ale mogę się mylić, bo są tu tacy spece od buszowania po necie, że ho,ho.

Ja poszedłem swoją papierową drogą i wpadłem na trop pewnej zapomnianej już przez prawie wszystkich historyków książki, w której odnalazłem takie oto zdanie:

„Na wiosnę 1915r. ustalony został kanał przesyłkowy. „Na mocy porozumienia z Piłsudskim, Narutowiczem, Kotem i M. Sokolnickim – pisał Dębski do KON – kasjerem funduszów amerykańskich na Europę jest prof. Narutowicz. Kwitować ma on i Piłsudski”. Odtąd pieniądze zaczęły nadchodzić regularnie aż do r.1918”.

I wiecie co, jak ja przeczytałem to zdanie, to lekko się wzruszyłem, bo oprócz dwóch bohaterów, o których traktowały moje ostatnie odcinki, odnalazłem również bohaterów nieco starszych wpisów – Dębskiego i Kota.

Ach cóż za niezwykły przypadek pomyślałem, że gdzie by się wieśniak (bez historycznego warsztatu) z podkrakowskiej wsi nie zapuścił, zawsze dociera na zdeptane klepisko, pod którego powierzchnią coś leży i litościwie prosi żeby przyłożyć ucho do ziemi i posłuchać dochodzącego stamtąd wrzasku.

 



tagi: piłsudski narutowicz komitet obrony narodowej 

betacool
25 listopada 2017 13:39
15     921    12 zaloguj sie by polubić
komentarze:
ewa-rembikowska @betacool
25 listopada 2017 15:13

Kiedyś sie mówiło - towarzystwo nieliczne, ale śliczne. Po prostu mafia.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @betacool
25 listopada 2017 15:20

Notka genialna. Marszałek z "zanikami pamięci" , co nawet nie pamiętał o mężu kuzynki Komitecie Obrony Narodowej z 1915 r. I ten "wieczny Kot" to co kręcił się i kręcił zawsze blisko najważniejszej władzy.  I kasy, jak się okazuje.
PS. Teraz jest duży "wysyp" książek pozornie zajmujących się faktami historycznymi  a tak naprawdę utrwalających wszystkie dawne kłamstwa i dodających jeszcze nowe. W dodatku koniecznie muszą być "popularne', żeby ryć berety kolejnym pokoleniom - jeszcze mniej uczonych historii w szkole niż za komuny.

zaloguj się by móc komentować

betacool @betacool
25 listopada 2017 15:25

A nadchodzący rok, będzie rokiem narodowego pokłonu temu towarzystwu.

Z tym, że nie jest ono wcale takie nieliczne. Wielka Pajęczyna.

zaloguj się by móc komentować

betacool @pink-panther 25 listopada 2017 15:20
25 listopada 2017 15:30

Zastanawiam się, czy nie kupić książki Ziemkiewicza o Piłsudskim...to w chwili obecnej może być dla mnie bardzo inspirujące doświadczenie.

 

zaloguj się by móc komentować

qwerty @betacool
25 listopada 2017 16:23

świetne, brawo

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool
25 listopada 2017 20:28

Kotowi nadawał nawet Korfanty z Reichstagu i z Poznania. Jest względnie bogata korespondencja. Czytając jej fragmenty zacząłem się zastanawiać jak wyglądał ten Kot. Czy to był elegancki pan w sztywnym kołnierzyku? Wiele się nie pomyliłem. Taka bardziej elegancka wersja Sawinkowa, polski Kipling i insp. Poirot w jednym. Garnitur nienaganny szyty na miarę spluwy, z pewnością bardzo eleganckiego browninga: 

 

A przy okazji znalazłem i taki "humorystyczny" tekst:

(http://nowahistoria.interia.pl/kartka-z-kalendarza/news-18-stycznia-1920-r-spotkanie-jozefa-pilsudskiego-z-rosyjska-,nId,2338202)

"Piłsudski gościł Borysa Sawinkowa i Mikołaja Czajkowskiego, ponieważ szukał porozumienia - jak to ujął biograf Marszałka Bohdan Urbankowski - z "trzecią Rosją", która w przeciwieństwie do "czerwonej" bolszewickiej czy "białej" imperialnej, byłaby Rosją demokratyczną i przyjazną Polsce. Sawinkow i Czajkowski byli twórcami powołanego w Paryżu Komitetu Narodowego Rosyjskiego. W ramach swej działalności odwiedzali Polskę, a pierwszy z rosyjskich działaczy demokratycznych był znajomym Piłsudskiego z czasów działalności w socjalistycznej konspiracji."  (Buhahahahaha! ...  Big laugh - trzecia rosja, jadowicie różowa, jak ten wkład do dynamitu którym wysadzano w powietrze Aleksandra II, III, Stołypina i innych. To oni prawdopodobnie byli odpowiedzialni za zbolszewizowanie korpusu rosyjskiego we Francji w 1917.)

zaloguj się by móc komentować

betacool @Magazynier 25 listopada 2017 20:28
26 listopada 2017 00:25

Kupiłem pięknie oprawione numery "kotowego" pisma "Reformacja w Polsce". Nie wiem do kogo należały.

Mniejsza o samą merytoryczną zawartość, bo o tym kiedyś napiszę, ale książka wygląda jak jakiś klucz do szyfrowania. Cała jest upstrzona w taki deseń:

takie, to są panie Magazynierze zagadki...

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool 26 listopada 2017 00:25
26 listopada 2017 11:34

Te sprawy sugerują, że Kot był koszernym namiestnikiem na teren Polski. Być może namaszczonym przez samego "cher Bronisława" Mendelsona. Spadkobierca. Ale co nam schlebia, to to, że organizacja koszerna traktowała Śląsk i kresy jako Polskę. Polska była do wymazania na kresach. A na Śląsku nie całkiem. Kiedy w 1921 Sejm konsytutcyjny odrzucił hebrajski jako drugi język urzędowy, któryś z nich się wygadał: W ten sposób straciliście Wilno i Lwów. Coś zapewne usłyszał i chciał zaszpanować, bo to już chyba wcześniej było zadecydowane.   

Być może to Kot uświadomił Korfantego co do roli organizacji finansowej w odzyskiwaniu niepodległości. Po wejściu Korfantego do Reichstagu widać wyraźne oddoktrynnie młodego radykała. Choć w końcu i tak mu się zerwał ze smyczy, czym wydał na siebie wyrok.

Co ciekawe w 1914 Korfanty razem chyba z Sikorskim i Jodko (z Naczelnego Komitetu Narodowego) konferował z niejakim Rohbartem, redaktorem "Deutsche Politik", na temat utworzenia buforowego państwa polskiego i ... uwaga, usiądź wygodnie, ... z działaczami Niemieckiego Komitetu Wyzwolenia Żydów Rosyjskich (Deutsche Komitee zur Berfeiung der russischen Juden) na temat zupełnego równouprawnienia Żydów w przyszłym państwie polskim łącznie z równouprawnieniem hebrajskiego czy jidisz.    

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Magazynier 26 listopada 2017 11:34
26 listopada 2017 11:41

Proszę śledzić i Korfantego i całą 'sprawę śląska'.'

To ogromnie wazne dzisiaj.

Nie mam możliwości prisać bloga, ale patrzę na te wydarzenia od strony Zagłębia. Pan wie...dużo widać. Gdyby Pan szedł tym tropem, może mogła bym czasem coś współczesnego dopowiedzieć. Zobaczę jak się sprawy ułozą.

.

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Maryla-Sztajer 26 listopada 2017 11:41
26 listopada 2017 11:42

Ok. Dzięki. Dużo to przesada. Wgryzam się w temat. 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @betacool
26 listopada 2017 11:42

Czytam pana notki. Trudno mi je komentować, po prostu wyłuskuję z nich jakieś tam 'swoje' watki. Bardzo duża pomoc czasem:).

.

 

zaloguj się by móc komentować

betacool @Maryla-Sztajer 26 listopada 2017 11:42
26 listopada 2017 11:50

Tak chyba powinien działać prawdziwy uniwersytet.

Dzięki za dobre słowo. To najwspanialsze paliwo do dalszej jazdy.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Magazynier 26 listopada 2017 11:42
26 listopada 2017 12:08

Wiosną wrzucałam temat Korfantego. Miałam nadzieję, że ktoś to złapie.

Mam jeszcze postać z 'mojej strony' granicy. Ale...poczekamy, może gdzieś będzie pasować.

.

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @betacool 26 listopada 2017 11:50
26 listopada 2017 12:09

Rzecz w tym że śledzę współczesność od strony akcji uniwersytetu właśnie...historia to uzupełnienie. Pasjonujące.

:).

 

zaloguj się by móc komentować

betacool @Magazynier 26 listopada 2017 11:34
26 listopada 2017 15:44

Wziąłem w rękę kolejną książkę." Wspomnienia starego działacza".

A tu pan Jodko wyskakuje... 

Czytam z rosnącym zainteresowaniem.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować