-

betacool

Mor v bordelu. Dlaczego uważam Czechów za najlepszych historyków na świecie?

makulektura.pl

Makulektura nr 46 cz.3

Makulektura nr 47

Mor v bordelu.

Dlaczego uważam Czechów za najlepszych historyków na świecie?

 

Edward Alfred Mierzwa, Anglia a Polska w pierwszej połowie XVII w., PWN, Warszawa 1986

Josef Janaček, Śmierć Wallenstteina, Wydawnictwo „Śląsk”, Katowice 1976

 

Trochę się z Wami podroczę i nie wywalę kawy na ławę na samym początku, czyli nie odpowiem od razu na tytułowe pytanie. Gdzieś jednak w tym tekście wyjaśnienie się znajdzie, a żeby było nieco pieprzniej, to okaże się, że pojawi się w okolicach domu publicznego z czasów wojny trzydziestoletniej...

Zanim jednak trafimy do tego miejsca, proponuję żebyśmy cofnęli się nieco, do okoliczności znanych już nam nieco z poprzedniego wpisu, w którym na polu bitwy pod Lützen pozostawiliśmy uśmierconego Gustawa II Adolfa.

Sugerowałem, że Anglicy mieli istotny (finansowy) motyw, by nieco rozmiękczyć sztywne stanowisko Szwedów w sprawie ceł pobieranych z towarów płynących „z” i „do” Gdańska. Otóż, żeby to stanowisko choć nieco zmiękczyć, trzeba było króla Gustawa II Adolfa mocno usztywnić, czyli po prostu zabić.

Teraz z kolei podejmę próbę odpowiedzi na pytanie, czy oprócz motywu, Anglicy mieli możliwości, by na usztywnienie Gustawa jakoś wpłynąć? W realnej ocenie wyspiarskich możliwości, bardzo pomocny okaże się wpis Michała Paradowskiego, obudowany przyzwoitą bibliografią.

https://historia.org.pl/2009/07/29/armia-szwedzka-w-wojnie-trzydziestoletniej-1630-1648/

Jest dość długi, dotyczy nie tylko werbunków do armii, lecz także kwot łożonych przez różne ośrodki na jej finansowanie. Nas jednak interesuje twierdzenie, że szkoccy i angielscy najemnicy należeli do ulubionych żołnierzy króla Gustawa II Adolfa. Tylko w okresie 1626-27, kiedy Gustaw Adolf odcięty był od źródeł najemników niemieckich, ze Szkocji wyekspediowano do jego armii 10000 – 12000 Szkotów - czyli ok. 5 % męskiej populacji ówczesnej Szkocji!

Z tej ulubionej nacji, Karol Gustaw stworzył tuż przed bitwą pod Lützen oficerski oddział drabantów. Drabanci (ew. trabanci) to nie kto inny, jak żołnierze w straży przybocznej króla. Jak widzimy Gustaw Adolf miał pod Lützen obstawę nie byle jaką, bowiem ochraniał go oddział angielskich oficerów, którzy (jak wiemy z poprzedniego wpisu) dziwnym trafem rozpierzchli się w najbardziej dramatycznym momencie w bitewnej mgle, pozostawiając króla Szwecji na pastwę dowodzonych przez Piccolominiego kirasjerów.

Paradowski podaje, również że w 1632 roku, jakoby na skutek szoku spowodowanego wieścią o śmierci ukochanego króla Gustawa Adolfa zmarł sir James Spens - generał wszelkich Brytyjczyków w służbie Szwecji (tytuł honorowy nadany mu w 1629 roku).

Okoliczność ta jest o tyle ciekawa, James Spens zmarł w Sztokholmie wkrótce po usłyszeniu wiadomości o śmierci Gustawa.

Polska wikipedia o sir Jamesie podaje jedno lakoniczne zdanie, że „w latach 1629-1632 był ambasadorem Szwecji na dworze angielskim”.

Angielska wiki jest bardziej wylewna i określa go mianem szkockiego poszukiwacza przygód, żołnierza i dyplomaty, zajmującego się sprawami skandynawskimi i bałtyckimi. Spens był także rekruterem szkockich i angielskich żołnierzy do wojny trzydziestoletniej. Pada również w notce określenie „spy - master”. Był więc Spens szefem siatki szpiegowskiej. Ja całej jego szpiegowskiej sieci nie odtworzę. Na pewno przez pewien czas jej centrala znajdowała się w Elblągu. To w tym mieście sekretarzem Spensa został John Durie, który był blisko związany z Samuelem Hartlibem i Janem Amosem Komeńskim. Nie będę się rozpisywał na temat tych postaci, bowiem dość obszernie o funkcjonowaniu placówki w Elblągu pisze Jędrzej Giertych, w książce o Komeniuszu (szukajcie w Klinice Języka!).

Podobno Spens podróżował z królem Gustawem przez większość roku 1631 i rozsyłał po całych Niemczech swych generałów i protegowanych. Paradowski podaje, że śmierć sir Spensa nastąpiła jakoby na skutek szoku spowodowanego wieścią o śmierci ukochanego króla Gustawa Adolfa. Przyznam, że pierwszy raz słyszę, o tym żeby szefa siatki szpiegowskiej zabiło uczucie do władcy, ale być może będę musiał zweryfikować swoje poglądy. Obstawiałbym raczej wersję, że Szwecja za wszelką cenę chciała utrzymać status państwa poważnego, a nie od Anglii całkowicie zależnego. Musiała więc nastąpić reakcja nosząca chociaż namiastkę „działań adekwatnych”.

Nie upieram się jednak przy tej wersji, bowiem ofiar „ukochania” jest w tej historii nieco więcej.

Zgon zaliczył bowiem także Henryk (w internecie występuje jako Heinrich) Holk. Zanim go poznamy bliżej, musimy wyjawić że podobno padł on ofiarą nieco mniej szlachetnych miłostek. Czeski historyk Josef Janaček, napisał o tej śmierci tak:

W Miśni w dniu 9 września (1633r.) zmarł najzdolniejszy generał Wallensteina, Henryk Holk, od bitwy pod Lützen protegowany w taki sposób, że wywoływało to zazdrość innych generałów. Holk wszakże był rzeczywiście utalentowanym dowódcą i zaufanie księcia było całkowicie uzasadnione. Liczono się również z Holkiem jako z jednym z najbardziej obrotnych generałów w Wiedniu i w przypadku, że trzeba by było zdymisjonować Wallensteina, właśnie jemu chciano oddać dowództwo nad armią. Henryk Holk, Duńczyk, wsławiony dzielnością, zimną krwią i odwagą, zmarł w dość banalnych okolicznościach, a na śmiertelnym łożu nie popisał się odwagą. Obwiniał generała szwedzkiego, księcia Bernarda Weimarskiego (wybitny wódz niemiecki, dowodził po śmierci króla szwedzkiego pod Lützen) oraz Arnima, że nakazali go otruć, choć w rzeczywistości zaraził się morem w jakimś burdelu”.

Ot i obietnica spełniona. Dotarliśmy w tym momencie na progi domu publicznego…

Przyznam, że próg ten jest dla mnie równocześnie granicą wspięcia się na niedosiężne wyżyny przez czeską szkołę historyczną. Wskazanie bowiem, że Holk nie mógł umrzeć inaczej, jak zarażając się morem w jakimś burdelu jest zupełnym mistrzostwem świata. Brakuje mi co prawda adresu tego domu uciech i imienia córy Koryntu do której zaraził się generał, ale chyba wymagam od czeskiej szkoły historycznej zbyt wiele. Przecież i tak wykazała swą wielkość, prezentując niespotykany wręcz stopień uszczegółowienia i troski o odkrycie niepodważalnej prawdy.

Nieco inną wersję opisanych tu przed chwilą zdarzeń przytoczył Magazynier w komentarzu pod moim poprzednim wpisem. Otóż w zacytowanej przez niego relacji Holk miał się spotkać na kolacji z Arnimem i nagle źle się poczuł. Obawiał się otrucia, został jednak zapewniony, że nie powinien niczego takiego podejrzewać. Holk wbrew zapewnieniom, odjechał w swoim powozie. Przed jego wyjazdem zasugerowano, że być może zapadł na zarazę. Holk zmarł samotnie na poboczu drogi. Podobno, widząc kiepski stan Holka, jego woźnica poszedł szukać księdza. (Wilson, Peter, The Thirty Years War: Europe's Tragedy. Penguin Group, London, 2009, p. 529.)

Jak widzimy, przytoczone przez Magazyniera źródło staje nieco w poprzek czeskiej szkoły historycznej, ale prawda wskazana przez obie szkoły jest jasna i klarowna. Niedysponowany Holk coś tam bredził o otruciu, ale niezależnie od swoich majaczeń, padł ofiarą jedynie słusznego moru. Co prawda biesiadujący z Holkiem generał Johann von Armin jeszcze sobie parę lat w zdrowiu pożył, ale widocznie czescy historycy nie namierzyli go na żadnej liście gości ówczesnych burdeli, więc do tego dłuższego życia miał pełne moralne prawo.

Generał Holk to oczywiście także postać ważna i to wcale nie ze względu na wywindowanie na niebotyczne wyżyny czeskiej szkoły historycznej. Holk mimo, że był przewerbowanym z wrogiego obozu Duńczykiem, aż do dnia śmierci pozostał moim zdaniem jednym z najwierniejszych ludzi Wallensteina.

Werbunek odbywał się także w przeciwnym kierunku. Człowiekiem, który parokrotnie próbował uśmiercić Wallensteina był Ottavio Piccolomini.

Te jakże dobrodusznie wyglądający osobnik podpadł Wallensteinowi z powodu licznych ździerstw i wymuszeń w Stargardzie na Pomorzu. Wywinął się z kłopotów i zachował swoją rangę pułkownika. Pomógł mu w tym brat, który mniej więcej w tym samym czasie został arcybiskupem Sieny, a jego wpływy w świecie dyplomacji osłoniły występki Ottavia.

Wkrótce nastąpiła inwazja Gustawa Adolfa w Niemczech, a Piccolomini został internowany jako zakładnik na czas ratyfikacji traktatu. Jak wiemy z nieco nowszej historii internowanie i przewerbowanie mogą mieć ze sobą wiele wspólnego. Po tym epizodzie Piccolomini  zgłosił swoją chęć służby Wallensteinowi, który został ponownie wyznaczony na naczelnego wodza wojsk cesarskich. Wallenstein nie życzył go sobie w swoim wojsku. Piccolomini służył więc podczas początkowych operacji pod wodzą generała Holka. Pod jego rozkazami wziął udział w bitwie pod Lutzen. To właśnie kirasjerzy Piccolominiego ukatrupili Gustawa Adolfa. Po bitwie ambicje Piccolominiego zostały chwilowo zaspokojone. Po oficjalnym raporcie z bitwy cesarz mianował go na stopień generalski. Fakt ten nas nie dziwi, wszak w bitwie zginął oponent cesarza – król Szwecji.

Jednak już parę miesięcy później to właśnie Piccolomini był główną osobą szykującą kolejne próby zgładzenia Wallensteina. Słabiej zorientowani zapytają, czy Wallenstein rzeczywiście miał zamiar zdradzić cesarza.

Nie będę rozstrzygał tej kwestii. Tego, kto chce poszukać tropów niech pogrzebie w czeskich baśniach Coryllusa. Ja powracając jeszcze raz do książki Edwarda Mierzwy cofnę się także nieco w czasie, pozostając jednak blisko osoby Wallensteina.

***

Lato 1627 roku. Sukcesy Wallensteina na Śląsku i Tilly’ego nad Duńczykami ożywiły nadzieje Zygmunta III na wspólną z Habsburgami akcję przeciw Gustawowi, a także zachęciły dyplomację hiszpańską do podjęcia na nowo rozważanego już wcześniej planu opanowania Bałtyku.

„Rozwój wypadków nad Bałtykiem wykazał, jak ważną rzeczą byłaby silna flota, którą można byłoby paraliżować posunięcia Gustawa. Obydwa domy habsburskie przystąpiły do pospiesznych studiów nad utworzeniem własnych sił morskich na północy: Hiszpania bazująca na swych portach w Niderlandach miałaby w swym zasięgu akwen Morza Północnego; cesarstwo, Hanza i Rzeczpospolita miałyby przystąpić do budowy floty bałtyckiej. Już we wrześniu 1627 r. Zygmunt III polecił Gdańskowi wzięcie udziału w konferencji miast hanzeatyckich w Lubece, gdzie miało być wypracowane stanowisko Hanzy wobec planów habsburskich (...). Gdańsk miał wówczas otrzymać obietnicę cesarską powetowania sobie strat poniesionych z rąk angielskich , kosztem statków wyspiarskich, które wpadną w ręce cesarskie. Dyplomacja angielska zaalarmowana przez F. Gordona przystąpiła do natychmiastowej akcji, by nie dopuścić do zaakceptowania przez miasta ligi hanzeatyckiej planów cesarskich”.

„Latem (1628 r. – przyp. moje) F. Gordon jedzie do Londynu, gdzie przedstawia nowe sprawozdanie i sytuacji w Polsce, wskazując na rosnące wpływy dyplomacji habsburskiej na warszawskim dworze, przestrzega dwór londyński przed usadowieniem się Habsburgów nad Bałtykiem, gdyż „będzie to największe nieszczęście, jakie kiedykolwiek przeżyło chrześcijaństwo, te miejsca bowiem są zdolne dostarczyć więcej materiałów do budowy statków, niż wszystkie chrześcijańskie kraje razem wzięte, a Polska uchodzi za magazyn zbóż, które może wykarmić Europę [...]. jeżeli Austriacy i Hiszpanie zostaną panami portów morza wschodniego, przejmą wszystkie materiały do budowy okrętów, jak liny, smołę, dziegieć i wszystko inne co służy do tej budowy. Mogą robić z tych materiałów taki użytek, że w ciągu krótkiego czasu zbudują flotę i będą wkrótce groźni zarówno dla Szwecji, jak i dla Danii. Pozostawiam do rozważenia, w jaki sposób możemy temu przeszkodzić”.

Ja uczynię to samo. Pozostawię Wam do rozważenia w jaki sposób Anglicy mogli temu przeszkodzić. Mierzwa przytacza przy okazji jeszcze jeden kilka ciekawych faktów. Otóż w 1628 roku Zygmunt III Waza zdecydował się oddać polską flotę pod wspólne dowództwo „generała oceanu i Bałtyku Wallensteina”. To jeszcze nie wszystko:

„Ciekawostką może być fakt, że Wallenstein był prekursorem budowy kanału kilońskiego, planował on bowiem kanał przez terytorium Holsztynu dla ułatwienia współpracy z flotą hiszpańską, uniezależniając się w ten sposób od korzystania z blokowanych cieśnin sundzkich”.

To mniej więcej tyle. Wracając do czeskiego historyka to warto chyba zwrócić uwagę na w jaki sposób pisze on o śmierci Wallensteina:

„Było to zdarzenie nie tylko sensacyjne, ale również pełne sprzeczności i obwinień, które dotyczyły aż koronowanych głów”.

i w innym miejscu:

„Wielkim wydarzeniem historycznym pozostaje jego tragiczna śmierć wraz ze złożonym prologiem dyplomatycznych gier i zmagań, tajemnych intryg i spisków. Mogą się jeszcze pojawiać pytania pełne niedowierzania, historycy nie przyjmują ich w tym kształcie ze szczególną radością – czy spisek Wallensteina przeciw cesarzowi i spisek cesarza przeciw Wallensteinowi wzbudziłyby taki rozgłos i były tak pieczołowicie badane przez historyków, gdyby ciężko chory książę frydlandzki zmarł normalnie w łóżku o kilka tygodni lub miesięcy przed zbrodniczym zamachem”.

To piękne zdanie utwierdza mnie w moim afekcie do czeskiej historiografii. Nie miał wyczucia ten Wallenstein. Zamiast umrzeć w łóżku na syfilis, żył i żył i nie chciał umrzeć i w końcu musiał go Anglik dziabnąć halabardą i przez to historycy mają pełne ręce roboty, by osnuć wobec tej jednoznacznej egzekucji nici jakiegoś porządnego spisku…

 

PS 1. Jako, że p. Agnieszka zwyciężyła w licytacji książki E. Mierzwy, dziś pozostaje Wam do licytowania jedynie arcydzieło historiografii czeskiej:

https://allegro.pl/josef-janacek-smierc-wallensteina-i7581386964.html

PS 2. Jak zauważyli wszyscy zwycięzcy „makulekturowych” licytacji moje przedsięwzięcie jest po części projektem filatelistycznym. Jedynymi znaczkami z wizerunkiem Wallensteina, które udało mi się w internecie odnaleźć nie są oficjalne znaczki pocztowe żadnego z państw. Może źle szukałem, a może żadne państwo w żadnym wyznaczanym przez żywot pocztowych znaczków czasie nie uznało Walensteina za postać godną uhonorowania.

Jedynymi znaczkami jakie odnalazłem są znaczki reklamujące festyn w mieście, w którym dopadła go śmierć.

 

 



tagi: propaganda  wallenstein  heinrich holh  piccolomini  josef janacek  magazynier  mierzwa 

betacool
24 września 2018 21:52
17     1603    10 zaloguj sie by polubić
komentarze:
ainolatak @betacool
25 września 2018 00:36

Kosmicka historie zupełnie mnie rozwaliła....

Pewno nie mam żadnych szans, by mor z burdelu wygrać, szczególnie, że p. Janacek jest tez autorem takiej pozycji jak "Białogłowy rozważnej żywot w czasie burzliwym". Dobrze że chociaż z Mierzwą się udało ;)

Jak zwykle świetny wpis,.

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool
25 września 2018 07:58

Po inicjalnym powaleniu przez mor z burdelu, dziś w przerwach komunikacyjnych motywem przewodnim będzie jak Anglicy mogli przeszkodzić. Ty to potrafisz dać zajęcie ;) Swoją drogą niezwykłe musiały być te kurtizany...na wpół żywe od dżumy a jeszcze robotne...


 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool
25 września 2018 08:44

ale trzeba przyznać, że dane dotyczące rekruta dla Gustawa równie powalające

zaloguj się by móc komentować

bolek @betacool
25 września 2018 10:07

Kurczę wszędzie ci Szkoci :)

U Rakoczych też się jakiś Szkot plątał. Niestety słabo z konkretami. Wyczyszczone czy przemilczane .... :(

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak 25 września 2018 00:36
25 września 2018 11:51

Chyba się mylisz. Afekt do czeskiej szkoły historycznej to raczej nieczęsta przypadłość więc moim zdaniem wygrana w tym przypadku będzie na wyciągnięcie paru złotych.

Nie mam książki Janacka o rozważnej białogłowej. Kto wie, może jest tam istrukcja jak przezyć w zadżumionym domu uciech.

 

 

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak 25 września 2018 07:58
25 września 2018 11:56

Próbowałem znaleźć materiały o TEJ konferencji miast hanzeatyckich w Lubece. Na razie pustka.

O pomyśle Wallensteina na przekopanie kanału też tylko jednozdaniowe wzmianki.

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @betacool 25 września 2018 11:51
25 września 2018 12:05

Książka Janacka jest fantastyczna....na początku Wallenstein jest zdrajcą i łobuzem, który zamordował rapierem oficera, co chciał zabrać do Pragi kasę stanów morawskich, a na końcu jest czeskim bohaterem, który o mało nie siegnął po koronę św. Wacława, ale mu źli ludzie przeszkodzili. Jest po angielsku cała książka o tajnym sojuszu habsbursko-angielskim. 

zaloguj się by móc komentować

betacool @bolek 25 września 2018 10:07
25 września 2018 12:06

Musiało ich być dużo. Także bardziej na południe... cytat z pierwszego wpisu:

Anglia byłaby zainteresowana utworzeniem korytarza lądowego między Stambułem a Gdańskiem, wzdłuż którego usytuowane byłyby kolonie handlowe angielsko-szkockie w: Gdańsku, Toruniu, Warszawie, Kazimierzu, Lublinie, Lwowie i Jazłowcu.

zaloguj się by móc komentować

betacool @gabriel-maciejewski 25 września 2018 12:05
25 września 2018 14:37

Jest po angielsku cała książka o tajnym sojuszu habsbursko-angielskim.

W polskim internecie nawet sojuszu habsbursko-angielskiego nie znajdziesz, a co dopiero z przymiotnikiem "tajny" !

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool 25 września 2018 11:56
25 września 2018 19:30

Spotkanie Hanzy odbyło się w Lubece lutym 1628 roku i mimo, że w ramach planu cesarza „hanserzy” otrzymali monopol na handel z Hiszpanią i hiszpańskimi Niderlandami, za co miały zapewnić wsparcie morskie dla zniszczenia holenderskiego handlu bałtyckiego. Jednak miasta hanzeatyckie, mając na uwadze swoje zyski nie chciały się przeciwstawić Holendrom, więc uprzejmie odmówiły cesarzowi.

Po tej decyzji Wallenstein postanowił zbudować swoją własną flotę, z siedzibą w Wismar i zaczął konkretnie działać w kierunku budowy kanału.  Kiedy w lipcu 1628 roku Wallenstein został nazwany Admirałem oceanu i Bałtyku pod koniec roku w Wismarze stacjonowało już 12 statków, a w styczniu 29’ było już 25, z czego 8 polskich z wiodącym 400 tonowym (31 dział) galeonem Królem Dawidem.

Z kolei w 1631 ambasador angielski w Madrycie podpisał tajne porozumienie z hiszpańskimi Habsburgami, że ci w zamian za wspólną parcelację Zjednoczonych Prowincji Niderlandów, zapewnią w Palatynacie stan jaki był zanim Wallenstein „poszedł na wojnę”. Do realizacji parcelacji nie doszło, ale "historia" chyba wtedy postanowiła. Za spiskiem  Wallensteina, zanim jeszcze cesarz oficjalnie zdjął Wallensteina z łask, odpowiedni spisek skroili Szkoci z Egeru - John i Adam Gordon, Walter Leslie, Anglik Butler i Włoch Piccolomili. W paczce nie było ani jednego Niemca.

Chyba Karolowi I roiła się globalna zmiana.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool 25 września 2018 11:51
25 września 2018 19:31

No nie wiem

Ale znaczki żeś piękne wynalazł! Biedny Wallenstein.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool
25 września 2018 19:35

W 2007 po raz pierwszy wydano (po angielsku w Szwecji!) korespondencję Szkota Jamesa Spensa z Duńczykiem Janem Rutgersem, które rzucają ważne światło na wojnę trzydziestoletnią. Obydwaj byli zwerbowani na służbę „dyplomatyczną” u Gustawa.  Korespondencja opracowana przez Arne Jönssona dotyczy m.in. negocjacji między Brytyjczykami, Szwecją, Duńczykami i Holendrami w tworzonym sojuszu protestanckim, czy innych smaczków, takich jak oficjalne wysłanie Spensa przez Brytyjczyków, by podarował Gustawowi Adolfowi Order Podwiązki i starał się doprowadzić do zakończenia wojny z Polską, a nieoficjalnie dogadywał ilu rekrutów ze Szkocji trzeba zwerbować.

Z kolei Rutgers nieustannie kręcił się między Szwecją, Holandią i różnymi bałtyckimi miastami, organizując koalicję protestancką i przekonując nieprzekonanych, że szwedzka wojna przeciwko Polsce to walka o protestantów.

W listach również ładnie wychodzi „natura i złożoność szkockich sieci emigracyjnych”  wykorzystywanych później przez oficera prowadzącego takiego jak Spens (Network Spensa miał opisać niedawno Steve Murdoch, ale jak zobaczyłam cenę na Ebayu,  to z miejsca zapomniałam).

W recenzji „Korespondencji”, jej autor napisał, że nic dziwnego, że historycy szwedzcy badali tę korespondencję, aby przeanalizować początki zaangażowania Szwecji w wojnę trzydziestoletnią. Tom zawiera fascynujący materiał, który powinien zainteresować nie tylko historyków ze Szwecji i Świętego Cesarstwa Rzymskiego, ale także szeroką grupę naukowców z wczesnej nowożytnej historii i kultury.  Nie wiem czy historycy Gowina już zakasali rękawy i popędzili analizować te listy, czy jednak nie jest to w zakresie ich zainteresowań….

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak 25 września 2018 19:30
25 września 2018 20:23

Szwedzi, gdy Wismar był skuty lodem zdobyli i podzielili flotę między siebie a Duńczyków. Mierzwa pisze z przekąsem,  że w ten sposób Zygmunt "pozbył się problemu finansowania floty"...

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak 25 września 2018 19:31
25 września 2018 20:26

Właśnie zapakowałem książkę. Znaczki, które wędrują do Ciebie są inne. 

Z jednym z nich wiąże się mała zagadka do rozwiązania.

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak 25 września 2018 19:35
25 września 2018 20:31

Nie wiem czy historycy Gowina już zakasali rękawy i popędzili analizować te listy, czy jednak nie jest to w zakresie ich zainteresowań…

No co Ty, myślisz że za tropienie starych siatek szpiegowskich można jakieś naukowe punkty dostać?

A poza tym wojna trzydziestoletnia przecież Polski nie dotyczyła.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool
25 września 2018 21:19

Spy-master brzmi jak spielmaster albo spielmacher. Ci synowie Albionu są niemożliwi, ale jest to rzecz historyczna w języku angielskim, prawie tak samo jak tennis albo rugby albo Guy Fawkes. Najsłynniejszym spymasterem był Walsingham. "Sir Francis Walsingham (c. 1532 – 6 April 1590) was principal secretary to Queen Elizabeth I of England from 20 December 1573 until his death and is popularly remembered as her "spymaster"." Powinni w Westminsterze otworzyć spy-masters' gallery z wypchanymi głowami kolejnych szefów siatki. 

Holk zaś również dowodził Szkotami, najpierw przeciw Wallensteinowi, kiedy Krystian duński jeszcze się przezornie nie poddał cesarzowi, potem pod Wallensteinem. Zakładam że byli z nim cały czas. Zaufanych trzeba mieć po każdej stronie i zawsze we właściwym miejscu.  

Skąd w Danii Szkoci? Głupie pytanie, co nie? Np. ze statków co wiozły Ossolińskiego spowrotem na Ojczyzny łono, kiedy wracał ze zdobycznymi Szkotami, których wyprosił jakoby u Stuarta na wojnę przeciw Turkowi w 1622. Rzecz jasna, Duńczycy ich nie puścili. Inaczej być nie mogło. Mam wrażenie, że Ossoliński się tym nie przejął. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @gabriel-maciejewski 25 września 2018 12:05
25 września 2018 21:22

"po angielsku cała książka o tajnym sojuszu habsbursko-angielskim"

Trzeba będzie się tym zainteresować. Może to rzucić trochę światła na los Zamoyskiego. Ale wszystko w swojej kolei. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować