-

betacool

O prawdziwych początkach końca. Czy historyk powinien polemizować sam ze sobą?

Makulektura nr 59 cz. 1

 

 

O prawdziwych początkach końca. Czy historyk powinien polemizować sam ze sobą?

 

Edward Alfred Mierzwa: Anglia a Polska w okresie rewolucji purytańskiej i restauracji, Naukowe Wydawnictwo Piotrkowskie, Piotrków Trybunalski 2001, s.338, nakład 400 egzemplarzy

 

 

Co jakiś czas podczas świętowania uchwalenia konstytucji, słyszymy że próba ratowania polskiego państwa była spóźniona, że wywołała alergiczne reakcje naszych sąsiadów i rozbiory. Niektórzy praprzyczyn upadku państwa szukają wcześniej, ale bezpośrednie korzyści płynące z rozbiorów także przypisują państwom zaborczym. Nic dziwnego, że wydaje się nam, że planów pogrzebania Polski powinniśmy szukać w gabinetach pruskich, rosyjskich lub austriackich.

Książka profesora Mierzwy bardzo nieśmiało wskazuje nam nieco inny kierunek poszukiwań. Dlaczego uważam, że nieśmiało? Nieśmiały jest 400 egzemplarzowy nakład wydany przez mało znane wydawnictwo. Tyle że takie „nieśmiałości” są często od autora niezależne. Trochę dziwi mnie fakt podania nakładu, bowiem w polskich książkach drukowanych w 21 wieku zdarza się niezmiernie rzadko.

Wracając jednak do tematu naukowej „nieśmiałości” najbardziej godny podkreślenia jest fakt, że pan profesor przytaczając cudzą tezę, że plany rozbiorów Polski powstały dużo wcześniej i w zupełnie innych gabinetach, od tego twierdzenia się jednak dystansuje…

Któż ową tezę wysunął? Otóż autorem takiego poglądu i to jeszcze na początku lat 50-tych minionego wieku był Marek Wajsblum.

Był on historykiem pochodzenia żydowskiego, który zajmował się przede wszystkim badaniem dziejów reformacji w Polsce. Skończył UJ, a w 1928 roku obronił pracę doktorską pod kierownictwem głównego przedwojennego specjalisty od polskiej reformacji - Stanisława Kota. Lata II wojny światowej spędził w ZSRR. Był pracownikiem polskiej ambasady w ZSRR w Kujbyszewie. W latach 1943-1945 pracował jako sekretarz Biura Polskiego Naukowego na Bliski Wschód. W latach 1945-1947 był sekcji językowej Sztabu Głównego Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. W 1947 roku osiadł w Londynie. Wikipedia podaje, że był również esperantystą.

Z moich dotychczasowych książkowych dochodzeń wynika, że jeśli chodzi o życiorys historyka, to trudno o jakiś lepiej naukowo rokujący, niż życiorys pana Marka. I rzeczywiście Marek Wajsblum dokonał niezmiernie ciekawych archiwalnych odkryć. Trudno powiedzieć jak mu się to udało. Nie wiemy, czy wrota niektórych zbiorów otwierała mało polska końcówka nazwiska, czy może nazwisko ważnego protektora – Stanisława Kota (w niedawnej przeszłości wicepremiera, a wcześniej dociekliwego przetrząsacza bibliotek). A może kluczem do muzealnych bibliotek okazało się zamiłowanie do esperanto? Nie wiemy. W każdym razie okoliczności panu Markowi raczej sprzyjały i to na tyle, że w oparciu o te znaleziska oparł jeden z artykułów, który ukazał się w rzadkim emigracyjnym periodyku. Tak o wyartykułowanych tam tezach Wajsbluma napisał Edward Mierzwa:

Wydaje się, że Finch (Alan George Finch ambasador Anglii w Stambule – przyp. moje) był kontynuatorem zapoczątkowanego prawdopodobnie przez Sir Thomas Roe (wieloletni ambasador angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej w Indiach i w Wielkiej Porcie – przyp. moje) pomysłu intensywniejszego wykorzystania Polski dla interesów angielskich, o czym świadczy memoriał opracowany w ambasadzie angielskiej w Stambule. Niewykluczone, że jego autorem był sam Finche.

Problem, swego czasu zasygnalizował Marek Wajsblum, wyciągając dość daleko idące wnioski, jakoby była to sugestia, czy też propozycja rozbioru Polski, zrodzona w kręgach angielskiej dyplomacji w Stambule – jak utrzymuje Wajsblum – być może w połowie lat dwudziestych kiedy toczona wojna z Hiszpanią zamknęła Anglikom swobodny dostęp na Morze Śródziemne. Kiedy rzeczywiście powstał przechowywany w British Museum rękopis pt. „Uwagi nt. Polski, Turcji i Tatarów…”? Nie wiemy. Można jedynie pośrednio próbować datować jego powstanie. Z pewnością nie powstał – jak przypuszczał Wajsblum – w pierwszej połowie siedemnastego stulecia, ani w okresie protektoratu. W moim przekonaniu nie można go datować wcześniej niż początek lat sześćdziesiątych. Niewykluczone, że został przygotowany, być może w oparciu o wcześniejsze studia Thomasa Roe, w końcowej fazie szwedzkiego „potopu”, o czym może świadczyć zwrot użyty w jednym z akapitów oskarżających Francję o sprowokowanie „ostatniego” (z kontekstu można wskazać jedynie „potop”) konfliktu polsko-szwedzkiego. Nie jest to dokument o sensacyjnym podtekście. Jest to najzwyklejsza – jak byśmy dziś powiedzieli – ekspertyza wskazująca sposoby umocnienia angielskiej pozycji w Turcji i na Bałkanach. Dla jasności przytaczam większy fragment tego dokumentu”.

Podsumujmy. Wajsblum odkrywa w British Museum dokument o bardzo intrygującym tytule i zdaniem Mierzwy stawia na jego podstawie zbyt daleko idące wnioski. Na dodatek błędnie go datuje i przypisuje dokumentowi zbyt sensacyjny (bo przedrozbiorowy) kontekst. Edward Mierzwa działa niczym strażak dysponujący wielkim wozem gaśniczym, który na widok całkiem potężnego płomienia zdaje się mówić, że nie z takimi płomieniami historycy, o przepraszam – strażacy, świetnie sobie radzili.

Przyznam, że do artykułu Marka Wajsbluma nie dotarłem, więc do fragmentu tej „najzwyklejszej ekspertyzy” sięgam do miejsca, w którym umieścił go Edward Mierzwa, czyli do nieco przydługiego przypisu:

„BM, Sloane 2440. „Refleksje na temat Polski, Turcji i państwa tatarskiego wskazujące, że honor i pomyślność JKM, handel i produkcję tychże królestw, jak również korzyści z plantacji w Zachodnich Indiach można znacząco umocnić przez:

  1. zabiegi (tak jak to uczynił ŚP król Jakub mediacyjne o traktat pokojowy pomiędzy Wielkim Sułtanem a Królestwem Polskim;
  2. aprobatę i protekcję JKM dla pogłębiania dobrych stosunków pomiędzy greckim narodem (wyznającym prawosławie) i naszym, tak dalece jak to leży w interesie JKM;
  3. nawiązanie kontaktów handlowych z państwem tatarskim, (gdzie znajdą zbyt) szerokie sukna, a korsarze galiccy i tangierscy zaopatrzą plantacje JKM w niewolników. Sulpicjusz Patrese elegancko opisuje sposób, w jaki Rzym osiągnął swą wielkość: dwie są rzeczy, które uczyniły Rzym przywódcą, oczywiście sztuka wojenna i mądrze wykorzystany pokój (…)”

 

Prawda, że niesamowite?

Plan rozbudowy angielskiego imperium na miarę Rzymu jest oparty na trzech prostych punktach. Należy utrzymać pokój Polski z Turcją, szachować ich wzajemne relacje w oparciu o nacje zgromadzone wokół narodów prawosławnych. A kupieni za bele szerokiego sukna Tatarzy i korsarze zaopatrzą angielskie plantacje w niewolników. Jakże niesamowitej wymowy nabiera w tym kontekście fakt przytoczony w książce profesora Dziubińskiego „Na szlakach Orientu”, który wspomniał, że niewolnicy byli transportowaniu do portów arabskich na czarterowanych angielskich statkach. Przyznam, że obraz angielskiego dżentelmena trochę mi się kłóci z osobnikiem, który bez mrugnięcia okiem cieszy się na owocny handel z piratami, a w dodatku jest to handel niewolnikami. Rozmiar niewolniczego biznesu był ogromny (odsyłam do „Galerników bankowości” ze śródziemnomorskiej SN). Żaden umiejscowiony w Stambule dyplomata nie mógł się z nim nie zetknąć i nie mieć świadomości, że większość „żywego towaru” to pojmani w jasyr chrześcijanie. Tym dziwaczniej brzmi zdanie, które znajdziemy w dalszej części dokumentu sporządzonego przez angielskiego dżentelmena: „należy dodać, spośród wszystkich Chrześcijan to właśnie naród angielski tu (w Turcji) uważany jest za najbardziej prawy”.

W sumie, chyba nie tylko w Turcji… Przyznaję, że przez wiele lat i mój mózg był skorodowany propagandą i zupełnie inaczej obrazował mi postać prawych angielskich dżentelmenów. Równie fałszywie imaginowałem sprawy dotyczące handlu żywym towarem. Do dziś pałętają mi się w zakamarach wyobraźni jakieś scenki z oglądanego dawno temu filmu „Andżelika wśród piratów”, a przecież na targach niewolników handlowano przede wszystkim kobietami o dużo bardziej swojsko brzmiących imionach. Tyle, że (trzymając się anielskiego rodowodu imienia) ani książki, ani filmu „Aniela wśród piratów” chyba nikt nigdy nie stworzy.

Myślę, że z tekstu angielskiego dyplomaty warto jeszcze zapamiętać to piękne zdanie o dwóch filarach budowy imperium – sztuce wojennej i mądrze wykorzystanym pokoju.

 

Co dziwne, Edward Mierzwa nie skupił się na analizie dość złowrogiej treści dokumentu. Zakwalifikował go jako „najzwyklejszą ekspertyzę” i zabrał się do wytykania błędu Wajbluma w datowaniu. Mierzwa przytoczył szereg faktów, które świadczą, że dokument powstał na początku lat 60-tych XVII wieku. Ma zapewne rację, bowiem odkrywa, że w tekście autor dokumentu przytacza słowa papieża Aleksandra z 1658 roku. Dziwi mnie jednak fakt, że tej konkretnej daty nie dostrzegł w dokumencie Marek Wajsblum.

Wydaje mi się, że intencje Wajsbluma były inne. Przytoczmy raz jeszcze fragment tekstu Mierzwy i przyjrzyjmy mu się dokładnie:

„Problem, swego czasu zasygnalizował Marek Wajsblum, wyciągając dość daleko idące wnioski, jakoby była to sugestia, czy też propozycja rozbioru Polski, zrodzona w kręgach angielskiej dyplomacji w Stambule – jak utrzymuje Wajsblum – być może w połowie lat dwudziestych…”

Moim zdaniem Wajsblumowi nie chodziło o datowanie dokumentu ze Stambułu, ale o to kiedy i gdzie powstała idea zarządzania wojną i pokojem. Angielski autor dokumentu przywołuje w nim wcześniejsze działania Thomasa Roe i ta wzmianka skłoniła Wajsbluma, by prawdziwych źródeł angielskiej doktryny dla obszarów wschodniej Europy szukać wcześniej i za głównego autora uznać Thomasa Roe. Gdyby przyjąć taką optykę, to polemika Mierzwy byłaby bezzasadna, bowiem i on za prawdziwego ojca planu uważa Thomasa Roe.

Muszę w tym miejscu przytoczyć długi cytat, bowiem nie powinniśmy ze streszczenia owego misternego planu uronić ani linijki, (a wkrótce się okaże że także ani słowa!):

„Handel lewantyński mimo iż nie był dla Anglii tak życiodajny, jak bałtycki, dostarczał znacznych środków czerpanych z kontroli handlu jedwabiem i towarami wschodnimi. Nie to wszakże było najistotniejsze. Anglia, widząc na Wschodzie arenę dla swych interesów musiała mieć bezpieczny i nieskrępowany kontakt ze Stambułem, Isfahanem i dalej z Indiami, które już Thomas Roe przygotowywał jako teren przyszłej kolonialnej ekspansji angielskiej. Szlak morski przez Cieśninę Gibraltarską, przynajmniej do opanowanie gibraltarskiej skały w 1714 r., tego nie zapewniał, a jego drożność była uzależniona od dobrych stosunków Londyn-Paryż-Madryt. Podróż wokół Afryki była niewygodna, niebezpieczna i długotrwała. Podobnie niebezpieczna była droga z Lewantu do Włoch i dalej przez Francję lub księstwa niemieckie i Holandię – w Cykladach – tureccy piraci, na drogach Rzeszy Niemieckiej – „rauberitterzy”. Najbezpieczniejsza i najkrótsza droga wiodła przez Rzeczpospolitą.

Za twórcę wspomnianego planu polegającego na utworzeniu zapasowej drogi ze Stambułu do Londynu przez ziemie polskie uchodzi Thomas Roe (…). Rozwój sytuacji w państwie carów nie pozwalał Anglikom na swobodną penetrację tych terenów i posiadanie wolnej drogi do Bliskiego Wschodu, Persji i Indii. Ambasador angielski rozważał koncepcję podporządkowania kościoła greko-katolickiego zwierzchnictwu i opiece protestanckiej, co położyłoby kres penetracji tego kościoła przez katolicyzm francuski. Stworzyłoby to odpowiednią bazę dla przyszłych działań angielskich na Wschodzie. Szwecja – sojusznik angielski miałaby natomiast istotną do odegrania rolę – osłabienia lub wyeliminowania, przy pomocy Prus i Turcji, Rzeczpospolitej i pozostawienie Anglii drogi Gdańsk-Stambuł, wzdłuż której usytuowane były angielsko-szkockie faktorie i kantory w: Gdańsku, Toruniu, Warszawie, Kazimierzu, Lublinie, Przemyślu, Lwowie, Jazłowcu i Kamieńcu”.

Muszę zaznaczyć, że pogrubienie ostatniego fragmentu jest bardzo celowe. Chyba tak celowe jak nigdy dotąd. Zaznaczony fragment dotyczy bowiem polemiki, którą Edward Mierzwa podjął z Markiem Wajsblumem. Okazuje się bowiem, że była to w równej mierze polemika z samym sobą. Chodzi o sugestię poczynioną przez Marka Wajsbluma, że dokumenty angielskie są tak naprawdę planami rozbioru Polski. Jak pamiętamy z początku wpisu, Edward Mierzwa tę tezę zanegował, a angielskie dokumenty sklasyfikował jako „najzwyklejszą ekspertyzę”. Okazuje się, że w tym momencie nie zgodził się jednak ze sobą samym. Oto bowiem w swej wcześniejszej książce „Anglia a Polska w pierwszej połowie XVII w.”, PWN, Warszawa 1986 umieścił taki oto zapis:

Szwecja miałaby natomiast istotną do odegrania rolę – wyeliminowania, przy pomocy Prus i Turcji, Rzeczpospolitej i jej rozbioru między wspomnianych sojuszników włącznie. Anglia byłaby zainteresowana jedynie utworzeniem korytarza lądowego między Stambułem a Gdańskiem, wzdłuż którego usytuowane byłyby kolonie handlowe angielsko-szkockie w: Gdańsku, Toruniu, Warszawie, Kazimierzu, Lublinie, Lwowie i Jazłowcu.

Brzmi bardzo podobnie, prawda. Tyle, że w 1986 roku Edward Mierzwa użył słowa „rozbiór”, a 15 lat później nie uznał, że użył go na wyrost. Nie robiłbym o to wielkiego szumu, gdyby napisał, że na przestrzeni lat zmienił zdanie. Ale on tego nie napisał - wolał polemizować z Wajsblumem nie pisząc słowa o swoich wcześniejszych stwierdzeniach… Nam pozostaje próba odpowiedzi na pytanie, jak wielką masę musi mieć obiekt, który zakrzywia historyczną czasoprzestrzeń i prowadzi do polemizowania z samym sobą? Po lekturach pism rozproszonych Edwarda Mierzwy mógłbym sklecić dość poszlakową teorię piramidalną, ale nie będę tego robił. Może wyjaśnienie jest dużo prostsze. Może po prostu historyk nie powinien zajmować się korektą swoich własnych prac:

Wiem natomiast, że i ta podległa znaczącej autokorekcie porcja historycznej analizy, warta jest bardzo uważnej lektury, więc jeszcze do niej powrócę, choćby z tego względu, że dokument angielskiego dyplomaty zawiera uszczegółowione rozwinięcia trzech postulowanych punktów głównych planów „stambulskiego łącznika”.

P.S. Poprzednią książka E. Mierzwy pewna urocza czytelniczka makulektur wylicytowała na 61 zł. Tym razem wystawiam dokładnie pół procenta całego nakładu za 60 zł. Ta złotówka mniej to za to, że pan Edward Mierzwa, zamiast w swym świetnie wyposażonym historycznym warsztacie, ostrzyć noże do rozcinania grubych i stężałych kurtyn, najzwyczajniej zaczął te noże tępić.

https://allegro.pl/uzytkownik/makulekturapl?bmatch=baseline-var-cl-n-dict-sort-sqm-uni-1-3-0312

 



tagi: polska  anglia  dyplomaci  edward mierzwa  marek wajsblum  thomas roe  stambuł  handel niewolnikami 

betacool
7 maja 2019 20:38
30     1270    16 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Stalagmit @betacool
7 maja 2019 21:06

Świetne. Sir Thomas Roe to główny animator angielskiej polityki w pierwszej połowie XVII w. Ambasador na dworze cesarza Dżahangira w Indiach, oraz przy Wysokiej Porcie. Finansował Gábora Bethlena, dobry znajomy Elżbiety Stuart, królowej Czech, żony Fryderyka V "Króla Zimowego". Znał też oczywiście patriarchę Konstantynopola Cyryla Lukarisa (patrz: mój artykuł w numerze ukraińskim), od którego pozyskał szereg cennych manuskryptów. Uczestniczył też w zawarciu rozejmu polsko-szwedzkiego w Altmarku w 1629 roku. Kto, jeśli nie on, miał formułować tak szeroko zakrojone plany polityczne?

Sir Thomas Roe 

Sir Thomas Roe na dworze Dżahangira

"Europejczyk" - prawdopodobnie hinduski portret sir Thomasa Roe (?)

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @betacool
7 maja 2019 21:12

Podejrzewam, że ten dokument stanowi aktualizację szczegółowego planu istniejącego co najmniej od końca trzynastego wieku, gdy na tej Wyspie przyjęto politykę bezwzględnego popierania Turków, którzy mieli zająć Konstantynopol. Sir Thomas zapewne wyjął z archiwum to, co zaordynował król Edward I po wycofaniu się z Ziemi Świętej.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Stalagmit 7 maja 2019 21:06
7 maja 2019 21:37

Dzięki za piękne uzupełnienie.

Ale z ciekawości zapytam o odpowiedź na pytanie zawarte w tytule.

zaloguj się by móc komentować

boson @betacool
7 maja 2019 21:46

Mierzwa jest nie dość że tendencyjny, tzn. antykatolicki, to na dokładkę bardzo niechlujny - trzeba go zawsze sprawdzać

zaloguj się by móc komentować

betacool @krzysztof-laskowski 7 maja 2019 21:12
7 maja 2019 21:47

W Ziemi Świętej dane było krzyżowcom posmakować nie tylko wspólnoty wiary i walki o nią. Mogli także zaznać smaku ogromnych bogactw płynących z tamtejszych szlaków handlowych. Walka niesie ze sobą przede wszystkim wyrzeczenia i ryzyko, a bogactwo to sporo przyjemności i moc sprawowania władzy.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @betacool
7 maja 2019 21:50

To rzeczywiście jest jeszcze lepsze niż dwie poprzednie notki.

zaloguj się by móc komentować

betacool @boson 7 maja 2019 21:46
7 maja 2019 21:55

Nam pozostaje próba odpowiedzi na pytanie, jak wielką masę musi mieć obiekt, który zakrzywia historyczną czasoprzestrzeń i prowadzi do polemizowania z samym sobą? Po lekturach pism rozproszonych Edwarda Mierzwy mógłbym sklecić dość poszlakową teorię piramidalną...

Moja nie wyartykułowana piramidalna teoria wątek antychrześcijański na pewno by objęła. Niestety na lepsze polskie książi na opisywane przez niego tematy  nie trafiłem, a sama podana przez niego bibliografia jest bezcenna.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @betacool 7 maja 2019 21:47
7 maja 2019 22:24

Po raz enty okazuje się, że Polska i Ziemia Święta połączone są stalową liną.

Warto dodać, że jeśli potraktujemy sir Thomasa jako coś w rodzaju James Bonda, który dba o przepływ towarów na kluczowym szlaku handlowym wiodącym z Ziemi Świętej przez Polskę na Wyspę, to nie dziwota, że Ernst Stavro Blofeld, tak zwany łotr spod ciemnej gwiazdy, jest Polakiem.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Kuldahrus 7 maja 2019 21:50
7 maja 2019 22:30

Zapraszam na kolejny odcinek. Chyba z tego mini cyklu ostatni. 

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @betacool
7 maja 2019 22:33

Bezcenna notka. Wielce pouczająca ale smutna strasznie.

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @betacool
7 maja 2019 23:08

To druga, bezcenna notka dzisiaj; Pana i Gabriela o domniemanej umowie perejasławskiej i Chmielnickim. 

Na portalach w polskim necie od dawna z uporem lansowana jest angielska rodzina królewska. W realu też odnotowujemy wizyty członków tej firmy w Polsce. Zazwyczaj nasuwa mi się w takich razach fragment wspomnień Jałowieckiego /musiał być jednak agenturalnie związany z Brytolami/, w których opisuje, jak Witos po prostu wywalił stręczycieli angielskich /przyprowadzonych do premiera przez Jałowieckiego/, co to chcieli za angielskie pieniądze /?/ Wisłę "ucywilizować". Jak nic widać w tym ów szlak faktorii angielskich od Gdańska wzdłuż Wisły i dalej, o którym Pan pisze w notce. Anglicy pilnowali Gdańska - delegacja polska do Rygi płynęła z Gdańska na angielskiej kanonierce.

zaloguj się by móc komentować

betacool @pink-panther 7 maja 2019 22:33
7 maja 2019 23:17

Jakoś nie chciało wyjść inaczej... 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool
7 maja 2019 23:21

Miodzio.

"Za twórcę wspomnianego planu polegającego na utworzeniu zapasowej drogi ze Stambułu do Londynu przez ziemie polskie uchodzi Thomas Roe "

Może i Edward I i jego krzyżowcy. Ale ważną rolę conajmniej w podtrzymaniu tego planu odgrywa John Zamoyski, Grand Kanclerz and Grand Crown Hetman, który piórem Janka Peytona opisuje dokładnie, jak biegnie rzeczna droga z Narwy do Morza Czarnego. Czyni to, zakładam, z nadzieją na własne udziały w handlu lewantywńskim. O rozbiorze Rzeczypospolitej, zakładam, raczej nie rozmyśla. Samobójcą nie jest. Choć jego uporczywe trwanie w układzie antyhabsburskim za Zygmunta III paktującego z Habsburgami może na samobójstwo zakrawać. No ale jest wszak królem udzielnym "państwa zamojskiego". Zaś bogactwo państw i ich władców, jak poucza Janek Peyton, czyli John Zamoyski, na handlu się pomnaża.

Ciekawe są też te listy, które znalazł Boson: Radziwił i Lisowski do Cecila, patrona zresztą Peytona. Czekamy zatem na ich tłumaczenie autorstwa Krzysztofa. Takie krótkie a takie ważne teksty.

zaloguj się by móc komentować

betacool @KOSSOBOR 7 maja 2019 23:08
7 maja 2019 23:23

Nadstawianie twarzy do takich "słoneczek" zawsze kończy się najpierw oślepieniem a potem dotkliwymi poparzeniami. Najkrótsze szlaki zawsze takimi pozostaną, więc i kuratela nad nimi również. Wzmożony ruch VIPÓW może oznaczać zaniepokojenie słabnącą kontrolą.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Magazynier 7 maja 2019 23:21
7 maja 2019 23:30

Zamojskiemu przyglądam się z uwagą bo pojawia się w wielu lekturach jako pierwszoplanowa postać drugiego planu. Niedługo coś skrobnę o Kochanowskim, bo mi od dawna znowu leży na wątrobie może przy okazji o kanclerza zahaczę.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool
8 maja 2019 00:15

Zahacz koniecznie, wszak to pierwszoplanowa postać jakoby drugiego planu, czyli krzesełka tuż za za kierowcą. Jest już zresztą od dawna rozbierany na części anatomiczne. Najpierw Smoliński krytycznie o udziale w tworzeniu przywilejów henrykowskich. Wizner przez ogródek. Potem Szpaczyński wprost. Mimo błędu rzeczowego w tytule (Mocarstwowe dążenie Zygmunta III Wazy) to jednak podaje kilka ważnych faktów, łącznie z wykorzystaniem któregoś z rokoszy jako obalenia Zygmunta. No i w końcu wywiad rzeka Peytona z Zamoyem.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Stalagmit 7 maja 2019 21:06
8 maja 2019 07:50

Po saletrę do Indii pojechał

 

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @betacool 7 maja 2019 21:47
8 maja 2019 08:21

Jeszcze jeden czynnik trzeba dodać, żeby wszystko pasowało: brytyjski izraelizm.

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @betacool
8 maja 2019 10:40

Czytając powyższy tekst nie mogę się oprzeć, aby nie skojarzyć go z dwoma współczesnymi news'ami.

Pierwszy news to starania Hiszpanii i UE aby Anglii odebrać Gibraltar.

Drugi news to  starania naszego rządu, aby mieć bardzo dobre stosunki z ową Anglią, bo przecież musimy nieba Polakom tam pracującym nieba przychylić (co za piękny i rozbrajający listek figowy) przy równoczesnym intensywnym budowaniu Via Carpatia prowadzącej aż do Morza Czarnego a stamtąd tyle odgałęzień na Bliski i Środkowy Wschód!

Amerykanie będą budować w Europie Środkowej rynek zbytu dla swojego gazu a Anglia wpisuje w ten projekt Via Carpatia. Jak to się wszystko ładnie plecie ....

 Po prostu trzeba wiele zmienić aby wszystko zostało po staremu.

zaloguj się by móc komentować

betacool @mniszysko 8 maja 2019 10:40
8 maja 2019 11:30

Dokładnie!

A ochrona tej nitki to tak zwana wschodnia flanka NATO. Kraje bałtyckie, Polska, Bułgaria, Rumunia.

zaloguj się by móc komentować

OdysSynLaertesa @mniszysko 8 maja 2019 10:40
8 maja 2019 11:48

Dokładnie tak... A kontyngent siłowy (zwany międzynarodowym) z Anglikami w składzie pilnuje przesmyku suwalskiego. JKMości odwiedziły nas najzwyczajniej w świecie tak jak gospodarz zagląda do stodoły (czy wszystkie Krówki/owieczki na swoim miejscu i zdrowe). Gospodarsko

Świetna notka Panie betacool. Szkoła odpaliła z dwururki dodając do tego wpis gospodarza...

PS... Informacja warta powielania i rozproszenia. Najlepiej w jakimś Nawigatorze :) (ukłon w stronę Pana Gabriela)

zaloguj się by móc komentować



OdysSynLaertesa @betacool 8 maja 2019 12:02
8 maja 2019 12:11

Do tego się właśnie uśmiechnąłem :)

A i jeszcze do waszej "zmowy" (z Magazynierem i coryllusem).

Z podziękowaniem. Ukłony

zaloguj się by móc komentować


betacool @histeryk 8 maja 2019 12:12
8 maja 2019 12:19

Być może zakończenie mojego mini cyklu w pewien sposób do tego obrazka równiez nawiąże.

zaloguj się by móc komentować

MZ @KOSSOBOR 7 maja 2019 23:08
8 maja 2019 19:57

Czy jest prawdą,że komendantem portu w Gańsku jest Anglik?

zaloguj się by móc komentować

Paris @mniszysko 8 maja 2019 10:40
9 maja 2019 22:01

Fantastyczne skojarzenie, prosze Mniszyska  !!!

zaloguj się by móc komentować

Paris @betacool 8 maja 2019 11:30
9 maja 2019 22:02

No i jestesmy w domu  !!!

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @betacool
9 maja 2019 22:14

Znakomite. 

Gratuluję. 

.

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować