-

betacool

O skuteczności socjalistycznych szkoleń…czy polski tłum może być skuteczniejszy niż carscy żandarmi?

makulektura.pl

 

Makulektura nr 9 cz. 1.

 

O skuteczności socjalistycznych szkoleń…czy polski tłum może być skuteczniejszy niż carscy żandarmi?

 

Jan Kwapiński. Moje wspomnienia 1904-1939.

 

 

Na portalu „Lewicowo.pl” można znaleźć o Kwapińskim takie zdanie:

Sławę, choć pośmiertną przyniósł mu bardzo szczególny pamiętnik „Moje wspomnienia. 1904-1939”, wydany nakładem Księgarni Polskiej w Paryżu w 1965, gdzie zawarł niepowtarzalne relacje z wydarzeń, w których uczestniczył.

 

Jedno niezbyt długie zdanie, a w głowie świta mi cała lista pytań:

- Czy Kwapiński (właśc. Piotr Edmund Chałupka) rzeczywiście zdobył tą książką sławę?.

- Czy jego relacje z wydarzeń są niepowtarzalne?

- Czy ktoś tę sławną książkę dzisiaj zna?

- Czy sławne książki można dziś łatwo zdobyć i dlaczego sławne polskie książki były wydawane w Paryżu?

Zanim zaczniemy odpowiadać na te wszystkie pytania, warto przypomnieć sobie fragment z coryllusowej książki „Socjalizm i śmierć”. Chodzi mi o otwarte pytanie dotyczące biografii jednego z bohaterów tego tomu – Wincentego Jastrzębskiego, pytanie zadane przez autora, które nieco skrócone i zmodyfikowane brzmi mniej więcej tak:

- Jak to możliwe, że jeden człowiek potrafił robić karierę w bolszewickiej Rosji, potem piastować ministerialne funkcje w sanacyjnych rządach, by po okupacyjnej życiorysowej przerwie spędzonej we Francji, wrócić do kraju i zasiadać w ministerstwach bierutowskiej Polski i dostawać komunistyczne odznaczenia?

Warto zapamiętać to pytanie...

O panu Wincentym Jastrzębskim jeszcze tu kiedyś sobie poważnie porozmawiamy, ale teraz wróćmy do biografii Kwapińskiego. Ona tak naprawdę zaczyna się od krakowskiej szkoły instruktorów Organizacji Bojowej, w której nasz bohater szkoli się 1905 roku między innymi wraz z Piłsudskim i Arciszewskim („który wtedy wydostał się z więzienia pruskiego”).

Cóż obejmowało to szkolenie?

Ano naukę posługiwania się bronią, rzucania bomb i pocisków, partyzanckich sposobów radzenia sobie z kozakami, w stylu rozrzucania na bruku gwoździ lub rozciągania w poprzek drogi drutu. Naukę musztry i anatomii (na wypadek konieczności oparzenia ran) i przecinania drutów telegraficznych (to ponoć wychodziło na treningach świetnie, zdecydowanie gorzej szło opanowywanie topografii).

Szkolenie obejmowało także lekturę wielu socjalistycznych lektur. Nie obejmowało sztuki oratorskiej, ale uczniowie byli zdolni więc:

„Na zakończenie szkolenia „Ziuk” wygłosił płomienną mowę do nas, w barwnym świetle odmalował przed nami niewolę polityczną i społeczną klasy pracującej, wzywając do walki o wyzwolenie kraju i klasy robotniczej (…)”.

Kwapiński stwierdza, że trening był intensywny i krótki. Domyślamy się, że krótki, dlatego iż ówczesna rzeczywistość była wręcz spragniona przenoszenia bojowej teorii w wymiar czysto praktyczny.

Opowiada nam o tym jeden z pierwszych rozdziałów wspomnień: „Akcja bojowa pod Rogowem. Pierwsza bitwa z Moskalami po powstaniu 1863 r.”

 

„Było to w r.1906 w Łodzi.(…) Punktualnie o 10-tej rano zjawił się tow. Grzegorz (Montwiłł).

- Towarzysze! – zwrócił się do nas – Sytuacja obecna jest nadzwyczaj ciężka: partia boryka się z trudnościami materialnymi i rozterkami wewnętrznymi.(…) My, organizacja bojowa, musimy dowieść oficjalnym kierownikom partii, że rewolucjonistom nie wolno gnuśnieć(…). Przypomnieć musimy im również, że należy przygotować masy robotnicze do ostatecznej walki o niepodległość i socjalizm.

Gdy Montwił skończył, dziwny smutek rozlał się po dobrej twarzy tego bohatera proletariatu. Gdy po chwili otworzył mapę otoczyliśmy go kołem, a on przedstawił nam swój plan(…)”.

 

Jak się wkrótce okaże, ten plan genialny nie był. Pierwsza wersja zakładała, że zamachowcy pomaszerują do Rogowa nocą. Maszerowali godzinami. Jak dotarli na miejsce, wszystkich bolały nogi i byli głodni, ale rozkaz do śniadania nie padł, a rozpoznanie wykazało nasilenie ruchu wojsk na stacji w Rogowie i trzeba było wracać. „Forsowny odwrót prędko odbił się na bojowcach, zaczęły się sarkania i domaganie odpoczynku. Jednak mimo szalonego zmęczenia szliśmy bez przerwy około dwóch godzin. Wreszcie ujrzeliśmy okryty mgłą staw.(…) Furaż w postaci szynki i czarnego chleba znajdował się pod okiem Grzegorza (…). Wbrew zwyczajowi kazał bojowcom rozlać po dwa naparstki koniaku. Nasze zuchy sprzątnęły strawę i chciało im się pić. Woda w stawie była okropna, ale bojowcy nie zwracali na to uwagi. (…) Zmęczeni w porwanych butach, wróciliśmy do Łodzi koło 6-tej rano. Nastrój wśród bojowców był okropny”.

Żeby podnieść morale wśród bojowców, kolejne podejście do napadu na pociąg w Rogowie odbyło się kosztem nieco słabszej konspiracji, ale za to dużo większej wygody. Bojowcy dojechali do Rogowa koleją.

„Zdziwieni pasażerowie, a jeszcze bardziej żandarmi, nie mogli zrozumieć, skąd na małej stacji znalazło się nagle tylu młodych pasażerów”.

Kwapiński twierdzi, że akcja zakończyła się bez strat własnych rabunkiem 50 tysięcy rubli. Potem odśpiewano na peronie „Warszawiankę”. Bojowcy ukrywając się po polach i lasach wracali piechotą, a Grzegorz, wraz z trzema innymi towarzyszami „zabrał jakiemuś obszarnikowi bryczkę, umieścił na niej pieniądze i pojechał w innym kierunku”. W pierwszych depeszach „Kurier Warszawski” podawał wiadomość, jakoby sprawcy zdobyli milionową sumę, co jak twierdzi Kwapiński niestety mijało się z prawdą...

 

Jedna z kolejnych opisywaanych przez Kwapińskiego akcji, to napad na urząd gminny w Wadowicach. Bojowcy zabrali czyste książeczki paszportowe. Przy otwieraniu kasy „wezwali” dwóch świadków, by ci potwierdzili, że nie zabierają z sejfu pieniędzy należących do gminy. Mało tego Kwapiński pisze niebieskim ołówkiem pokwitowanie w imieniu organizacji bojowej P.P.S.!

Nieco później pieniądze rabują bojowcy ze sklepu monopolu wódczanego, gdzie przy okazji niszczą portrety cara i „pewną ilość wódki”.

„Zaledwie zdążyliśmy przejść około 300 metrów, gdy usłyszeliśmy alarm w całym miasteczku. Co żyło ruszyło za nami. Z dzwonnicy kościelnej rozległ się dzwon na trwogę. Pościgiem kierowali policjanci i jakiś miejscowy sklepikarz Żyd, który wziął nas za zwykłych bandytów, jak zresztą i wszyscy mieszkańcy (…)”.

Cóż niestety szef akcji chyba nie uwzględnił, że nie zawsze (tak jak pod Rogowem) w okolicy znajdzie się jakaś „obszarnicza bryczka”. No i w tych arcy niesprzyjających warunkach nie można było szybko się oddalić ze zrabowaną kasą. Kwapiński zaczął błyskawicznie analizować sytuację:

„Mogłem co prawda z punktu, bez żadnych skrupułów, strzelać w tłum, ale nie mogło mi przejść przez gardło przejść polecenie strzelania do głupich i obałamuconych ludzi(…).

Nasz bohater postanowił, że zbierze wszystkie naboje i będzie osłaniał ucieczkę pozostałych sześciu bojowców.

„ Dopóki miałem naboje, było wszystko w porządku, ale nabojów tych coraz mniej było w moim posiadaniu. W pewnym momencie wyjąłem magazyn: zobaczyłem, że pozostały jeszcze 3 naboje. Postanowiłem żywcem nie oddać się. Ostatnia kula dla mnie. Traf chciał, że dwie ostatnie kule miały jakiś defekt, bo kapiszony wystrzeliły, ale naboje nie eksplodowały. Po wystrzeleniu ostatniego pocisku, stanąłem pod jakimś drzewem, trzymając w ręku browning, szykując się do obrony. Gdy tłum stanął o parę kroków przede mną, próbowałem do niego przemówić.

Niestety! Policjanci zbliżają się do mnie. Nagle z boku ktoś uderzył mnie jakimś grubym kijem, syknąłem z bólu – patrzę – a to ów sklepikarz. W okamgnieniu podskoczyłem do niego, wymierzając mu lufą browninga uderzenie pomiędzy oczy. Krew zalała mu twarz. Zanim zdążyłem odwrócić się, byłem już schwytany (…)”.

 

Myślę, że pewne niekonsekwencje w tej narracji wynikają z ogromnego stresu. Nasz bohater chce się zabić, ale nie potrafi policzyć do trzech, chce umierać, ale ostatni pocisk wystrzeliwuje w powietrze. Potem wciąż taki trochę od niechcenia żywy próbuje przemówić do tłumu. Niestety polski tłum przywołany przez kościelny dzwon i wiedziony przez policjantów i żydowskiego sklepikarza, to przecież obałamucona ciemna tłuszcza. To kiepskie audytorium nie potrafiło przecież odróżnić bandyty od bojowca, choć w urzędzie było dwóch świadków i pokwitowanie pisane niebieskim ołówkiem…

Kto wie może szef bojowców nie wziął pod uwagę tego, że tłum nie słuchał, bo był ogłuszony wystrzałami kapiszonów…

 

Ostateczny bilans tej akcji był niestety dużo gorszy niż pod Rogowem. Polski tłum okazał się skuteczniejszy niż rosyjscy żandarmi, a nasz bohater wbrew swym pierwotnym założeniem został żywy, a nie martwy, ale jeszcze nie wiedział, że i tak zostanie skazany na śmierć...

Nie wiedział też jeszcze, że wyrok śmierci nie zostanie wykonany, jak i kilka innych dużo później wydanych skazujących go wyroków, choć będą one zapadać przed bardzo różnymi sądami.

Nie wiedział również, że prosty bojowiec może zostać posłem, prezydentem dużego miasta, ministrem w rządzie.

No i nie wiedział, że napisze wspomnienia, które zostaną wydane w Paryżu i przyniosą mu sławę…

 

Ale o tym wszystkim w kolejnym odcinku pod tytułem:

 

„Ile można napisać, gdy się za dużo wie?…czyli zezowate szczęście”.

 



tagi: kwapiński 

betacool
12 lipca 2017 02:11
16     935    6 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Magazynier @betacool
12 lipca 2017 12:02

"Polski tłum okazał się skuteczniejszy niż rosyjscy żandarmi,"

Polski tłum obszarników i tych strasznych sklepikarzy. Dulszczyzna jednym słowem zwyciężyła rewolucję, przynajmniej wtedy. Co raz bardziej przekonuję się do tych Wadowic. Wadowice są wielkie i ich mieszkańcy. 

Tylko sklepy z ciuchami mają do bani zwłaszcza sportowymi.

Zezowate szczęście to brzmi ekstytująco, jak i pierwsza część tytułu.

Ps. Zajrzyj do poczty. Licytacja.

zaloguj się by móc komentować

betacool @betacool
12 lipca 2017 12:43

W kwestii wyjazdu do Wąchocka.

Bardzo chcę tam być, ale wyjazd jest uzależniony od paru innych kwestii i to się chyba rozstrzygnie dopiero w sobotę. Osobę, która zaoferowała wspólną podróż z Krakowa serdecznie pozdrawiam, ale moja "grupka" pod wezwaniem jest dość liczna, więc proszę się mną nie przejmować. Mam nadzieję, że po prostu poznamy się i spotkamy się po mszy ...

 

Co do licytacji Merkuriusza, to wydaje mi się Magazynierze, że Twoja oferta jest w tej chwili najwyższa.

 

 

zaloguj się by móc komentować

betacool @Magazynier 12 lipca 2017 12:02
12 lipca 2017 13:01

Co do Kwapińskiego, to bardzo ciekawe rzeczy pojawią się w drugim odcinku.

Niestety wygladać to będzie trochę, jak orientalny taniec erotyczny.... Pokazać co nieco, byle nie za dużo.... 

 

zaloguj się by móc komentować

betacool @Magazynier 12 lipca 2017 12:02
12 lipca 2017 15:39

On musiał być naprawdę mocno zestresowany, nawet w czasie pisania wspomnień, bo mu się nawet miejscowości pomyliły.

W zyciorysie, który jest dołączony do wspomnień mowa (nie tak jak we wspomnieniach o Wadowicach, tylko o Włodowicach).

Ta druga wersja jest poprawna. Ale mogło im się sporo mylić, bo w tym dniu w okolicy były dwa napady na monopolowe...

http://www.dawne-zawiercie.pl/kwiecien_w_zawierciu_i_okolicach_18351938

 

 

zaloguj się by móc komentować

betacool @betacool
12 lipca 2017 15:41

Rok 1906

Zawiercie. Od jednego z prenumeratorów naszych, robotnika, otrzymujemy następującą notatkę o wyborach: „Bardzo wesołą nowiną chciałem się z Łaskawym Panem podzielić, mianowicie, że my robotnicy fabryki Tow. Akc. »Zawiercie«, w której pracuje około 6 tysięcy robotników (połowa mężczyzn), pomimo wściekłej agitacji socjalistów, zdołaliśmy przeprowadzić wybory pełnomocników. Nie uwierzy Łaskawy Redaktor, jak się tym cieszymy, bo sami socjaliści mówili, będąc pewni swej rewolwerowej racji, że która partia zwycięży dnia 11 kwietnia, ta będzie w naszej fabryce panowała. I dał Pan Bóg, że oni ponieśli haniebną porażkę. Nie cieszymy się tym w przypuszczeniu, iżby tam co nasi pełnomocnicy zaważyli na szali interesów naszej ukochanej Ojczyzny, bo i bez nich też by się obyło; ale raduje nas niezmiernie to, żeśmy pokazali, iż jeszcze nie wszyscy robotnicy pogłupieli, że od wczoraj już nas nie będą socjaliści na swoim pasku wodzić. Już my się bez nich obejdziemy. Niestety, w 6 fabrykach w Zawierciu robotnicy nie poszli za naszym przykładem (we wszystkich razem mniej ludzi pracuje, niż w naszej jednej), ale pal ich sześć! Okazali oni jedynie, że plewami socjalistycznymi zapchane mają głowy. Podawaliśmy głosy na pięciu kandydatów, z których trzech będzie pełnomocnikami. Otrzymali najwięcej głosów: pp. Grabiański 819, Krawczyński 507, Mijalski 476, Gajdzik 412, Piotrowski 175 i Spyra 146 – siódmego nie wybrano. W tymże dniu odbyły się wybory w Zawierciu ze średniej własności z 10 gmin, na które wypadło 33 prawyborców. Nie wiadomo nic jeszcze, jak się nazywają wybrani, wiem tylko, że wybrano kilku księży. I w gminach też były wybory, ale podobno nie we wszystkich wybrali pełnomocników, bo i po wsiach zaczął też już strajkować rozum, ale, dzięki Bogu, nie wszędzie, więc jakoś tam będzie, że posłów wybierzemy i do Dumy ich wyprawimy i przed światem złożymy dowód, że jesteśmy i żyjemy. I jakoś błogo człowiekowi na duszy, że się moc czarta, choć powoli, kruszy”.
B.X. (robotnik)
Dziennik Powszechny 17.04.1906 r.

Rok 1907

Z Zawiercia donoszą „Kurierowi Zagłębia”. We wtorek, dnia 26 bm., gdy ksiądz proboszcz zawiercki, chcąc załatwić pewien interes u obermajstra, p. Bankiera, przechodził przez jedną z sal nowej fabryki akcyjnej, pewna dziewczyna zaczęła drwić z kapłana. Koleżanki chciały powstrzymać bezwstydną robotnicę, lecz daremnie. Znalazł się też robotnik, niejaki Bebłot, przędzalnik 26-letni, który pomagał bezwstydnicy. Inni koledzy zażądali stanowczo, aby tę parkę oddano pod sąd koleżeński, który postanowił, aby zarówno dziewczyna, jak i B. udali się do księdza i w obecności 10 osób obcych i 4 delegatów robotniczych ukorzyli się i prosili o przebaczenie, którego też ks. proboszcz udzielił im z serca.
Dziennik Powszechny 4.04. 1907 r.

We wtorek bandyci dokonali dwóch napadów na monopole w powiecie będzińskim. We wsi Włodowice łupem bandytów stała się cała zawartość kasy w kwocie 72 rub. Zaalarmowani włodowiczanie urządzili pościg, którego wynikiem było schwytanie jednego z bandytów, Jana Kwapińskiego, przy którym prócz książeczki legitymacyjnej znaleziono 4 206 rub. gotówką.
We wsi Poręba sześciu uzbrojonych i zamaskowanych złoczyńców otoczyło sklep monopolowy, po czym dwóch weszło do sklepu i zażądali wydania pieniędzy. Sprzedawca nie stawiał oporu i oddał 547 rub. Bandyci udali się do urzędu gminnego. Na drodze spotkali jadącego konno kozaka. Kilkoma strzałami położyli go trupem na miejscu i strzelając, rozpierzchł się na wszystkie strony.
Dziennik Powszechny 26.04.1907 r.

Wskutek strajków i bezczynności kopalni „Poręba Mrzygłodzka” (pow. będziński) mieszkańcy Zawiercia i okolicy są w niemałym kłopocie z powodu drożyzny i braku węgla.
Dziennik Powszechny 30.04.1907 r.

Rok 1912

Strajk w Zawierciu. „Kurier Zagłębia” donosi: Administracja Tow. Akc. „Zawiercie” zawiadomiła robotników, że od poniedziałku, dnia 21 bm., zamyka fabrykę. Przyczyną tego kroku jest częściowy strajk w fabryce, mianowicie w tkalni i przędzalni, w ogólnej liczbie 2000 robotników. Strajk wynikł wskutek wydalenia jednego z robotników w tkalni. Robotnik ów w piątek zeszłego tygodnia pokłócił się w ambulatorium fabrycznym z dr Peltynem. Administracja fabryki wydaliła owego robotnika, przeciw czemu protestowali jego koledzy, utrzymując, że w sprawie tej winni są zarówno lekarz, jak i robotnik. Pierwszy strajk wybuchnął w tkalni w poniedziałek, dn. 16 bm., we wtorek zaś robotnicy powrócili do pracy, ale ponieważ administracja nie zgodziła się na pozostawienie wydalonego robotnika, więc tego samego dnia tkacze porzucili pracę.

Zarząd Tow. Akc. zakładów bawełnianych zamknął wszystkie oddziały fabryki w Zawierciu z przyczyny częściowego strajku. 6000 robotników nieczynnych, żądania niewiadome. W mieście panuje spokój. Przybyli z Piotrkowa gubernator Jaczewski oraz naczelnik powiatu i inspektor fabryczny.
Dziennik Powszechny nr 110, 23.04.1912 r.

Napad i ujęcie bandytów. Wczoraj na stacji Zawiercie, o godz. 11 przed południem, żandarm stacyjny zauważył dwóch młodych mężczyzn, zdradzających zaniepokojenie; zbliżywszy się do nich, zażądał legitymacji, ci zaś bronili się ucieczką, wówczas żandarm zaczął strzelać, przy czym jednego z bandytów postrzelił w lewą rękę. Postrzelonego bandytę schwytano; znaleziono przy nim brauning z całym magazynem nabojów. Jest to niejaki Dawydiuk, b. strażnik policji łódzkiej. Przy pomocy policji miejskiej drugiego bandytę schwytano za stacją i ten również uzbrojony był w brauning. Ujęci bandyci, jak się później okazało, przed przyjściem na stację ograbili przedsiębiorcę Bugajskiego, zabrawszy mu 86 rb.
Dziennik Powszechny nr 111, 24.04.1912 r.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @betacool
12 lipca 2017 15:54

Najlepsze są te pokwitowania z podpisem organizacji PPS. Potem to się stało tradycją...

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool 12 lipca 2017 15:39
12 lipca 2017 16:34

"dwa napady na monopolowe..." To samo sobie pomyślałem, nawet zanim zauważyłem tę wzmiankę. Poza tym zawsze coś tam mieli w bidonie, a pewnie i herbata w termosie musiała nabrać procentów.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool 12 lipca 2017 12:43
12 lipca 2017 16:35

Ok. W najgorszym razie posiedzę nad tym przelewem przez allegro.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool 12 lipca 2017 13:01
12 lipca 2017 16:38

"orientalny taniec erotyczny"

Kręci mnie to, ale nie z tych powodów co myślisz. Rewolucja i erotyka to dobry temat krotochwilny. Oprócz tego że ascetyczny, vanitas vanitatum. Komizm i patos.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool
12 lipca 2017 18:40

To są wręcz niemożliwe wspominki,

dziwię się, że sława ksiazki nie trwa do dziś dzień, kiedy przy niej szczęka opada....szkoda, że pieczątki nie wozili ze sobą pt. "Pokwitowanie szkolenia PPS"

zaloguj się by móc komentować

betacool @betacool 12 lipca 2017 15:41
12 lipca 2017 19:34

Spójrzmy na notkę z 1906 roku. Jak wtedy przebiegały podziały.

I przenieśmy się w dzisiejsze czasy. Coś co jeszcze wtedy napawało ludzi dumą - wygrana z diabłem socjalizmu, dziś jest piętnowane,  bo przecież Piłsudskiego i jego bojowców diabłami nazywać nie wolno. Jeśli diabły wywalczyły niepodległość, to przecież tak, jakby im wyrosły anielskie skrzydła...

zaloguj się by móc komentować

Paris @betacool 12 lipca 2017 19:34
12 lipca 2017 21:08

SZOK  !!!

Czytam... i wierzyc sie nie chce jak ci bojcy ojczyzne "niepodlegla"  odzyskiwali... jak oni sie "aktywizowali"... i jak "fondosze" na rozwoj swojego ugrupowania zdobywali...

... to mi sie tylko... z Sakiewiczem i "klubamy" gapol'a  kojarzy !!! 

zaloguj się by móc komentować

betacool @Paris 12 lipca 2017 21:08
12 lipca 2017 22:37

Nie, no Ci od GP, jednak monopolowych nie obrabiają i do ludzi nie strzelają..

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @betacool 12 lipca 2017 15:41
12 lipca 2017 23:24

Dane z 'Dziennika Powszechnego' 26.04.1907 r. wprawiły mnie w osłupienie bowiem cosik tu liczby są dziwne! Zrabowano 'cał(ą) zawartość kasy w kwocie 72 rub.' U zatrzymanego J. Kwapińskiego 'znaleziono 4 206 rub. gotówką' a w sklepie monopolowym, sprzedawca 'oddał 547 rub.'. 

Ktoś tu ostro narrację ponakręcał. Bojowiec biega z kupą banknotów! Teoretycznie mogłoby tak i być. Worek pełen złotem pachnącego papieru! 

A może jednak za tymi liczbami kryje się okultystycznie zabarwiona tajemnica? Szczególnie te cztery tysiące ze świętym cynkiem nadają się do tego typu rozważań...

zaloguj się by móc komentować

betacool @saturn-9 12 lipca 2017 23:24
13 lipca 2017 10:40

Ze wspomnień wynika, że przed akcją Kwapiński czekał na dostawę naboi. Ostatnie chwile czekał na dworcu, więc może miał ich być cały wagon...być może stąd ta większa kwota. A że naboi zabrakło, więc i wtopa...

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @betacool 13 lipca 2017 10:40
13 lipca 2017 15:33

...naboi zabrakło, więc i wtopa...

dla mnie tym nabojem, który pomógł wywinąć się spod stryczka jest osobliwe cztery tysiące dwieście szejść4206 rubli to w kij nie dmuchał i namacalne w papierze czy metalu wagę swoją ma.

Wychodzę z założenia, że w redakcji 'mądre głowy' siedziały i narrację narzuciły. A 4206 to taki kod do współbraci ze związków tajnych "na pomoc dzieci wdowy [naszych biją]!". Gdyby katowi dane było usłyszeć tą formułę: "A pal go szejść!" nie mielibyśmy dzisiaj tej zagwozdki: "W co je tu grane"!?

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować