-

betacool

O symbolicznym końcu czasów wojen religijnych

makulektura.pl

 

Makulektura nr 58

O symbolicznym końcu czasów wojen religijnych

 

Kazimierz Piwarski: Czasy wojen religijnych, Księgarnia Wydawnicza Trzaska, Evert, Michalski, Warszawa 1938

 

Do tego dużego przedwojennego wydania skierował mnie jeden z przypisów z książki Edwarda Mierzwy „Anglia a Polska w pierwszej połowie XVII w.” Chodziło w tym przypisie o wielkie plany władców i ważnych organizacji. Oto fragment dzieła Piwarskiego, do którego odsyłał Edward Mierzwa:

„Hiszpania miała wystawić flotę na Morzu Północnym, a z jej pomocą, głównie siłami Hanzy, przy poparciu Zygmunta III, powstać miała druga flota Bałtyku. Wallenstein dostał tytuł admirała floty cesarskiej, generała Oceanu i Bałtyku; dla ułatwienia współdziałania. Tymczasem a z flotą hiszpańską planował przekopanie kanału przez terytorium Holsztynu. Stworzenie floty cesarskiej było możliwe jedynie przy współpracy miast hanzeatyckich. Tymczasem mimo energicznych zabiegów dyplomacji hiszpańskiej i cesarskiej Lubeka zajęła stanowisko odmowne; znalazło ono też pełną aprobatę na gromadzeniu Hanzy (luty 1628) przy udziale przedstawicieli 11 miast (też i Gdańska). Hanza pragnęła zachować neutralność, bała się floty hiszpańskiej i cesarskiej na Bałtyku, a korzyści handlu bezpośredniego z Hiszpanią nie mogłyby jej wynagrodzić strat, na jakie naraziłaby się, zrywając z Holandią tracąc też i rynki skandynawskie”.

Jak pokazała historia, w tym konkretnym momencie to nie Polska, ale Hanza popełniła koszmarny błąd, który już wkrótce miał ją kosztować dużo więcej niż utrata rynków skandynawskich.

Zygmunt III wsparł jak mógł projekt Wallensteina i oddał pod jego komendę polskie okręty. Wallenstein zrewanżował się wysłaniem posiłków Zygmuntowi III. Armia dowodzona przez Koniecpolskiego rozbiła Szwedów pod Trzcianą, a ranny Gustaw Adolf o mało nie dostał się w ręce polskie. Polacy nie bardzo ufali wojskom cesarskim, gdyż dowodził nimi Arnim – Brandenburczyk i luteranin. Sukces nie został więc należycie wykorzystany. Na dodatek w kluczowym momencie pojawili się w Prusach zawodowi rozjemcy – poseł francuski Chranace i angielski Tomasz Roe. Efektem ich pracy był rozejm w Altmarku. Polska straciła Inflanty i Elbląg zadowalając się handlowym udrożnieniem Wisły.

Do obecności w polskim życiu polityczno-gospodarczym Anglików, zdążyliśmy się już nieco przyzwyczaić. O co chodziło natomiast dyplomacji francuskiej? Oto co pisze o tym Kazimierz Piwarski:

„Był to wielki sukces Richelieu’go; mediacja francuska w sporze polsko-szwedzkim (…) szła w parze z akcją handlową, mającą na celu ożywienie handlu bałtyckiego Francji, utorowanie sobie przez Polskę drogi handlowej ku Moskwie i Persji”.

Jak widzimy pokojowym negocjatorom jak zwykle nie koniecznie chodzi o pokój, ale o najzwyklejsze interesy.

Ale wróćmy do książki Piwarskiego. Choć jest ona wielka (rozmiary albumu), z w przygotowana pieczołowicie, wydrukowana na kredowym papierze, z setkami rycin i obrazów z epoki wojen religijnych; to jest w pewien szczególny sposób niedostrzegana.

Dlaczego tak uważam? Otóż mimo rzucającej się w oczy monumentalności dzieła nie wymienia go żaden życiorysów Kazimierza Piwarskiego, z którym mi się było dane zetknąć. Nie ma o tej pozycji wzmianki ani w wikipedii, ani w pośmiertnej nocie PAN, ani w reklamującej się jako źródło wiarygodnej wiedzy – encyklopedii PWN, ani w bibliografii źródeł informacji biograficznych o pracownikach Uniwersytetu Pedagogicznego.

Faktem jest, że Piwarski w roku 1948 był jednym z założycieli Marksistowskiego Zrzeszenia Historyków, w którym uczestniczyły takie sławy jak Henryk Jabłoński, Żanna Kormanowa, czy Celina Bobińska. Ale już w 1950 roku z powodów politycznych przestał pełnić funkcję rektora Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie i „z powodów politycznych” został przeniesiony na Uniwersytet Poznański.

Co to ma wspólnego z książką „Czasy wojen religijnych”. Otóż wydaje mi się, że ogólna wymowa i tematyka tej książki nie bardzo współgrała z późniejszą działalnością naukową Kazimierza Piwarskiego i być może dlatego została z jego bibliografii skrzętnie wygumkowana. Biogramy profesora także nie są zbyt szczegółowe. Przyznam, że takie sygnały zawsze budzą moją ciekawość. By poznać sylwetkę profesora zadałem sobie trud odnalezienia jego wspomnień z niemieckich obozów koncentracyjnych. Trafił on tam wraz z grupą aresztowanych krakowskich naukowców z UJ. Przyznam, że wspomnienia te nie odbiegają zbytnio od tematów, które dobrze znamy z tak zwanej „literatury obozowej”. Jedynym nowym elementem, z którym się do tej pory nie zetknąłem, był wątek dotyczący zachowań homoseksualnych. Oczywiście bez personaliów, ani nawet bez sugestii, że mógł takim skłonnościom ulec jakiś naukowiec. Ot takie luźne socjologiczne obserwacje, o których być może jeszcze kiedyś napiszę.

Ale wracajmy do książki o wojnach religijnych. Otóż w powojennej Polsce z treściami zawartymi w książkach pisanych przed wojną było identycznie jak z obserwacjami socjologicznymi czynionymi w obozach - mogły w karierze naukowej pomóc lub w niej zaszkodzić. Powiedzmy sobie szczerze - „Czasy wojen religijnych” z ideami komunizmu i jego wizją historii korespondowały bardzo średnio. Na przykład, zdecydowanie za mało było tu sympatii ulokowanej po stronie reformatorów religii.

Jako, że lubimy tu sobie pogwarzyć o historii polityki angielskiej, to przytoczmy choćby taki fragment, który traktuje o czasach elżbietańskich:

„Na morze wypływają coraz liczniej okręty angielskie”, by wydrzeć handel morski z rąk hanzeatów, Włochów, Portugalczyków i Hiszpanów. Nieustraszeni żeglarze angielscy nawiązują stosunki handlowe z Turcją, Persją, Barberami, sięgają po Morze Białe do Moskwy. Grupy kapitalistów (często z udziałem samej Elżbiety) tworzą kompanie handlowe, np. Kompanię Moskiewską, dla handlu Bałtyckiego – Eastland Company , śródziemnomorskiego, - Levant Company, indyjską – East Indian Company. Z zazdrością patrzyli Anglicy na piękne kolonie hiszpańskie, kraje złota i srebra, dla nich zamknięte. Wydarcie Hiszpanii monopolu handlowego z Indiami Zachodnimi stało się dla zuchwałych, zdecydowanych na wszystko, żeglarzy angielskich stawką cenną, o którą warto było stoczyć walkę. Podjęli ją (przedzierzgnięci często ze zwykłych rabusiów morskich - piratów) korsarze angielscy, zaprawieni najpierw na służbie hugonotów francuskich, nawykli już do zwalczania „papistów” pod rozkazami księcia Conde. Te „psy morskie” korsarze-purytanie, „wybrańcy Boży”, łączyli fanatyzm religijny z interesem handlowym: zagrabianie okrętów hiszpańskich z ładunkiem złota, mordowanie Hiszpanów, „papistów”, „bałwochwalców”, uważali za zasługę wobec swej wiary. Elżbieta dysponowała własna flotą bardzo nieliczną; często natomiast przyczyniała się do wyekwipowania okrętów korsarskich, uczestniczyła procentowo w ich zyskach, czerpiąc stąd niemałe dochody. Dawała też przytułek w swych portach korsarzom, gdy chronili się przed pościgiem floty hiszpańskiej. Nie uważała również za hańbiące lokowanie swych kapitałów w handlu niewolnikami Negrami, który uprawiali z powodzeniem bracia Hawkins. W latach 1566/7 zapuścił się śmiały Jan Hawkins na wybrzeża afrykańskie w poszukiwaniu niewolników, by towar swój sprzedać potem na Antylach, nie robiąc sobie nic z zakazów hiszpańskich”.

Prawda, że wnikliwa analiza - krótki opis anglikańskiej religijności pięknie łączącej „fanatyzm z handlowym interesem”. Jeszcze ciekawiej wyglądał splot utkany z religii, interesów i polityki, ale żeby go dokładniej ujrzeć musimy wrócić do osoby wymienionego we wcześniejszym cytacie księcia Conde:

„Conde oglądał się za pomocą zagraniczną, nie wierząc we własne siły. Poseł jego, wraz z deputowanymi miast protestanckich Rouen, Havre i Dieppe, udał się do Anglii i podpisał z Elżbietą układ w (w Hamptoncourt, 20 września 1562): królowa angielska dawała pomoc militarną i finansową, żądała jednak wydania jej w zastaw miasta Havre, do czasu objęcia w posiadanie przyrzeczonego (1559) miasta Calais. Anglicy zajęli natychmiast Havre. Pośpiech ich wywołał protesty Conde i Coligny’ego. Obóz katolicki mógł teraz słusznie oskarżać hugonotów, że frymarczą ziemią francuską”.

Jak widzimy Anglicy nie czekali na „żądania wydania w zastaw” były realizowane przez wyspiarzy w sposób bardzo obcesowy i nie podlegający dyskusji.

Ciekawych treści jest w tym dziele dużo więcej.

Moglibyśmy je jeszcze mnożyć, ale żeby wpis nie był nadmiernie długi muszę przeskoczyć do ostatnich akapitów „Czasów wojen religijnych”. Otóż księgę - jak się trafnie domyślamy, zamyka przełom roku 1648 i 1649. Oczywiście profesor Piwarski pisze o kończącym wojnę trzydziestoletnią pokoju westfalskim (24.X.1648), pisze także o ścięciu Karola I (6.II.1649), ale finalny akord tego dzieła to długi opis tego co działo się w Rzeczpospolitej, a na dobrą sprawę przygotowań do pewnej wojny.

Jednak zanim profesor opowie o tych planach, wysuwa wcale niekrótką listę błędów popełnionych przez Władysława IV. Były nimi brak porozumienia ze szlachtą, niechęć do odwoływania się do opinii sejmu i szczupłość środków finansowych w porównaniu do rozmachu i zamierzeń.

Czyż nie ciekawe, że za wydarzenie, które miało zakończyć czasy wojen religijnych, uznał Kazimierz Piwarski królewskie przygotowania do wojny z Turcją.

„Więcej słuchając rad Ossolinskiego niż ostrożnego Koniecpolskiego, podjął Władysław IV przygotowania bez porozumienia się ze stanami Rzplitej, wywołując wzburzenie w opinii szlacheckiej”. Król tedy chciał działać bez odwoływania się do sejmu, ale nie znalazł oparcia nawet wśród senatorów. Hetman Koniecpolski zmarł w marcu 1648, Ossoliński zmienił swe stanowisko i popłynął z ogólną falą. W lipcu 1646 wystąpił senat na radzie w Łobzowie przeciw planom wojny zaczepnej. Król mimo to kontynuował przygotowania wojenne, ale ustąpić musiał przed wolą sejmu (październik-grudzień 1646), który wojnie się sprzeciwił i zażądał rozpuszczenia zaciągów. Plan wojny nie był przecież jeszcze pogrzebany. Umiejętnie przez króla rozsiewane pogłoski o przygotowaniach wojennych Turcji i Tatarów przeciw Polsce nie minęły bez efektu. Pod ich wrażeniem nowy sejm (maj 1647) oddał decyzję podjęcia wojny w ręce króla – w razie napadu Tatarów. Władysław IV z nową energią rozpoczął przygotowania , nie ugiął się nawet pod ciosem, jakim była dla niego śmierć jedynego syna, siedmioletniego Zygmunta Kazimierza (sierpień 1647). W nowej sytuacji, wytworzonej uchwałami sejmu, najważniejsza rolę wyznaczył teraz Władysław IV Kozakom, którzy z jego upoważnienia zbroili się do podjęcia wielkiej wyprawy na Morze Czarne, dla spowodowania odwetu Tatarów i Turcji. Wtedy miał król uderzyć na siedziby Tatarów na Budziaku, Moskwa podjąć miała wyprawę na Krym. W ten sposób też król i Ossoliński spodziewali się uciszyć rosnący ferment wśród Kozaków i rozerwać gotujące się ich porozumienie z Tatarami. Wielkie przygotowania do wojny, czynione na polecenie króla, wywołały wśród Kozaczyzny zapał wojenny; całą jednak akcję stawiała pod znakiem zapytania niechęć stanów do wojny, wśród Kozaków szerzył się stan niepewności i obawa, by planów popularnego wśród nich króla (cieszącego się opinią przyjaciela Kozaczyzny i prawosławia) nie pokrzyżowała szlachta, szczególnie znienawidzone kresowe „królewięta”. Nastrój ten wyzyskał Bohdan Chmielnicki, spragniony pomsty za krzywdę prywatną. Pod koniec 1647 r. już przygotowywał on porozumienie kozacko-tatarskie. Wczesną wiosną 1648 r. nawałnica, którą król pragnął rozpętać nad Turcja, zwróciła się ku Polsce. Król schorowany pragnął tę burze jeszcze zażegnać. Zmarł jednak właśnie tuz po klęsce polskiej nad Żóltemi Wodami, a niemal w przeddzień Korsunia, 20 maja 1648 r. Na pewno nie uświadamiał sobie, że odgłosy dochodzące go z Ukrainy oznaczają ostateczny kres tej ery pokoju, jaka przezywała Rzplita pod jego rządami. Łuna pożogi wojennej zawisła nad Europą wschodnią na długie lata, właśnie wtedy, gdy dla środkowej Europy świtały dni pokoju”.

Opisem tego przedziwnego splotu wydarzeń, zakończył swe dzieło Kazimierz Piwarski. Jedną część Europy w 1648 roku zaczęły oświetlać dni pokoju, a drugą łuny pożogi...

https://allegro.pl/oferta/kazimierz-piwarski-czasy-wojen-religijnych-7969950341

W oparciu o inne ciekawe książki spróbuję powyciągać z tego splotu niektóre ciekawe nitki.

Póki co wróćmy do cytatu z relacji Pawła – syna Makarego, o której wcześniej już pisałem. Oto krótki fragment dotyczący śmierci króla Władysława IV:

„…król polski, po zawarciu tajnego porozumienia z Chmielnickim posyłał mu posiłki, gdyż zależało mu na zniszczeniu magnatów, lecz gdy dowiedzieli się o tym, sprzysięgli się przeciwko niemu i otruli go. Jaka szkoda! Śmierć władcy była dotkliwą stratą dla Chmielnickiego”.

Cytat ewidentnie nie współgra z relacją Piwarskiego, bo jakże to Chmielnicki, który rozpoczął wojnę miałby się martwić śmiercią króla?

Dalszą część naszych poszukiwań proponuję zacząć od rozpoznania okoliczności śmierci króla przytoczonych przez wikipedię. Spróbujcie pójść tym tropem. Ciekawe jak daleko zajdziecie...



tagi: wojny religijne  kazimierz piwarski  władysław iv 

betacool
8 kwietnia 2019 20:27
8     922    10 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Nova @betacool
8 kwietnia 2019 21:38

Witam, 

Nie pamiętam nazwiska autora ale czytałem pamiętniki lekarza Króla Władysława. Gdy po smierci miał jakieś podejrzenia i je nieostroznie komuś wyartykułował to zagrożono mu że to jego oskarży się o dopuszczenie do smierci Monarchy. Więc ucichł. Pzdrawiam serdecznie.

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @betacool
8 kwietnia 2019 21:48

Opadła mi szczęka moim zdaniem, to naważniejsza Twoja natka.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Nova 8 kwietnia 2019 21:38
8 kwietnia 2019 21:59

Mnie urzekają te wszystkie niekonsekwencje.

Bo król z nową energią coś robi, ale wkrótce energetycznie wysiada.

Przyjaźnie nastawieni do króla Kozacy idą na wojnę z ich wielkim przyjacielem, bo przecież Chmielnicki przypomina sobie o swoich prywatnych krzywdach.

 

 

zaloguj się by móc komentować

betacool @parasolnikov 8 kwietnia 2019 21:48
8 kwietnia 2019 22:01

Nie - te najważniejsze to będą te kolejne.

zaloguj się by móc komentować

smieciu @betacool
8 kwietnia 2019 22:30

A mnie nieodmiennie fascynuje jak ci Angole pogrywali sobie z takimi wydawałoby się potęgami jak Francja, Habsburgowie, Hanza czy  Żydzi. Każdy czuł od dawien dawna obowiązek zwracania się się o pomoc właśnie tam, jakby tam były siły zdolne do wygrania każdej sprawy.

Normalnie człowiek odnosi wrażenie że cała Europa od wczesnego średniowiecza została uzależniona od angielskich owiec czy coś w tym stylu.

zaloguj się by móc komentować

betacool @smieciu 8 kwietnia 2019 22:30
8 kwietnia 2019 22:39

To nie było takie bezbolesne pogrywanie. Oni popełniali błędy, a nawet zaliczali potężne kryzysy finansowe (jest książka na ten temat napisana przez  histotryka marksistę - jeszcze do niej sięgnę). Fenomen angielski polegał chyba przede wszystkim na bezbłędnym wygrywaniu cudzych animozji. 

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @betacool
8 kwietnia 2019 23:05

Taaak... Hetman Koniecpolski dla młodziutkiej żonki nadużywa śmiertelnie afrodyzjaczków, a chory na dnę moczanową król opuszcza ten świat po przedawkowaniu środka przeczyszczającego. Oba "przypadki" w odstępie dwóch miesięcy. W tym dziwnym 1648 roku, kiedy Kozacy i Tatarzy, dotychczas śmiertelni wrogowie, podają sobie ręce w obronie urażonej dumy jakiegoś pisarzyny wojska zaporoskiego. Nie ma to jak logika historyków zaprzyjaźnionych z ciotką Wiki.

Natomiast jeśli chodzi o wątki homoseksualne we wspomnieniach obozowych, to w wersji "kobiecej" pojawiają się we wspomnieniach z Ravensbrueck Wandy Półtawskiej (I boję się snów...)

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @betacool
15 kwietnia 2019 20:37

Gratuluje zwycięzcy.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować