-

betacool

Podróż za uśmiech gestapowca, czyli jak ominęło nas bycie poddanymi angielskiego monarchy

makulektura

Podróż za uśmiech gestapowca, czyli jak ominęło nas bycie poddanymi Zjednoczonego Królestwa

Józef Gawlina, Wspomnienia, Księgarnia św. Jacka, Katowice 2004, s. 432

Stanisław Schimitzek, Na krawędzi Europy. Wspomnienia portugalskie 1939-1946, PWN, Warszawa 1970, nakład 3000 egz., s. 772

 

W poprzednim wpisie wspomniałem, że Arcybiskup Gawlina był osobą bardzo dobrze zorientowaną. Dzisiejszą podróż po makulekturowych stronicach rozpoczniemy od fragmentu, który tę tezę potwierdza, bowiem ów duszpasterz przyznaje się w nim do posiadania „domorosłego wywiadu”. W poniższym urywku będziemy mogli także zauważyć, jak dużą rolę odgrywały w czasach II RR więzy rodzinne, towarzyskie i organizacyjne. Były one zdaniem Arcybiskupa bardzo istotne, a jak bardzo, przekonamy się rozwiązując zagadkę projektu unii polsko-czeskiej, o której całkiem niedawno wspominał Coryllus.

Do roboty zatem, czyli do fedrowania wspomnień Józefa Gawliny (s.62-63):

„Retinger istotnie był współpracownikiem Callesa, o jego nastawieniu dowiedziałem się z jego własnej książki „Morones of Mexico”. Nie wiedziałem atoli wówczas po co jedzie do Chin. Dopiero później wyszedł na jaw jego udział w walkach koncernów naftowych Rockefeller-Deterding (…)

…było to w okresie najgwałtowniejszego prześladowania meksykańskiego, zaprotestowaliśmy mocno i wciągnęliśmy w ten protest na terenie Sejmu również chadecję, endecję i ludowców. Tylko konserwatyści (pod kierownictwem Janusza Radziwiłła i Adama Romera jako redaktora „Dnia Polskiego” odmówili pomocy. Byłem zadziwiony, że mój domorosły wywiad widywał Retingera w ścisłej komitywie z Radziwiłłem i jego szwagrem, hr. Oppersdorffem. Chodziło o nic więcej jak o pewne dobra radziwiłłowskie w Meksyku.

Oburzało mnie, że krewni Retingera, pan Stadnikiewicz, dyrektor kopalni „Eminencja” (własność kościelna), w mej obecności na Śląsku gwałtownie skrytykowali ks. Dr. Bolesława Kominka za kazanie społeczne na temat „Rerum novarum”. Gdy odpowiedziałem, że ma słuszność, powiedziała p. teściowa:

„Lecz powinien się liczyć z tym, że, że i my jesteśmy na kazaniu i nie obrażać nas”.

„A jak jest np. z Józefem Retingerem, który służy komunistom?”

Miałem później wiele przykrości, gdy p. Retinger podczas wojny był sekretarzem śp. Generała Sikorskiego w Londynie…”.

Trzy niepełne akapity i materiał na trzy osobne śledztwa. Można by byo zacząć od walki Rockefellera z Deterdingiem, który był jednym z niewielu ludzi, którego nekrolog ukazał w prasie jeszcze za jego życia. W 1936 r. Deterding rozmawiał z Niemcami o sprzedaży na kredyt rocznych rezerw ropy naftowej. Już rok póżniej, został zmuszony do rezygnacji ze stanowiska dyrektora generalnego. O tym przy jakiejś innej okazji… Na pewno takie będą, bowiem niesamowite historie o rozgrywkach dotyczących tego surowca, opowiadał choćby Anton Zischka.

O Januszu Radziwille także kiedyś wypadałoby napisać. Życiorys niezwykły, przez wzgląd na koneksje i dramatyczne losy. Rodzina jego szwagra mogłaby nas zaintrygować choćby z racji niezwykłego herbu i historii rodu.

Nie tym jednak razem…

Od jakiegoś czasu podążam śladem Retingera, więc i tym razem skupimy się na nim. Gawęda wprawdzie zboczy na jego krewnego Tadeusza Stadnikiewicza, ale zapewniam, że jest to jedno z tych zboczeń, któremu warto ulec. Pobieżne wikipedyczne sprawdzenie nie mówi nam wprawdzie nic o stopniu pokrewieństwa z Józefem. Z tłumaczenia stopnia skoligaceń jestem kiepski, ale linkuję prawdopodobny rodzaj rodzinnych zapętleń.

W biogramie Stadnikiewicza pojawia się informacja, że Zbigniew Landau w pouczającym artykule o p.t. „Oligarchia finansowa Drugiej Rzeczypospolitej” zaliczył pana inżyniera do tego właśnie grona. Zastrzegł, że jest to co prawda hipoteza robocza, „brak bowiem istotnego elementu — określenia wielkości kapitałów własnych posiadanych przez poszczególne osoby”. Konsekwencją tego braku jest kolejna teza, że na szczytach polskiej oligarchii finansowej decydującą rolę odgrywały osoby ściśle i bezpośrednio związane z interesami zagranicznymi. Niektórym jednostkom udało się w wyniku tej współpracy zdobyć nawet duży majątek osobisty”. Tak czy inaczej wielu członków oligarchii po prostu reprezentowało w Polsce swych zagranicznych mocodawców.

„Drugim wnioskiem nasuwającym się z dotychczasowej analizy jest niezwykła słabość polskiej oligarchii finansowej. Gdybyśmy bowiem odliczyli osoby, które nie z racji własnych majątków, ale z racji reprezentacji kapitałów obcych wchodziły w skład omawianej grupy - okazałoby się, że była ona nie tylko bardzo nieliczna, ale — co ważniejsze — przedstawiała tylko niewielkie zasoby kapitałowe”. 

Landau próbował zliczać rodzimych „oligarchów” na różne sposoby i szacował, że we władzach dużych przedsiębiorstw zasiadało około 7000 osób, ale praca na zagranicznych garnuszkach nie oznaczała wcale finansowego eldorado:

„Zakładając, że przedstawiciele oligarchii finansowej należeli do grupy posiadającej najwyższe dochody — można przyjąć,. że zaliczali się do niej ci, których dochód roczny zgłoszony do opodatkowania przekraczał 200 tys. zł rocznie. W 1928 r. ich liczba wynosiła łącznie 155”.

Takim właśnie oligarchą z obcego nadania był Tadeusz Stadnikiewicz. Zasiadał we władzach sześciu spółek o łącznym kapitale 74,4 mln złotych. Pełnił funkcję dyrektora kopalni „Eminencja”, a w 1929 objął stanowisko starszego dyrektora kopalń, należących do koncernu Friedenshütte Sp. Akc. i Zakłady Przemysłowe Mikołaja hr. Ballestrema. 

Potem płomień wikipedycznej notki żarzy się krótko, co pozwala nam jedynie na zanotowanie dwóch krótkich informacji:

"W czasie II wojny światowej przebywał m.in. w Portugalii. Po wojnie pozostał na emigracji, kierował komitetem technicznym spółki Anglo-Polish Reconstruction".

I tu się zaczynają dochodzeniowe schody, czyli pole do manewrowania nawigatorskim kursem i pożeglowanie dalej niż ja. U mnie na internetowym morzu cisza. Na temat technicznej spółki nie zdobyłem żadnych informacji. Na szczęście kierunek portugalski powiewał lekką nadzieją na odnalezienie tropu. Oto bowiem w PWN-owskiej serii wspomnień sięgających westchnieniami do II RP, ale mocno osadzonych w PRL-u, wydano książkowy serial z którego aktorami byli opisywani już przeze Coryllusa i przeze mnie Władysław Uziembło, Wincenty Jastrzębski, Feliks Młynarski. Przypomniałem sobie że w okładce o kolorze majowej sałaty ukazały się także „Wspomnienia portugalskie”, których autorem był Stanisław Schimitzek. Uwierzcie, że warto tę serię powoli wyławiać, bowiem opowiada o baśniach dziś zupełnie zapomnianych i trudnych do wyobrażenia.

Schimitzek wspomniał on o inżynierze Stadnikiewiczu ledwie dwa razy, ale za to w bardzo frapujących kontekstach. W epizodzie pierwszym poznajemy inżyniera, który utyskuje na upadek moralności gestapowców. My biedne misie, wychowani na powojennej kinematografii, wyobrażamy sobie sadyzm i krańcowy fanatyzm tych zdegenerowanych jednostek. Okazuje się, że Stadnikiewicz miał na myśli zupełnie inny rodzaj upadku niemieckiego ducha:

„W pierwszych dniach stycznia [1940 r. – przyp. moje] spotykamy znowu licznych znajomych (…). Inż. Stadnikiewicz, b. dyrektor jednego z wielkich przedsiębiorstw górnośląskich jest zdania, że duch w społeczeństwie niemieckim nie jest dobry, panuje niebywała korupcja, także wśród członków gestapo. Twierdzi on, że za 10 tysięcy złotych można być przez gestapowca odwiezionym z polski do granicy włoskiej. Stadnikiewicz ma jako inżynier górniczy otrzymać pracę w Maroku”.(s.113).

Nie jesteśmy pewni, czy pan inżynier uważał, że taryfa przewozowa wywołująca uśmiech gestapowca była zbyt wysoka, czy niska. A może Stadnikiewicz sądził, że ogarnięty okupacją kraj, powinny opuszczać tylko te osoby, które potrafiły skorzystać ze swych umocowań koligacyjnych, organizacyjnych ewentualnie biznesowych, a gestapo powinno pilnować, by nikt inny i za żadną cenę się z kraju wydostać nie mógł... Pan inżynier jak wiemy się wydostał, być może korzystając z usług gestapowców, których uduchowienie było na odpowiednim poziomie. Mogło być jednak i tak, że przez pana inżyniera przemawiała jakaś gorycz, że mimo wieloletniej pracy dla Niemców i mimo wspaniałych koligacji, jakiś mały duchem gestapowiec upomniał się o koszty paliwa i policzył sobie za przejazd, jak za lot biznes klasą. Takie niemoralne otaryfowanie mogło czynić pewien biznes, którego istotę za chwilę zgłębimy, dużo mniej opłacalnym. Tak, czy owak analizując ten przypadek powinniśmy pamiętać, o niebezpiecznych grach z gestapowcami o niewiadomym stopniu uduchowienia, które za pomocą swych nieprzewidywalnych kaprysów toczył w 1944 Józef Retinger, a które już wcześniej opisywałem.

Z notki biograficznej pamiętamy, że Stadnikiewicz przed wojną reprezentował kapitał niemiecki, a po wojnie, sądząc po nazwie przedsiębiorstwa, zmienił orientację na anglosaską. Droga do tej odmiany wiodła przez Portugalię. Schimitzek pisze o tym, że wojenne bitwy toczyły się także na polach, o których dziś nie wspomina się wcale, albo wspomina się półgębkiem. Oto setki inżynierów przedostawały się przez Francję do Portugali, w której dostawali wizy tranzytowe w oparciu o promesy wizy brytyjskiej. O dziwo polska techniczno-inżynieryjna brać migała się jak mogła przed wyjazdem do Wielkiej Brytanii, dużo chętniej korzystając z możliwości wyjazdu do Kanady. W międzyczasie „tranzytem” przez Francję zaczęli interesować się Niemcy i to na tyle energicznie, że „żandarmeria francuska zaskoczyła dużą grupę Polaków nad brzegiem morza w pobliżu Marsylii, gdzie oczekiwali nocą na szkuner, który miał ich zawieźć do Gibraltaru”.

Jak widzimy w owych czasach odchodziła zupełnie nam nie znana wojenna kontrabanda, a rodzaj szmuglu bardzo nas zaskakuje. O tym, o jak bardzo pożądany „towar” szła gra przekonuje nas postępowanie Portugalii, która z wydawaniem wiz i załatwianiem formalności bardzo się ociągała. W tak zwanym międzyczasie zlecała wykonanie różnych ekspertyz. Jedna dotyczyła kwestii, „czy wobec zmniejszonego dowozu węgla z Anglii eksploatacja torfowisk portugalskich na skalę przemysłową byłaby możliwa i opłacalna. Inż. Cybulski na podstawie wstępnych badań stwierdził, że torf jest dobry, a eksploatacja w jako zastępczego paliwa w czasie wojny opłacalna”.

Drugą ekspertyzę wykonywał skoligacony z Retingerem inż. Stadnikiewicz. Jego zadaniem z kolei było opracowanie opinii w sprawie rozbudowy portugalskich kopalń węgla. Ministerstwo portugalskie utrzymujące z Cybulskim kontakt „dało mu w pewnym momencie do zrozumienia, by się sprawą torfu przestał zajmować”. Z podobną „nieoczekiwaną reakcją” spotkał się także Stadnikiewicz. Schimitzek podsumował: „Nie ulega wątpliwości, że w obu przypadkach zadziałali Anglicy, chcąc zapobiec zmniejszeniu się w przyszłości eksportu swojego węgla do Portugalii”.

Wydaje się, że specjalistom z Polski wiodło się w Portugalii całkiem dobrze, bowiem wyraźnie ociągali się z opuszczeniem „krańca Europy”:

„Indywidualne naciski wywierane na tych „maruderów” okazują się najczęściej bezskuteczne, bez echa też pozostają wezwanie Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej, aby wyjechali do Kanady czy do W. Brytanii, gdzie zapewniono im pracę (…).

Przerażony jednak jestem, gdy pewnego dnia dowiaduję się o entuzjastycznym artykule w jednym z pism polonijnych w Kanadzie, w którym autor opisuje swoje perypetie we Francji w podróży przez Hiszpanię, organizację naszej pracy w Lizbonie i wyniki osiągnięte w przerzucaniu do Kanady i W. Brytanii wybitnych fachowców do pracy w przemyśle zbrojeniowym. Zapewne rok temu portugalskie MSZ na podstawie takiego artykułu zażądałoby od nas natychmiastowego przerwania akcji, jako nie dającej się pogodzić z neutralnością Portugalii. Obecnie ogranicza się ono do zwrócenia uwagi Poselstwa na konieczność liczenia się z ewentualnym protestem niemieckim i jego konsekwencjami”.

Przypomnijmy, że mowa o roku 1942. Żeby było ciekawiej minister Stańczyk z rządu londyńskiego ponaglał i polecał przyśpieszenie ewakuacji inżynierów i techników z Francji „nie bacząc na koszty”, a w styczniu 1943 przyznał dofinansowanie akcji kwotą 50 000 dolarów. Ludzie pojawiający się w Lizbonie byli pakowani z marszu na okręty lub do brytyjskich samolotów. Nie myślcie, że akcja o kryptonimie „Ultramaryna” była napędzana tylko i wyłącznie chęcią pomocy naszym rodakom:

„… nad ranem, udaje się przekonać opornych o konieczności natychmiastowego wyjazdu. W ostatniej chwili przed odcumowaniem okazuje się, że brak dwóch polskich pasażerów. Władze portowe zawiadamiają nas telefonicznie, że statek odchodzi. Pracownik nasz odbierający telefon w tej samej chwili spostrzega przez okno obu maruderów, kompletnie pijanych, zataczających się na ulicy – ku uciesze przechodniów portugalskich. Prosimy w porcie o 30 minut zwłoki, nasz woźny wybiega na ulicę, obaj pijacy usiłują zbiec, wywracają się. Woźny przy pomocy przechodniów wpycha ich do taksówki i w porcie przy pomocy marynarzy na statek, który 5 minut później odbija od nabrzeża wraz z 50 naszymi pasażerami na pokładzie. W godzinę potem policja portugalska aresztuje trzech przyjezdnych, którzy poprzedniego dnia odmówili wyjazdu i ukrywali się do chwili odejścia statku. Po raz pierwszy postanawiamy nie interweniować w tego rodzaju przypadku”.

Przyznajcie, że scena niczym z bajki o Kunta Kinte, przypominająca łowy na czarnych niewolników.

Wracając do naszego bohatera. Wzmianek o inż. Stadnikiewiczu więcej w książce nie znajdziemy. Biorąc pod uwagę jego komentarz o słabym duchu gestapowców i o taryfach przewozowych, można się zastanawiać, czy nie był on pionierem w biznesie zwanym dziś z angielska „łowieniem głów” . Pracując w tak wielu przedwojennych przedsiębiorstwach orientację w głębokości pokładów technicznych kadr musiał mieć znakomitą, a znajomość gestapowskiego taryfikatora, choć nieco drażniąca, mogła być w tym interesie bardzo pomocna i być może doceniona w firmie o pięknej nazwie: „Anglo-Polish Reconstruction”.

Wróćmy jednak do wspomnień Arcybiskupa, bowiem w oparciu o nie obiecałem rozwiązać jedną intrygującą zagadkę. Zanim do niej dotrzemy, warto nadmienić, że o ministrze Stańczyku, Arcybiskup Gawlina wspominał wielokrotnie. Najbardziej malowniczo w rozdziale „O Żydostwie, masonerii i.t.p.”. W tym także rozdziale odnajdziemy wyjaśnienie pewnej nurtującej mnie zagadki. Raptem kilka dni temu Coryllus pisał o projekcie unii polsko-czeskiej, który przez jakiś czas zaprzątał niektóre głowy. Nie zdziwił Was fakt, że taka idea była rozważana przez rządy emigracyjne, które korzystały z gościny Anglików. Co ciekawe był to jedynie element ogromnego projektu. Wikipedia pisze o nim tak:

„14 stycznia 1942 (…) przedstawiciele rządów Czechosłowacji, Polski, Grecji i Jugosławii oraz robotników i pracodawców podpisali wspólną deklarację o utworzeniu Rady Planowania Europy Środkowej i Wschodniej. Celem jej było przygotowanie odbudowy gospodarczej, społecznej i edukacyjnej w regionie. Sekretarzem generalnym został polski działacz polityczny, Feliks Gross (…).

15 stycznia 1942 rządy emigracyjne Grecji i Jugosławii podpisały układ partnerski (wspólną deklarację o unii bałkańskiej).(…)

Wspólny komunikat Polski i Czechosłowacji, nawiązując do tego układu, wyrażał przekonanie, że bezpieczeństwo i dobrobyt obszaru położonego między morzami: Bałtyckim i Egejskim, zależą w pewnej mierze od współpracy dwóch konfederacji (…).

Oba rządy przygotowały projekt przyszłego związku polsko-czechosłowackiego. W projekcie polskim znalazły się treści nawiązujące do utworzenia związku federacyjnego, który włączałby Węgry, Litwę i ewentualną Rumunię”.

Czuję, że niektórzy się rzucą, by badać stopień pokrewieństwa Feliksa Grossa, z dobrze nam znanym Janem Tomaszem Grossem. Bardzo proszę – nie będzie rozczarowania.

Nie w tym jednak rzecz. Zapytam raz jeszcze. Cóż mogło sprawić, że Anglicy pod swoim dachem montowali projekt, z którym wcześniej walczyli przez całe wieki. Co sprawiło, że szlak, który od 1648 roku był konsekwentnie niszczony, poddawany próbom podziału, a w czasach zaborów został podzielony na trzy odcinki notorycznie nie mogących się do siebie zbliżyć potęg; nagle mógł się odrodzić?

Zadam także drugie ciekawe pytanie, czy ta konfederacja sięgająca od morza do morza nie przypomina Wam nieco tekstu przepowiedni z Tęgoborzy, o której traktował mój poprzedni wpis? Czy zatem poeta zakontraktowany przez Ministerstwo Spraw Wojskowych nie wizualizował przyszłości, której projekt wykluwał się w Anglii i którą wyspiarze chcieli zarazić Polaków przed podpisaniem wspólnych układów.

Mało tego ten zjednoczeniowy projekt przecież nie umarł wraz z zajęciem Czechosłowacji i wraz z klęską wrześniową. W 1942 roku trwał w najlepsze.

A teraz przeczytajmyosłuchajmy co miał na ten temat do powiedzenia Arcybiskup Gawlina:

„Gdy wojna rosyjsko-niemiecka wybuchła, gen. Sikorski wygłosił doskonałą mowę radiową. Mowę tę przeglądali najpierw prezydent Raczkiewicz, min. Zaleski i dr Liberman, którzy przeciwstawili się zawartemu w niej silnemu atakowi na Piusa XII. Ustęp ten został skreślony. Dnia 28 czerwca przyznał się wobec mnie ks. Kaczyński do zasługi skreślenia ustępu antypapieskiego z mowy Generała. Żalił się przy tym, że Generał jest otoczony masonami i że dopiero niedawno wziął na adiutanta swego ppor. marynarki Ponikowskiego rzekomo syna wielkiego mistrza Loży. (Był to bardzo porządny chłopak). Ks. Kaczyński poruszył również sprawę federacji polsko-czesko-słowackiej, która przecież powinna mieć wspólnego króla, mianowicie Księcia Kentu i prosił mnie abym się kandydaturze nie sprzeciwiał. Wysunąłem przeciwko temu argument wyznaniowy oraz to, że Księżna Kentu już z prawosławia przeszła na protestantyzm. Dopiero po śmierci Księcia Kentu wyszło z prasy na jaw, że było on wielkim mistrzem masonerii”.

Źródło:https://d3hp8xnxb3lun4.cloudfront.net/wp-content/uploads/2016/05/duke-2-488x684.jpg

Teraz chyba widzimy jak blisko wielkich spraw na temat, których panuje jeszcze większa cisza, był Józef Gawlina. Polska miała mieć króla i Czesi mieli mieć go także, ale ostatecznie w mozolnie realizowanym scenariuszu nastąpił gwałtowny zwrot. 25 sierpnia 1942 roku samolot z księciem Kentu na pokładzie rozbił się tuż po starcie i spłonął. Zostało z niego tyle co widać na poniższym linku:

https://i.dailymail.co.uk/i/pix/2017/06/08/18/413C89D000000578-4585582-image-a-60_1496941779572.jpg

Ocalał tylko pilot, w dodatku małomówny. Tak przynajmniej naświetla sprawę angielska strona, którą odnalazlem. Na pewno odnajdziecie inne, ciekawe wersje opowiadające o tym zdarzeniu. Na tej linkowanej odnajdziemy trochę biseksualno-narkotycznych wątków obyczajowych, jakieś animozje z Churchilem, ani słowa natomiast o Stalinie, czyli o człowieku, który na wieść o środkowoeuropejskiej unii pod berłem brytyjskim, wybunąłby zapewne płomieniem tak gwałtownym, że mógłby sięgnąć nawet jakiegoś samolotu nad Anglią... Kto wie, czy równie gorącymi uczuciami dla projektu nie pałały także niektóre kręgi w USA…

Warto zwrócić uwagę na fakt, że masoni jednak nie wszystko mają pod kontrolą. A może mają ale i wśród nich toczą się jakieś wojny gangów? Tego chyba nie rozstrzygniemy... 

W każdym razie, gdy historia pokazała Anglikom, że na niektóre ich projekty świat będzie reagować bardzo alergicznie, wyspiarze musieli zrobić krok wstecz i wydobywać z terenów niedoszłej unii wszystko, co w tak niesprzyjających warunkach, wydobyć się dało, a wtedy minister Stańczyk depeszował do Lizbony, że trzeba działać sprawnie i nie bacząc na koszty...

Tu link do aukcji wspomnień Arcybiskupa (określanych przez niektórych polskich historyków jako "niedorzeczne") i do wspomnień Stanisława Schimitzeka:

https://allegrolokalnie.pl/oferta/s-schimitzek-wspomnienia-portugalskie-1939-1945

 



tagi: portugalia  anglia  gestapo  józef retinger  józef gawlina  stanisław schimitzek  inżynier stadnikiewicz  unia polsko-czechosłowacka  jan stańczyk 

betacool
11 maja 2020 23:12
14     1153    10 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Magazynier @betacool
12 maja 2020 00:31

"Przyznajcie, że scena niczym z bajki o Kunta Kinte, przypominająca łowy na czarnych niewolników."

I razem na wdzięki Ultramaryny. Ale jak na złość na tle amarantu całkiem niedaleczko, popod ręką jest tekścik o różnych takich co sięgali po polską koronę: : https://culture.pl/en/article/6-unusual-people-who-were-offered-the-throne-of-poland

, w tym o rzeczonym Księciu Kent i planach osadzenia go na tronie, na podstawie zeznań czy wyznań czy jakichś innych poetyckich aluzji Dr. Andrzeja Suchcitza - "Chief Archivist at London’s Polish Institute and Sikorski Museum". Rzeczony Suchcitz miał rzec Radiu Polonia, i to całkiem niedawno bo w 2011, że w tym samym czasie książę belgijski był również proponowany do tej roli przez polskich monarchistów. Zatem coś na rzeczy jest jeśli mówimy o gangach wewnątrz-masońskich prowadzących ze sobą rozgrywki. Książe Jerzy był przyjacielem Sikorskiego i polskiego żołnierza i często odwiedzał polskie jednostki w UK. Natomiast jest tam krótka wzmianka o ofercie ze strony Sikorskiego w latach 30., składanej Księciu Jerzemu oddania mu nie tylko polskiego tronu ale również czeskiego. Autor niby od niechcenia pisze, że jakoby rzekomo, i że takie krążyły plotki, a następnie zapuszcza umiejętnie żurawia pisząc, że jednak rzeczony Suchcitz, mimo posuchy w archiwach na ten temat, miał zauważyć mrugając do nas dyskretnie zabinoklowanym okiem, że mimo wszystko nie ma ognia bez dymu.

Ja bym nawet rzekł, że nie ma go również bez czadu. Albowiem mówiąc o biseksualnych skłonnościach naszego o mało co miłościwie panującego, trzeba byłoby wspomnieć również o jego szczerej sympatii dla Hitlera i nazizmu, o których gęsto w polskich publikacjach. Jak się zdaje tylko uniwersalizm biseksualny mógłby wyjaśnić współwystępowania sympatii polskiej i nazistowskiej w jednej duszy o mało co monarszej. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool
12 maja 2020 00:35

Tu fragmenty wywiadu z Suchcitzem: 

http://www2.polskieradio.pl/eo/print.aspx?iid=154357

Później przetłumaczę.

Meteoropatio daj żyć. Jutro znowu zima. 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @betacool
12 maja 2020 08:29

O tym co Ameryka robiła z Brytyjczykami i jaki to mogło mieć wpływ na losy księcia Kentu jest w książce "Od własnej kuli. Tajna wojna między aliantami". Trudno to jest niestety dostępne. W podobnym tonie ale bez księcia Kentu jest w niedawno wydanej książce Petera Hitchensa "Po co nam była ta wojna?"

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @betacool
12 maja 2020 09:06

Ciekawe czy dzisiaj sie uda. Ta unia, ta korona. Stalina już nie ma, pytanie czy masoni sie nie wezmą za łby między sobą. Nie wiem ile razy trzeba to powtarzać - Oskar Lange powinien być usunięty z alei zasłużonych. On na pewno wiedział wszystko o samolocie księcia Kentu

zaloguj się by móc komentować

bolek @betacool
12 maja 2020 13:12

"W biogramie Stadnikiewicza pojawia się informacja, że Zbigniew Landau w pouczającym artykule o p.t. „Oligarchia finansowa Drugiej Rzeczypospolitej” zaliczył pana inżyniera do tego właśnie grona."

Kolejna świetna gawęda :) Dzięki!

Ta lista "oligarchów" jest sama w sobie niezmiernie inspirująca. Całe multum inżynierów, arystokracji czy też "polsko" brzmiących nazwisk jak Frère Louis.
Na pierwszym miejscu, pod względem kapitału t.j. prawie 600 milionów złotych, znajduje się inżynier Andrzej Wierzbicki. Pobieżna lektura biogramu na wiki jest bardzo "wciągająca".
Podejrzewam, że każda osoba z tej listy to temat na osobny wpis.

zaloguj się by móc komentować

mooj @bolek 12 maja 2020 13:12
12 maja 2020 13:53

Te 600 milionów Wierzbickiego należy rozumieć jako kapitał spółek, w których zarządach zasiadał. Landau zaś Wierzbickiego jako przykład na zawodność odczytu wprost przytacza:

"Skreślić też należy osoby, o których wiadomo, że do władz spółek akcyjnych wchodziły z tytułu funkcji spełnianych w naczelnych organizacjach prywatnego życia gospodarczego, a nie z tytułu posiadanego majątku osobistego. Zaliczyć tu można — według naszych ustaleń — A. Wierzbickiego, W. Fajansa, M. Hoffmana i M. Wizela. Poza tym odliczyć należałoby tych, którzy jedynie reprezentowali interesy zagranicznego kapitału. Tutaj jednak nie dysponujem y dostatecznym rozeznaniem rzeczywistych powiązań.

http://bazhum.muzhp.pl/media/files/Przeglad_Historyczny/Przeglad_Historyczny-r1971-t62-n1/Przeglad_Historyczny-r1971-t62-n1-s75-92/Przeglad_Historyczny-r1971-t62-n1-s75-92.pdf

 

 

zaloguj się by móc komentować

betacool @Magazynier 12 maja 2020 00:31
12 maja 2020 14:51

Myślę, że w momencie, gdy zginął to wszyscy nagle od jego postaci chcieli się odsunąć. Jeśli to była robota ludzi Stalina, to Anglikom, którym zależało na pomocy nowego sujusznika, dostali wyraźny komunikat, że skoro tej pomocy chcą, to niech pochowają projekt unii środkowoeuropejskiej pod ich berłem, wraz z księciem Jerzym i niech nie drążą tematu. Stąd ten dryf w stronę używek i skłonności do hitleryzmu. Takie "ciszej nad tą trumną, bo aniołkiem to on nie był", a w każdym razie może się tak okazać.

Churchill zdawał sobie z tego sprawę i projekt, mimo wcześniejszego rozmachu, błyskawicznie został zamknięty. Chyba  stąd to dzisiejsze "rzekome" pretendowanie do tronu.

zaloguj się by móc komentować

betacool @rotmeister 12 maja 2020 08:29
12 maja 2020 14:53

Pokazałeś kremówkę i nie dałeś polizać... 

zaloguj się by móc komentować

betacool @gabriel-maciejewski 12 maja 2020 09:06
12 maja 2020 14:57

Na studiach próbowano nam cisnąć Oskara. Dla mnie wtedy to był bełkot, ale może trzeba do tego wrócić. Za to niektóre książki Landaua, tak jak linkowany artykuł)  to bezcenne uzupełnienia do "Socjalizmu i śmierci".

zaloguj się by móc komentować

betacool @bolek 12 maja 2020 13:12
12 maja 2020 14:59

O Wierzbickim na pewno napiszę. Jeszcze nie wiem kiedy, ale makulektura czeka w kolejce.

zaloguj się by móc komentować

bolek @mooj 12 maja 2020 13:53
12 maja 2020 15:21

"Te 600 milionów Wierzbickiego należy rozumieć jako kapitał spółek, w których zarządach zasiadał."

Ja sobie zdaję sprawę, że on takiej kasy nie miał na koncie ;-) Chodzi o tzw. znaki... Patrzysz na pierwsze miejsce na liście, sprawdzasz nazwisko w wiki i... dumasz :D

zaloguj się by móc komentować

bolek @betacool 12 maja 2020 14:59
12 maja 2020 15:25

Super! Moja "makulektura" w drodze ;-)

zaloguj się by móc komentować

mooj @bolek 12 maja 2020 15:21
12 maja 2020 15:31

OK. Postać na pewno warta zbadania, choć już się boję;) Chętnie poczytam, pomimo, że spodziewam się bardzo krytycznego materiału. Ja bardzo się nie wgłębiałem (może z obawy?), ale nie jest mi to całkowicie obcy temat. Wrażenie (pozytywne) płynie pewnie z patrzenia na obraz, symbol, ale takie miałem i nadal mam.

Gdyby ktos chciał także haczyć o rodzinę (np ze względu na związki z braćmi po przeprowadzce do Warszawy), to podrzucam link do kopii aktu małżeństwa rodziców

https://szukajwarchiwach.pl/62/193/0/1/49/skan/full/46G676RGbzEs27jTBRGsnw

kierunek Łosice, wcześniej m.in. kałuszyńskie rejony chyba

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @betacool 12 maja 2020 14:53
12 maja 2020 16:46

He, he. Paniał aluzju. Wytargam te knige z szafy i coś skrobnę. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować