-

betacool

Tabakiera złota bez portretu

makulektura.pl

Makulektura nr 43

Tabakierka złota bez portretu

 

Wacław Tokarz, Rozprawy i szkice. Tom 1 i 2, PWN Warszawa 1959

 

W opowieściach o Sherlocku Holmesie do rozwikłania kryminalnych zagadek doprowadzały go szczegóły, które zazwyczaj nie były trudne do odnalezienia, ale nie przykuwały niczyjej uwagi.

Wiele tygodni temu zostawiłem Was z opisem zawartości kuferka, z którym Kołłątaj umykał w dniu rzezi Pragi. Były tam diamenty, pierścienie i inne kosztowności, a wśród nich „tabakierka złota bez portretu”.

O tę szkatułę pełną klejnotów zaaresztowaną wraz z Kołłątajem przez Austriaków, ksiądz kanonik toczył długa walkę. Odzyskał ją i przekazał w celu jakiś finansowych rozliczeń niejakiemu Michałowi Szymańskiemu. Najpierw jednak poczynił dość dokładny spis. Wkrótce po przekazaniu umarł jako biedak i został pochowany w grobie, o którym wkrótce wszyscy zapomnieli i którego dziś nikt nie jest w stanie wskazać. A my, skoro nie jest nam dane spoglądać na nagrobek Kołłątaja, zajrzyjmy dokładnie jego szkatuły:

„Daję panu do Warszawy resztę tabakierek, pierścionków złotych z różnymi kamieniami sztuk 9 i 2 obrączki; Pierścień Brylantowy duży w róże; Pierścionek mały brylantowy, w którym braknie trzeciego Diamenciku; Pierścień szafirowy; Pierścień Chryzolitowy; Brylanty lub inne kamienie w papierkach w liczbie pakiecików 17. Pakieciki pod Nmi 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10,11 12, 13, 14, 16 zawierają brylanty, takie jakie opisane są w konsygnacji z dnia 12 lutego 1811 zrobionej; inne zaś trzy pakieciki zawierają kamienie. To wszystko jest w kryjówce; - Tabakierka złota bez portretu; Tabakierka zepsuta z emalia i portretem, w którym jest figura stojąca przy ofiarnym ołtarzu; Tabakierka złota stara, z emalią i portretem o 2-ch figurach; NB. tę pan bierze do kieszeni; Tabakiera złota duża staroświecka z portretem o trzech figurach; Tabakiera złota z portretem generała Zajączka; Tabakiera Chryzopasowa i w niej 4 bursztynki; Tabakiera jaspisowa z hiszpanka do kieszeni; Krzyż chryzolitowy; Daję w złocie 50; Zdawkową monetą 180;

X.H. Kołłątaj".

Nie wiem, czy komuś prócz mnie, rzuciła się w oczy „tabakiera złota bez portretu” – wszystkie inne są opisane bardzo dokładnie, a ta jedna jest złota i bez żadnych innych wyróżników, oprócz tego jednego, że ktoś zadał sobie trud, by usunąć z niej jakiś portret.

Zaraz wyjaśnię, dlaczego ja, spojrzałem na nią jakoś szczególnie. Od razu zastrzegam, że nie będzie to historia o dramatycznym romansie na końcu której nieszczęśliwy kochanek wyrywa z tabakiery portrecik swojej ukochanej. Romansu nie będzie, a czy z tego wyjdzie jakiś kryminał sami oceńcie.

Muszę szczerze przyznać, że to jednak nie ja robię w tej opowieści za Sherlocka. To nie ja pierwszy zwróciłem uwagę na dość szczególny zestaw klejnotów ze szkatuły Kołłątaja. Przede mną uczynił to Wacław Tokarz w swoim debiucie zatytułowanym. „Ostatnie lata Hugona Kołłątaja”:

„Już przy pierwszej rewizji w Przemyślu, w dniu 6 grudnia 1794, znaleziono w jego szkatułce (…) cały szereg kosztowności. Były to klejnoty bardzo oryginalne, bo najwidoczniej nie mogące stanowić własności jednego człowieka, chyba kolekcyonisty, jakim Kołłątaj nie był. Było tutaj kilkanaście tabakierek, kilkanaście pierścionków i krzyż złoty, wysadzany chryzolitami, rzecz tem dziwniejsza, że właśnie, jak stwierdza sam Kołłątaj, między klejnotami, które skonfiskowano w r.1794 na rzecz skarbu członkom delegacyi sejmowej Grodzieńskiej, znajdowały się przeważnie tabakierki, stanowiące wówczas zwykły rodzaj prezentów w dyplomacyi, a wiadomo przytem, że właśnie krzyż z chryzolitami otrzymał na sejmie Grodzieńskim Kossakowski”.

I potem dzieje się coś przedziwnego. Tokarz wystraszony wnioskami, do których prowadzi analiza zawartości szkatuły, pisze że kradzież nie jest taka pewna, bo przecież Kołłątaj, gdyby rzeczywiście „klejnoty pochodziły z kradzieży, starałby się raczej zatuszować sprawę i zrezygnować z ich posiadania”. Mało tego – Tokarz snuje karkołomną teorię, że być może Kołłątaj te klejnoty i kamienie odkupił od skarbu powstańczego, by sprzedać je po lepszej cenie w spokojniejszych czasach. Zmienia to istotnie kwalifikację czynów Kołłątaja, bowiem z ewidentnie nasuwającego się wniosku, iż ksiądz kanonik przywłaszczał kosztowności ludzi, wysyłanych przez swoich podkomendnych na szafot, Tokarz próbuje uczynić ledwie spekulanta, który skupuje dobra w burzliwych czasach rewolucji popularnie zwanej insurekcją, by odsprzedać je w momencie, gdy powstanie wygaśnie i wszystko (łącznie z cenami precjozów) osiągnie normalne ceny.

Ten strach Tokarza przed wysnuwaniem logicznych wniosków, podziałał na mnie mobilizująco. Poszedłem więc swoją ścieżką i zacząłem wnikliwie czytać listy Kołłątaja, które pisał na emigracji.

Przypomnę, że pierwsza ucieczka Kołłątaja z Warszawy miała miejsce po nie zaakceptowanym przez Bułhakowa akcesie Kołłątaja do Targowicy. Kołłątaj zostawił dokument podpisany in blanco Ludwikowi Strasserowi, a wierny wykonawca kołłątajowych rozkazów - Wincenty Szczurowski był przygotowany na to, by w asesorii złożyć antydatowany dokument. Warunki Kołłątaja nie były zbyt wygórowane, chodziło o udział we władzach konfederacji i o zachowanie majątku Kołłątaja. Bułhakow się jednak nie zgodził.

Przyjrzyjmy się bliżej Strasserowi. Ta postać pojawiła się w książce Zbigniewa Rewskiego „Zagadnienia sztuki w działalności Hugona Kołłątaja”
i profesor pisał o niej w swój ulubiony sposób, czyli kodem:

„Zasadniczą część kolekcji obrazów Kołłątaja przejął w trybie likwidacji jego długów zaprzyjaźniony z nim lekarz, baron Ludwik Strasser. Po śmierci Strassera, zamieszkałego w Łukówku (dwór koło Chełma Lubelskiego), w lipcu 1804 r. kolekcja przeszła w ręce jego spadkobierców. Dalsze jej losy nie są dotąd znane”.

Dlaczego kodem? Bo profesor Rewski, ani słowem nie wspomniał, że Strasser był przedstawicielem transgranicznych instytucji finansowych. Możemy dowiedzieć się o tym z Internetowego Polskiego Słownika Biograficznego który podaje, że Strasser był „zakulisowym działaczem politycznym”, o którego kwalifikacjach lekarskich niewiele wiemy. W czasie wojny siedmioletniej (1756–63) przebywał poza granicami Rzeczpospolitej i zapewne na dostawach dla wojska dorobił się znacznego kapitału. Jego pozycję majątkową ugruntowały bliżej nieokreślone operacje finansowe. Stale używał tytułu barona; można sądzić, że otrzymał go na dworze wiedeńskim. Latem 1782, przystąpił on do spółki z bankierem warszawskim Fryderykiem Cabritem.

Cabrit to równie ciekawa postać. Pochodził z rodziny hugenockiej osiadłej w Prusach Wschodnich. Szybko stał się zamożnym bankierem, pożyczając pieniądze nawet królowi. Za swoje zasługi nobilitowany. Nabył liczne posiadłości m.in. w 1766 pałac z ogrodem w rejonie Tamka-Kałęczyn. Aleja łącząca pałac z Nowym Światem to późniejsza ulica Foksal. Cabrit zaniedbaną rezydencję zamienił w miejsce zabaw publicznych zafascynowany angielskimi pleasure gardens, a szczególnie Vauxhall w Londynie. Nazwa ta z czasem uległa spolszczeniu na Foksal. W ogrodzie działał stały cyrk.

A skoro już o tej instytucji mowa, to ja jednym zręcznym ruchem wyciągnę z internetowego cylindra mój ulubiony tekst o tej instytucji:

https://coryllus.pl/czlowiek-ktory-stworzyl-format/

Nic ująć. Ale ja bym coś dodał. Wplótłbym gdzieś w ten tekst frazę pleasure gardens, albo bardziej swojsko brzmiące „ogrody uciech” i snułbym analogie między cyrkami Europy, a tym z oświeceniowej Warszawy.

Ale wróćmy do Kołłątaja. Otóż pozostając na emigracji prowadził on niezwykle ożywioną korespondencję. Strasser i Szczurowski (ten od antydatowania ewentualnego akcesu do Targowicy) byli najczęstszymi adresatami jego listów, a najbardziej frapującym Kołłątaja tematem było odzyskanie nieruchomości i dochodów, które zostały mu odebrane. Listy pozwalają nam poznać także okoliczności pozyskiwania niektórych włości i probostw, ale to nie jest temat tego odcinka. Hugon w związku z pogarszającą się płynnością finansową prosił Strassera o kolejne pożyczki, a ten bez mrugnięcia okiem finansował naszego dysydenta, jakże słusznie przewidując, że jego podła pozycja polityczna jest jedynie przejściowa, a marna sytuacja finansowa jest stanem chwilowym i w związku wymagającym wsparcia kolejnymi „chwilówkami”.

Ilość niebanalnych finansowych posunięć Kołłątaja organizowanych z emigracji zasługuje na osobny wpis. Czego tu nie ma - korespondencja dotycząca spekulacji zbożem, rozeznanie możliwości handlu suknem, zlecenie sprzedaży mało mobilnych ruchomości (karety), próba sprzedaży obrazów. Wszystkie te kołłątajowe pomysły zasługują na osobną analizę, a spekulacja zbożem na pewno się go kiedyś doczeka. Nie to jest jednak przedmiotem naszych dzisiejszych dociekań.

Kołłątaj w swoich listach wskazał również tych, których uważa za głównych winowajców swoich niepowodzeń finansowych. 3 października 1793 roku pisał do brata Rafała, żeby sobie nie roił, że jedynie królowi i carycy zawdzięcza swoje kłopoty. W ówczesnej polszczyźnie brzmiało to tak:

„Próżna jest imaginacyya, żeby koniecznie ta zemsta na mnie jedynie była wymierzona, z Petersburga lub od króla. Jest to rozbój nastręczony od Ożarowskiego, Ankwicza, Kossakowskiego”.

W liście do Szczurowskiego z dnia 14 listopada 1793 roku, Kołłątaj rozwijał ten wątek:

„Obawiasz się jednak intrygi Ożarowskiego, Raczyńskiego, i Ankwicza, którzy się memi dobrami rozdzielili. Obawiasz się znowu nowego rodzaju potwarzy, których niewdzięczni używają przeciwko mnie i używali zawsze, ile razy tylko występowali przeciw moim prawom oczywistym z swojemi niesprawiedliwemi zarzutami”.

I tu nadchodzi pora, by jeszcze raz sięgnąć do książki Tokarza. To właśnie Tokarz wysnuł sugestię, że chryzolitowy krzyż mógł należeć do Kossakowskiego.

Dlaczego się tej sugestii wystraszył?

Już staram się wyjaśnić. Nie będę tego czynił w oparciu o „Ostatnie lata Hugona Kołłątaja”, gdyż dzieło to wydane raz tylko jest obecnie bardzo drogie. Mnie po długich poszukiwaniach udało się skompletować drugi dwutomowy zestaw jego „Rozpraw i szkiców”, który jest bezcennym źródłem wiedzy o czasach insurekcji i wielkiej roli Hugona w instalowaniu rewolucyjnych porządków w stolicy. Gdybym posiadał tylko jeden zestaw to na pewno nie byłbym w stanie się z nim rozstać, a tak tradycji może stać się zadość.

https://allegro.pl/waclaw-tokarz-rozprawy-i-szkice-i7454002868.html

Z owego pięknie wydanego dwutomowego dzieła możemy się dowiedzieć o losie jaki spotkał tych, którzy „rozbój stręczyli” Kołłątajowi.

Spójrzmy więc jak lista obecności z jego listów, zamienia się w listę nieobecności.

Kossakowski został podczas insurekcji powieszony. Żeby było trochę dramatyczniej, to nie jeden Kossakowski, gdyż najpierw w Wilnie powieszono hetmana, a dwa tygodnie później w Warszawie zawiśli bohaterowie listów Kołłątaja - biskup Kossakowski, hetman Ożarowski oraz marszałek Rady Nieustającej - Ankwicz. Nie zawisł jedynie Raczyński, który 17 kwietnia – w dniu wybuchu insurekcji w Warszawie, w pośpiechu stolicę opuścił.

A jaki to ma związek z tytułową tabakierą?

Otóż ten mały przedmiot zawieruszył się pośród dramatycznych scen rozgrywających w stolicy podczas insurekcji. Grzebiąc w czeluściach internetu w paru miejscach odnalazłem bowiem opis ostatnich chwil Ankwicza, który próbował odmienić swój los zachowując zimną krew i ocalić swą szyję, wygłaszając wielce schlebiającą narodowi przemowę:

„Narodzie. Zawsze szlachetny! Zawsze sławny! Czyliż nie znajdę u ciebie litości? Ja, który...”. Odpowiedzią był ryk tłumu: „Nie ma litości dla zdrajców!”. Widząc to, były marszałek nie stracił fantazji – dobył złotej tabakiery, a oddając ją katu, rzekł: „Weź ją na pamiątkę, lecz nie męcz mnie”. Ankwicz sam założył sobie pętlę na szyję. A kat zażądał podwyżki za „ekstraordynaryjne” egzekucje i z tego tytułu wypłacono mu niemałą sumę 1268 zł polskich.

Na pytanie, czy owe dramatyczne okoliczności nie mogły skłonić kogoś, by z pewnej złotej tabakiery wydłubać pewien portret pozostawiam Waszej ocenie. Musiałoby to świadczyć o tym, że Kołłątaj utrzymywał jakieś kontakty z insurekcyjnym katem. A takich wniosków mógłby się wystraszyć nie tylko byle Tokarz, ale każdy porządny uniwersytecki historyk...

PS. Nie jestem pewien, czy przy okazji nie odkryłem systemowego narzędzia dyscyplinującego niepoprawnie myślących historyków. Przyjrzyjmy się uważnie pieczęciom na okładce rozpraw Tokarza.



tagi: cyrk  kołłątaj  wacław tokarz  tabakiera  holmes 

betacool
13 lipca 2018 19:55
59     2565    11 zaloguj sie by polubić
komentarze:
betacool @betacool
13 lipca 2018 20:07

Korzystając z podpatrywanych tu i ówdzie wzorów tworzenia lepszego klimatu do dyskusji,pierwszy komentarz do swojego wpisu zamieszczę sam.

Pasuje średnio, ale podpatrywane wzory twierdzą, że pasować nie musi.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool 13 lipca 2018 20:07
13 lipca 2018 20:08

umarłam ;)))))

wzór 10000/10000

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool
13 lipca 2018 20:11

i widzisz po lewej stronie jak bardzo skuteczny? ;) a już w Twoim tangowym wydaniu to będzie petarda na szczyt ;)

no, ale jest tekst do czytania, szczególnie jak się już leży z gorączką, zabieram się za strawę dla ducha :)

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak 13 lipca 2018 20:08
13 lipca 2018 20:12

Jak Ciebie szybko on-line nie reanimuję, to kto mi tu komentować będzie?

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @betacool
13 lipca 2018 20:48

Świetne, po trzykroć wspaniałe. Może w tej tabakierze coś było?

Ciekawe, gdzie w tej historii znajduje się ten pan:

"Chcesz wiedzieć, co są dzisiaj Zgromadzone Stany?

Ja ci słowem odpowiem, że to są organy,

Gdzie każdy klawisz tknięty swą powinność czyni,

Organista zaś na nich – teraz Lucchesini!

I jego własne słowa:

"... choćby nas wszystko zawiodło z tego, co się tutaj gotuje, to Rossyanie upierając się przy zimowych leżach w Polsce, dadzą pewno powód do zadarcia z Polakami. Mam już gotowego warchoła, który poleci na Ukrainę zaczepić Rossyan w kilkaset szlachty i dać sygnał do ruchawki, bylebym mu powiedział, że król pruski wesprze naród polski."

zaloguj się by móc komentować

betacool @Stalagmit 13 lipca 2018 20:48
13 lipca 2018 21:00

Ot taki gość, który nigdy nie wychodzi z cienia. A żeby z niego nie wyjść, to nawet do kopalni jest się w stanie schować:

"Gdy Fryderyk II i Lucchesini zwiedzali w Tarnowskich Górach zwiedzali kopalnię „Fryderyk”, w Grodnie toczyły się obrady ostatniego Sejmu Rzeczypospolitej".

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool
13 lipca 2018 21:04

Oszołomiła mnie najpierw lista klejnotów..a potem finał wpisu

Za Stalagmtem mogę tylko powiedzieć po trzykroć wspaniały tekst, reanimacja skuteczna…aż muszę ochłonąć ;)

Naprawdę nie lada sztukę z figurami Kołłątaja jako rekietera, Strassera - standuppera finansów napisałeś. Czapki z głów.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @betacool 13 lipca 2018 21:00
13 lipca 2018 21:04

No właśnie. Słuszna konstatacja. Zgaduję, że książkę ks. Waleriana Kalinki "Sejm Czteroletni" masz, jak to się mówi, w małym palcu. Tak samo jak "Ostatnie lata panowania Stanisława Augusta".

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool
13 lipca 2018 21:05

egzemplarz bezpłatny to był na bis :)

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @betacool
13 lipca 2018 21:08

Załączam obszerny cytat z biografii Kołłątaj pióra ks. Kalinki:

"Chwila pożądana nadeszła dla Kołłątaja; był pewny, że go zarząd naczelny nie minie, komendę wojskową chciał powierzyć Zajączkowi. Omyliła go nadzieja; i w armii i w Kadzie Naczelnej przeważył wstręt do Hugonistów. Okrzyknięto Wawrzeckiego naczelnikiem, sprowadzono go czym prędzej z Litwy. Wawrzecki o niczym mniej, jak o naczelnym stanowisku nie zamyślał, wypraszał się wszystkimi siły i nie pierwej przystał, aż mu członkowie Rady Najwyższej oznajmili, że jeżeli nie przyjmie, Kołłątaj pochwyci władzę, a wtedy spadną ich głowy, a potem Króla. Od tej chwili Kołłątaj zwątpił o sprawie i począł troszczyć się tylko o swój własny los. Tu przychodzi dotknąć tak bolesnych szczegółów, że wolelibyśmy, aby one na zawsze pozostały w zapomnieniu. Ale powiedzieć je trzeba; bez nich nie można by zrozumieć dalszych losów Kołłątaja. Miał on sobie poruczony, a raczej sam sobie przyznał, wydział skarbu. Do jego zarządu należały podatki, dochody z dóbr narodowych, ofiary dobrowolne, rekwizycje, kosztowności zabrane w świątyniach. Donosił Kadzie o wydatkach, z dochodów nie zdawał sprawy nikomu. Gdy Pragę wzięto, wyjechał z Warszawy, uwożąc ze sobą, co było w kasie z gotowizny i kosztowności. Wawrzecki posłał za nim w pogoń Madalińskiego, z rozkazem schwytania. Ale Madaliński go nie dognał i tylko nieco pieniędzy dla armii uratował. Reszta zginęła przy aresztowaniu Kołłątaja, na granicy galicyjskiej, pod Przemyślem.

Nie na tym koniec; są jeszcze przykrzejsze dowody, którym by się wierzyć nie chciało, gdyby się nie miało przed oczyma. W owej chwili Kołłątaj nie czuł się obowiązany szanować nawet prywatnej własności. Zjawisko to smutne, godności człowieka i godności narodu ubliżające, by ktoś, co stanął tak wysoko i był u steru rządu, mógł spaść tak nisko. Jak to wytłumaczyć? Czy tym, że in extrema necessitate omnia communia?... Bywa to w istocie, że w chwili pogromu, ludzie wrażliwi a bez zasad, tracą głowę; że strach ślepy, strach zwierzęcy każe im o wszystkim zapomnieć, co winni sobie i drugim. Być może, że Kołłątaj tym się uspokajał, że skoro jemu zabrano majątek, może i on w potrzebie z cudzego się ratować. Ale to wszystko nie usprawiedliwia, uczciwego człowieka, a najmniej kapłana. Wszak tylu wówczas znalazło się ludzi w podobnej a nawet trudniejszej przeprawie, a wyszli czyści, bez cienia plamy. Kościuszko jak był tak pozostał ubogim; Zakrzewski niegdyś pan zamożny, na starość zeszedł ledwo nie na żebraka a niemało innych, dawniej bogatych, cierpiało na wychodźstwie dotkliwą nędzę. Kołłątaj na to się nie zdobył, i pokazało się na nim raz jeszcze, że rozum, w człowieku nie zastąpi cnoty, że nauka, doświadczenie i wysokie stanowisko nie nagrodzą braku zasad, i że taki, co dla kariery przyjmuje kapłaństwo, może stać się zdolnym do wszystkiego! Marcin Badeni, który go znał od dzieciństwa, mawiał o nim, że gdyby był pewny, że z pomocą diabła wdrapie się wysoko, to by mu oddał swą duszę.

Po ośmiu latach więzienia, Kołłątaj wrócił do kraju złamany na zdrowiu, ale z nietkniętym zasobem sił umysłowych. Jeszcze kilka razy zajaśniał swym bystrym rozumem i skutecznie swoimi radami pomagał Czackiemu w urządzeniu liceum krzemienieckiego,, ale do służby publicznej już nie wszedł na powrót. Za czasów Księstwa, najbliżsi Kołłątaja znajomi i towarzysze z epoki Sejmu Czteroletniego dzierżyli w kraju pierwsze godności: Małachowski, Ostrowski, Stan. Potocki, Matuszewic i inni; a jednak żaden z nich nie pomyślał, by Kołłątaja zatrzymać w Warszawie i z jego światła i zdolności korzystać dla kraju. Niektórzy pisarze dzisiejsi gorszą się tą ich obojętnością dla człowieka takich zasług nie tylko gorszyliby się, gdyby wiedzieli, jakie wspomnienie wynieśli tamci z osobistych z Kołłątajem stosunków. Jeden Skarszewski, którego Kołłątaj swej zemście niesumiennie w r. 1794 poświęcił. widząc go później w potrzebie, zapomniał po chrześcijańsku swej krzywdy, i posłał mu jakoby pożyczką tysiąc dukatów przez x. Straszyńskiego, a rewers jego spalił. — Kołłątaj czując się odepchniętym od wszystkich, zniechęcony i zgorzkniały, chciał już tylko wrócić do własnego majątku i do beneficjów i oddać się na resztę życia pracom naukowym. Ale daremne były jego starania, nie odebrał nic. W ostatnich latach jak na początku swojej kariery, żył ze wsparcia, które mu przysyłało rodzeństwo."

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak 13 lipca 2018 21:05
13 lipca 2018 21:17

Tokarzarzowi takie stemple już w niczym nie mogły zaszkodzić, ale młodym historykom chyba musiały dawać do myślenia.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Stalagmit 13 lipca 2018 21:08
13 lipca 2018 21:25

No i to jest zdumiewające. Większość współczesnych odsunęła się od Kołłątaja, historycy doskonale wiedzieli o jego chorych ambicjach. Na pogrzebie były pustki, grób nieznany, a potem ulice, szkoły, pomniki.

Jedna z rozpraw Tokarza nosi tytuł " Komisja Edukacyjna i Uniwersytet Jagielloński" . Napiszę o tym rozdziale, bo on wiele wyjaśnia.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool
13 lipca 2018 21:31

Kurczę no fantastyczne rewelacje… kat się zgłosił do Kołłątaja po „znaleźne”. 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool 13 lipca 2018 21:25
13 lipca 2018 21:34

No właśnie o tym samym myślę - jemu współcześni jak na dłoni zobaczyli sprzedaną diabłu duszę. Ciekawa jestem ile relacji, wspomnień musiało się spalić, zniknąć i rozsądnych ludzi ośmieszyć, żeby mogli spreparować taki wzór i diaboliczny system edukacji

zaloguj się by móc komentować

betacool @Stalagmit 13 lipca 2018 21:04
13 lipca 2018 21:37

No właśnie nie mam niczego w małym paluszki.  Trudno mi składać te puzzle z nazwisk i dat bez historycznego wykształcenia. Ale po roku nieustannego czytania zaczynam to trochę lepiej ogarniać.

Ale Oświecenie to bardzo ciekawa epoka. Książki o tym okresie są albo bardzo drogie, albo zupełna taniocha. Kalinka jest w cenie.

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak 13 lipca 2018 21:34
13 lipca 2018 21:39

Oczy szeroko zamknięte? 

zaloguj się by móc komentować


ainolatak @betacool 13 lipca 2018 21:39
13 lipca 2018 21:43

no właśnie 

może mamy taką skłonność od oświecenia?

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak 13 lipca 2018 21:43
13 lipca 2018 21:47

Skłonność skutecznie luminowaną.

zaloguj się by móc komentować

Zadziorny-Mietek @betacool 13 lipca 2018 21:25
13 lipca 2018 21:48

Nie ma się co dziwić, ponieważ współpisał Konstytucję 3 Maja, którą dziś zachwalał PPP w ZN z okazji święta 550-lecia polskiego parlamentaryzmu. Ostateczne rozpieprzenie państwa polskiego na 123 lata jest wielkim sukcesem - zajmujemy zaszczytne drugie miejsce w konkurencji "nowoczesnych konstytucji". I nikt go nam nie odbierze.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool 13 lipca 2018 21:47
13 lipca 2018 21:56

tak, nano złoto działa uspokajająco i zwiększa poczucie bezpieczeństwa bardziej niż chwilówki, nawet jeśli jest w kryjówce a nie kieszeni

zaloguj się by móc komentować

betacool @Zadziorny-Mietek 13 lipca 2018 21:48
13 lipca 2018 22:00

123 lata bez państwa za miejsce na pudle. Powiedziałbym, że medal tak ciężki, że szyję łamie.

 

zaloguj się by móc komentować

Pioter @Zadziorny-Mietek 13 lipca 2018 21:48
14 lipca 2018 05:41

Nie czepiajcie się może tych 123 lat, które wynikają tylko z propagandy. Skasowano Rzeczpospolitą w 1795, a w 1807 utworzono Księstwo Warszawskie. Nijak tu nie wychodzi magiczne 123 - wychodzi że wyłącznie 12 lat bez 3 mieisęcy nie było Polski na mapie jako państwa.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Pioter 14 lipca 2018 05:41
14 lipca 2018 08:17

Faktem jest, że od historii polskiego parlamentaryzmu tych 123 lat jakoś nie odliczają.

zaloguj się by móc komentować

Pioter @betacool 14 lipca 2018 08:17
14 lipca 2018 09:25

A jak to odliczać, skoro POLSKI SEJM w 1831 roku zdetronizował POLSKIEGO KRÓLA Mikołaja?

Inna sprawa, że sam Mikołaj się tym nie przejął i dalej tytulatury króla polskiego używał.

zaloguj się by móc komentować

Zadziorny-Mietek @Pioter 14 lipca 2018 05:41
14 lipca 2018 11:48

Państwo polskie nie istniało przez 123 lata. W tym czasie istniały natomiast jego namiastki w postaci mniej lub bardziej samodzielnych autonomii w ramach innych państw.

zaloguj się by móc komentować

Pioter @Zadziorny-Mietek 14 lipca 2018 11:48
14 lipca 2018 12:17

A przed 1795 rokiem istniało państwo polskie? Jeśli tak, to jakim cudem rosyjska armia operowała na Ślasku, w Brandenburgii i Prusach Wschodnich? Czy rządy Wettynów  i Poniatowskiego to nie była przypadkiem namiastka autonomii?

Pytam poważnie. Keśli uznajemy decyzję Sejmu o detronizacji Mikołaja,  to jednak Aleksandra uznamy za ostatniego Króla Polski. Jeśli natomiast nie uznamy tej detronizacji, to Romanowowie nadal mają prawa do polskiego tronu.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Pioter 14 lipca 2018 12:17
14 lipca 2018 12:41

A ponieważ tyle tutrudnych kwestii do rozstrzygnięcia, to o tronie polskim już nawet Korwin-Mikke przestał wspominać.

zaloguj się by móc komentować

Draniu @Zadziorny-Mietek 14 lipca 2018 11:48
14 lipca 2018 12:48

 Dzis rozwniez stananowimy autonomie.. Naiwnością jest wiara w to ,ze jestesmy suwernnym niezaleznie działajacym państwem/administracją...To samo dotyczy miedzywojnia ,szczegolnie po zamachu majowym w 1926. Dowodów jest zbyd duzo... Blizej mi do narracji Piotra...

zaloguj się by móc komentować

betacool @betacool
14 lipca 2018 13:10

Jeszcze mała odpowiedź Stalagmitowi, który cytuje Kalinkę. 

"W ostatnich latach jak na początku swojej kariery, żył ze wsparcia, które mu przysyłało rodzeństwo."

A to z hasła z Encyklopedii Kościelnej zamieszczonego tu przez Rotmeistera.

http://rotmeister.szkolanawigatorow.pl/encyklopedia-koscielna-z-1877-roku-o-hugonie-koataju

"Nie bezzasadnie też podobno początek jednej z wielkich fortun galicyjskich przypisują tym skarbom, przez Kołłątaja uwożonym".

 

zaloguj się by móc komentować


Magazynier @betacool
14 lipca 2018 15:40

Korwin-Milewski: "Na skargę rosyjskiego ambasadora (Izwolskiego) na polską "zdradę" wobec Rosji (czyli wypowiedzenie poddaństwa przez Radę Regencyjną) w lutym (lub marcu) 1917 r., kiedy to powstał rząd Kiereńskiego odpowiedział tymi słowy: Tak, panie ambasadorze, i ja sam należę do tych renegatów, ... pan i bardzo wielu Rosjan nigdy sobie nie zdawaliście sprawy, na czym spoczywa w oczach nas Polaków nasz związek z państwem rosyjskim. Nie wyobrażaj pan sobie, że wśród polskiego narodu był kiedykolwiek jakiś Polak który by przyznawał zwierzchnictwo narodu rosyjskiego względem polskiego. Owszem zawsze uważaliśmy siebie jako przodujących mu w cywilizacji, starożytności, zasługach przed ludzkością i blasku naszej historii. Ale przynajmniej w moim obozie, Polacy są przekonani że jedynym ustrojem, mogącym im zabezpieczyć porządek, ład wewnętrzny i rozwój swoich sił kulturalnych, jest ustrój monarchiczny. ... Mikołaj II nie był dla nas Cesarzem, lecz dla takiego Zamoyskiego Królem Polskim, dla mnie Wielkim Księciem Litewskim ... wam Rosjanom podobało się ten potężny lecz jedyny węzeł, który nas wiązał z Rosją, przeciąć. Tego dnia kiedy pan ... ślubowałeś ... wierność Rządowi Tymczasowemu, jednocześnie zwolniłeś mnie i moich rodaków od wierności Rosji; odtąd każdy dla siebie, a Bóg dla wszystkich.' -- Izwolski zamilkł i przeszedł na inny temat." 

Nikt tego tekstu Milewskiemu nie podyktował, ani on sam tego nie napisał sobie wcześniej. To było wyznanie polskiego monarchisty, wpisane w jego sumienie. I tyle na temat praw Romanowych do polskiego tronu. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool
14 lipca 2018 15:41

To miało być do pana:

"(Korwin-Milewski) Na skargę rosyjskiego ambasadora (Izwolskiego) na polską "zdradę" wobec Rosji (czyli wypowiedzenie poddaństwa przez Radę Regencyjną) w lutym (lub marcu) 1917 r., kiedy to powstał rząd Kiereńskiego odpowiedział tymi słowy: Tak, panie ambasadorze, i ja sam należę do tych renegatów, ... pan i bardzo wielu Rosjan nigdy sobie nie zdawaliście sprawy, na czym spoczywa w oczach nas Polaków nasz związek z państwem rosyjskim. Nie wyobrażaj pan sobie, że wśród polskiego narodu był kiedykolwiek jakiś Polak który by przyznawał zwierzchnictwo narodu rosyjskiego względem polskiego. Owszem zawsze uważaliśmy siebie jako przodujących mu w cywilizacji, starożytności, zasługach przed ludzkością i blasku naszej historii. Ale przynajmniej w moim obozie, Polacy są przekonani że jedynym ustrojem, mogącym im zabezpieczyć porządek, ład wewnętrzny i rozwój swoich sił kulturalnych, jest ustrój monarchiczny. ... Mikołaj II nie był dla nas Cesarzem, lecz dla takiego Zamoyskiego Królem Polskim, dla mnie Wielkim Księciem Litewskim ... wam Rosjanom podobało się ten potężny lecz jedyny węzeł, który nas wiązał z Rosją, przeciąć. Tego dnia kiedy pan ... ślubowałeś ... wierność Rządowi Tymczasowemu, jednocześnie zwolniłeś mnie i moich rodaków od wierności Rosji; odtąd każdy dla siebie, a Bóg dla wszystkich.' -- Izwolski zamilkł i przeszedł na inny temat." 

Nikt tego tekstu Milewskiemu nie podyktował, ani on sam tego nie napisał sobie wcześniej. To było wyznanie polskiego monarchisty, wpisane w jego sumienie. I tyle na temat praw Romanowych do polskiego tronu. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Pioter 14 lipca 2018 12:17
14 lipca 2018 15:42

To miało być do pana:

"(Korwin-Milewski) Na skargę rosyjskiego ambasadora (Izwolskiego) na polską "zdradę" wobec Rosji (czyli wypowiedzenie poddaństwa przez Radę Regencyjną) w lutym (lub marcu) 1917 r., kiedy to powstał rząd Kiereńskiego odpowiedział tymi słowy: Tak, panie ambasadorze, i ja sam należę do tych renegatów, ... pan i bardzo wielu Rosjan nigdy sobie nie zdawaliście sprawy, na czym spoczywa w oczach nas Polaków nasz związek z państwem rosyjskim. Nie wyobrażaj pan sobie, że wśród polskiego narodu był kiedykolwiek jakiś Polak który by przyznawał zwierzchnictwo narodu rosyjskiego względem polskiego. Owszem zawsze uważaliśmy siebie jako przodujących mu w cywilizacji, starożytności, zasługach przed ludzkością i blasku naszej historii. Ale przynajmniej w moim obozie, Polacy są przekonani że jedynym ustrojem, mogącym im zabezpieczyć porządek, ład wewnętrzny i rozwój swoich sił kulturalnych, jest ustrój monarchiczny. ... Mikołaj II nie był dla nas Cesarzem, lecz dla takiego Zamoyskiego Królem Polskim, dla mnie Wielkim Księciem Litewskim ... wam Rosjanom podobało się ten potężny lecz jedyny węzeł, który nas wiązał z Rosją, przeciąć. Tego dnia kiedy pan ... ślubowałeś ... wierność Rządowi Tymczasowemu, jednocześnie zwolniłeś mnie i moich rodaków od wierności Rosji; odtąd każdy dla siebie, a Bóg dla wszystkich.' -- Izwolski zamilkł i przeszedł na inny temat." 

Nikt tego tekstu Milewskiemu nie podyktował, ani on sam tego nie napisał sobie wcześniej. To było wyznanie polskiego monarchisty, wpisane w jego sumienie. I tyle na temat praw Romanowych do polskiego tronu. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool
14 lipca 2018 15:42

Przepraszam czegoś mi się te klawisze mylą dzisiaj. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Pioter 14 lipca 2018 12:17
14 lipca 2018 15:50

Ano takim cudem jak dzisiaj RAŚ. 

zaloguj się by móc komentować

Pioter @Magazynier 14 lipca 2018 15:42
14 lipca 2018 15:56

Właśnie o tym mówię.

Albo uznajemy 123 lata niewoli (więc nadal Romanowowie mają prawa do tronu polskiego, jako Cesarze Wszechrusi), albo uznajemy, że Sejm Polski zdetronizował Mikołaja, więc Państwo Polskie jednak w 1831 roku istniało i żadnych 123 lat zaborów nie było. To że było w tym czasie wasalem Rosji niczym się nie różniło od sytuacji za panowania Wettynów czy Poniatowskiego. Obejmowało mniejsze terytorium, ale to jest coś co się zmienia na przestrzeni dziejów. Państwo to jednak istniało, a nawet w latach 1815-1832 miało nazwę Królestwo Polskie. Dopiero od 1832 prawa tego państwa były powoli wygaszane, ale w 1916 znowu pojawiło się na scenie dziejów, tym razem z niemieckiej inspiracji i jako wasal Rzeszy. W Wersalu w 1919 roku nikt by nie dyskutował poważnie o Polsce, gdyby tego państwa już nie było. Deklaracja Wilsona była skierowana przeciwko Austro-Węgrom i w interesie Czechów, z Rosji już dawno nowe państwa zostały wykrojone przez niemiecką armię.

To, że dziś nikt przy zdrowych zmysłach monarchii w Polsce nie reaktywuje, to zupełnie inna sprawa.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Pioter 14 lipca 2018 15:56
14 lipca 2018 16:15

Może być 111 lat, ale to nie jest wielka różnica. Chodzi raczej o to że przez te 123 lata, jedna część Korony i druga, Kresy i Śląsk, miały innych formalnych władców, inne administracje. Te 8 lat Księstwa Warszawskiego czy 15 lat Królestwa Polskiego nie zmienia za bardzo stanu rzeczy. 

Korona bez Kresów i Śląska jest Polską niepełną. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Pioter 14 lipca 2018 15:56
14 lipca 2018 16:16

A przecież Rzeczypospolita nigdy nie umiera.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool
14 lipca 2018 16:22

Przepraszam za trollactwo, ale meritum dzisiejszego tekstu jest jasne. Cytatami, jak Stalagmit, nie dysponuję. Po prostu popieram Autora.

W konkury na allegro nie staję, bo nie mam szans, za słabo się znam na licytacji.  

Aha no właśnie, chciałem tylko napisać, że jest takie powiedzenie, że rewolucjonista i strażnik więzienny to bliźniacy, (Bezansona czy kogoś takiego) które w świetle dzisiejszego tekstu prowadzi do parafrazy: reformator i kat to mleczni bracia. 

zaloguj się by móc komentować

betacool @Magazynier 14 lipca 2018 15:42
14 lipca 2018 16:48

Przytaczałeś kiedyś ten cytat. 

Podoba mi się, że dziś go porządnie utrwaliłeś.

 

zaloguj się by móc komentować

betacool @betacool
14 lipca 2018 16:52

"Reformator i kat to mlecznik bracia".

A to oprawię w krwistą ramkę.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool 14 lipca 2018 16:52
14 lipca 2018 16:59

Ładne, powiem więcej, bardzo ładne. Szkoda tylko, że nie wyjdzie tu efekt sciekających kropel posoki. 

zaloguj się by móc komentować


betacool @Pioter 14 lipca 2018 09:25
14 lipca 2018 18:29

A Królestwo Polskie miało, choć przez jakiś czas swoje, inne niż rosyjskie banknoty?

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak 14 lipca 2018 18:08
14 lipca 2018 18:32

Klimat "Nocy św. Bartłomieja".

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool 14 lipca 2018 18:32
14 lipca 2018 18:51

no tam reformatorzy i kaci ujawnili swoje braterstwo

zaloguj się by móc komentować

Pioter @betacool 14 lipca 2018 18:29
14 lipca 2018 19:08

TakPoczątkowo w złotych, a od 1841 rokuw rublach. Ostatecznie w 1866 zakończono emisję odrębnych banknotów przez Bank Polski

Takie Wielkie Księstwo Finlandii zachowało odrębność walutową od Rosji do 1918 roku. Gdyby polska szlachta nie dała się sprowokować do powstań nikt by tego w Rosji nie ruszał.

Dodatkowo po proklamowaniu przez Niemcy Królestwa Polskiego w listopadzie 1916 roku Rosjanie przygotowali nowe banknoty rublowe dla Polski (z polskimi napisami i orłem) ale rewolucja lutowa pokrzyżowała plany kontrofensywy, a potem już nie było komu zbierać pozostałości z carskiego imperium.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @ainolatak 14 lipca 2018 18:08
14 lipca 2018 19:13

O kurcze! Świetne! Jak to pani zrobiła? Konkurencja dla p. Huberta. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Pioter 14 lipca 2018 19:08
14 lipca 2018 19:16

Niezłe. 

"Gdyby polska szlachta nie dała się sprowokować do powstań ..." Pobożne życzenia. 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Magazynier 14 lipca 2018 19:13
14 lipca 2018 19:17

a skądże, Hubert jest genialny, nie mogę doczekać się przeglądania komiksu

ja nie mam żadnych programów graficznych, ale nawet prymitywny paint z jego ograniczonymi funkcjami może troszkę przyjść z amatorską pomocą ;) 

zaloguj się by móc komentować

betacool @Pioter 14 lipca 2018 19:08
14 lipca 2018 19:22

Proponuję osobną notkę, bo mało kto zdaje sobie z tego sprawę. A tak przy okazji wspomnienia Młynarskiego właśnie Panu szczególnie polecam, chyba się jeszcze jakiś egzemplarz po Allegro pałęta.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool 14 lipca 2018 19:22
14 lipca 2018 19:25

niestety pałętały....nie wygrałam aukcji, ale zerknęłam że jeszcze są na innych...za moment już i tych nie było :)

antykwariusze śledzą Twój blog ;)

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @ainolatak 14 lipca 2018 19:17
14 lipca 2018 19:26

No jest. Ja dopiero za 2 tygodnie. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Pioter 14 lipca 2018 19:08
14 lipca 2018 19:28

Popieram głos Autora. Osobna notka. W tematyce bankowej b. ważna. Ważne też nazwiska, bo ja znam tylko Druckiego-Lubeckiego jako ministra finansów Królestwa.

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak 14 lipca 2018 19:25
14 lipca 2018 19:41

Może być w tym okruch prawdy, bo już parę razy antykwariaty odpowiadały mi po internetowym zakupie, że nie ma jakiejś książki, bo im z półek wyparowała i nie wiedzą w jaki sposób mogło się to stać. Raz się bardzo uparłem i napisałem, źe baaaardzo zależy mi na tym, żeby się znalazła, mniej więcej tak, jak im na dobrej opinii.

I o dziwo następnego dnia ją jednak znaleźli.

 

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool 14 lipca 2018 19:41
14 lipca 2018 19:51

to niezłe :)

a cena tej cudem odnalezionej pozycji była taka sama czy wyższa?

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak 14 lipca 2018 19:51
14 lipca 2018 20:00

To był spory zakup - dużo tytułów, a ten szczególny to książka Rewskiego o Kołłątaju, której oryginał komuś wcześniej obiecałem. Cena się nie zmieniła, ale z tego antykwariatu ściągnąłem naprawdę sporo książek.

Drugi tytuł, który przepadł to wspomnienia Wincentego Jastrzębskiego i jeszcze jakieś dwa tytuły, których nie pamiętam. W sumie 4 przypadki na rok działalności.

 

 

zaloguj się by móc komentować

Zadziorny-Mietek @Pioter 14 lipca 2018 15:56
14 lipca 2018 22:45

Cyt. 1.: "A przed 1795 rokiem istniało państwo polskie? Jeśli tak, to jakim cudem rosyjska armia operowała na Ślasku, w Brandenburgii i Prusach Wschodnich? Czy rządy Wettynów  i Poniatowskiego to nie była przypadkiem namiastka autonomii?

Pytam poważnie. Jeśli uznajemy decyzję Sejmu o detronizacji Mikołaja, to jednak Aleksandra uznamy za ostatniego Króla Polski. Jeśli natomiast nie uznamy tej detronizacji, to Romanowowie nadal mają prawa do polskiego tronu.".

Cyt. 2.: "Albo uznajemy 123 lata niewoli (więc nadal Romanowowie mają prawa do tronu polskiego, jako Cesarze Wszechrusi), albo uznajemy, że Sejm Polski zdetronizował Mikołaja, więc Państwo Polskie jednak w 1831 roku istniało i żadnych 123 lat zaborów nie było. To że było w tym czasie wasalem Rosji niczym się nie różniło od sytuacji za panowania Wettynów czy Poniatowskiego. Obejmowało mniejsze terytorium, ale to jest coś co się zmienia na przestrzeni dziejów. Państwo to jednak istniało, a nawet w latach 1815-1832 miało nazwę Królestwo Polskie.".

Istnienie danego państwa rozumianego jako oddzielny od innych państw byt jest uwarunkowane siłą jaką posiada i/lub uznawaniem (tolerowaniem) przez inne państwa w ramach jakiegoś ustalonego/przestrzeganego międzynarodowego porządku. Wasalizacja czy uzależnienie zewnętrzne automatycznie nie likwiduje odrębności państwa. Dlatego do października 1795 r. oddzielne od innych państwo polskie istniało, zachowując ciągłość od XIV wieku. Wraz z Trzecim Rozbiorem ciągłość państwa polskiego została przerwana.

Od 1815 r. natomiast w ramach państwa rosyjskiego istniała autonomia terytorialna zwana Królestwem Polskim. Była to posiadająca stosunkowo dużą samodzielność wewnętrzną, ale tylko forma polskiej autonomii mająca niektóre atrybuty państwowości. W skrócie: prowincją Rosji mającą pewne specjalne prawa. Zgodnie z  postanowieniem podjętym na Kongresie Wiedeńskim, ujętym w Zasadach Konstytucji Królestwa Polskiego z 25.05.1815 r.:

"Art. 1. Prowincje polskie, które z mocy umów na Kongresie Wiedeńskim przyłączone zostały do Rosyi pod oddzielnym tytułem Królestwa Polskiego, zostaną, na zawsze przywiązanemi do berła tego mocarstwa i mieć będą Konstytucyję narodową ugruntowaną, na zasadach porządku, sprawiedliwości i wolności. (…)".

oraz w Akcie końcowym Kongresu z 9.06.1815 r.:

"Art. I Księstwo Warszawskie (…) połączone zostaje z Cesarstwem Rosyjskim. Związane z nim będzie nieodwołalnie przez swoją konstytucję, aby było posiadane przez najjaśniejszego cesarza Wszechrosji, jego dziedziców i następców na wieczne czasy. JC Mość zastrzega sobie nadać temu krajowi, używającemu administracji oddzielnej, rozciągłość wewnętrzną, jaką uzna za stosowną. Przybierze z innymi swymi tytułami tytuł cara, króla polskiego (...) Polacy, poddani państw Rosji, Austrii i Prus, otrzymają reprezentację i instytucje narodowe urządzone wedle modły bytu politycznego, jakie każdy z rządów, do których przynależą, osądzą za pożyteczne i stosowne im udzielić.".

Ani w sensie formalnym ani w sensie praktycznym nie można uznać za państwo takiego tworu, którego terytorium wchodzi w skład innego państwa (jest do niego przyłączone).

Carowie rosyjscy tytułowali się królami Polski do 1917 r., gdyż 25.11.1795 r. (gdy państwo polskie już nie istniało) Król Stanisław August Poniatowski na żądanie Katarzyny II złożył abdykację na jej rzecz (autorem tekstu abdykacji był Repnin). Jednak Stanisław August Poniatowski był dożywotnim monarchą elekcyjnym a nie dziedzicznym. 

Dwadzieścia lat później, na podstawie zasygnalizowanych wyżej postanowień wiedeńskich, Car Rosji napisał konstytucję dla Królestwa Polskiego i nadał mu ją 27.11.1815 r. Konstytucja ta nie była więc uchwalona przez Sejm Królestwa, w związku z czym nie posiadał on także prawa do intronizacji czy detronizacji kogokolwiek. Po drugie, ówcześni Polacy dążący do oderwania ziem polskich od Rosji oraz pozostałych zaborców militarnie okazali się zbyt słabi, by swoje decyzje, w tym również tę o detronizacji, obronić i utrwalić - usankcjonować na arenie międzynarodowej. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować