-

betacool

TransTotartgresje – słowo o gdańskiej alchemii, cz.2

makulektura.pl

Makulektura nr 55

TransTotartgresje – słowo o gdańskiej alchemii, cz. 2

 

Maria Janion: Projekt krytyki fantazmatycznej. Szkice o egzystencjach ludzi i duchów, Wydawnictwo PEN, Warszawa 1991

 

Gdy zdawałem egzaminy na studia mieszkałem w Domu Studenckim nr 4 przy ul. Polanki. Budynek był o tyle specyficzny, że w jego piwnicach mieścił się studencki klub „Wysepka”, który rozbrzmiewał w owym czasie donośnymi dźwiękami „Pieśni o bohaterze” niemiłosiernie dopieszczanej przez Dzieci Kapitana Klossa.

Po zdanych egzaminach wylądowałem w Nowym Porcie w Ośrodku Kształcenia Cudzoziemców. Jak sama nazwa wskazuje, mieszkali tam gromadnie cudzoziemcy przygotowujący się do studiów na gdańskich uczelniach. Było dużo młodych ludzi z Wietnamu i Korei Północnej, którzy w cieplejsze dni w przerwach zajęć wylegali na duże asfaltowe boiska i grali w siatkówkę lub piłkę nożną. Grali w lakierkach, w jednakowych garniturkach i jednakowych krawatach. Na obrzeżach boisk przyglądali się temu śniadzi ludzie w „arafatkach” – chyba Palestyńczycy. Cała ta cudzoziemska brać mieszkała w sąsiednich budynkach, chyba po to, by się z nami za bardzo nie bratać.

Od drugiego roku studiów mieszkałem już w DS4 przy ulicy Polanki. Pierwsze co odnotowałem, to fakt, że zmienił się muzyczny repertuar. W weekendy budziło nas darcie Bielizny, której wyraźniejsze skrawki układały się w historię prywatnego życia kasjerki PKP. Chyba w 1988 studiów gruchnęła wieść, że przy ulicy Polanki będzie mieszkał Lech Wałęsa, a my z ciekawością spozieraliśmy z okien w kierunku dużej i pustej i szybko ogrodzonej połaci ziemi. Mniej więcej w tym samym czasie po okolicy zaczęli się kręcić studenci w „arafatkach”. Nie byli już jednak śniadzi. Biel ich twarzy kontrastowała zazwyczaj z czernią powyciąganych swetrów. To byli ludzie z organizacji Wolność i Pokój, która w nieco później obrodziła wysypem ważnych postaci ze świata służb, a nawet dyplomacji. Pamiętam także Koreańczyka, który lubił odwiedzać mieszkające po sąsiedzku koleżanki. Raz przyszedł do nich wyraźnie rozdygotany i opowiadał o koledze, który próbował zwiać z Polski na Zachód. Opowiadał, że skończył w bagażniku samochodu na dyplomatycznych rejestracjach i został relegowany do ojczyzny. To był już chyba rok 1989 i on czuł, że gdański turnus skończy się dla wszystkich Koreańczyków bardzo gwałtownie. Któregoś dnia zniknęli wszyscy, ale dokładnej daty tego zdarzenia chyba nikt nie pamięta.

Jednak nie o akademickich przyległościach ma to być tekst, ale o „Humanie”, czyli Wydziale Filologiczno-Historycznym.

Ryszard Tymon Tymański powiedział kiedyś o tej szkole tak:

„UG był słabą szkołą, jedynym potencjałem był potencjał ludzki i wyraźnie odznaczające się, osobne koterie w postaci socjety pani Janion oraz kompanii obiecujących świrów, z Sajnogiem i Konjem na czele”.

Nigdy nie zadałem sobie trudu, by przez wszystkie lata w czymkolwiek się z Ryszardem Tymonem Tymańskim zgadzać lub nie zgadzać, ale widocznie kiedyś musi być ten pierwszy raz. UG miał ponoć pierwotnie nosić nazwę Uniwersytetu Bałtyckiego, jednak skrót takowej nazwy budził niepożądane skojarzenia i ostatecznie z UB zrezygnowano. Gdyby była to szkoła tak słaba jak uważa Ryszard Tymon Tymański to uważam, że „kompania obiecujących świrów” skończyła by ją korzystając z samych przebłysków błyskotliwości i bycia obiecującym. Z tego co wiem, szkoła aż tak z poziomem nie zeszła i większość członków „obiecującej kompanii świrów” studiów nie pokończyła, argumentując to głoszeniem prawdy, że kończenie słabych szkół jest do niczego obiecującym świrom niepotrzebne. Trudno w tym miejscu również nie zaznaczyć, że jak pewnie pamiętamy, prezydent Kwaśniewski bardzo tę szkołę chciał skończyć, ale ostatecznie mu nie wyszło, co w pewnym stopniu utwierdza mnie w przekonaniu, że poziom „potencjału ludzkiego” uczelnia była w stanie ocenić całkiem należycie.

Warto przyjrzeć się także drugiej objawionej przez Ryszarda Tymona Terleckiego prawdzie, którą można by zawrzeć w twierdzeniu, że dualizm wyznaczony przez „Transgresistów” i „Totartowców” był na Humanie bardzo odczuwalny.

Zacznijmy od tych drugich. Liderem Totartu był bez dwóch zdań Zbigniew Sajnóg. Nasze drogi skrzyżowały się w wymiarze realnym tylko raz. Było to podczas przedstawienia Totartu, które na dobrą sprawę mógłbym dziś określić „performą fantazmatyczną”. Skąd takie określenie? Ano dlatego, że opisu tego wydarzenia na próżno szukam we wszelkich (dość licznych dodam) opisach przedsięwzięć tej grupy, a przecież pamiętam, że byłem jego naocznym świadkiem. To co jednak istnieje w świadomości indywidualnej nie koniecznie musi zaistnieć w świadomości zbiorowej i wtedy (co już wiemy z książki profesor Janion) mamy do czynienia z istnieniem w nieistnieniu, albo niebytem w bycie, czyli z fantazmatem.

Dość lakonicznie o tym wydarzeniu wspomniał jedynie Paweł Konnak:

„Podczas akcji bezpośredniej prawdopodobnie zszargaliśmy wszelkie możliwe autorytety. Od świata bolszewii, przez oficjalne mniej lub bardziej podziemie, po wszystkich świętych zamulających zbiorową wyobraźnię. Nie wyłączając topowego konsumenta wadowickich kremówek.

Podczas tej „akcji bezpośredniej” poprzedzonej słowotokiem Pawła Konnaka puszczono z projektora film pornograficzny, który był odtwarzany w asyście dwóch palących się świec. Narrator uświadamiał widownię, że ogląda ona wizualny zapis audiencji u papieża. W tym momencie kilkanaście osób podniosło się z ławek auli i zaczęło opuszczać ten spektakl. Byłem w tej grupie. Żeby wyjść z Sali trzeba było pokonać parę schodków w górę i w ten oto sposób znaleźć się na podwyższeniu, które de facto było sceną owego happeningu. Coś mnie wtedy podkusiło, by nie zostawić tego wydarzenia bez komentarza. Podszedłem do Sajnoga i poprosiłem go o mikrofon. Nie bardzo chciał się z nim rozstać więc spojrzałem w jego ciemne smutne oczy i raz jeszcze poprosiłem o mikrofon. Miałem wrażenie, że jego opór miał mnie sprowokować do walnięcia go w twarz, albo jakiejś szarpaniny, która byłaby podsumowaniem wydarzenia i symbolicznym jego domknięciem, bo oto pobudzony zupełnie absurdalnym widowiskiem katolik, podnosi (zupełnie nie po chrześcijańsku) rękę na artystę operującego w sferze ewidentnego i rozpoznawalnego dla największego nawet prostaka, odjechanego i totalnego nonsensu. W końcu Sajnóg dał mi mikrofon, a ja w kliku z trudem skleconych słowach powiedziałem ludziom, którzy zostali w auli, że wszystko co można obejrzeć poza nią jest na pewno dużo lepsze, niż to co zobaczą w niej pozostając i żeby lepiej wyszli i pooglądali sobie gwiazdy. Kilka osób jeszcze potem wyszło. Sądzę, że wcale nie powodował nimi mój apel, tylko poziom zaprezentowanej sztuki totalnej, który wkrótce miał zejść do poziomu wydalin, co detalicznie opowiadał potem Ryszard Tymon Tymański. Nie będę skracał relacji, żeby nie być posądzonym o pominięcie jakiegoś ważnego artystycznie elementu:

„To było totalnie gówniarskie, dlatego właśnie miałem tego dość, bo tym właśnie Totart pachniał i ociekał: gówniarskim działaniem, totalna prowokacja oparta na prostych, właściwie benettonowskich zagrywkach. Cala akcja trwała krótko, 25 minut, Sajnóg wygłosił swój najnowszy teoremat [...]. Konjo przez 3 godziny wcześniej trzymał kupę w dupsku. Była zaplanowana, więc kazaliśmy mu nie wysrywać się. Musisz trzymać palec w dupie, trudno, musisz walnąć klocka na tacy. I tylko to miało się stać, a Konjo, wiadomo, był nieprzewidywalny i podejrzewam, że gdyby on był tam sam, to może rozsmarowałby się w tym klocku, ale obok był Sajnóg, a my to wszystko kontrolowaliśmy. [...] Konjo zaczął tańczyć taniec dookoła tacki, ja przygrywałem. Konjo rozebrał się do naga, był w rajtuzach, wyglądał jak wokalista Boney M., dalej tańczył idiotycznie, mesmerycznie i wreszcie poszła kupka na tacę. Pamiętam, że stałem blisko, najbliżej właściwie i tak troszeczkę mnie zemdliło i troszeczkę się cofnąłem, o dwa metry. Śpiewałem numer zespołu Suicide Turn Me On, w polskiej wersji Dziewczyno nakręć mnie, a ja śpiewałem w wersji „Pawle zrób to, Pawle”. Graliśmy w duecie z perkusistą Miliona Bułgarów. [...] W tym czasie, kiedy Konjo zrobił kupę na tacę zobaczyłem, że chyba z 50 osób cofnęło się totalnie przerażonych i ruszyło ku wyjściu. Zostało chyba z 10 osób, może 15, w tym dwie osoby z Teatru Ósmego Dnia, które były zachwycone performance’em. [...] Sajnóg w drugą kupę, która została zmajstrowana przed koncertem, przed performance’em: do kilku serków topionych dorzucił trochę kakao. Wtedy przestałem cokolwiek widzieć, bo to było już totalnie odjechane, pojawiły się tabuny kurzu i nie wiadomo z czego powstały, Awsieje się malowali, chlapali farbami, wszystko pryskało dookoła, zgiełk, jazgot, pornol się pojawiał i Zbigniew maznął, tą sztuczną oczywiście kupą po twarzy Konjowi. Ten z rozmazaną sztuczną kupą na twarzy, w ekstazie, biegał, szalał, tarzał się i chyba leżał nagi przez chwilę w takim uniesieniu, ekstazie i wtedy ja, który wcześniej wypiłem 3 browary po to, żeby się na niego odlać, w pewnym momencie zacząłem na niego lać, ale uważałem, żeby nie lać na twarz, lałem mu na ciało. [...] Kudłaty, kątem oka to widzę, wyciąga parówki zębami z rozporka sajnogowego. Napakował tam sobie wcześniej chyba ze 12 parówek. Kudłaty jak zwykle golił się chyba, w miednicy nogi mył, pluł do wody, betel żuł, czy coś takiego, same wstrętne sprawy. I już finał: kończę grać, wchodzi muzyka wagnerowska – ten najpopularniejszy fragment z Pierścienia Nibelungów, a na ekranie za nami wciąż leci porno. Wtedy spontanicznie rozbiłem o podłogę swą pierwszą gitarę basową, ukochanego „orlika”, spontanicznie, bo później przez parę miesięcy nie miałem na czym ćwiczyć. I to był finał”.

Do dziś nurtuje mnie kwestia, jak ten Totartowski tygiel mógł się palić coraz żywszym płomieniem. Ponoć „kompania obiecujących świrów” była stale inwigilowana i prześladowana przez bezpiekę, ponoć utrudniano im występy i szykanowano, ale finalnie okazywało się, że wydarzenia obwieszczane na afiszach mogły się jednak bez przeszkód odbywać, a ze strony władz uczelni „artystów” nie spotykały żadne trudności i żadne szykany. Jak to się stało, że to co zakazane, było jak najbardziej dozwolone i znajdywało życzliwe użyczane miejsce w przestrzeniach uniwersyteckich auli. Gdański fantazmat, czy gdański matrix?

Z twórczością Sajnoga (nie licząc szperania towarzyszącego temu wpisowi) zetknąłem się jeszcze jeden raz. Przed wyjazdem na plażę w Jastrzębiej Górze, w uniwersyteckiej księgarni kupiłem numer „bruLionu”. Po chwili trafiłem na „flupy”. Uznając, że występ z Rzeszowa nie był jeszcze ostatecznym postawieniem „kropki nad i”, Sajnóg poszedł jeszcze dalej, więc nie mogły to być oczywiście flupy z dupy. Treść tego utworu gwałtownie otwarła otwór, w którym pogrążyły się złudzenia dotyczące moich dotychczasowych wyobrażeń o sztuce, a zwłaszcza o sztuce czasu ewidentnie przyśpieszającej transformacji.

To nie był jednak koniec moich przygód związanych z tym utworem i z tym pismem. Otóż temat „bruLionowców” i ich sztandarowych osiągnięć („chujowe zarobki” Jaworskiego, „jebany wodnik” Wró­blewskiego, a przede wszystkim bulwersujące „flupy z pizdy” Zbigniewa Sajnóga) wywołały falę gorących polemik. Głos zabrała również profesor Janion, która uznała to za sprzeciw, za niezgodę na kulturę, „przygniecioną anachronicznym paradygmatem romantyczno-mesjanistycznym”. W rozmowie opublikowanej przez „Politykę” rozwijała swoją tezę:

„Wydaje mi się, że romantyzm jest dla młodych ludzi wciąż żywy jako punkt odniesienia. Co prawda kultura romantyczno-symboliczna się kończy, ale młodzi ludzie, którzy tworzą wyspy kultury alternatywnej i zabierają się do rozbijania romantycznych skamielin, podejmują zarazem ryzyko wypowiadania własnych poglądów oraz niszczenia instytucjonalnego kanonu, co jest gestem pierwotnie romantycznym. Takie jest czasopismo krakowskie »bruLion«, coś podobnego dzieje się w warszawskim »Ogrodzie«”.

Nie jest to niby dosłowne zrównanie romantyzmu i symbolizmu z brulionowym wyziewem, ale ja odebrałem to jako wyraźną nobilitację działań i języka „bruLionu” i postawienie ich w obrębie zainteresowania humanistyki przez panią profesor reprezentowanej. Chyba niewiele odbiegnę od prawdy, twierdząc, że pani profesor uważała i chyba nadal uważa, że jest to po trosze naturalna konsekwencja i owoc pilotowanych przez nią uczelnianych transgresji.

Ta prawdziwa nobilitacja w końcu także nastąpiła. Trzydziestą rocznicę powstania Totartu świętowano bowiem Ratuszu Staromiejskim pod patronatem Nadbałtyckiego Centrum Kultury. Gdybyśmy mieli prawo do maksymalnego uproszczenia sensu tego wydarzenia, to moglibyśmy powiedzieć, że stado starszawych gości siadło przy instytucjonalnym stole, by w ramach nowego systemu i w oparciu o jego pieniądze i struktury świętować trzydziestą rocznicę postawienia rzeszowskiego klocka, w imię wolości, buntu i dobra wspólnego.

To jeszcze nic! Znalazłem w necie odważną tezę, postawioną na forum Salonu 24, przez niejakiego Leszka z Sopotu, że działania Totartu i sama jego obecność na „Humanie” być może spowodowała, że w maju 1988 r. ktokolwiek chciał jeszcze zdobyć się na happening pt. „strajk”. Jak czytam taką tezę, to pienię się jak po drinku przyrządzonym na bazie płynu Ludwik i proszku IXI. Okazuje się jednak, że to jeszcze nie koniec moich humanistycznych gdańskich przygód.

Następne internetowe znalezisko okazało się bowiem jeszcze bardziej niewiarygodne niż cała zawartość pozostawiona przez Totart na podłodze rzeszowskiej sali gimnastycznej. Otóż okazało się, że Zbigniew Sajnóg, podczas ostatnich wyborów prezydenckich w Gdańsku był ekspertem Kacpra Płażyńskiego do spraw szeroko pojętej kultury. Chyba dzięki temu Kacper Płażyński mógł opowiadać o kulturze z dużą dozą znawstwa:

„– Opublikowany w 1991 roku w czasopiśmie literackim Brulion wiersz autorstwa Zbigniewa Sajnoga jest bezsprzecznie jednym z istotnych faktów kulturowych, mających wpływ na percepcję polskiej literatury przełomu lat 80. i 90. Utwór stał się przedmiotem szerokiej dyskusji znawców poezji, do dzisiaj omawiany jest – także w ramach dyskursu akademickiego – w kontekście znaczenia i dorobku środowiska pisma Brulion. Z kolei grupa Totart, gdzie Zbigniew Sajnóg był jednym z liderów, to jeden z najbardziej znanych i cenionych nie tylko Polsce przejawów naszej gdańskiej kultury współczesnej – ocenia Kacper Płażyński”.

Kacper Płażyński bronił Zbigniewa Sajnoga także zwyczajnie i po ludzku:

„- Był wiele lat temu członkiem sekty i trzeba chyba człowiekowi współczuć, że dał się zwieść. Ale należy docenić, że wyszedł na prostą, a nie pastwić się nad nim”.

Przed kim i przed czym go bronił? Przyznam, że nie mogłem uwierzyć – ale osłaniał go przed atakami „Gazety Wyborczej”. Ten humanistyczny periodyk okazał się bowiem tym razem zupełnie nieczuły na los ofiary sekty „Niebo”. Równie nieczułe okazały się chór kolejnych mediów fundujących Sajnogowi systemowe przypiekanie żywym ogniem.

Zabawię się teraz w psychologa. Czyżbyście byli nieco zdezorientowani? Czyżbyście nie wiedzieli po czyjej stronie stanąć, czy empatycznego Kacpra Płażyńskiego, porządkującego kanony współczesnej sztuki, czy po stronie nie mającej krzty współczucia dla ofiary sekty – Zbigniewa Sajnoga „Wyborczej”?

Ja wszystkim nieco oszołomionym i nie zgadzającym się na tak zaprojektowany dualistyczny system, proponuję trzecie wyjście. Zapraszam wszystkich do teatru. Tym razem nie będzie to teatr o nazwie „Totart”, lecz teatr o nazwie „Retorta”. Spektakl nosi tytuł „Transtotartgresje”.

Scena widowiska przypomina nieco salę gimnastyczną. Leży na niej bryła serków topionych zmieszanych z kakao. Obok stosik czerwonych gałganków i wetknięta weń biała flaga z czerwonokrwistym napisem „flupy”. Na scenie pojawia się postać odziana w togę i gronostajową pelerynę i zaczyna krążyć wokół kupki serków i gałganków, przyglądając się im z rosnącym zainteresowaniem. Na widok serków postać zaczyna rzucać pytająco słowa wypowiadane wielkimi literami:

- Bunt?!, Cierpienie?!, Egzystencja?!...

Widok kupki gałganków i flagi komentuje słowami:

- Język?! Komunikacja?! Zdechły Paradygmat?!

Na scenę wbiegają trzy kolejne postacie. Dama w gronostajach, krążąca wokół dwóch kupek na scenie milknie. Wokół niej niczym księżyce zaczynają krążyć trzy postacie wołając:

-Transgresje?!, Transgresje?!, Transgresje?!.

W odpowiedzi na te ewidentne gusła z ciemności wyłania się zjawa w anielskiej szacie wołając:

- Jam Tfurca, Tfurczością mą pluty, przeklęty. Jam już nie Niebo! Jam Nieboga! Szukajcie, tam musi być coś jeszcze!

Postaci krążące po scenie zbliżają się do kupek, jednak niczego więcej nie odnajdują i krzyczą wciąż te same słowa. Zjawa smutnieje, a scenokrążcy łapią wyraźną zadyszkę, poruszają się coraz wolniej i krzyczą ciszej aż w końcu nieruchomieją i milkną. Na scenie pojawia się kolejna postać w tęczowej koszulce, kabaretkach i okularach, których oprawki wyglądają jak dwie stykające się ramionami pięcioramienne gwiazdy. W ręku niesie reklamówkę z logo dużego banku. Krzyczy ona do zjawy:

- Jam wierny Paweł – tyś niewierny. Tyś zdradził ideały! Tyś topowy konsument wadowickich kremówek!

Macha przy tym przed oczami zjawy egzemplarzem „Gazety Wyborczej”.

- Tyś niewierny, tyś zdradził…

Odpowiada zjawa wskazując na wysypujące się z rozerwanej reklamówki niesionej przez Pawła bankowe certyfikaty funduszów inwestycyjnych.

- To gówno warte!

Odpowiada spoglądając na rozsypane certyfikaty postać zwana Pawłem.

- I to, gówno warte !

Odpowiada, wskazując na egzemplarz „Wyborczej”, anielska zjawa.

Na powtórzony dźwięk słowa „gówno” ożywają znieruchomiałe postacie, zbliżając się do Pawła próbują ściągnąć mu kabaretki, wykrzykując:

- Więcej, Więcej, Więcej! Więcej Humanizmu! Więcej Romantyzmu! Więcej Ojczyzny!

Na dźwięk słowa „ojczyzna” wpada na scenę postać w garniturze z włosami przeczesanymi na bok i niosąc w jednej ręce order, a w drugiej przyrząd do kolczykowania cieląt, woła do pozostałych na scenie:

- Mam medale bezzwrotne. Piękne! Mało używane!

Na to zawołanie wszystkie osoby ze sceny uciekają. Zjawa oglądając się za siebie i głośno wzdychając ucieka także. Postać z medalami goni za nimi i scena pustoszeje. Pojawia się osoba w fartuchu z wiadrem i workiem na śmieci. Podchodzi do kupki czerwonych gałganków, wyciąga z nich drzewce flagi. Odrywa flagę od drzewca mówiąc:

- O! - Ścierka i kij do szczotki.

Potem nieufnie zbliża się do kupki topionych serków wymieszanych z kakao. Zgarnia to na szufelkę i głośno mówi z wyraźną ulgą:

- A już się bałam, że to zwyczajne gówno…

Schodzi ze sceny, a na niej pojawia się reżyser przedstawienia, czyli ja i mówię:

- Wszystko co obejrzeliście tutaj było katastrofalnie kiepskie. Wszystko, co w tym czasie można było obejrzeć gdzie indziej, byłoby na pewno dużo lepsze. Chodźmy więc lepiej wspólnie pooglądać gwiazdy.

 



tagi: gdańsk  kacper płażyński  totart  transgresje  maria janion  zbigniew sajnóg  transtotartgresje 

betacool
8 lutego 2019 15:29
42     1357    9 zaloguj sie by polubić
komentarze:
betacool @betacool
8 lutego 2019 16:00

Ostatnie dwa moje teksty są dość gęste. Ten dzisiejszy jest mocno zakotwiczony w symbolice, której odczytanie dość łatwo można znaleźć w internecie. Gdyby ktoś miał problemy z przebiciem się przez tą warstwę - proszę pytać. Posłużę wyjaśnieniem bądź linkami.

Poprzedniego wpisu nie komentowałem, ale uznałem, że jakość nawigatorskich komentarzy  jest na tyle wysoka, że niczego nie muszę od siebie dodawać.

Dziękuję zatem za dobrą robotę. 

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @betacool
8 lutego 2019 16:14

Zawsze byłem po "technicznej stornie mocy" i takie opowieści są dla mnie niesamowicie szokujące. Nie mam słów, dziękuję tylko, że nie mam wykształcenia :)

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @betacool
8 lutego 2019 17:44

Sajnóg ponoć nosi teraz fular, Hanka mówiła. Parę lat temu przysyłał mi tu jakąś gazetkę licząc zapewne, że będę go promował. To jest opętanie, te treści pochodzące wprost z żołądka i ich analizy. Janionowa pójdzie za to wszystko prosto do piekła. 

zaloguj się by móc komentować

betacool @gabriel-maciejewski 8 lutego 2019 17:44
8 lutego 2019 18:12

Gdańsk słynie z tryptyku z niezwykle ostatecznym przesłaniem. To dzisiejsze zdjęcie do wpisu to też tryptyk. Kończąc dzisiejszy wpis wiedziałem, że będzie konieczny też "gdański wpis trzeci" - o seminarium u pani profesor.

zaloguj się by móc komentować

Paris @betacool 8 lutego 2019 18:12
8 lutego 2019 22:19

Super...

... zatem czekam na 3 wpis...

... a wiedza o wspolpracy przedwyborczej tego satanisty i po**ba  Sajnoga  z tym  PAJACEM  Kacperkiem Plazynskim... zwyklym  PiS'owskim politycznym  baranem -  BEZCENNA  !!!   

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @gabriel-maciejewski 8 lutego 2019 17:44
8 lutego 2019 22:57

I jeszcze mówiłam, że szalenie się zgroszył  był, gdym w zacietrzewieniu syknęła "kurde!". Zemdlałam nieomal z wrażenia, bo w fotelu jako interlokutor siedział mąż święty, umyty, cytujący Pismo Święte i w fularze. 

zaloguj się by móc komentować

betacool @KOSSOBOR 8 lutego 2019 22:57
8 lutego 2019 23:14

Ten fular, to chyba po to, by bardziej podobać się Stwórcy.

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @betacool
8 lutego 2019 23:29

Jak każdy debiutant /prozatorski/ cieszyłam się, gdy nadszedł bruLion z moim opowiadaniem pt.: "Wrublova". I... nie mogłam tego pokazać nikomu z bliskich, bowiem na odwrocie końcowej strony mojego tekstu był właśnie ów Sajnóg ze swoimi flupami. To był szok kulturowy i ogólny, nie ukrywam. W egzemplarzu, który mam, zabazgrałam na czarno ten "utwór", ale bazgroł przedstwaia postać czarnego kozła, z dopiskiem Sajnóg jako koziełróg. Dyabeł, po prostu. Nie studiowałam na gdańskiej Humanie, a na UMK i na ASP. Przeto pojęcia nie miałam o tutejszych, gdańskich "dokonaniach" tej ferajny. Natomiast o Janion się słyszało - była modna, drukowano jej książki co chwilę. Wierni studenci zwali ją "maestrą", mistrzynią, znaczy. Uff...

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @gabriel-maciejewski 8 lutego 2019 17:44
9 lutego 2019 00:13

Panie Gabrielu, jako ze jestem czlowiekiem swiata ciekawym to zaraz sprawdzilem w niezawodnej polskiej wikipedii haslo "fular":

"Fular (od fr. foulard) – miękka, cienka tkanina z jedwabiu lub półjedwabiu o splotach: płóciennym, skośnym lub atłasowym.

Bywał gładki lub drukowany we wzory. Zanim zaczęto go produkować w Europie (dobrą markę wyrobiły sobie fulary liońskie), sprowadzany był z Dalekiego Wschodu. Z fularu szyto chusteczki do nosa, damskie suknie i bluzki oraz chustki zawiązywane przez mężczyzn zamiast krawata, które z czasem zaczęto identyfikować z tą nazwą. Noszone były w XIX i XX wieku. Były elementem męskiego stroju nieformalnego. Fularowe chusteczki są stosowane w maskach przeciwgazowych, pod nazwą "Fular przeciwzaroszeniowy", po nawilżeniu i przetarciu okularów maski nie ulegają one zaroszeniu."

 

No i to zdjecie pod spodem

Mowiac szczerze to w pierwszej chwili myslalem ze to ten Sajnóg, ale zreflektowalem sie po chwili, bo notka dotyczy przeciez Zbigniewa Sajnóga [Sajnoga?], a wiec chodzi o osobnika plci meskiej.

Wiec jesli Zbigniew Sajnóg [trzymajac sie wyjasnien wikipedii] nosi te chustke zamiast krawata to jeszcze pol biedy, chociaz jakies porada [psycholog, psychiatra?] oraz leki by sie przydaly.

Poza tym, te chustki byly [ponoc] noszone w XIX i XX wieku, wiec Zbigniew Sajnóg wyraznie nie nadaza za trendami.

Bo przez chwile juz podejrzewalem ze zmienil plec w Tajlandii.

 

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @Szczodrocha33 9 lutego 2019 00:13
9 lutego 2019 00:30

Nie, nie, eleganccy panowie noszą fulary - często zamiast krawatów, ale to zależy od okoliczności. Owszem, trąci to już nieco myszką, ale jest urocze. 

Jak sobie przypomnę, że mój Tata nosił rano po domu bonżurkę... :) 

zaloguj się by móc komentować

tadman @KOSSOBOR 9 lutego 2019 00:30
9 lutego 2019 00:41

No przecie, jak wskazuje nazwa. :)

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @KOSSOBOR 9 lutego 2019 00:30
9 lutego 2019 00:46

No tak, ale po tym co tu przeczytalem o dzialalnosci artystycznej Zbigniewa Sajnoga, mysle ze okreslenie "elegancki" to raczej do niego nie pasuje.

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @betacool
9 lutego 2019 01:09

Pozwole sobie tylko na moment zjechac z poruszanego przez pana tematu i odniesc sie do biezacej polityki w Polsce.

To w kontekscie tej panskiej informacji o doradcy Kacpra Plazynskiego. Przyznam ze mnie to calkiem zbulwersowalo. I to znacznie bardziej niz podana w swoim czasie informacja ze doradca prezydenta Dudy jest Marcin Kędryna. Wypowiedz Plazynskiego, broniacego tego Sajnoga, jest nie do zaakceptowania. To jest jedna z wielkich polskich bolaczek. I na poziomie spoleczenstwa i na poziomie zycia publicznego: przyzwolenie na wszystko.

Ta gdanska alchemia, tak ciekawie przez pana opisywana od strony uczelni, zaczela sie tworzyc chyba jeszcze w glebokim PRL-u. Przeniosla sie w sfere polityki, bo dawni dzialacze NZS zasiedli w urzedach miejskich i panstwowych.

Teraz pojawila sie informacja ze Grzegorz Braun bedzie kandydowal w wyborach prezydenckich w Gdansku.

Ciekaw jestem czy ma juz doradce [jakiegokolwiek]. Ja mam rade dla pana Grzegorza. Niech sobie da z tym spokoj i zajmie sie tym w czym jest dobry.

Czyli robieniem filmow.

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @Szczodrocha33 9 lutego 2019 00:46
9 lutego 2019 01:12

On przechodził przez wiele "transgresji" vel mutacji osobowości, działalności i wizerunku. Proszę sobie przeczytać o sekcie "Niebo" chociażby. 

https://joemonster.org/art/40554

https://www.google.com/search?q=sekta+niebo&rlz=1C1GGRV_enPL751PL751&oq=sekta&aqs=chrome.1.69i57j0l5.3687j0j7&sourceid=chrome&ie=UTF-8

 

zaloguj się by móc komentować


genezy @betacool
9 lutego 2019 01:42

Ten dziwaczny tekst to jakaś pseudo-autoterapia?

zaloguj się by móc komentować

tadman @betacool
9 lutego 2019 07:57

To dziwaczne środowisko z Gdańska miało przełożenie do TVP i pod koniec lat 90-tych miało kretyński program w TVP nazwany Lalamido. Był tam Skiba i chyba Konjo, ten ostatni coś pokroju syna Koterskiego. Żenada całkowita.

Doradca młodego Płażyńskiego ds. kultury ma notkę w wiki z datą urodzenia odniesioną do jakiegoś telewizyjnego programu jubileuszowego o Brulionie. Nie ma rodziców, nie ma miejsca urodzenia. Czy ktoś tych doradców sprawdza? Czy ktoś ich podsuwa? Jeśli w tak prostej sprawie młody Płażyński nie daje rady to co mówić o rządzeniu.

zaloguj się by móc komentować

betacool @genezy 9 lutego 2019 01:42
9 lutego 2019 08:09

Nie. To próba wizualizacji pewnej intelektualnej pułapki. 

 

 

zaloguj się by móc komentować

maria-ciszewska @betacool
9 lutego 2019 08:11

Kupowałam te Transgresje. Byłam bardzo ambitna, więc nawet trochę poczytałam, ale szybko odpadłam. To był potworny bełkot zanurzony w satanizmie, co wyczuwałam, mimo że wówczas nie myślałam w kategoriach duchowych.

medale bezzwrotne mało używane - dobre!

zaloguj się by móc komentować


betacool @maria-ciszewska 9 lutego 2019 08:11
9 lutego 2019 08:33

Też odbieram Transgresje jako pułapkę zastawioną na ludzi ambitnych, a przede wszystkim na ludzi aspirujących. 

Nie chcę uprzedzać faktów, ale wydaje mi się, że główna konstruktorka już wie do czego ta pułapka doprowadziła i jest niewyraźnie zaskoczoczona i wyraźnie rozczarowana ostatecznym efektem.

A fraza z medalami chyba rzeczywiście udana, ale nie sądzę, by otworzyła oczy kulturalnym ludziom w garniturach.

zaloguj się by móc komentować

Wolfram @maria-ciszewska 9 lutego 2019 08:11
9 lutego 2019 09:17

medale bezzwrotne mało używane - dobre!

Paweł Konnak (Konjo): W 2013 został odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności. [Komorowski].

Medale, jak widać też są. O tym, iż ten obywatel twardo stąpa po ziemi i jest kuty na cztery nogi świadczy chociażby to, że : Współpracował z zespołem Ich Troje i przyjaźni się z Michałem Wiśniewskim - więc on doskonale wie, cytując Kazika, iż "dobre, to co się sprzeda, ch... co sprzedać się nie da".

zaloguj się by móc komentować

qwerty @Wolfram 9 lutego 2019 09:17
9 lutego 2019 09:19

życie na tym padole to ciągłe oferowanie czegoś do sprzedaży, najgorzej na wyspach bezludnych [małpy na numery sprzedażowe się nie nabierają]

zaloguj się by móc komentować

Wolfram @tadman 9 lutego 2019 07:57
9 lutego 2019 09:23

Czy ktoś tych doradców sprawdza? Czy ktoś ich podsuwa?

Sprawdza i pdsuwa - doradcą można zostać tylko z polecenia, a nie z przypadku - to nie są błędy, a wybór, wynikający z oceny przewidywanych skutków, tzn. z oceny, co powinno dać sukces wyborczy. Także - skutek powiązań i lojalności ze szkoły, podwórka, uczelni, biznesów.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Wolfram 9 lutego 2019 09:17
9 lutego 2019 10:29

Okazuje się, że antysystemowy słowotok sklecony z wielkich słów może generować całkiem niezłe przychody, tyle że nie zwalnia od czytania ze zrozumieniem formuł napisanych drobnym drukiem. 

https://dziennikbaltycki.pl/konjo-stracil-100-tysiecy-zl-zainterweniowal-a-bank-postraszyl-go-uzbrojonymi-ochroniarzami/ar/480886

zaloguj się by móc komentować

qwerty @Wolfram 9 lutego 2019 09:23
9 lutego 2019 10:39

sposoby aprobowania doradców to cały wręcz uniwerystet - ostatnim kryterium jest profesjonalizm a jedyną odpowiedzią na pytanie po co? jest zawsze =wygrac wybory=; największe zdziwienia sa jak sie okazuje, że ten ze szkoły/podówrka/.. byl podsunięty w ramach operacji 'przesyłka'/'paczka'/.. tylko aby załatwić jeden deal

zaloguj się by móc komentować

Wolfram @betacool 9 lutego 2019 10:29
9 lutego 2019 10:46

W takich sytuacjach proponuję skrócony kurs inwestowania dla artystów. Cena jest akrakcyjna - tylko 50 tysięcy; tzn. gdyby Konio ukończył taki kurs - to obaj mielibyśmy po 50 tysięcy - a tak 100 tysięcy ma kto inny. Kurs nie jest trudny - ogranicza się do kilku rzuconych mimochodem stwierdzeń i spożycia sutego posiłku na koszt kursanta.

Zasada jest prosta - więszość instrumentów finansowych to nie jest żadne inwestowanie - bo inwestowanie to pomnażanie, a nie zmiana właściciela aktywów. Są to na ogół kupony na udział w loterii, a z naukowego punktu widzenia jest to gra o sumie zerowej - tzn. by "zarobć" trzeba wiedzieć kiedy kupić, a kiedy sprzedać, ponieważ zarobek jest czyjąś stratą - czyli "dochody" warunkowane są istnieniem dostawców kapitału - w tym przypadku był nim nasz bohater.

zaloguj się by móc komentować

Wolfram @qwerty 9 lutego 2019 10:39
9 lutego 2019 10:57

Miałem niestety okazję poznać od złej strony wielu tych z pierwszych pozycji na różnych listach - i oni są aksjologiczne podatni na podsuwanie im dziwnych kandydatur - bo bywaja tak podli, że to przechodzi wyobrażenie przeciętnego człowieka. Nie piszę o młodym Płażyńskim, bo go nie znam i się nie zetknąłem - ale już z jego współplemieńcem z okolicy (znany dobrze z telewizora) - już tak - i co gorsza, to nie była rozmowa - a sprawa formalna, a mądrość etapu ujawniła się na papierze, czyli w urzędowym dokumencie. To jest takie wrażenie, jak wtedy, gdy wzywasz Policję, a po przybyciu okazuje się,  że bandzior to rodzina czy znajomy i sobie ucinają przyjacielską pogawędkę.

zaloguj się by móc komentować

qwerty @Wolfram 9 lutego 2019 10:57
9 lutego 2019 11:50

i wtedy reakcją normalnego czlowieka jest: przecież tak się nie robi, prawo na to nie pozwala, etc,  a potem to już z górki, że system, że to i owo, a o rozum najtrudniej

zaloguj się by móc komentować

Tytus @betacool
9 lutego 2019 15:59

Sajnoga i jego ekipę obdarowałbym 5 kilowym workiem misiów żelków. Wtedy nie musieliby trzymać palca wiadomo gdzie.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Wolfram 9 lutego 2019 10:46
9 lutego 2019 16:34

instrumenty finansowe to jest inwestowanie - ich właściciela w reklamę

no, i jaki zwrot z inwestycji, szczególnie z artystów....

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool 9 lutego 2019 10:29
9 lutego 2019 16:39

czyżby próbował się rozebrać i szukał tacy?

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @maria-ciszewska 9 lutego 2019 08:14
9 lutego 2019 16:46

Rozumiem. Taka maniera.

Jak np. przestawienie literki w nazwisku. Z Wojciechowskiego zrobil sie Woyciechowski.

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak 9 lutego 2019 16:39
9 lutego 2019 16:52

Znalazłem taki opis tego happeningu:

- Nie komentujemy zachowań naszych klientów w oddziale, jednak są sytuacje, w których klient swoim agresywnym zachowaniem zmusza pracowników banku do poproszenia o asystę ochrony - odpowiada Mirosław Kuk z biura prasowego banku, w którym Konnak założył obarczony dużym ryzykiem finansowym fundusz inwestycyjny. Pieniądze stracił w ten sposób także w dwóch innych bankach, ale tam - jak mówi - po negocjacjach udało się dojść do porozumienia.

Wydaje mi się, że próba dojścia do porozumienia z trzecim bankiem nie rozwijała się po myśli Pawła, więc trzeba było popracować nad eskalacją i medialnym nagłośnieniem.

A może ta przygoda miała zmiękczyć kolejne oporne banki?

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Wolfram 9 lutego 2019 09:23
9 lutego 2019 16:54

oraz  z propozycji nie do odrzucenia

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @KOSSOBOR 8 lutego 2019 23:29
9 lutego 2019 17:02

Każdy liczacy się ośrodek akademicki miał (ma) swoją  Janion

zaloguj się by móc komentować

grudeq @betacool
9 lutego 2019 17:28

Widziałem ostatnio taki mem https://twitter.com/MarekObuchowski/status/1026401570613805056

a tu w Pana opowieści doszukuje się źródła dla takich fekalicznych skojarzeń. Ha! Sztuki Piękne i literatura. Tęsknię do prostoty skojarzeń i pojęć, a tu zamiast prostoty wybija się prostactwo. I jak my możemy toczyć jakiekolwiek spory, czy to polityczny czy literackie, jak po drugiej stronie mamy szambo pojęciowe, myślowe i estetyczne. Jak można się odnieśc do argumentu politycznego, że ktoś s... na kogoś? Jak to jest li tylko czyjeś odczucie. 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool
9 lutego 2019 17:45

ej tam, banki nie bardzo się przejmują tam, gdzie ktoś nie doczytał, co najwyżej w przypadku jawnego swojego oszustwa,

może tam zadziałał telefon od znajomego znajomego, np. króla win ;)

a swoją drogą to musi być jego osobisty dramat..."współinspirator" solidarnych ruchów wolnościowych nie o takom Polske walczył

zaloguj się by móc komentować

betacool @grudeq 9 lutego 2019 17:28
9 lutego 2019 18:22

Z tego memu chyba wynika, że do pewnych form, że tak powiem wyrazistego wyrazu mają prawo jedynie artyści i ewentualnie wybitni humaniści.

Wniosek jest chyba taki, że jak w sposób zamierzony i świadomy puści bąka na scenie, to musi on być uznany jako wyraz artystyczny, a gdy na widowni, to robi zwyczajny smród.

Nie zazdroszczę ludziom niewidomym na widowni w modernistycznym teatrze, bo mogą nie być pewne, czy akurat klaskać,  czy się wachlować.

zaloguj się by móc komentować

betacool @betacool
9 lutego 2019 18:30

"banki nie bardzo się przejmują tam, gdzie ktoś nie doczytał"

Oczywiście, że tym się nie przejmują, ale przejmują się bardzo, gdy ktoś robi medialną wrzawę, że Tu kradną i biją i to nawet Vipów. 

zaloguj się by móc komentować

Draniu @betacool
9 lutego 2019 22:49

Takie akcje dzialy sie wówczas na uczelniach, dzis nie wiem co sie tam wyczynia. Natomiast te wszystkie wymysly odnalazly sie i zostaly urzedowo zaakceptowane we wspolczesnym swiecie i dobrze sie maja w teatrach..  Degradacja totalna.. Osobiscie nie mam pojecia do czego to wszystko zmierza.. A moze  juz jestesmy uczestnikami upadku cywilizacji .. Tendencji odwrotu od tych kretynizmow nie widać..  

zaloguj się by móc komentować

betacool @Draniu 9 lutego 2019 22:49
9 lutego 2019 23:05

Damy radę. Właśnie sięgnąłem po Transgresje - ależ to intelektualna przygoda. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować