-

betacool

Huśtawka - wahadło czasu

Tym razem to nie będzie opowieść z ogródka, który już trochę znacie.

Przeniesiemy się mniej więcej 500 kilometrów na północ i jakieś 25 lat wstecz.

To wtedy mój tata postanowił, że postawi w swoim ogrodzie porządną huśtawkę. Nie pamiętam dokładnie chwili, kiedy ona się pojawiła, ale wiem, że miało to związek z urodzinami mojej starszej córki. To miała być jednocześnie pierwsza wnuczka mojego taty, a czy może być lepszy prezent od dziadka dla wnuczki? Może jakiś jest, może to na przykład piaskownica... Mój tata zabezpieczył się i na tę okoliczność. Piaskownicę umiejscowił nieopodal huśtawki...

Musicie wiedzieć, że TA huśtawka, to było nie byle co. Metalowe obramowanie, dokładnie zespawane i mechanizm nie do przehuśtania przez 50, a może i 100 lat. 

Powiem Wam, że tata trafił. Ogrodowa huśtawka stała się sprzętem, który uwielbiały wszystkie jego wnuki (czwórka).

Największym szczęściem dzieciaków, były odwiedziny ogrodu z huśtawką w czasie, gdy owocowała rosnąca nieopodal czereśnia. Smyki potrafiły się tak na niej rozbujać, że dosięgały rosnących na drzewie owoców, a ta niełatwa sztuka świadczyła o tym, że dzieci dorastają i są coraz sprytniejsze. Czas mijał szybko. Wnuki były coraz zwinniejsze, miały coraz dłuższe ręce, chwytniejsze palce i coraz lepiej im szło pustoszenie czereśni bez zsiadania z huśtawki.

Pierwsza wyścigu nie wytrzymała czereśnia. Było to stare drzewo, które sadził jeszcze mój dziadek. Kora popękała, a potem zaczęły usychać kolejne gałęzie. 

Huśtawkę także zaczął nadgryzać ząb czasu. W czasie ostatnich wakacji trzeba było ratować część ogrodowych sprzętów. Zacząłem od ławek, których drewniane szczeble zamieniły się w próchno. Moje dzieci widząc przygotowania do naprawy jednogłośnie stwierdziły, że naprawić trzeba również huśtawkę, bo jej siedzisko także spróchniało, a rama zardzewiała. Wiem, że nic nie wiąże człowieka z przedmiotem bardziej niż wykonana przy nim praca. Wnuki dostały pędzle w ręce, drabinę, kilka desek do pomalowania i efekt był naprawdę imponujący. Sprzęt dostał drugie życie.

Zdołaliście się zorientować, że huśtawka to takie wahadło czasu. Czas jest materią niejednorodną. Wszak budulec, z którego wzrastały dzieci, był jednocześnie gwoździem do nieistnienia starej czereśni. 

Nie wiem jak to się stało. Może na tej huśtawce usiadł kiedyś mój tata. Może myśli odleciały mu gdzieś wstecz, w dzieciństwo. Mogło tak być, może zatęsknił do dziecięcej radości z bujania się. A może odepchnął się nie w tę stronę co trzeba? A może to nie miało żadnego związku z huśtawką... W każdym raziem czas dla niego okazał się materią nad wyraz złożoną. Jego ciało starzało się bowiem w swoim rytmie, lecz pamięć coraz bardziej cofała się do czasów młodości i do czasów dzieciństwa. Żaden lekarz nie odważył się jednak nazwać tego jej odmłodzeniem. Wszyscy mówili o tym, jak o chorobie.

Człowiek będący w pełni sił, który się z czymś takim zderza, próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie o sens, albo choć jego drobinę.

Nie jestem pewien, ale to chyba był ten dzień, w którym huśtawka zyskała drugie życie. Pojechaliśmy na koncert do Świętej Lipki. Zdarza się jednak, że  świadomość człowieka nie wędruje za dźwiękami, nutami, głosami, instumentami, tylko porusza się w nieodtwarzalnie niewytłumaczalnym kierunku, może w stronę czarnej lipy, albo ołtarza. Wszystko po to, by znaleźć jakąś odpowiedź.

Nie twierdzę, że ją znalazłem, bo czy odpowiedzią może być seria kłębiących się w głowie pytań?

Czy nie jest tak, że dorastanie jest naturalną drogą, która ma nas usamodzielnić. I czy nie jest tak, że w dużej mierze w dorastaniu chodzi o usamodzielnienie się od ojca i matki? O to, by dojrzewać, krzepnąć, zdobywać umiejętności, by samodzielnie, bez pomocy rodziców, bez niczyjej pomocy, rwać owoce z wysokich drzew; smakować czereśni, ryzyka i wolności.

I pytanie zasadnicze: czy gdy uniezależnimy się od rodziców w wymiarze tym realnym, tym życiowym, to czy nie czynimy tego samego z wymiarze duchowym? Czy kierując swym życiem w sposób, który przynosi owoce, nie odrywamy się od Ojca i Matki. Czy nie wydaje się nam, że kierujemy swym życiem na tyle dobrze, że Rodzice nie są nam do tego potrzebni?

Nie wiem, czy takie pytania zadawał sobie kiedykolwiek mój tata. Może nie, bo nie czuł takiej potrzeby. Może to, co jest dzisiaj jego udziałem, służy temu, bym zadał je sobie ja? A może kwestia, jest jeszcze bardziej rozwleczona w rozhuśtanym czasie i przestrzeni i chodzi o to, by zadał je sobie ktoś jeszcze inny. A może chodzi i o niego, i o mnie, i o kto wie kogo jeszcze...

Może chodzi w tym wszystkim, o to by zdać sobie sprawę, że dorosłość to stan, który czasami oddala od pokory, od ufności i utrudnia drogę powrotu pod skrzydła Rodziców. 

Może chodzi chodzi o to, by dorosły facet, niczym małe dziecko z ufnością i pokorą powtarzał słowa, których nie odebrała mu pamięć: "Ojcze nasz, któryś jest..."

 

 

 

 

 



tagi: matka  pamięć  huśtawka  ojciec  święta lipka 

betacool
3 listopada 2019 20:50
11     1153    16 zaloguj sie by polubić
komentarze:
ainolatak @betacool
3 listopada 2019 22:47

W chwili kiedy wszystko wydaje się już rozumowo wyjaśnione, Ty zawsze szarpniesz za serce, sprawiając, że widzę przez mgłę. Jak to jest nieziemsko pomyślane. Dorastamy, by na ostatnim, już przejrzałym etapie, zamieniać się ponownie w pomarszczone dziecko. Wtedy łatwiej wrócić pod ojcowskie skrzydła.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool
3 listopada 2019 22:58

O to, by dojrzewać, krzepnąć, zdobywać umiejętności, by samodzielnie, bez pomocy rodziców, bez niczyjej pomocy, rwać owoce z wysokich drzew; smakować czereśni, ryzyka i wolności.

Dodam moze tylko, że jeśli odrywamy się duchowo od rodziców, zapominamy o ich istnieniu, to faktycznie jesteśmy w stanie : bez niczyjej pomocy. Albowiem czcij ojca swego i matkę swoją, powiedział Ojciec

Jeśli zapominamy, ze to z jego pomocą również wiemy owoce, to nie dorastamy.

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @ainolatak 3 listopada 2019 22:58
3 listopada 2019 23:02

Miało być: Jeśli zapominamy, że to również z Jego pomocą, i przewde wszystkim z jego przyzwoleniem rwiemy owoce, to nie dorastamy.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @betacool
4 listopada 2019 08:17

Dziwne, zawsze bałem się huśtawek

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @betacool
4 listopada 2019 10:15

Piękna sprawa - huśtawka.  I pamięć dobra, jakie dała zarówno "producentom" jak i "konsumentom". Ja hustałam się na wielu różnych urządzeniach, w tym na trzepaku:)))  Nasze pokolenie ma ten przywilej, że nie dostawalo rozkazu pakowania się w 15 minut i nie było zapędzane do bydlęcych wagonów, aby jechać w nieznane. Nie wychodziło z domu codziennie, nie wiedząc, czy wróci. Nie było atakowane z radia i megafonów polit-propagandą. Nasi dziadkowie i ojcowie mają zazwyczaj jakieś doświadczenia tego rodzaju czyli przeżywali dłużej lub krócej - wielki stres. Tego się nie da wytłumaczyć dzieciom i wnukom. Na taki stres lekiem jest sadzenie czereśni i robienie huśtawki. Ale on zbiera swoje żniwo i trzeba to przyjąć ze spokojem.  Czasem skutki nadchodzą nagle w postaci np. udaru, tak jak doświadczył tego mój sąsiad, który jeszcze "pamięta" stałe części Mszy  św. ale nie pamięta zbytnio drogi do kościoła, który jest 5 minut od domu.

Cenne jest to, że Ojciec czy Dziadek nadal jest wśród nas, chociaż mentalnie wrócił do stanu świadomości czterolatka. Jeszcze nie ma tej absolutnej pustki, która pojawia się po pogrzebie.  Trzeba się cieszyć  każdą chwilą. PS. Zazdroszczę tej huśtawki:))) Czereśnie i to takie z Wołynia jeszcze miałam.  

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @betacool
4 listopada 2019 10:43

Piękne, piękne, piekne... Po trzykroć piękne. I dobre zarazem. Kalos kagathos.

zaloguj się by móc komentować


Magazynier @betacool
4 listopada 2019 19:52

Wahadło betacoola. Bez komentarza. 

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @betacool
4 listopada 2019 21:21

Dziękuję za ten tekst.

 

Uważam podobnie jak Agnieszka napisała w komentarzu z 23:02.
Dorastanie, usamodzielnianie się jest wręcz niemożliwe bez tej ufności pokładanej w Bogu. Bez tego zawsze człowiek w jakiś sposób się asekuruje i kurczowo trzyma "poprzedniego", "bezpiecznego" życia, nawet jeśli początkowo jest odważny to i tak natrafi w końcu na "ścianę".

Używając "przenośni huśtawkowej" - żeby wychylić się po te czereśnie, puścić się ram huśtawki, trzeba mieć to "poczucie pewności", odwagę wypływającą z ufności wobec Boga. Jak tego zabraknie to można się 'x' lat dalej kurczowo trzymać huśtawki, a czereśnie będą wisiały jak wisiały.

zaloguj się by móc komentować

umami @betacool
4 listopada 2019 23:14

Ładnie to wszystko opisane. Zazdroszczę tej umiejętności.

Miałem przygodę z huśtawką na granicy polsko-czeskiej dwa lata temu, albo rok (wszystko mi się już miesza). Zrobiłem zdjęcia, pohuśtałem się, ale notki jakoś do dzisiaj nie skończyłem. Muszę do tego wrócić, i to zrobić, bo miejsce jest szczególne. Obok huśtawki stoi pomnik pamięci żołnierzy poległych podczas I wojny światowej a zaraz obok następny — Komenskiego.
Z jednej stony huśtanie się przy tym pomniku poległych żołnierzy wydało mi się nie na miejscu, ale sam fakt, że huśtając się, o nich myślałem, wydał mi się dobrym usprawiedliwieniem...
 

zaloguj się by móc komentować

umami @gabriel-maciejewski 4 listopada 2019 08:17
4 listopada 2019 23:17

Ja się bałem trzepaków. Nie ich samych, tylko robienia na nich obrotów. Zawsze mi się wydawało, że spadnę i rozwalę sobie głowę. Nie pamiętam już, czy chociaż raz zaryzykowałem.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować