-

betacool

Wróżby Salamandra, czyli etatowi prorocy

makulektura

Wróżby Salamandra, czyli etatowi prorocy

Jan Matejko, Wernyhora - szkic

 

Czasy poprzedzające dramatyczne wydarzenia obfitują zazwyczaj w przepowiednie i proroków. Nie inaczej było w roku 1939. Oto w 27 marca 1939 roku na stronie szóstej „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” ukazał się artykuł „Gdy czarny orzeł znak Krzyża splugawi…” Sensacyjna przepowiednia z roku 1893 o przyszłych losach świata”.

Trzeba uczciwie przyznać, że do dziś robi ona na czytelniku duże wrażenie. Jak powiada rzeczony artykuł, podczas seansu spirytystycznego zorganizowanego w majątku hrabiego Władysława Wielogłowskiego, wywołany duch przepowiedział odrodzenie się Polski. Miało się to stać po upadku Rosji i Austrii („dwa orły padną rozbite”). Potem miało nastąpić odrodzenie potęgi Niemiec i upadek dwóch państw, „których nikt nie zbawi”, co jednoznacznie kojarzyło się redakcji z upadkiem Austrii i Czechosłowacji. W następnej kolejności miały paść i Niemcy i Bolszewia. Przyszłość Polski rysowała się świetnie, bowiem tekst zapowiadał, że Polsce przypadną Mazury i Gdańsk, a interpretacja zamieszczona w artykule mówiła o tym, że wszystko ma się spełnić w pół wieku:

„Krzyż splugawiony razem z młotem padnie.
Zaborcom nic nie zostanie.
Mazurska ziemia Polsce znów przypadnie,
A w Gdańsku port nasz powstanie”.

To nie wszystko. Polska miała urosnąć do wielkiej potęgi i wielkiego znaczenia. Artykuł kończył się tak:

„Przepowiednia ta ma się sprawdzić do roku 1943 a więc niedługo. Poczekajmy a zobaczymy”.

Jak widzimy jest zupełnie nielicho. Jakiś duch przepowiedział, że do 1943 no może 1944 Polska będzie się cieszyć Mazurami i Gdańskiem, a być może sięgać bedzie od morza do morza.

Wikipedia określa tę wierszowaną wróżbę jako „przepowiednię z Tęgoborza” (choć powinna być nazywana przepowiednią z Tęgoborzy – te Tęgoborze) i poświęca wieszczbie całkiem długi wpis wraz z całym tekstem wróżby. Interpretacji tekstu jest bardzo wiele. Umieszczam tu pod linkiem jedną z najbardziej malowniczych wersji, która wcale nie kończy się na zalecanym w ostatnim wersie półwieczu cierpień i modlitw, lecz wybiega dużo odważniej w przyszłość.

O dziwo legendę źródeł przepowiedni współtworzył także Czesław Miłosz. Jak to u niego fakty nieco mieszają się z poezją. W każdym razie w artykule p.t. „Warszawa środkiem ustali się świata” nasz noblista stwierdził, że przepowiednia została opublikowana po raz pierwszy w 1912 w „Gazecie Narodowej”. Nie wiem skąd ta wiedza. Raczej nie z autopsji, bowiem Miłosz w roku 1912 miał ledwie roczek. W każdym razie jego gawęda z 2002 roku snuje się mniej więcej tak:

„...warto wspomnieć o czymś innym, o wielkiej popularności za czasów II wojny tzw. przepowiedni Wernyhory, która dodawała nadziei w momentach zupełnej rozpaczy. Gdyby lepiej ułożyły się losy Polski po roku 1945, na pewno dyskutowano by wiele o genezie i treści tej przepowiedni. Zdumienie ogarnia, kiedy się pomyśli, że teraz ta przepowiednia albo jest zupełnie zapomniana, albo nadal krąży potajemnie, przekazywana z rąk do rąk. W czasie wojny nikt nie znał jej pochodzenia i zdawało się, że ktoś ją właśnie w Polsce napisał na doraźne potrzeby krzepienia serc, do tego stopnia ten polski Nostradamus zgadzał się z wypadkami II wojny. Ale opublikowano ją po raz pierwszy we Lwowie w 1912 roku w „Gazecie Narodowej” i podobno jest to zapis seansu spirytystycznego, przechowywany w Bibliotece Ossolińskich we Lwowie. Seans miał odbyć się w roku 1893, we dworze Władysława Wielogłowskiego w Tęgoborzy. Wierszowaną przepowiednię podyktował „duch Mickiewicza”. (…) Nie podejmuję się wysunąć żadnej teorii co do autorstwa przepowiedni. Najbardziej przyziemne byłoby przypisanie go komuś z mieszkańców okupowanej Polski, grzeszącego nadmiernym optymizmem. W tym wypadku wiadomość o druku w 1912 roku i o seansie spirytystycznym byłaby apokryfem sporządzonym w imię patriotycznych celów, żeby podbudować tekst powagą ducha. Druga teoria to zjawienie się ducha Mickiewicza na seansie spirytystycznym. Trzecia, to istnienie zbiorowych fluidów, niewątpliwie mesjanicznych, które dyktują Polakom na przykład w końcu ubiegłego stulecia, czemu nie, wizję Polski mocarstwowej. Gdyby jednak przyjąć tę trzecią teorię, należy zadać pytanie, jak taki silny prąd czy fluid przepływający przez polskie dusze w ciągu wielu dziesiątków lat, już chyba od upadku Rzeczypospolitej w końcu XVIII wieku, jak taki prąd mógł wyschnąć, zniknąć nagle? A może wbrew literackim pismom, krytyce literackiej, uniwersytetom nadal gdzieś tam krąży?”

Podejrzewam, że jesteście nieźle skołowani. Uporządkujmy nieco fakty. Druk z gazet z 1939 roku znamy. Do druku z 1912 ani mnie, ani innym poszukiwaczom nie udało się dotrzeć. Oryginał z XIX wieku gdzieś się ulotnił, a my zostaliśmy z poetyckimi gawędami o patriotycznym apokryfie, duchu Mickiewicza lub jakimś fluidzie przepływającym przez polskie dusze. No i co nasz wielki poeta miał na myśli, pytając o to, czy ten „prądofluid” nadal gdzieś nie krąży? Miłosz zagadkowo dodawał, że jeśli gdzieś przetrwał to raczej poza pismami literackimi i uniwersytetami…

Skąd te niczym nie poparte poetyckie intuicje? A może to wcale nie były intuicje, może Miłosz o czymś wiedział i na dwa lata przed końcem żywota puszczał do dociekliwego czytelnika oko. Tego już się zapewne nie dowiemy. Przyznam, że próbowałem znaleźć roczniki „Gazety Narodowej” z 1912 roku, ale szukałem niezbyt wytrwale. Uważam, że żadnej przepowiedni tam nie znajdziemy. Dlaczego tak sądzę? Otóż ufam temu co napisał autor pewnych wspomnień, które dziś ledwie muśniemy okiem, a których jak dotąd nie czytali zapewne redaktorzy Wikipedii, bowiem notka o przepowiedni nijak się do nich nie odnosi. Mamy nie lada kłopot, gdyby bowiem autor poniższego cytatu miał rację, to nasz noblista wyszedłby na blagiera i ściemniacza. Oczywiście możemy założyć, że Miłosz nie opowiadał bajek. Tyle, że wtedy musiałby nas nieco zaskoczyć fakt, że noblista nie zauważył, że polszczyzna przepowiedni jest zdecydowanie bardziej nowoczesna, niż ta którą operowano pod koniec XIX wieku. Drugi efekt byłby taki, że na kłamstwie byłby złapany sam arcybiskup:

„ W sprawach wojennych szła wielka propaganda francuska, która Polakom w filmie itp. przedstawiała, że Francja jest silna na lądzie i morzu (…). Równocześnie zaczęły krążyć różne przepowiednie, jak np. rymowana o „pół wieku, więc módl się i czekaj człowieku”, którą uważałem wówczas za propagandę francuską, dopóki w 1945 r. się nie dowiedziałem, że jej autorem było Ministerstwo Spraw Wojskowych. Tak samo rzucano – i to już była robota francuska – inne opowiadania półmistyczne o tym, ze Hitler umrze w 1940 roku.

Ponieważ Niemcy szukały ekspansji – co jasnym było – przeto chodziło o odgadnięcie, dokąd Hitler skieruje najpierw atak, czy na wschód, czy na południe, na kolonie angielskie. Ja sam byłem skłonny uwierzyć, że na południe, gdyż tam znalazłyby przestrzeń, na wschodzie zaś tereny zaludnione. Sądziłem jednak, że wkrótce potem zaatakuje nas.

Dnia 22 czy 23 lutego 1939r. otrzymałem wiadomość, że dnia poprzedniego w mieszkaniu prof. Glasera odbyło się zebranie Frontu Morges z Popielem, Strońskim, Adamem Romerem, Ładosiem i in., lecz bez Sikorskiego. Referat wygłosił przybyły z Londynu Retinger. Treść była następująca: Wojna będzie prawdopodobnie jeszcze w tym roku na wschód, a nie na południe. Anglia da broń, pieniądze i pomoc wojskową, ale pod warunkiem, że Polska zmieni rządy”. (s.145)

Autorem tych niezwykłych wspomnień jest Arcybiskup Józef Gawlina. Ci, którzy zechcą sami dotrą do jego biogramu. Mogę powiedzieć, że była to osoba niezależna, bystra, trzeźwo oceniająca fakty i rzeczywistość, bardzo dobrze zorientowana, dysponująca nieprawdopodobną wręcz wiedzą o otaczających go ludziach. Czytając tę książkę czuje się, ze Arcybiskup był częścią ogromnej sprawnej organizacji. On sam spoglądał na dramatyczne okoliczności i na polskich polityków wzrokiem ostrym, surowym i sprawiedliwym i marzy się o tym, by tacy ludzie stali nie tylko na straży ludzkiego ducha, ale sprawowali cywilne rządy i polityczną władzę.

Wróćmy jednak do przytoczonego tekstu. Ksiądz Arcybiskup wyraźnie stwierdził, kto stał na straży profetycznej produkcji zwaną „przepowiednią z Tęgoborzy”. Nie wyjaśnia nam co prawda skąd ta wiedza, ale musicie mi uwierzyć, że Arcybiskup musiał mieć dostęp do całej patery wypełnionej owocami z drzewa wiadomości. Dzieli się nimi z czytelnikiem, choć nie zawsze wyjawia, kto i skąd te owoce przyniósł. Ktoś powie, że to bardzo osłabia wiarygodność arcybiskupa. Osób tak uważających może być całkiem sporo, bowiem historycy podpierają się tym źródłem nad wyraz niechętnie, co jest o tyle dziwne, że wspomnienia były spisane na podstawie codziennych notatek Arcybiskupa.

Mamy więc wieść o tym, że przepowiednia powstała w Ministerstwie Spraw Wojskowych. Nie wiem, czy oznacza to, że na ministerialnym etacie był jakiś domorosły literat, czy też zlecono wykonanie tekstu jakiemuś dajmy na to poecie katastrofiście. Nie musiał to być Miłosz, ale w małym światku poetyckim ewentualne zlecenie musiało wywołać niemały rezonans, który być może jakoś o przyszłego noblistę zahaczył, skoro na dwa lata przed śmiercią uległ pokusie przypomnienia o dziwnej przepowiedni.

Przy okazji wyjaśnię, że wspomnienia Arcybiskupa zostały wydane w roku 2004, czyli w roku, w którym Miłosz umarł.

Gdyby przyjąć, że przepowiednia była pracą zleconą, to wyraźnie widzimy, że jej pierwsza część byłaby rymowanką na temat przeszłości, która się wydarzyła i która świetnie ją uwiarygadniała.

Przepowiednię dotyczącą przyszłości Gdańska i Mazur trzeba by było traktować jako zapowiedź wojny, która zmieni granice. Z przepowiedni wynika, że wchodził oczywiście w grę wariant z tak zwanym komplikatorem, czyli z marszem czarnego orła na wschód, co bez cierpień na terytorium Polski, byłoby trudne do realizacji.

„Lecz czarny orzeł wejdzie na rozstaje;
Gdy oczy na wschód obróci,
Krzyżackie szerząc swoje obyczaje,
Z złamanym skrzydłem powróci.

Krzyż splugawiony razem z młotem padnie.
Zaborcom nic nie zostanie.
Mazurska ziemia Polsce znów przypadnie,
A w Gdańsku port nasz powstanie”.

Jak zapewne zauważyliśmy, arcybiskup Gawlina umieścił tę przepowiednię w sąsiedztwie relacji z nieco wcześniejszej wizyty i wykładu Retingera (późniejsza ksywka Salamander) z końca lutego 1939 roku. O zdarzeniu tym Arcybiskup wspomniał dwukrotnie (po raz drugi na stronie 198 w rozdziale „Nieco o żydostwie, masonerii itp.”), więc uważał tę informację za szczególnie ważną. Wykład jak wiemy odbył się w ograniczonym gronie, w którym był m.in. Adam Romer rotmistrz kawalerii w stanie spoczynku, współpracownik wielu przedwojennych pism, w tym (co nas już zapewne nie zdziwi – „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”)

Możemy gdybać, czy Arcybiskup celowo umieścił zapis o przepowiedni w sąsiedztwie informacji o wykładzie Retingera. Istotne jest kogo reprezentował podczas tego spotkania Retinger?

Odpowiedź wcale nie jest taka łatwa. Teoretycznie gwarancje dostarczenia broni i pieniędzy pod warunkiem zmiany rządu, musiały pochodzić z angielskich sfer rządowych. Przypomnijmy, że premierem był wtedy Neville Chamberlain. A przecież już rok później Retinger zabłysnął niesamowitymi względami u Churchilla, będąc de facto sprawcą uznania rządu Sikorskiego. Jak widzimy rządy się mogły zmieniać, ale ich atencja względem naszego Józia była stała.

Jeśli zerkniemy do Wikipedii celem zdobycia wiedzy o polityce Chamberlaina wobec Polski to przeczytamy:

„Jest prawdopodobne, że Chamberlain, podejrzewając rzekomą możliwość zawarcia sojuszu między Polską a Niemcami, chciał wykluczyć tę okoliczność i skierować niemiecką agresję na wschód. Z tego względu 31 marca 1939 roku ogłosił w parlamencie gwarancję niepodległości Polski. Było to zaskoczeniem nawet dla jego najbliższych współpracowników”.

Jak widzimy zwiastunem polsko-brytyjskiego zbliżenia był Retinger. Oprócz złych wieści o wojnie musiał mieć w zanadrzu marchewkę. Nie były to zapewne tylko i wyłącznie obietnice broni i pieniędzy. Polacy musieli sugerować rozwiązania, które po wojnie utrwalą pokój, czyli zlikwidowanie punktów zapalnych w postaci Mazur i Gdańska. Kolejna kwestia to grono, do którego skierowany był wykład. Była to opozycja z Frontu Morges. Spotkanie ze względu na zapowiedź wojny musiało się odbić głośnym echem nie tylko pośród opozycji. Skoro dowiedział się o nim Józef Gawlina, to wieści z tych dziwnych „konsultacji” musiały także krążyć w sferach rządowych. Mam wrażenie, że o to głównie chodziło. Jeśli dziwny wysłannik z Anglii negocjuje z opozycją, to trzeba opozycję przebić zdecydowaniem i zaangażowaniem, a wtedy to ho! ho! Gdańsk i Mazury na początek, a potem Polska od morza do morza… Negocjacje trwały krótko więc obietnic musiało być co niemiara. Trzy dni przed mową Chamberlaina ukazała się więc wlewająca wiarę, choć nie pozbawiona cierpiętniczego charakteru przepowiednia.

Dodam, że ówczesnym szefem Ministerstwa Spraw Wojskowych był Tadeusz Kasprzycki.

Ze wspomnień Arcybiskupa wynika, że kilka ostatnich lat urzędowania spędził zabiegając o względy pewnej warszawskiej aktorki. Potem zaprzątały go budowa hotelu w górach dla swej kochanki i próby uzyskania rozwodu kościelnego ze swą żoną:

„…nagle biednej pani Kasprzyckiej nerwy wypowiedziały posłuszeństwo wobec nowych szykan męża (nastawiał i syna przeciwko matce), i pewnego dnia rzuciła się biedaczka na oczach syna z trzeciego piętra na bruk.

Zgodziłem się na pełny chrześcijański pogrzeb tej ciężko doświadczonej niewiasty. Propaganda ministerialna rozpuściła złośliwą plotkę, że pani Kasprzycka samobójstwo popełniła dla tego, że Watykan na prośbę ambasadora Wieniawy orzekł nieważność jej małżeństwa. Propagandę tę zbiłem.

Pan Kasprzycki był słabym człowiekiem i lichym ministrem wojskowym. W wrześniu opuszczając Warszawę, zabrał ze sobą pannę Kaiserównę i nie troszczył się o wojsko. Zawarł ślub podobno w Kutach i zamieszkał razem z nową żoną w Rumunii”.

Tak wiódł swoje życie szef ministerstwa odpowiedzialnego za przygotowania do wojny. Te obyczajowe perypetie pozostawały w pewnej opozycji do wzywającej do modlitw i cierpień przepowiedni, ale kto by się takimi szczegółami przejmował. Przecież miało upłynąć sześćdziesiąt lat z okładem, byśmy usłyszeli o tym, kto mógł tę przepowiednię sprokurować, a i tak następne pokolenia będą cmokać nad jej niezwykłą trafnością. Wszak wyobraźnię małych ludzi karmią wizje rzeczy wiekich, a nie małe fragmenty wspomnień człowieka, o którym mało kto z nas do tej pory słyszał...

https://allegrolokalnie.pl/oferta/jozef-gawlina-wspomnienia

P.S. Dla tych, którzy nie uczestniczą w aukcji mały test uważnego przyglądania się tekstowi, czyli mała muzyczna pocztówka na deser.



tagi: anglia  retinger  gdańsk  chamberlain  józef gawlina  przepowienia  mazury  przepowiednia z tegoborzy 

betacool
7 maja 2020 11:43
34     1507    7 zaloguj sie by polubić
komentarze:
gabriel-maciejewski @betacool
7 maja 2020 12:02

Przepowiednie i jasnowidzący byli potrzebni władzy w tamtych czasach. Nie było telewizji, YT, Szymka Hołowni i Kononowicza...

Obiecuję, że więcej tego nie zrobię, ale ten raz muszę. W czeskim numerze SN jest cały artykuł poświęcony jasnowidzącej z Wisły, którą prezydent Masaryk za wszelką cenę chciał zatrzymać u siebie, ale ona wyjechała do Polski

 

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-15/

zaloguj się by móc komentować

zkr @gabriel-maciejewski 7 maja 2020 12:02
7 maja 2020 12:20

> Przepowiednie i jasnowidzący byli potrzebni władzy w tamtych czasach.

Obecnie chyba tez ;)

Instytut Badań nad Przyszłością:

https://biznes.trojmiasto.pl/Natalia-Hatalska-powolala-Instytut-Badan-nad-Przyszloscia-n107410.html

strona Instytutu:

http://infuture.institute/

 

zaloguj się by móc komentować

betacool @gabriel-maciejewski 7 maja 2020 12:02
7 maja 2020 12:31

Wspomniany w notce Romer miał ciekawe pochodzenie:

Pochodził z rodziny ziemiańskiej. Był synem Adama (1856–1938, wieloletniego starosty powiatowego na Morawach) i Elżbiety z domu Vetter von der Lilie.

zaloguj się by móc komentować

betacool @zkr 7 maja 2020 12:20
7 maja 2020 12:40

Mają z czego czerpać inspiracje. Poniżej pewne scenariusze zawarte w dokumencie Fundacji Rockefellera z 2010 roku. Od strony 18 polecam dla znających angielski.

https://www.nommeraadio.ee/meedia/pdf/RRS/Rockefeller%20Foundation.pdf

 

zaloguj się by móc komentować

betacool @gabriel-maciejewski 7 maja 2020 12:02
7 maja 2020 12:44

Ewa Rembikowska: "Z domysłów i mgły".

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @betacool
7 maja 2020 12:50

Super notka.Kasprzycki był teozofem iżył w Kanadzie z tą czarodziejką Kajzerówną do 1978 r. a przepowiednię z Tęgoborzy wykorzystano w filmie "Zakazane piosenki".

zaloguj się by móc komentować

betacool @gabriel-maciejewski 7 maja 2020 12:02
7 maja 2020 12:52

Jedna z wresji przytoczonych przez wikipedię łączy osobę Pilchowej, o której pisała pani Ewa z przepowiednią z Tęgoborzy:

"Autor przepowiedni z Tęgoborza jest nieznany. Olizarowski[4] na podstawie faktu opublikowania tekstu przepowiedni w książce Marii Heleny Szpyrkówny "Trzy proroctwa" i stwierdzenia w tekście wprowadzającym z "Kuriera", iż publikowany był w "prasie pomorskiej" (Szpyrkówna mieszkała wówczas w Gdyni) przypisuje autorstwo lub, co najmniej, nadanie przepowiedni formy wierszowanej, właśnie Szpyrkównie. Zwraca przy tym uwagę, że język przepowiedni jest polszczyzną dwudziesto-, a nie dziewiętnastowieczną. Krzyżewski[5] zgadza się z nim, wskazując jako ewentualny pierwowzór tzw. przepowiednię biskupa Jana Cieplaka, pochodzącą rzekomo z roku 1888 (pierwszy raz publikowaną jednak dopiero w pracy Krzyżewskiego, odnalezioną przez niego w 1940 i też pisaną polszczyzną dwudziestowieczną).

Stanisław Hadyna pisze[8], że autorką przepowiedni jest Agnieszka Pilchowa (1888-1944), zwana Jasnowidzącą z Wisły (zamieszkiwała w tej miejscowości), autorka licznych prac, w których przedstawiała swoje wizje i rozważania na temat zagadnień duchowych. Przepowiednia miałaby pochodzić z lat 30. XX wieku, być może nawet z roku 1939[9]. Maria Szpyrkówna, która była znajomą Agnieszki Pilchowej, miałaby jedynie nadać wypowiedzi Jasnowidzącej formę wierszowaną i zorganizować publikację (być może bez wiedzy i zgody właściwej autorki)".

 

zaloguj się by móc komentować

Matka-Scypiona @betacool 7 maja 2020 12:40
7 maja 2020 12:55

Sprytnie to wymyślili. Tzw pandemia. Zawsze się zastanawiałam, jak oni chwycą ludzi za gębę, a tu proszę. Pomysł genialny w swej prostocie

zaloguj się by móc komentować


betacool @Matka-Scypiona 7 maja 2020 12:55
7 maja 2020 13:54

Zaryzykowałbym twierdzenie, że trafność przepowiedni zależy przede wszystkim od mocy zaplecza.

zaloguj się by móc komentować

mooj @betacool
7 maja 2020 14:00

a propos fragmentu przywołanej notki z wikipedii w zakresie żony genereała Kasprzyckiego tj

"W dniu 12 maja 1939 żona generała Maria ze Strychalskich[a] popełniła samobójstwo

Wg kilku źródeł Maria Kasprzycka była z domu Rybczyńska (np. Piotr Stawecki Słownik biograficzny generałów Wojska Polskiego 1918-1939, s. 163, Roman Marcinek, Zbigniew Moździerz Zapomniana willa generała, Architektura i Budownictwo, nr 2/2012, s. 122."

https://genealodzy.pl/forum-genealogiczne-viewtopic-p-529298.phtml

nie znam źródeł (pierwotnych), w których pojawia się de domo Strychalska, link powyżej prowadzi m.in. do kopii dokumentów świadczących, że Rybczyńska - raczej bez cienia wątpliwości

zaloguj się by móc komentować

betacool @mooj 7 maja 2020 14:00
7 maja 2020 14:08

We wspomnieniach nie pojawia się jej panieńskie nazwisko.

Z listu b-pa Gawliny do arcybiskupa Hlonda:

c) W sprawie usiłowań rozwodowych generała [Tadeusza] Kasprzyckiego udałem się do niego wprost jako że on moim ministrem, a ja jego biskupem. Chciałem poprostu spełnić swój obowiązek duszpasterski, aczkolwiek przypuszczałem, że nie będzie chciał mówić na ten temat. Tymczasem po wytłumaczeniu mu a limine, że to nie jest jego sprawa prywatna - ślub obecny, jak stwierdziłem u św. Krzyża jest ważny - była to rozmowa niezmiernie ciekawa i niezwykła. Chwyciłem go od punktu honoru i słowa oficerskiego. Nie chcę jako jego biskup, by o moim ministrze po Warszawie krążyły te i te plotki. Tłumaczyłem mu lata przejściowe, w których organizm szykując się do starości, szuka raz jeszcze jakiegoś romantycznego wybuchu uczucia. Był szczery, aczkolwiek raz po raz się rzucał. Tłumaczył mi wiele. Ja zaś zapewniałem, że ten romans uczuciowo minie, a gdy znów zaczął o rozwodzie, oświadczyłem mu, że nie będzie szczęśliwy, gdy żonę i synka opuści. Zrezygnował z nieprzejednanego postanowienia rozwodowego, lecz dodał, że nie wie, co z sobą począć. Prosił by go nie potępiać, jeśli jednak się rozwiedzie. W każdym razie, był zadowolony z rozmowy, lecz zaznaczył, że na pewno rozwiedzie się gdyby się przekonał, że jakaś "zorganizowana klika na mnie lub na panią K. chciałaby wywierać presję". Modlę się o światło dla niego.

d) Minister prosił o żałobne Msze polowe na rocznicę śmierci Marszałka Piłsudskiego. Odmówiłem. Zgodziłem się natomiast na 3 maja.

zaloguj się by móc komentować

mooj @betacool 7 maja 2020 14:08
7 maja 2020 14:12

Pojawia się w dokumentach, do których prowadzi link, który zamieściłem, czyli m.in. w odpisie aktu urodzenia złożonego do małżeństwa w 1915 roku.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @betacool 7 maja 2020 12:40
7 maja 2020 14:51

Myślę, że to jest jednak kolejne Tęgoborze.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Grzeralts 7 maja 2020 14:51
7 maja 2020 15:08

Pisano o tym w 2011. Nie wiem jak trudne /łatwe jest ewentualne adatowanie takich treści i ewentualne sprawdzenie daty zamieszczenia. Trzeba by spytać Parasola.

 http://www.prisonplanet.pl/polityka/scenariusze_przyszlosci,p1305595628

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @betacool
7 maja 2020 15:26

Oprócz Wspomnień biskup Gawlina pisał Dziennik. Całkiem niedawno wydany 

https://centrum.silesia.edu.pl/index.php/pl-pl/publikacje-2/ksiazki/73-jozef-gawlina-dziennik-1939-1945

Mam to na półce. Trzeba się wziąć za czytanie. 

zaloguj się by móc komentować

betacool @rotmeister 7 maja 2020 15:26
7 maja 2020 15:50

Z czystym sercem polecam. Wielu historyków ewidentnie się od wspomnień Arcybiskupa odżegnuje. Pan Bułhak w przytaczanej wcześniej rozprawie o Retingerze z 2009 roku, zająknął się  o tych wspomnieniach jedynie raz i to w przypisie. Powoływał się na cytat Arcybiskupa użyty przez kogoś innego i nazywając ów cytat kuriozalnym, a zarazem pouczającym. Chodziło o związki Retingera z masonerią.

zaloguj się by móc komentować

betacool @rotmeister 7 maja 2020 15:26
7 maja 2020 15:53

Dzięki za namiar na Dziennik. Do mnie właśnie dotarł. Mniej otrzaskanym polecam jednak wspomnienia. Dużo lepiej się czyta.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @betacool 7 maja 2020 15:08
7 maja 2020 17:10

No właśnie to mam na myśli. Sądzę, że bardzo łatwe, przynajmniej w przypadku tego typu serwisów. Trzeba by znaleźć datowany oryginał w bardziej "twardych" zasobach. 

zaloguj się by móc komentować


Grzeralts @betacool 7 maja 2020 17:53
7 maja 2020 19:27

Średnie. Każdy zarejestrowany może wrzucić, co chce. 

Tylko z ciekawości, bo to nie ma większego znaczenia - takie rzeczy i tak puszcza się do publicznej wiadomości w jakimś celu. Tu cel jest oczywisty. Ciekawie byłoby tylko wiedzieć, czy to jest faktycznie rzecz z 2010, czy antydatowana.

Chodzi mi o jedną prostą rzecz: prawdziwy porządny spisek "niewidzialnych na górze" nie wycieknie do netu. Tak samo nie znajdziesz w nim rzetelnych danych źródłowych, zwłaszcza takich, które mają realną wartość. W każdym razie nie za darmo. 

zaloguj się by móc komentować

umami @betacool
7 maja 2020 20:10

Dnia 22 czy 23 lutego 1939r. otrzymałem wiadomość, że dnia poprzedniego w mieszkaniu prof. Glasera odbyło się zebranie Frontu Morges z Popielem, Strońskim, Adamem Romerem, Ładosiem i in., lecz bez Sikorskiego. Referat wygłosił przybyły z Londynu Retinger. Treść była następująca: Wojna będzie prawdopodobnie jeszcze w tym roku na wschód, a nie na południe. Anglia da broń, pieniądze i pomoc wojskową, ale pod warunkiem, że Polska zmieni rządy”. (s.145)

Stefan Glaser był zwolennikiem współpracy międzynarodowej i integracji europejskiej. Brał udział w Kongresie Europejskim w Hadze, na którym 8 maja 1948 na forum Komitetu Kulturalnego przedstawił referat, w którym postulował, by integracja w Europie dokonywała się nie tylko na płaszczyźnie politycznej i gospodarczej, ale również edukacyjnej. Proponował m.in. utworzenie w tym celu międzynarodowego uniwersytetu.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Glaser

Obradom w Hadze, zorganizowanym przez Józefa Retingera i Duncana Sandysa przewodniczył Winston Churchill.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kongres_haski


Takie tam powierzchowne koincydencje:
Retinger — Salamander.
Tadeusz Kasprzycki — hotel Salamandra w Zakopanem.


Wiki:
Na Gubałówce koło Kościeliska generał Kasprzycki wykupił grunty i razem z siostrą Zofią i Tadeuszem Katelbachem zaczął w 1937 budować hotel Salamandra (zwanym nieoficjalnie od nazwiska kochanki generała Kajzerhofem), na poczet czego zaciągnął kredyt w wysokości 90 tys. zł w banku BGK[17][18]. W związku z tym ze środków wojskowych powstała droga wiodąca grzbietem Gubałówki, co budziło znaczne kontrowersje[18].

Ciekawy jest opis tego zakupu. Roman Marcinek, Zbigniew Moździerz – Zapomniana willa generała:

Z oświadczenia prezesa Góreckiego możemy oszacować, że koszt budowy willi wynosił w przybliżeniu 300 tysięcy złotych. Pobory ministra wynosiły około 5 tysięcy złotych miesięcznie. Potrzebni byli więc wspólnicy. Udziałowcami spółki mieli być Tadeusz Katelbach i siostra generała Zofia13. Londyńska komisja postanowiła sprawę drążyć. Zofia de domo Kasprzycka nie była dobrym punktem zaczepienia. Wprawdzie plotkowano, że willę formalnie przepisano na nią i jej męża, Stanisława Skrzypnika14, ale nie była to prawda15. Owszem, generał utrzymywał z nimi stałe kontakty16, aszwagier, architekt, często mu doradzał17, ale nie musieli tworzyć ani rodzinnego konsorcjum, ani stawiać zasłony dymnej – generał był pewien nietykalności. Poza tym młodzi ludzie pobrali się dopiero w 1938, kiedy willa była już w budowie18. I to raczej generał im wyświadczał drobne uprzejmości19, a nie odwrotnie.

Znacznie ciekawiej zapowiadał się trop związany z drugim domniemanym udziałowcem, Tadeuszem Katelbachem (1897-1977)20, patriotą bez skazy, którego brat, Stefan, był jednym z najbogatszych ludzi w Polsce, między innymi stał na czele Syndykatu Eksportu Przemysłu Wojennego i był założycielem Towarzystwa „Gokkes”. Firma handlująca hurtowo bronią, łamiąca embarga Ligi Narodów, musiała mieć sporą „lewą kasę”21. Inwestowała w luksusowe nieruchomości, między innymi kupując od słynnego aferzysty Mojżesza Lewina pakiet akcji uzdrowiska Jurata22. Przychylność ministra była dla firmy fundamentem zysków. Jasno wyłożył wzajemne relacje płk Henryk Bagiński23, dowódca saperów w MSW: „jako minister wojny zależał od koncernu Gokkes, który sprzedawał broń polską za granicę, a Kasprzycki za udział w tej sprzedaży wystawił milionowej wartości willę w Zakopanem dla Kajzerówny”24. W londyńskim śledztwie o nadużycia pojawiły się wątki trudne do sprawdzenia, między innymi rzekoma propozycja udziału Kasprzyckiego w spółce mającej zająć się eksploatacją hoteli w Polsce25. Komisja ds. Wyniku Kampanii Wojennej 1939 podtrzymuje wątpliwości: „Minister spraw wojskowych generał Kasprzycki nie był zbyt subtelną naturą tam, gdzie szło o sprawy pieniężne i grosz publiczny”26. Śledczy dokonali podsumowania generalskiej działalności w Kościelisku (i nie tylko): „kiedy zaczęły się wspólne interesy z b. wiceministrem Bobkowskim
[to też niezły numer, o nim na samym końcu], gen. Kasprzycki zatracił pojęcie, co jest jego własnością i jego osobistym interesem, aco własnością Państwa isprawą czysto państwową. Krętactwa z wykupem gruntów na Gubałówce do sądowego ubezwłasnowolnienia właścicielki parceli włącznie, otworzenie spółki z Katelbachem, używanie samochodów wojskowych przy budowie pensjonatu, budowa autostrady koło pensjonatu, a bezpośrednio po tym przeprowadzenie ustawy, że tam nikomu więcej budować nie wolno, (…) wszystko to wskazywałoby, że człowiek ten zatracił poczucie uczciwości, a osobiste względy majątkowe wysuwał na plan pierwszy”27.

Bracia Katelbachowie założyli przedsiebiorstwo filmowe Kohorta, czego autorzy tekstu już nie odnotowali. Po ślubie gen. Kasprzyckiego z Kajzerówną, czyli po samobójstwie jego pierwszej żony, te związki z filmem wyglądały tak:

Generałostwo dzielili czas między domy wypoczynkowe i plan filmowy Zofii. Plotkarze opowiadali o naciskach generała na przykład na warszawską firmę „Kohorta”, aby zaangażowała Kajzerównę do filmu54.


To jeszcze ten Bobkowski:
Zastępcą generała [Kasprzyckiego] w Komitecie Głównym ZZG był płk Aleksander Bobkowski, działacz sportowy, wiceminister komunikacji, inicjator budowy kolei linowych na Kasprowy Wierch i Gubałówkę. Sprawy załatwiał i prawem, i lewem od czasu, kiedy otrzymał „gwarancję nietykalności” – w 1934 w kaplicy Zamku Królewskiego w Warszawie wziął ślub z Heleną Zwisłocką (1897-1962), córką prezydenta Ignacego Mościckiego. Ślub zbiegł się z ministerialną nominacją, a Zakopane stało się czymś w rodzaju udzielnej włości prezydenckiego zięcia.​​​​​​​



O Stefku Katelbachu pisała ostatnio p. Rembikowska:
http://ewa-rembikowska.szkolanawigatorow.pl/maz-swojej-zony
http://ewa-rembikowska.szkolanawigatorow.pl/o-biznesach-robionych-w-ciszy-i-dyskrecji

zaloguj się by móc komentować

umami @betacool
7 maja 2020 20:24

A propos tych przepowiadaczy w Wiśle...

Sława Agnieszki Pilchowej spowodowała, że w 1919 roku zaproszona została do Pragi. Prezydent Czechosłowacji, Tomáš Masaryk, oraz jego córka Alicja, mieli zaproponować jej stały pobyt na Hradczanach[3]. Ponieważ twierdziła, że duch opiekuńczy objawiony w postaci gołębia wyznaczył jej miejsce do życia w Wiśle, odmówiła. Tam wyszła za mąż i w latach 30. zamieszkała wraz z rodziną w nowo wybudowanej willi „Sfinks” pod szczytem Jarzębatej. Nazwa willi nawiązuje do prac związanych z Egiptem mieszkającego w pobliżu Juliana Ochorowicza[4]. W Sfinksie mieściła się także redakcja popularnego miesięcznika „Hejnał” wydawanego początkowo przez Jana Hadynę, a później przez Jana Pilcha. Do „Hejnału” pisywała Pilchowa, jej mąż i córka Janka Pilchówna, a syn Stanisław Kurletto ilustrował miesięcznik. Ponieważ Agnieszka Pilchowa nie mówiła dobrze po polsku, korektą jej tekstów i odpisywaniem na listy czytelników zajmowała się córka Janka, a także mieszkająca po sąsiedzku Kazimiera Chobot. „Sfinks” był domem otwartym, do którego ludzie przychodzili po porady.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Agnieszka_Pilchowa

... to od miejsca tej wylęgarni ezoterycznej do rezydencji Prezydenta II RP (Mościckiego) tylko 14 km.
Ciekawe z kim się prezydent spotykał kiedy bawił w Wiśle?

zaloguj się by móc komentować

betacool @Grzeralts 7 maja 2020 19:27
7 maja 2020 20:43

To jest rzecz z 2010. Spróbuj sam to stwierdzić. Ja ci tego nie ułatwię.

zaloguj się by móc komentować

betacool @umami 7 maja 2020 20:10
7 maja 2020 20:48

To jest właśnie szambo, o którym pisał Arcybiskup. Socjalizm i .... śmieć, który próbuje rozkazywać biskupowi w swoich prywatnych sprawach.

zaloguj się by móc komentować

umami @betacool 7 maja 2020 20:48
7 maja 2020 20:54

Przeczytaj sobie cały ten artykuł, bo tam są inne jeszcze smaczki.

zaloguj się by móc komentować

betacool @umami 7 maja 2020 20:10
7 maja 2020 20:55

We wspomnieniach Karola Popiela jest fragment dotyczący spotkania z pracownikiem NIK. Chodziło o rozbudowę Okęcia. Dostał rozkaz od swego szefa - gen. Krzemińskiego, by nie badać pozycji pod nazwą "studia". Pozycja opiewała na 50 milionów złotych.

zaloguj się by móc komentować

betacool @umami 7 maja 2020 20:24
7 maja 2020 21:01

Fraza z Piżamy Porno mi się przypomniała o ezoterycznym mieście, w którym rządzi mafia.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Grzeralts 7 maja 2020 19:27
7 maja 2020 21:19

Spiski to domena ludzi, a ci mają ciągoty do tajemnic, ale jeszcze większe do dzielenia się nimi. Myślę, że dotyczyło to i Miłosza i kogoś, kto się podzielił wiedzą o produkcji przepowiedni z Arcybiskupem.  Niestety tajemnice odarte z tajemnic kiepsko się sprzedają i nie możnaby tak wdzięcznie gdybać na temat wielkiej przyszłości Polski.

Dziwne, że prawicowi badacze nie sięgają do wspomnień Arcybiskupa, no nie?

https://youtu.be/WkYTAcecNC4

zaloguj się by móc komentować


betacool @Aquilamagna 7 maja 2020 21:50
7 maja 2020 22:16

Dzięki. Jedna wątpliwość mniej. 

Ciekawe są "etapy popandemiczne" zwłaszcza te dotyczące internetu.

zaloguj się by móc komentować

zkr @betacool 7 maja 2020 12:40
7 maja 2020 23:18

Z takich inicjatyw mozna by sie smiac ale ta pani, polonistka* (z calym szacunkiem dla filologow), doradza na przyklad w sprawie energetyki jadrowej:

https://www.wnp.pl/energetyka/atom-jak-oze-polacy-zupelnie-tego-nie-rozrozniaja,375044.html

* - https://hatalska.com/jestem/

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @zkr 7 maja 2020 23:18
7 maja 2020 23:58

Ta jest najtańsza do czasu aby posprzątać po sobie.

Po każdej energetyce trzeba sprzątać.

Jakie to proste !

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @betacool 7 maja 2020 21:19
8 maja 2020 06:23

Jeśli jest z 2010, to ciekawe, kto to pierwszy wrzucił. Bo zdaje się (@Aquilamagna), że też ci, co nie sięgają do wspomnień Arcybiskupa ;)

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować