-

betacool

Zdobycz wzgardzona, czyli o kotach, małej gadzinie i Leninie

Niedzielne cudka z Beta-ogródka

 

Zdobycz wzgardzona, czyli o kotach, małej gadzinie i Leninie

 

Mamy dwie kotki. Ta młodsza w ciągu roku znacznie urosła i stała się ofiarą własnych instynktów, czyli takim kocim TERMINATOREM. Rok był suchy, a to podobno sprzyja rozmnażaniu gryzoni. O trafności tej teorii przekonywaliśmy się niemal co dnia, bowiem nasze kotki, uważając nas chyba za mało rozgarnięte nie umiejące polować i zadbać o siebie stwory, nieustannie próbowały nas obdarowywać swoimi zdobyczami. Na tarasie lądowały więc rządki tuszek mysich, ryjówkowych i krecich.

Od czasu do czasu kotki stwierdzały, że warto nauczyć naszą bandę nieudaczników polowania. Lekcje polegały oczywiście na tym, że znosiły do domu okazy żywe, kładły je na środku pokoju i z politowaniem patrzyły, jak nam te łowy idą.

Oczywiście nasze panie początkowo reagowały na żywe gryzonie piskiem. Po tym sezonie już się z tym nieco oswoiły. Mało tego potrafią niektóre z ze stworzeń złapać w słoik i ocalić. Ot choćby jaszczurkę, która po bliższym przyjrzeniu się i porównaniu zdjęcia z zasobami internetowymi, okazała się samczykiem jaszczurki zwinki i to w okresie godowym. Zanim odzyskał on wolność i wyszedł ze słoika, zrobiłem mu zdjęcie, po to by się małej gadzinie dokładniej poprzyglądać – ot tak z czystej ciekawości, wobec okruchów życia, które toczy się gdzieś w pobliżu, często pochowane w trudno dostępnych zakamarkach…

Ta opowieść o małej gadzinie, którą wzgardziły koty nie pojawiła się tu bez przyczyny. Zdarza się bowiem, że niektóre książki są niczym złapana przez koty jaszczurka, czyli okazami niesłusznie wzgardzonymi i nie budzącymi żadnych oznak zainteresowania. A gdyby im się bliżej przyjrzeć, to ho, ho...

A zatem ciekawa historia o wydawnictwie, którym gardzono przez prawie 70 lat.

Pozycja została ona wydana w roku 1960. W nakładzie bardzo małym, bo ledwie 800 egzemplarzy.

Jest to numer „Prac historycznych” z 1960 roku, poświęconemu Leninowi. Niski nakład książki całkowicie poświęconej wodzowi rewolucji trochę dziwi. Nasi sowieccy „przyjaciele” mogli się przecież zbulwersować wydawniczą wstrzemięźliwością dotyczącą postaci ideowego twórcy Kraju Rad. Jeśli rozetniemy strony i przyjrzymy się szczegółowym treściom nieco bliżej, to okaże się, że mały nakład mógł mieć zupełnie inną przyczynę.

Ale zanim ją poznamy, umieszczę tu kolejne zdjęcie - zdjęcie z autografem pewnego księdza:

I oto kolejna makulekturowa zagadka do rozwiązania. Kim był ów ksiądz i dlaczego w jego ręce trafiła praca dotycząca Lenina. I jeszcze jedno pytanie, dlaczego niektórych książek, które do niego dawno temu trafiły, a teraz dziwnym zrządzeniem losu stoją na moich półkach, ów ksiądz nie przeczytał?

Część tej zagadki wyjaśnia fragment wspomnień biskupa Orszulika:

– Zostałem skierowany do sekretariatu episkopatu w 1962 r., do dyspozycji bp Bronisława Dąbrowskiego, zastępcy sekretarza episkopatu bp. Zygmunta Choromańskiego – wspomina bp Orszulik w rozmowie ze swoim następcą, obecnym rzecznikiem KEP, ks. Pawłem Rytlem- Andrianikiem. – Prymas Polski, kard. Stefan Wyszyński zaprosił nas z bp. Dąbrowskim i powiedział, żebyśmy śledzili próby ateizowania społeczeństwa przez władze komunistyczne. Gromadziłem więc związane z tym tematem publikacje książkowe i większe artykuły a w formie biuletynu rozsyłałem takie zestawienie bibliograficzne do wszystkich biskupów i do zarządów zakonów męskich – opowiada bp Orszulik.

Wkrótce owe publikacje książkowe, laicyzacja życia, działania propagandowe stały się tematami małego pisemka, przepisywanego w małej ilości egzemplarzy na maszynach. Nosiło ono nazwę „Pismo Okólne”. Z zespołu redagujące to małe pisemko wyrosło potem Biuro Prasowe Konferencji Episkopatu Polski. A tak internet wyjaśnia tajemnicę osoby księdza Barteckiego:

„W okresie prymasostwa Wyszyńskiego obowiązki zastępcy Biura Prasowego Konferencji Episkopatu Polski i redaktora „Pisma Okólnego” pełnił salezjanin ks. Jan Bartecki”.

Najprawdopodobniejsze wyjaśnienie makulekturowej zagadki wygląda więc tak. Numer „Prac historycznych”, który traktował o Leninie, przesłał księdzu Barteckiemu późniejszy biskup Alojzy Orszulik. Ze stanu książki wnioskuję, że ksiądz Bartecki tych prac nie przeczytał, bowiem strony tego biuletynu pozostały nie rozcięte. Ksiądz Bartecki, potraktował tę pozycję, niczym moje koty swoje niechciane zdobycze. Odłożył je na bok bez wglądu na ich zawartość. Nie powinniśmy się temu zanadto dziwić, bowiem wydawnicza ateizacja była w owym czasie zjawiskiem na tyle pospolitym, że nawet pobieżne zapoznanie się z treściami większości druków, pochłaniałaby tyle czasu, że mogłoby go nie starczyć na inicjatywy tak cenne jak Biuro Prasowe Episkopatu.

A teraz słowo o tym, dlaczego w tym szczególnym przypadku warto było do „Prac historycznych zajrzeć. Otóż znalazł się w nich artykuł dotyczący poronińskiego archiwum Lenina. Historia tego zbioru jest arcyciekawa. Lenin przebywał w Poroninie do wybuchu wojny. Wtedy został aresztowany, a następnie, w dużej mierze dzięki interwencji kilku naszych znanych rodaków, wypuszczony na wolność. Pod koniec sierpnia 1914 roku Lenin w pośpiechu opuścił Poronin i wyjechał do Szwajcarii. Ta pośpieszna ewakuacja sprawiła, że pozostawił on w Poroninie swą niemałą bibliotekę, którą wkrótce zaczęły się interesować szacowne osoby i poważne instytucje. W listopadzie 1918 roku, w ledwie w dziewięć dni po odzyskaniu niepodległości, w Poroninie zjawiła się polska żandarmeria wojskowa, a z jej raportów wynika, że zajęła pół tony papierów należących do wodza rewolucji. Można tę formację pochwalić za iście rewolucyjną czujność, bowiem trzy miesiące później ta sama żandarmeria raportowała, że do Zakopanego zjechał Jakub Hanecki (właśc. Jakub Fürstenberg) – polski, rosyjski (a następnie radziecki) działacz komunistyczny, bliski współpracownik i skarbnik Lenina. Celem tej wizyty było zebranie, wywiezienie lub ukrycie rękopisów i pozostałości po Lenine.

Na niewielką część książek po wodzu rewolucji natknął się Adam Grzymała-Siedlecki, któremu w jednej z krakowskich jatek, zapakowano mięso w zapisane cyrylicą papiery. Czujny pan Adam zaproponował sprzedawczyni wymianę i za wagę papieru pakowego odzyskał część papierzysk, które jak się potem okazało, pochodziły z biblioteki Lenina. Papiery te trafiły potem do Biblioteki Miejskiej w Bydgoszczy.

Zbiór zarekwirowany przez Dwójkę i zdobycze znalezione przez Grzymałę-Siedleckiego, prawie przez cały okres międzywojnia były przedmiotem targów. Przez wiele lat głównym negocjatorem ze strony Kraju Rad, był Hanecki. Za leninowskie papiery oferowano podobno 2000 tysiące poloników. Dwójka nie zgodziła się na tę wymianę, choć w roku 1924, jakiegoś małego targu dobito, gdyż za jakieś leninowskie rękopisy, Sowieci przekazali dwa arrasy, które trafiły na Wawel.

Nie były to jednak papiery, na których najbardziej Haneckiemu zależało. W 1933 przyjeżdżał on jeszcze dwukrotnie do Polski, by pamiątek po Leninie szukać i ich zwrot negocjować. Nieco później zainteresowanie poleninowskim zbiorem przejawiali także Niemcy.

9 listopada 1939 r. po zajęciu Bydgoszczy przez Niemców, nowy niemiecki dyrektor biblioteki, Lang wysłał list, w którym zawiadomił o bydgoskich książkach Lenina kancelarię Hitlera. Książki pozostały w Bibliotece Miejskiej aż do końca okupacji. Bezpośrednio po wojnie pisano, że pamiątki po Leninie były podobno przez Niemców wielokrotnie wynoszone i przenoszone, a pod koniec 1944 r. przygotowano je jako najcenniejsze zbiory biblioteki do wywiezienia w głąb Niemiec. Zajęcie Bydgoszczy przez Armię Czerwoną było tak nagłe, że już nie zdążono książek wywieźć. Gdy w dzień wyzwolenia Bydgoszczy zjawili się w bibliotece żołnierze radzieccy, według kustosz Marii Wierzbickiej pierwsze ich pytanie brzmiało: „Czy ocalały książki Lenina?”. Pracownicy biblioteki nie wiedzieli, więc pod okiem adiutanta samego marszałka Rokossowskiego zaczęli szukać. Z powodzeniem. Tyle, że znalezisko bydgoskie, które wkrótce stało się darem narodu polskiego dla narodu radzieckiego nie było chyba tym, czego szukano. Rząd Kraju Rad kontynuował poszukiwania leninianów na terytorium Polski. Akcję tę prowadził major Szczukin, który szukał nie tylko pamiątek po wodzu rewolucji, ale zbierał także relacje ludzi, którzy się z nim zetknęli. Cały szereg akcji poszukiwawczych prowadził także Wydział, a potem Zakład Historii Partii przy KC PZPR.

I nagle w 1953 wielka zguba się odnalazła…

Ktoś ją „zdeponował” w wielce szacownej muzealnej instytucji. Kto był tym, który wyprzedził polską żandarmerię i sowieckich bibliofilów, kto zadbał o to, by na trop papierów nie wpadli niemieccy okupanci?

Wskazanie pada na mało dziś pamiętaną osobę, która w 1926 roku, tuż po zamachu majowym była kandydatem na urząd premiera.

Papiery po Leninie oglądało niewiele osób, bowiem sensacyjne znalezisko w trybie ekspresowym stało się darem narodu polskiego dla Kraju Rad. Jedną z niewielu osób, które mogły się tym cennym papierom przyglądnąć był Henryk Dobrowolski – powojenny Prezydent Krakowa i późniejszy szef Archiwum Państwowego w Krakowie. Ale o tym, co w owych leninianach odnalazł nie napiszę.

Możecie zerknąć sami, albo do egzemplarza „Prac historycznych” z 1960 roku z autografem księdza Barteckiego:

 

https://allegrolokalnie.pl/oferta/prace-historyczne-zeszyt-7-r-1960

albo do austro-wegierskiego numeru „Szkoły Nawigatorów” i do „Gaci po Leninie”…

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-24-austro-wegierski/

 

To dopiero zalatująca wonią socjalistycznej niepodległości bielizna.

O rety, do czego ja Was zachęcam?

Chyba do tego, do czego przez cały sezon próbowały mnie zachęcić moje dwie łowne kotki…



tagi: szkoła nawigatorów  lenin  koty  jaszczurka  poronim  archiwum  ksiądz bartecki 

betacool
18 listopada 2019 11:31
24     1460    12 zaloguj sie by polubić
komentarze:
ainolatak @betacool
18 listopada 2019 12:57

No jak sie wyrasta na gnojówce to tylko na terminatora ;)

To moje ulubione zdjecie przepychu betaogrodu.

Mówisz o budowniczym Polski Ludowej, swego czasu robotniku amerykańskim Fiderkiewiczu?

zaloguj się by móc komentować

betacool @betacool
18 listopada 2019 13:02

Mówisz o budowniczym Polski Ludowej, swego czasu robotniku amerykańskim Fiderkiewiczu?

 

Niektóre z jego wspomnień też już czytałem. Ale w tym  wpisie nie ma o nim ani słowa.

 

 

 

 

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool 18 listopada 2019 13:02
18 listopada 2019 14:08

Nie ma ani słowa, ale ile było tych nieznanych kandydatów na prezydenta? A ten komunista, jako żywo miałby cel w deponowaniu ważnych informacji.

Twoich gaci jeszcze nie czytałam niestety... 

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak 18 listopada 2019 14:08
18 listopada 2019 14:27

Trudno go odszukać, bo to człowiek bez nazwiska, czyli obojga imion.

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak 18 listopada 2019 14:08
18 listopada 2019 14:29

Chyba Cię trochę zmyliłem, to był kandydat na premiera...

zaloguj się by móc komentować

Andrzej-z-Gdanska @betacool
18 listopada 2019 14:41

Chyba KOSSOBOR pisała, że kotki, i nie tylko one, zanoszą upolowaną zwierzynę swojemu Panu. :)

zaloguj się by móc komentować

betacool @Andrzej-z-Gdanska 18 listopada 2019 14:41
18 listopada 2019 15:02

No to zakładając, że pan z obrazka - Zygmunt Marek upolował najcenniejszą (z punktu widzenia kilku narodów) część spuścizny po Leninie, powinniśmy zadać sobie pytanie, kto był jego Panem.

Możemy również trochę skomplikować schemat, bo wydaje się, że jego zdobycz, była przez wiele szacownych osób i instytucji bardzo pożądana i zniknęła z pola widzenia wielu zdeterminowanych podmiotów na 30 lat, czyli na jedno pokolenie.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool 18 listopada 2019 15:02
18 listopada 2019 16:26

Zygmunt Marek też był kandydatem na prezydenta, fakt...uzyskał 56 głosów

ale też był kandydatem socjalistów do parlamentu austrackiego, który razem z dwójką innych starali sie o uwolnienie kiedy został pierwszy raz aresztowany w 1914 roku

https://www.polishclub.org/2019/03/06/restituta-hk-stelle/

w PPSie zawsze wiadomo było, że prawnik i kwity są najwazniejsze...ciekawe czy sam pojechał przejrzeć papiery czy wysłał po nie Szmaciarza

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @betacool
18 listopada 2019 16:32

Poroniony Lenin

Ze wspominień Konstantego Srokowskiego:
https://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/konstanty-srokowski

"Więc było to tak... - zaczął, mrużąc omal figlarnie oczy i marszcząc brwi na jowiszowej twarzy -
...w Krakowie prawie nikt nie znał rosyjskiego. Byłem jednym z tych arcyrzadkich wyjątków. Emigranci rosyjscy odwiedzali mnie więc, gdy mieli jakieś trudno­ści, bo mogli się ze mną dogadać, a policja, czysto polska, choć nominalnie austriacka, choć bardzo praworządna i liberalna, z reguły nie miała do emigrantów rosyjskich, obojętne jakiej maści i tendencji, żadnego zaufania. Byłem przy tym posłem do parla­mentu wiedeńskiego i miałem tytuł Hofrata, czyli radcy dworu: to było mniej niż tajny radca, który dawał prawo do „ekscelencji", ale zawsze coś. Więc któregoś dnia, w 1913 roku, zjawił się u mnie rosyjski emigrant (Srokowski wymienił jego nazwisko, ale dzisiaj tego nazwiska nie pamiętam)
i cały w ukłonach, lansadach, kurbetkach, powiedział: „Panie radco dworu, przybył tutaj do Krako­wa, a potem zamieszkał w Poroninie, koło Zakopanego, mój sta­ry znajomy, emigrant rosyjski, Lenin. Starszy już, schorowany, ubogi człowiek. Cichy, spokojny, skromny, do rany przyłożyć. Mól książkowy, cały dzień tylko czyta albo pisze. O, wyłącznie dzieła naukowe, filozoficzne, o filozofie niemieckim Marksie, któ­ry umarł 30 lat temu. I niech pan Hofrat raczy sobie wyobrazić, że teraz nagle policja chce go wysiedlić; wyobraziła sobie, że ten sta­ry bzik, trochę wariatuńcio, ale zacny, poczciwy, jest groźnym re­wolucjonistą! Dokąd ten biedak, który nie ma grosza przy duszy, który poza starą żoną, też niedołężną, nie ma żadnej rodziny, żadnych znajomych czy przyjaciół, dokąd ma się udać? A w Po­roninie znalazł jakichś dobrych ludzi, którzy go przygarnęli, i u których darmo mieszka. Panie radco dworu, panie Hofracie, niech się pan zlituje nad tym nieszczęsnym Leninem. Wpływy pana są potężne, policja się z panem liczy: jestem przekonany, że jedno słówko od pana radcy dworu do szefa policji w Krakowie uratuje mego znajomego, będzie on panu dozgonnie wdzięczny i wobec pana zobowiązany. Litości, panie radco dworu, jedno tyl­ko słówko od pana, i Lenin z żoną ocaleją od śmierci głodowej..."

Nie słyszałem nigdy o Leninie - ciągnął Srokowski - ale zna­łem mego rozmówcę od lat i uważałem go za uczciwego człowie­ka. Oczywiście, ani mi w głowie było zapraszać emigranta rosyj­skiego do mego mieszkania. Rzekłem więc Rosjaninowi: „No do­brze, niech pan powie temu, jak mu tam, aha, Leninowi, by zjawił się jutro o 11 rano w kawiarni tej a tej, na pięterku; ja tam rano chodzę na kawkę ze śmietanką i rogaliki, by przejrzeć gazety. Niech pana protegowany się tam z panem zjawi, zobaczymy, czy da się coś dla niego zrobić". Moskal rozpłynął się w podziękowa­niach i poleciał zawiadomić Lenina, gdzie i kiedy ma się stawić..”.

I jakie wrażenie zrobił na panu Lenin? - zapytałem.

Własciwie żadne - odparł Srokowski - w każdym razie nudzia­rza. Był mały, brzydki, niepozorny, właściwie żaden. Nie mówił słowa po polsku. Kłaniał się mi aż do ziemi. Postanowiłem go przepytać. Pytałem, co myśli o sprawie irlandzkiej, wówczas bar­dzo napiętej, o Indiach, o wyścigu zbrojeń, o sprawie polskiej. Na wszystkie pytania odpowiadał: marksizm to załatwi. Robił wraże­nie człowieka z wytrychem. Tym wytrychem był marksizm. Żaden ksiądz nie mówi tak nabożnie o Piśmie Świętym, jak on o marksi­zmie. Próbowałem z nim o Marksie dyskutować, ale bez powo­dzenia. Powtarzał w kółko: Marks to przewidział; Marks o tym pisał, Marks dał na to odpowiedź. Marks... Marks...Marks...

Znudziła mnie ta rozmowa - kontynuował Srokowski - a sam Lenin wydał mi się małym, tępym, ale nieszkodliwym agitatorem, półinteligentem i frazesowiczem, a nie człowiekiem akcji. Zaak­ceptowałem tezę, że jest nieszkodliwy! No dobrze, powiedziałem obu Rosjanom, pójdę do szefa policji i powiem mu, że moim zda­niem można pana w Poroninie zostawić. Na to Lenin omal padł na kolana przede mną i zaczął mi dziękować już po niemiecku, którym to językiem władał doskonale. Tytułował mnie „Herr Hofrat” a tak­że „Exzellenz”. Kłaniając się dalej wpół, zniknął za drzwiami. Rzeczy­wiście, nazajutrz poszedłem do dyrekcji policji w Krakowie, której szefa znałem od dawna. Gdy ten mnie przyjął, opowiedziałem mu o spotkaniu z Leninem i o naszej rozmowie. Dodałem, że moim zdaniem, ten Lenin to tępy półinteligent, który tylko wykuł Marksa na pamięć, ale wygląda naprawdę na nieszkodliwego cymbała i nudziarza. Można go zostawić w Poroninie...

- Cieszę się, że słyszę taką opinię od takiego znawcy Rosji i spraw rosyjskich, jak pan radca dworu - odparł szef policji. - Ja go osobiście nie przyjąłem, ale moi ludzie dali mi podobne opinie. Ale ten Lenin jest poszukiwany przez rosyjską policję jako bardzo niebezpieczny wichrzyciel, agitator i rewolucjo- nista..."

- Kogo policja rosyjska nie podejrzewa? - wtrąciłem. - A poza tym, co to nas obchodzi? To ich kłopot, nie nasz. Zostawcie tego Lenina w Poroninie, a gdyby się okazało, że bruździ, zawsze będzie czas go wysiedlić!”

- Pan radca dworu, jak zawsze, ma rację - powiedział szef po­licji. - Postawię wniosek do ministerium, by Leninowi pozwolo­no przyznać czasowy pobyt w Poroninie, każdej chwili do odwo­łania. Oczywiście w moim raporcie wspomnę o uwagach pana radcy dworu. Moje uszanowanie panu Hofratowi, padam do nó­żek, całuję rączki".

- Tak - kończył Konstanty Srokowski - ani jednej sekundy nie przeszło mi przez głowę, że patrzę na człowieka, który zmieni dzieje świata. Nie poznałem się na Leninie. Więc jak mogę teraz wracać do polityki? Miałem los świata w ręku: gdyby Lenina wy­rzucono z Galicji, kto wie, co by się z nim stało, czyby wyżył, czy policja rosyjska nie położyłaby na nim łapy? A tak przesiedział dwa czy trzy lata spokojnie w Poroninie.

……………………………………………………………………………………………………………………………………………………

za:

https://www.salon24.pl/u/dawidowicz/416082,co-nieco-o-znanych-postaciach-ii-rp





 


 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @stanislaw-orda 18 listopada 2019 16:32
18 listopada 2019 16:38

Dziękuję Panu, za wrzutkę. Tak to właśnie można być nabranym, przez świetnie manipulującego i udającego potwora.

Czasem warto się zastanowić czy naszych opinii coś nie zaślepia.

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @stanislaw-orda 18 listopada 2019 16:32
18 listopada 2019 17:00

Bardzo ciekawe...

Taka maska przygłupa opada na wichrzycieli, gdy ssają wiedzę z bibuły niemieckiej.

zaloguj się by móc komentować


stanislaw-orda @ainolatak 18 listopada 2019 16:38
18 listopada 2019 17:19

Jaki tam potwór. Banalny  najemnik nasłany przez banksterów.

zaloguj się by móc komentować

Starybelf @betacool
18 listopada 2019 21:32

Ten Days That Shook the World, czyli amerykaniec wynajęty, a tu pół tony zapisków Lenina i nic.

zaloguj się by móc komentować

Paris @betacool
18 listopada 2019 22:22

Bardzo fajny wpis...

... wyszlo na to, ze ten caly, dety lenin to tylko taka kreatura-potwor  !!! 

Mozna - z cala odpowiedzialnoscia - napisac, ze wiekszosc tych  "wielkich" politykUF - niezyjacych i zyjacych to  zwyczajne napompowane do granic przyzwoitosci zwykle KREATURY... oczywiscie napompowane... takze nagrodzone przez te kompletnie zidiociale merdia, zdebilale presstytutki i reszte tej politycznej swoloczy...  SAMI  SIEBIE  STRUGAJA i tyle.  

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @stanislaw-orda 18 listopada 2019 16:32
19 listopada 2019 08:17

Skotnicki podobnie się wypowiadał o Leninie, też go lekceważył

zaloguj się by móc komentować

Matka-Scypiona @betacool
19 listopada 2019 08:54

Ossendowski dobrze opisał tę komunistyczną kreature choć o wielu faktach nie wiedział 

zaloguj się by móc komentować

atelin @betacool
19 listopada 2019 08:55

Ta notka to normalnie scenariusz świetnego filmu.

zaloguj się by móc komentować

marianna @stanislaw-orda 18 listopada 2019 16:32
19 listopada 2019 09:04

W sumie to jakie to ma znaczenie?! Nie było by Lenina , podstawiono by inną kreaturę. Tych jednostek do wynajęcia było i jest zawsze mnogo, nie ma ludzi niezastąpionych. Bywają tylko lepiej lub gorzej przygotowani do odegrania swojej roli.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @marianna 19 listopada 2019 09:04
19 listopada 2019 10:53

Czas, okoliczności  i miejsce odgrywają rolę. Żeby wystrugać takiego "Lenina"  trzeba trochę czasu i fatygi.
Wbrew pozorom, tego rodzaju zdeklarowanych fanatyków nie ma nazbyt wielu.

Casus  podobny jak z Hitlerem. Gdyby zamach na fuehrera  powiódł się, dalsza historia świata potoczyla by się  trochę inaczej.

zaloguj się by móc komentować



saturn-9 @stanislaw-orda 18 listopada 2019 17:17
19 listopada 2019 15:47

... wyrywając z kontekstu krowę, kota, rękę kelnera czy inny rekwizyt ...

w kreacji narracji wypadłby z automatu miast trójcy:

MARKS  ENGELS  LENIN

namiar

MARKS  ENGELS  TROCKI 

W drodze do ... Stalin połamał strzały. 

zaloguj się by móc komentować

atelin @stanislaw-orda 19 listopada 2019 14:19
20 listopada 2019 09:02

No nie bardzo, ten z Gierłoży już by wiele nie zmienił.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować