-

betacool

Fejki Matejki, czyli wikipedyczny rachunek różniczkowy cz.1

Fejki Matejki, czyli  wikipedyczny rachunek różniczkowy

Jan Matejko, Stefan Batory pod Pskowem, 1872

 

Aleksander Brückner, Różnowiercy polscy, PIW, Warszawa 1962, nakład 3000 + 253 egz.,

s. 220

 

Ostatni wyjazd do Warszawy chciałem połączyć ze zwiedzaniem Muzeum Narodowego, by móc przyjrzeć się z bliska pewnemu medalionowi na obrazie przedstawiającym sławnego błazna namalowanego przez Matejkę. Niestety tam nie dotarłem. Utknąłem z dwiema moimi dziewczynami w okolicach starego miasta, więc zgodnie zdecydowaliśmy, że pójdziemy zwiedzić Zamek Królewski. Początkowe uczucie niezadowolenia z niewykonania zaplanowanej misji, dość szybko uleciało, bowiem i w muzeum zamkowym znajduje się wiele dzieł mistrza Jana, w tym kilka takich, które co prawda oglądałem w internetowych galeriach, ale chciałem im się móc poprzyglądać z bliska. Warto było. Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis uświadomi nam, że koniec historii i koniec historii sztuki został odtrąbiony nieco przedwcześnie i że jest i jeszcze długo będzie co odkrywać...

Jak już nieraz pisałem, dziełom Matejki należy przyglądać się bardzo uważnie, ale o tym, że powinniśmy się również skupić na projektowanym przez mistrza ramom do obrazów, wspomniałem jak dotąd jedynie raz

Wyobraźcie sobie, że oto stoję przed płótnem, które umożliwiło Matejce kupno pokołłątąjowskiego dworu w Krzesławicach, czyli miejsca w którym splata się kilka opisywanych przeze mnie historii – i  tych o Kołłątaju i tych o Rzeczpospolitej Babińskiej (krzesławicki sad stanowił tło dla gromady renesansowych tuzów). Stoję przed tym obrazem, patrzę na króla Stefana, na czarny habit Possevina, którego dłonie układają się tak, jakby nad bochnem chleba odprawiał egzorcyzmy i nagle przypominam sobie, o tym o czym Wam kazałem pamiętać - ramy! Nikt, stojąc przed obrazem bogatym w osoby, treści, szaty, oręże i zbroje nie zerknie  na ramy.

Patrzę więc i przez chwilę własnym oczom jak najbardziej wierzę. W górnych rogach – herb Polski i litewska Pogoń. Na dole, widzę po swojej prawej Zęby – herb Batorego. Za to z dołu po lewej – nie mogę uwierzyć – wąż zjadający człowieka. Toż to herb Bony! Na dodatek, herb ewidentnie wskazany przez leżący u stóp króla, drzewiec ruskiej chorągwi.

Historia herbu nie jest w pełni rozpoznana. Legenda mówi, że przodek rodziny Viscontich, książę Umberto, miał otrzymać we władanie Księstwo Mediolanu po zabiciu smoka pożerającego lokalnych mieszkańców. Jako, że niebezpieczna misja się powiodła, to gadzina pożerająca człowieka trafiła do herbu jego rodu. Jest także inna wersja, która wywodzi herb z historii mediolańskich krzyżowców walczących pod herbem węża, którzy po udanej krucjacie włożyli w pysk gada postać niewiernego.

Czy powinniśmy zatem uznać, że w oczach Matejki, Moskwa była smokiem pożerającym lokalnych mieszkańców? A może powinniśmy się przychylić do wersji, że to protoplaści Rosjan byli  niewiernymi, których należało „pożreć” i że król Stefan zgotował im krucjatę? Jak widzimy jedno proponowane rozwiązanie zagadki, literalnie kłóci się z drugim. Pozostaje więc zasadnicze pytanie, dlaczego na ramie do obrazu traktującego o Batorym, pojawia się ten zalatujący włoszczyzną herb? Wszak Bona zakończyła swój żywot w roku 1557, a Batory oglądał zgięte ruskie plecy mniej więcej ćwierć wieku później. Czy Matejko mógł się aż tak pomylić, czy może chciał nam, w ten perfidnie nieadekwatny do prawdziwej historii sposób, zwrócić uwagę na ewidentny „fejk”,  tak byśmy zaintrygowani podążyli jego tropem.

Z cyklu błazeńskich historii doskonale wiemy, że nic się nie dzieje bez przyczyny. Cóż mogłoby być zatem owym powodem? Dlaczego mistrz Matejko podrzucił nam takie jajo węża?

Napiszę tu o jednej z opcji, którą warto rozważyć, a jeśli wszystko pójdzie zgodnie z realizowanym planem, to kolejna (nieco zmodyfikowana) koncepcja znajdzie się w papierowym wydaniu „Szkoły Nawigatorów”.

Już nie raz pisałem, że internet to medium, które podsuwa wiele tropów. Niektóre okazują się zwodnicze, inne bardzo ciekawe i otwierające drogi do kolejnych poszukiwań.

Po wstukaniu w wyszukiwarkę fraz „Batory” i „Bona” na tak zwanym "pudle" wyświetlił mi się link do starego artykułu „Newsweeka” p.t. „Medycy i magicy, czyli zabójcze kuracje Stefana Batorego”. 

Przyznam, że go nie przeczytałem i potraktowałem go w sposób wybitnie wybiórczy, bowiem gdy do wyszukiwarki dodałem słowo „lekarz”, wyskoczyła mi fraza z tego artykułu i brzmiała ona tak:

„Przyboczny lekarz Stefana w Siedmiogrodzie, arianin Jerzy Blandrata”.

Odszukanie postaci w wikipedycznem „Kto jest kto” było kwestią kilku sekund. Notka nie jest długa więc przytoczę ją w całości, bo istotne jest również to, jakiej wiedzy nam w notce oszczędzono, a którą postaram się pieczołowicie uzupełnić.

„Giovanni Giorgio Biandrata, pol. Jan Jerzy Blandrata (ur. ok. 1515/1516 w Saluzzo, zm. 5 maja 1588 w Gyulafehervar) – włoski lekarz, teolog, działacz reformacyjny (kalwinski i unitariański) w Polsce i na Litwie. Syn Bernardina Biandraty. W Krakowie był lekarzem królowej Bony w latach 1540–1544. W 1556 wyjechał do Genewy, gdzie przyjął kalwinizm. Już 2 lata później zmuszono go do wyjazdu z tego miasta z powodu poglądów unitariańskich i wrócił do Polski w 1558. Tu włączył się aktywnie w działalność ruchu ewangelicko-reformowanego i w 1560 został wybrany seniorem (przełożonym) zborów w Małopolsce.

Był jednym z głównych propagatorów ruchu antytrynitarskiego w Polsce i z tego powodu pozostawał w konflikcie z Kalwinem, który pisał do polskich kalwinistów listy, ostrzegające ich przed rozłamową działalnością Biandraty. Na skutek konfliktu z małopolskimi ewangelikami reformowanymi, Biandrata zaczął szukać protektorów i znalazł takie poparcie na Litwie u księcia Mikołaja Radziwiłła Czarnego oraz u Jana Kiszki z których pomocą stworzył silną frakcję litewskich braci polskich. Biandrata napisał wiele dzieł teologicznych, w tym dzieła negujące istnienie Trójcy Świętej oraz zaprzeczające boskości Jezusa, co przyniosło mu sławę wybitnego teologa unitarianizmu. 

W 1563 wyjechał do Siedmiogrodu, gdzie został lekarzem i doradcą Jana Zygmunta Zapolyi. Od 1571 pracował dla Stefana Batorego i wykonał dla niego szereg ważnych zadań, m.in. przyczynił się do jego wyboru na króla Polski podczas sejmu elekcyjnego w 1575. 

Gdy był w podeszłym wieku, zaopiekowali się nim jezuici, którzy daremnie usiłowali go skłonić do przyjęcia katolicyzmu”.

Przyznam, że biogram osobliwy, by nie rzec osobliwie renesansowy. Oto bowiem wykwalifikowany specjalista od sekretów kobiecego ciała, stał się po pewnym czasie specem od dogmatów religijnych, a już za chwilę był skutecznie lobbującym dyplomatą. To właśnie Biandrata jako pierwszy podczas elekcji zaproponował kandydaturę Batorego. A wkrótce potem, ta zdawałoby się zupełnie beznadziejna personalna oferta, wygrała w cuglach, bijąc mało skuteczny „senacki” wybór Maksymiliana II.

Zacznijmy jednak od początku, czyli od uzupełnienia faktów podawanych przez naszą (nieco lakoniczną w przypadku Biandraty) wikipedię. Włoski wpis dodaje, że Giorgio urodził się w rodzinie, która była potężna (potente famiglia), a studiował w Montpellier. Musiałby mieć niesłychanego pecha, by nie zetknąć się tam z Nostradamusem. My znamy go głównie z jego centurii, ale był on także medykiem. Być może nie bez znaczenia dla dalszej części tego wpisu okaże się fakt, że Michel de Nostredame był z pochodzenia Żydem. Jego ojciec Jaumego de Nostradame  handlował  zbożem dorabiając jako notariusz. Dziadek, przeszedł na katolicyzm ok. 1455, przybierając imię Pierre (Piotr) i nazwisko „Nostradame”.

Nostradamus studiował medycynę na uczelni w Montpelier, a po trzech latach został licencjatem w tej dziedzinie. Pragnął zrobić doktorat, lecz zazdrosne środowisko lekarzy postanowiło uniemożliwić mu dalszą karierę naukową. Wyśmiewali jego umiejętności: leczenie ziołami i nieznanymi specyfikami, które szły w poprzek, królującemu dotychczas sposobowi kuracji, czyli upuszczaniu krwi (Nostradamus był temu przeciwny). Mimo wszystko (głównie dzięki wstawiennictwu pacjentów oraz innych studentów) otrzymał doktorat i przez rok został na uniwersytecie jako wykładowca. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że był w tym czasie nauczycielem Biandraty. 

Przyznam jednak, że to wcale nie znajomość z francuskim medykiem, potrafiącym nadzwyczaj trafnie przewidzieć śmierć współczesnych mu władców, zaintrygowała mnie najbardziej.

Moim zdaniem dużo ciekawsza jest pewna czasowa koincydencja. Chodzi mianowicie o wyjazd Bony z Polski. Było to w 1556 roku. Co ciekawe w tym roku Polskę opuścił także Biandrata. Wikipedia stwierdza, że wyjechał do Genewy, a nie do Włoch, a wrócił do Polski już w 1558 roku, zaliczając imponujący awans z dworskiego ginekologa na naczelnego teologa unitarianizmu. Nieco inaczej okoliczności wyjazdu Biandraty, w „Różnowiercach polskich” opisał Aleksander Brückner. Przeczytajmy uważnie, bowiem wojażowy ornament naszego Włocha ułoży się w nieco bardziej wysublimowany, niż serwowany przez wikipedię, wzór:

„Był on [Jerzy Blandrata (Biandrata)] niegdyś lekarzem Izabeli  węgierskiej; wrócił potem do Włoch, lecz musiał r. 1557 przed inkwizycją do Genewy się schronić; uchodząc stąd przed Kalwinem, któremu cały rok pytania i wątpliwości dogmatyczne przedkładał, udał się do Polski, a potem (r. 1563) za Janem Zygmuntem, jako jego lekarz przyboczny do Siedmiogrodu, gdzie w  rozwoju religijnym kraju bardzo zaważył”.

Z tekstu Brücknera wynika więc, że Biandrata do Genewy uciekał z Włoch i że ścigała go inkwizycja. Ten fakt, czyni podróż Biandraty jeszcze bardziej skorelowaną czasowo i przestrzennie do peregrynacji królowej Bony, a mnie uczynił jeszcze bardziej dociekliwym.

Przyjmuje się, że bezpośrednią przyczyną otrucia Bony, była ogromna pożyczka udzielona Filipowi Habsburgowi. Mnie zdumiewa fakt, że wyrażona przez Bonę chęć powrotu do Polski, już za taką przyczynę uważana raczej nie jest. Krzysztof Żaboklicki (historyk literatury) napisał, że trucicielska akcja nastąpiła w momencie, w którym królowa opowiedziała o swych zamiarach swej pokojowej mniszce:

„Po opisaniu zwierzeń uczynionych przez królową swojej pokojowej mniszce (…) anonimowy autor (…) (C. Farina?) twierdzi, iż Pappacoda poprosił jednego z lekarzy Bony, Giovanniego Antonio z Matery, którego sam wcześniej zatrudnił u królowej i który był „znakomitym mistrzem w sztuce podawania trucizny o opóźnionym działaniu, i wszystkich rodzajów”, aby ten otruł Bonę za 500 dukatów. Lekarz zgodził się i sam przy tej okazji zginął, wypiwszy przez pomyłkę część trucizny przeznaczonej dla swej przyszłej ofiary (musiał by nieco roztargniony); umierając wyznał podobno swe zbrodnie, było już jednak za późno, aby jej zapobiec…”.

Teoria, że medyk podający truciznę „był nieco roztargniony” jest moim zdaniem nieco (a może raczej niecnie) naiwna. Jego śmierć wynikała z faktu, że Bona kazała próbować, tego co jej podawano. Równie prawdopodobne jest, że Pappacoda zacierał momentalnie ślady spisku na życie królowej, bowiem kilka osób z  otoczenia Bony bardzo szybko rozstało się z tym światem. Musimy o tym pamiętać, bowiem medyk bezpośrednio odpowiedzialny za otrucie władcy narażał się dużo bardziej niż osoba zlecająca.  Co istotne między pierwszą, a drugą próbą otrucia Bony, zmieniła ona testament o czym możemy przeczytać w tekście Tomasza Saneckiego: „Tajemnica testamentu Bony Sforzy. Dlaczego musiała umrzeć?”.

„18 listopada Bona poczuła się znacznie lepiej i w obecności swego sekretarza zamkowej kancelarii Scypiona Catapani odtworzyła wypadki dnia poprzedniego, nakazując anulować testament. (…) Nowy testament zawierał sporo zmian. Królowa Bona odwołała legat dla Filipa II i cały swój majątek przekazała synowi Zygmuntowi II Augustowi, zaś w razie jego bezpotomnej śmierci majątek miała dziedziczyć jej córka Izabela, królowa Węgier wraz z synem Janem Zygmuntem Zapolyą”.

Jak już wiemy z Brücknera, pozostający gdzieś w cieniu (ale chyba także w pobliżu dworu Bony) Biandrata miał się wkrótce zaopiekować Izabelą (najstarszą córką Zygmunta Starego i Bony) i jej synem jako lekarz.

XIX-wieczne wyobrażenie Izabeli Jagiellonki w narodowym stroju węgierskim

O opiece roztoczonej nad Izabelą nie wiemy nic, prócz tego co podpowiedział nam Brückner, że Biandrata był jej „przybocznym lekarzem”. Izabela zmarła w wieku czterdziestu lat 15 IX 1559, czyli w nieco mniej niż dwa lata, po uwzględnieniu jej przez Bonę w swoim poprawionym testamencie.

Od tej pory władzę w Siedmiogrodzie sprawował jej dziewiętnastoletni syn Jan II Zygmunt Zápolya. O tym, w jaki sposób zaopiekował się Biandrata jej synem opowiedział nam w swym dziele o różnowiercach, nieoceniony Brückner. Ale zanim dojdziemy do jądra jego opowieści. Powinniśmy się dowiedzieć jakim młodzieńcem był Jan II Zygmunt Zápolya. Otóż był on wychowany jako katolik, jednak jak nam podpowiada wikipedia, pod wpływem swojego lekarza nadwornego, Jerzego Blandraty przeszedł na luteranizm, a następnie na kalwinizm. W dorosłym życiu znaczny wpływ wywarł na niego Ferenc Dávid, który przyczynił się do tego, że Jan Zygmunt zmarł jako unitarianin. Z wikipedii dowiadujemy się również, że Jan II Zygmunt był wykształconym człowiekiem, mówił ośmioma językami, był miłośnikiem książek i finansował pobyt Balinta Bakfarka w Siedmiogrodzie.

O  Bakfarku – wybitnym lutniście już kiedyś wspominałem. Otóż przez wiele lat buszował on po dworze Zygmunta Augusta. W sumie nie wiadomo, co się tak naprawdę stało, ale w roku 1566, nagle stracił on zaufanie polskiego króla. Podobno okazał się on szpiegiem pruskiego księcia Albrechta Hohenzollerna i został zmuszony do ucieczki. W 1568 roku wrócił on do miejsca pochodzenia - do Transylwanii, gdzie przebywał do 1571 r. Nieco więcej o okolicznościach dotyczących wydarzeń tuż po jego ucieczce z Polski, mówi angielska (bo przecież nie polska) wikipedia:

„Nie wiadomo dokładnie, ale najwyraźniej zrobił coś, co sprowokowało gniew króla, i ledwo miał czas uciekać, zanim wojska polskie splądrują jego dom i zniszczą jego mienie”. 

Jak widzimy nieruchomość Bakfarka została dość szczególnie potraktowana przez Zygmunta Augusta, bowiem bardzo dokładnie przebadana przez jego wojsko. Na tle polskiej renesansowej tolerancji, sposób oględzin pozostałości po wybitnym lutniście, wydaje się być wybitnie nietypowy.

Ja pójdę tym tropem wytyczonym przez zygmuntowskich wojaków i proponuję, by nieco bliżej przyjrzeć się pozostawionej po Bekfarku partyturze, zamieszczonej oczywiście w wikipedii angielskiej, a nie w trochę ułomnej naszej lokalnej:

Nie czynię tego bez powodu, bowiem "nasz" uciekinier przebywał w Transylwanii do 1571 roku. Zdążył spotkać tam Biandratę i być świadkiem tego, jak w wieku trzydziestu jeden lat, oddawał ducha Jan II Zygmunt Zápolya.

Z kronikarskiej pieczołowitości musimy dodać, że ów młody władca umarł ledwie cztery dni po ratyfikacji układu w Spirze, w którym zrzekł się tytułu królewskiego. Wraz z jego śmiercią wymarł ród Zápolyich. Jak się domyślacie, okoliczności zgonu Jana II Zygmunta (o których szczęśliwie wspomina w swej książce Brückner) były dość szczególne. Nie mniej zajmujący jest nagrobek tego władcy, który w naszej wikipedii jest przedstawiony w sposób hańbiąco mglisty.

Dużo więcej detali przedstawiają nadzwyczajne zdjęcia wykonane przez Pawła Mazura, który zgodził się na to, by wykonane przez niego zdjęcie uświetniło ten tekst.

Serdecznie mu za to, w imieniu swoim i wszystkich, którzy czytają ten tekst, dziękuję. Podziwiajmy różnicę jakości i zerknijmy na inne prace pana Pawła, obrazujące jak imponująco wyglądała kultura materialna Siedmiogrodu. Zauważmy też różnicę między klasą zdjęć Pawła Mazura, kontrastującą z koszmarnym produktem fotografiopodobnym, serwowanym nam przez polską wikipedię.

Oto rzeczony sarkofag - złowrogi lew kładzie swą łapę na władcy, którego nogi unieruchamiają dwa inne kudłate stwory. Spójrzmy jeszcze na twarz człowieka, który na cztery dni przed śmiercią zrzekł się królestwa. Ten człowiek nie ma twarzy! 

Zapędziliśmy się nieco. Wróćmy tymczasem do inicjału partytury Bekfarka.

Mamy tu renesansowego uczonego, który pochyla się nad kociołkiem. Cóż w nim gotuje, skoro czuwa nad nim wąż, a obok kibicuje dziwna postać, która niczym biblijny władca insektów, więzi na wątłej nici jakiegoś owada?

Ten obrazek otworzy mój kolejny wpis, w którym splotą się jakże wątłe nici życia Jana II Zygmunta, ledwie wspomnianego tu Ferenca Dávida, Bony i Batorego. Sięgniemy też do książki Hermana Zdzisława Scheuringa "Czy królobójstwo?".

Ta książka zupełnie słusznie kilkukrotnie Jerzego Biandratę wspomina; i chyba zupełnie niesłusznie pozostawia go nieco w cieniu. Możemy być za to pewni, że Biandrata wolałby w tym cieniu dozgonnie pozostać.

Zachęcam także do sięgnięcia po ostatnie dostępne numery śródziemnomorskiej "Szkoły Nawigatorów", bowiem niektóre wiatry będą nas ewidentnie spychać w stronę cichego bohatera artykułu "Galernicy bankowości".

O ile mój kolejny tekst nieco objaśni nam kolejne wielkie dziejowe role odgrywane przez Biandratę, o tyle kwestia, dlaczego herb Bony pojawił się na ramie obrazu, traktującym o Batorym, pozostaje otwarta. Matejko wyprzedził wszak swym dziełem i książę Scheuringa, i książkę Brucknera i raczej nie miał wiedzy na temat nietypowych farmakologicznych ciągot Biandraty. O otruciu Bony wiedział na pewno, bo świadczy o tym jeden z pierwszych namalowanych przez niego obrazów. Pytanie, czy wiedział o otruciu Batorego, czy może chciał, by w przyszłości ktoś przeprowadził w tej sprawie jakiś "ramowy" dowód?

P.S. Nie wiem kiedy zamieszczę kontynuację tego wpisu. Póki co pracuję nad alternatywnie kompatybilną wersją tej historii przeznaczoną do numeru „pruskiego” SN. Mniej cierpliwym polecam książeczkę Brucknera, z której niedługo wybiorę do dalszego ciągu dochodzenia kilka smakowitych kąsków:

https://allegrolokalnie.pl/oferta/aleksander-bruckner-roznowiercy-polscy

 



tagi: nostradamus  stefan batory  bekwark  siedmiogrod  bona  giorgio blandrata  jan ii zygmunt zapolya  izabela jagiellonka  aleksander bruckner  pappacoda  jan jerzy biandrata  paweł mazur 

betacool
18 lutego 2020 20:20
56     11479    27 zaloguj sie by polubić
komentarze:
MarekBielany @betacool
18 lutego 2020 21:05

Ciekawe na kim/Kim leży lew ?

zaloguj się by móc komentować

betacool @MarekBielany 18 lutego 2020 21:05
18 lutego 2020 21:07

Też mnie to intryguje, bo ewidentnie leży na dziecku.

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @betacool 18 lutego 2020 21:07
18 lutego 2020 21:21

dziecko leży na skrzydłach ?

zaloguj się by móc komentować

Tenerka @betacool
18 lutego 2020 21:39

Brawo betacoolu !

...nie tylko grot sztandaru wskazuje na herb Bony....ale tam i bębęn stoi.

W tarabany biją !

Zaiste wymowne i nieprzypadkowe.

Mistrz Matejko, zdaje się więcej znaczących detali poukrywał, ot choćby "mowę dłoni" zakonnika i zwracającego uwagę na to rycerza w zielonym....

zaloguj się by móc komentować

betacool @Tenerka 18 lutego 2020 21:39
18 lutego 2020 22:10

I pysk martwego niedźwiedzia na herb Bony warczy...

zaloguj się by móc komentować

Tenerka @betacool
18 lutego 2020 22:38

He he, faktycznie !

...a tak szukałem tego trzeciego potwierdzenia.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Tenerka 18 lutego 2020 22:38
18 lutego 2020 22:49

W tym narożniku rośnie drzewko - jest ścięte, albo złamane. Najbliżej niego stoi kanclerz Zamoyski. Podejrzewam, że na najbliższej konferencji LUL ktoś przedstawi Nawigatorom pewną teorię na ten temat.

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @betacool
18 lutego 2020 23:05

łasita ścięta.

:(

zaloguj się by móc komentować

Tenerka @betacool 18 lutego 2020 22:49
18 lutego 2020 23:09

Wypatrywał będę.

Wszystkiego najlepszego.

zaloguj się by móc komentować

tomciob @betacool
19 lutego 2020 02:08

Witam.

Akurat wytłumaczenie herbu Bony w obrazie o Batorym trudne chyba nie jest. Wystarczy dokładnie prześledzić historię Izabeli Jagiellonki najstarszej córki Bony.

Izabela Jagiellonka

Przy czym jej nagrobek jest obok nagrobka jej syna ale w kąciku:

https://fabrykaczasuulotna.files.wordpress.com/2016/07/dsc09643.jpgźródło zdjęcia

a tu bez polskich bez polskich kwiatów

http://www.krajoznawcy.info.pl/foto/2010-10-23/DSC_0073a0a3.JPGźródło zdjęcia

a tu mamy ładny widok na płaskorzeźbę nagrobka Jana II Zygmunta:

http://home.agh.edu.pl/~wilk/Rumunia/rum0870.jpgźródło zdjęcia

Notka jak zwykle ciekawa, wątków bez liku, a historia jak to historia ciekawie kołem się toczy. Raz walczysz z przyszłym królem Polski, a potem mu pomagasz, jak na przykład Kasper Bekiesz.

Dziękuję i pozdrawiam

 

zaloguj się by móc komentować

Pioter @betacool
19 lutego 2020 05:41

A ja zadam bardzo dziwne pytanie:

Zgodnie z opisem z polskiej wiki Obraz mocno ucierpiał podczas II wojny światowej. Podobnie jak Rejtan został wywieziony na wschód i przejęty przez Niemców, przechowywany we Lwowie, w pośpiechu ewakuowany w 1944, złożony został w kostkę na 18 części. Kiedy profesor Stanisław Lorentz odnalazł oba płótna we wsi Przesieka koło Jeleniej Góry, były w tak katastrofalnym stanie, iż ich odnowa zajęła trzy lata.

Co przemalowywano przez 3 lata? I czy  zachowały się przedwojenne ilustracje obrazu i ktoś je porównywał?

zaloguj się by móc komentować


gabriel-maciejewski @betacool 19 lutego 2020 06:47
19 lutego 2020 07:14

Konserwacja może tyle trwać

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @betacool 18 lutego 2020 21:07
19 lutego 2020 07:15

Zrobili facetowi nagrobek bez głowy i żaden historyk sztuki nie umie tego wyjaśnić? To jest niepojęte. 

zaloguj się by móc komentować


Pioter @gabriel-maciejewski 19 lutego 2020 07:14
19 lutego 2020 08:38

To wiem. Wiem też, że ogólny zamysł obrazu pozostanie bez zmian. Ale w detalach mogło się coś pozmieniać, zważywszy na czasy, w których wykonywano konserwację.

zaloguj się by móc komentować

atelin @betacool
19 lutego 2020 09:11

Świetna notka. Nawet przekopałem się przez czeluście i odnalazłem herb Rurykowiczów: tam faktycznie występuje dwugłowy czarny orzeł. Pytanie dlaczego ten herb trzyma kurdupel o wyglądzie bogatego przygłupa? Skrajna prawa dolna. I czy ten w brązowym bije czołem przed Batorym, czy temu herbowi pokazuje dupę? I ten o wyglądzie Wernyhory - co trzyma w ręce? Jakąś tabliczkę czy księgę? I dlaczego na niej jest walący w oczy "X"?

zaloguj się by móc komentować

betacool @betacool
19 lutego 2020 09:27

Tak ten krzyżyk bardzo intrygujący. Ten siwowłosy brodacz, który trzyma tę księgę to kniaź Dymitr Jelecki . Podobno trzyma w ręku tekst rozejmu zawartego z Batorym w Jamie Zapolskim.

Może historycy  wiedzą,  że ten tekst zaczynał się wielkim iksem?

 

zaloguj się by móc komentować

Andrzej-z-Gdanska @betacool
19 lutego 2020 09:49

Kolejna, niezmiernie ciekawa notka z widokiem na ciekawy ciąg dalszy.
Ten "koniec historii" przypomniał mi taką myśl, że Bóg jest Panem historii i przez to niejako ją pisze. Skoro "historia się skończyła" wg niektórych to nasi "starsi bracia" napiszą nam od nowa i dalej nam będą "pisać" w przyszłości. Mają sporo nagromadzonych "funduszy".

Bedąc w Krakowie "odwiedziłem" mistrza Jan Matejkę w jego domu - niezapomniana wizyta i ciekawe zbiory zawiera, np. jest wypchany koń w skali 1:1. :)

zaloguj się by móc komentować

betacool @Andrzej-z-Gdanska 19 lutego 2020 09:49
19 lutego 2020 09:56

Byłem tam powtórnie kilka dni temu, żeby się dokładnie przyjrzeć pewnym ramom.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @betacool
19 lutego 2020 12:06

Rewelacja. Super notka.

Okazuje się, że z Genewy czy poprzez Genewę byli wysyłani w okolice katolickich dworów różni "humaniści", jak nie lekarze to sekretarze. W angielskiej  wiki jest napisane, że Biandrata w Genewie bywał "na dworze" Jane Stafford -żony (nie w obrządku katolickim)  ex-księdza hrabiego Massimiliano Martinengo pseudonim artystyczny Celso. Ten zaś był synem hrabiego Cesare II Martinengo Cesaresco i hrabiny Ippolity z domu Gambary.

Starszy brat Celso - Girolamo był nuncjuszem apostolskim w Polsce, co można wyczytać z drzewka genealogicznego rodziny Martinengo. Był też ks Girolamo  cameriere segret Pawła III i nuncjuszem na dworze we Wiedniu.  A braciszek Celso mógł mu podsyłać lekarzy humanistów z Genewy po konsultacji z Jane Stafford wiernej poddanej angielskiej.

Nawiasem "na dworze w Genewie" Celso Martinengo i Jane Stafford schronił się też z Hiszpanii "umanista"  Juan de Valdes , z matki pochodzącej z rodziny Żydów konwertytów, który w swych pismach dowodził, że ślub zawarty przez Henryka VIII z Katarzyną Aragońską - był nieważny.

https://www.geni.com/people/Girolamo-Martinengo-Cesaresco-nunzio-apostolico/6000000084797907267

 

https://it.wikipedia.org/wiki/Celso_Martinengo

https://it.wikipedia.org/wiki/Juan_de_Vald%C3%A9s

 

zaloguj się by móc komentować

olekfara @betacool
19 lutego 2020 13:34

Po takiej wiedzy, to monarchistów być może sie trochę znalazło, ale kandydata na króla, to chyba już nie. Wygląda to, że król to najniebezpiecznieszy zawód świata. Do tego te trucizny działajace z opóźnieniem. Współcześnie tego na chemii to jednak nie uczą.

zaloguj się by móc komentować

betacool @pink-panther 19 lutego 2020 12:06
19 lutego 2020 14:00

Dziękuję za uzupełnienie, bo rzuca światło na kolejne osoby pozostające nieco w cieniu, acz bardzo istotne. Próbowałem pójść tropem pani Jane Stafford, ale ostatecznie odpuściłem, bo scalenie tych wątków, które ostatecznie wybrałem też bedzie sporym wyzwaniem.

Gratuluję, bo Pani reflektor tafił jednak w jądro kolejnej części tej opowieści, czyli żydowskich konwertytów.

zaloguj się by móc komentować

betacool @olekfara 19 lutego 2020 13:34
19 lutego 2020 14:08

Za to w szkole (co prawda nie na chemii) mnie uczono, że polska historia nie znała królobójców.

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool 19 lutego 2020 09:27
19 lutego 2020 18:28

i jak tu nie kochać Matejki? :)

X to 10

10 lat rozejmu wynikającego ze zwycięstwa Batorego i podpisanego układu.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool
19 lutego 2020 18:29

A tak w ogóle to kapitalny kawał roboty!

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @ainolatak 19 lutego 2020 18:28
19 lutego 2020 18:30

jako nie historyk tak sądzę :)

zaloguj się by móc komentować


betacool @ainolatak 19 lutego 2020 18:30
19 lutego 2020 18:34

Lepiej się za bardzo na nich nie oglądać i często traktować jako pole kapusty do ubicia i ukiszenia.

zaloguj się by móc komentować

Perseidy @betacool
19 lutego 2020 23:01

Do postaci Batorego pozował ormiański szlachcic Tuchanowicz, który przybył do Krakowa z ratą dzierżawną wynoszącą 24 tys. złr. Matejko zobaczywszy go wychodzącego z kościoła Mariackiego nie odstępował go na krok. Tuhanowicz do cukierni - Matejko za nim,  siada przy sąsiednim stoliku i nie odrywa od Tuchanowicza wzroku. Ten, zdjęty strachem o pieniądze kupuje pistolet  przekonany, że prześladuje go wariat lub złodziej. Kiedy wreszcie po długim spacerze na Plantach udaje się do restauracji w Hotelu Saskim i Matejko też tam jest, przygląda mu się szepcząc w uniesieniu - "co za głowa! co za wyraz! istny Stefan!"

Kiedy się wreszcie wyjaśniło w czym rzecz, pozowanie trwało trzy dni, Matejko sfinansował pobyt w Krakowie i "królewskie" poczęstunki swojemu modelowi.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Perseidy 19 lutego 2020 23:01
19 lutego 2020 23:31

Proszę sobie wyobrazić ogrom jego pracy. On o malowanych postaciach wiedział więcej, niż my dysponując dziś internetem. A oprócz świetnie rozpoznanej historii, detalicznie  znał jeszcze ikonografię i dlatego od razu rozpoznawał swoich modeli. O materiałach i ornamentyce nie wspomnę.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool 19 lutego 2020 18:34
20 lutego 2020 00:40

zamierzam ukisić ;)

ten sarkofag to też niezły numer...nigdzie nie mogę znaleźć zdjęcia z góry, jest z jednego i drugiego boku ale hasło twarz nie istnieje, mimo ułomnej próby tłumaczenia na węgierski możliwych słów kluczy...no chyba, że moja wyszukiwarka ma szlaban...

a co do polskiej historii, w której nie truło się władców ani nawet tych potencjalnych... mamy tendencje do doszukiwania się spisków, więc po co nam wiedza o lekarzach i trutkach? Żeby się dziwić w jaki sposób można wyrokować, że ktoś zmarł na gruźlicę, kiedy w źródłach mowa tylko o boleści piersiowej i nie zrobiło się badań tkanki kostnej? ;)

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Perseidy 19 lutego 2020 23:01
20 lutego 2020 01:05

podobieństwo w istocie niezwykłe

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak 20 lutego 2020 00:40
20 lutego 2020 07:38

Też próbowałem znaleźć historię tej brakującej twarzy.  Bez skutku. 

e

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @betacool
20 lutego 2020 07:40

Dziękuję, ależ niesamowite. 

zaloguj się by móc komentować


kazef @betacool 20 lutego 2020 07:38
20 lutego 2020 09:33

Ciekawa sprawa, rzeczywiście trudno znaleźć fotkę z góry, co wyjaśniłoby sprawę.

Ale znalazłem tekst polskiego historyka, który napisał:

Korona wyrzeźbiona została na poduszce obok głowy

http://cejsh.icm.edu.pl/cejsh/element/bwmeta1.element.ojs-doi-10_12775_OiRwP_2014_01

zaloguj się by móc komentować

betacool @kazef 20 lutego 2020 09:33
20 lutego 2020 10:45

Dzięki za zainteresowanie tematem i dociekliwość. Znamienne, że naukowcy wnikają nawet w heraldyczne detale, a o braku twarzy nie odezwą się ani słowem. Zacytujmy nieco większy fragment przcy pana Szymona Brzezińskiego:

"Płyta tumby grobowej Jana Zygmunta w katedrze w Alba Iulia niesie
szczególne przesłanie. Przy prawej nodze leżącej postaci władcy umieszczono
czwórdzielną tarczę herbową. W pierwszym i trzecim polu znajdują
się herby państwowe: polski orzeł i pasy Arpadów, w drugim i trzecim
– rodowe: wspięty wilk i jednorożec Zapolyów146. Z punktu widzenia
heraldyki istotne jest, że herb Węgier zajmuje tylko jedno z czterech pól
a na najważniejszym polu figuruje herb innego państwa. Jak przypuszcza
Éva Gyulai, wskazywało to nie tylko na królewską ambicję Zapolyi –
niedoszłego pretendenta do korony polskiej, ale mogło wyrażać plany
Stefana Batorego, który wystawił nagrobek poprzednikowi147. Korona
wyrzeźbiona została na poduszce obok głowy. Ma formę zamkniętą,
jednak nie jest insygnium koronacyjnym królów węgierskich, jako że
Jan Zygmunt zrezygnował z praw do godności królewskiej"

 

zaloguj się by móc komentować

Pioter @betacool 20 lutego 2020 10:45
20 lutego 2020 11:11

Powoli zaczynam mieć dość tych wszystkich pseudohistoryków z tytułami. Ich zdaniem każdy władca używający w herbie orła planuje zasiąść na polskim tronie.

To standartowa węgierska moneta bita przez Jana Zapoylę w latach 1556 - 1572. Z napisem "Wybrany królem Węgier" oraz herbem - zgodnym ze standartem wprowdzonym ordynacjami Macieja Korwina. Na pierwszym miejscu tu jest herb Węgier (podzielony na 4 pola w tym wypadku - bo nie miał prawa jako niekoronowany władca do węgierskich pasów samodzielnych). Na drugim - herb kraju, nad którym panuje prócz Węgier (zazwyczaj w tym miejscu jest herb Górnych Węgier - czyli słowacki krzyż, ale u Zapoyli jest orzeł - górnośląski a nie polski), na trzecim miejscu herb rodowy (tu akurat Sworzów) i na ostatnim miejscu pretensje terytorialne (Dalmacja).

Orzeł na pierwszym planie w herbie na nagrobku oznacza, że pochowano go tam jako księcia opolskiego (był nim w formalnie latach 1552-1571, a faktycznie w okresie 1552-1556). Nie można go było pochować jako króla (nawet tytularnego) Węgier, bo tego tytułu się na 4 dni przed śmiercią zrzekł.

zaloguj się by móc komentować

kazef @betacool 20 lutego 2020 10:45
20 lutego 2020 11:20

Ale dlaczego Pan uważa, ze tam nie ma twarzy?

Proszę zajrzeć jeszcze do artykułu, na którym opiera się Pan Szymon Brzeziński.

Jest tam ciekawa ilustracja i opis szczegółów nagrobka (s. 155-156):

https://www.uni-miskolc.hu/~philos/2008_tom_XIII_3/125.pdf

 

 

 

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @betacool
20 lutego 2020 11:34

Wygląda na to, że oba nagrobki: matki i syna mają świadomie zniekształconą twarz. Tak w pewnym węgierskim tekście - recenzji książki historycznosztucznej, po przepuszczeniu przez tłumacza gugla: "Pod najbardziej wyszukaną odzieżą i zbroją formy ciała nie przeważają. Twarz Johna Zygmunta jest całkowicie złamana, a twarz Isabelli okaleczona, ale brak indywidualnej charakterystyki jest jednoznaczny. Siła artysty tkwi w bogatych, tłoczonych ozdobach zbroi, ciężkich haftach, które całkowicie obezwładniają wspaniałą damską sukienkę." (http://www.mke.hu/lyka/08/171-186-erdely.htm)

A tu najwyraźniejsze przedstawienie, czyli rysunek nagrobka, z bezkształtną twarzą:I źródło: http://mek.oszk.hu/01800/01885/html/index1004.html

zaloguj się by móc komentować

betacool @kazef 20 lutego 2020 11:20
20 lutego 2020 11:36

Ma pan rację. To jest osobno leżąca korona, pod którą oczywiście twarzy być nie może.

To chyba mój spory fejk. Dzięki.

zaloguj się by móc komentować

kazef @jolanta-gancarz 20 lutego 2020 11:34
20 lutego 2020 11:57

Twarz Johna Zygmunta jest całkowicie złamana

Węgierskie słowo törve można też tłumaczyć jako zepsuta lub potłuczona.

Tak czy owak mamy tu do czynienia z celowym, niewyraźnym przedstawieniem twarzy, czy też jak chce autor w zacytowanym przez Panią artykule brakiem indywidualnej charakterystyki postaci jako artystycznym środku użytym przez rzeźbiarza.

Pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool
20 lutego 2020 19:38

Ten wąż pożera czy wypluwa człowieczka? Czasem mam wrażenie że wypluwa. Nadto sztandar moskiewski wskazuje na ten herb, ale herb "jest pod" bębnem. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool
20 lutego 2020 19:44

Apropos pruskiego SN, William Urban ma artykuł o humanistach w Prusiech na dworze ostatnich mistrzów krzyżackich i wspomina, iż wielki mistrz Martin Truchseß von Wetzhausen (1435-89), ten sam który chciał pływać w krwi polskiego króla albo go utopić w niej ("ehe er welde dem Könige von Polen schweren, er welde ehe in seinem Blutte vortrincken"), zmodyfikował pięczeć zakonu na niewiastę przy ołtarzu karmiącą węża. W sieci tego obrazka nie znalazłem.

zaloguj się by móc komentować

Matka-Scypiona @betacool
20 lutego 2020 21:51

W starożytnym Egipcie, żeby skazać władcę na zapomnienie, okazać wobec niego pogardę i dać upust swojej nienawiści wydrapywano jego imię z kartuszy. Brak twarzy na nagrobku  może mieć podobne znaczenie. 

zaloguj się by móc komentować

Aquilamagna @betacool
21 lutego 2020 14:02

Komentator TVP Przemysław Babiarz właśnie rozpoczął transmisję skoków narciarskich w Siedmiogrodzie od wspomnienia króla Stefana Batorego, który uczynił dla nas wiele pożytecznych rzeczy, lecz zszedł przedwcześnie z tego świata, w czym "można podejrzewać pewną intrygę".

:)

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @betacool
21 lutego 2020 15:28

Dziękuję za bardzo ciekawy i pożyteczny artykuł. Trudno znaleźć zdjęcie nagrobka Jana II Zygmunta z góry...

zaloguj się by móc komentować

betacool @kazef 20 lutego 2020 11:57
22 lutego 2020 11:35

Nurtuje mnie ta kwestia niezmiernie. Takie detale dookoła, a umarłemu w pewnym sensie odbiera się twarz. Spróbuję się z tym zmierzyć w kolejnym odcinku.

zaloguj się by móc komentować


betacool @Pioter 20 lutego 2020 11:11
22 lutego 2020 11:39

Dobrze jest móc uczyć się od najlepszych. To są niesamowite historie.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Magazynier 20 lutego 2020 19:44
22 lutego 2020 11:43

Dziwna modyfikcja.  Próbowałem szukać i też bez skutku.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Matka-Scypiona 20 lutego 2020 21:51
22 lutego 2020 11:45

Chyba rzeczywiście da się odnaleźć pewne analogie z historią Jana Zygmunta. Właśnie nad tym pracuję.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Aquilamagna 21 lutego 2020 14:02
22 lutego 2020 11:46

Kto wie, może czytał książkę "Czy królobójstwo?".

zaloguj się by móc komentować

betacool @Stalagmit 21 lutego 2020 15:28
22 lutego 2020 11:48

Nic to. Ciekawy tekst o nim i o ginekologu teologu znalazłem u Brucknera. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool 22 lutego 2020 11:43
22 lutego 2020 13:00

Według William Urbana humanistyczna. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować