-

betacool

Gdy przypływ dolarów przybrał pokaźne rozmiary

Makulektura nr 53

Gdy przypływ dolarów przybrał pokaźne rozmiary

Feliks Młynarski, Wspomnienia, PWN, Warszawa 1971

 

„Gdy przypływ dolarów przybrał pokaźne jak na nasze warunki, rozmiary, postawiłem na zebraniu Komisji wniosek, aby część sum przeznaczyć na kupno karabinów dla organizacji strzeleckich. Austriackie władze wojskowe zezwalały na kupno i gromadzenie broni. Przeciwstawił się temu Piłsudski. Użył argumentu, że na wypadek wojny broń dostaniemy od Austrii. Nie byłem takim optymistą i w PDS (Polskie Drużyny Strzeleckie – przyp. moje) powoli, z własnych składek, nabywaliśmy karabiny, aby mieć chociaż odrobinę niezależności. Mój skromny głos nie mógł przeważyć autorytetu Piłsudskiego. I całość dochodu z Ameryki nadal używano wyłącznie na pokrywanie kosztów  administracyjnych”.

To fragment wspomnień Feliksa Młynarskiego, który był wybitnym ponad epokowym finansistą swobodnie poruszającym się w monetarnych zawiłościach systemów monetarnych Polski po odzyskaniu niepodległości, Generalnej Guberni i PRL-u. Przytoczony cytat dotyczy momentu poprzedzającego wybuch I WŚ.

To co mnie w tym fragmencie uderzyło, to nie tyle fakt, że strumień dolarów przybrał pokaźne rozmiary, lecz to, że został sklasyfikowany przez Młynarskiego jako „dochód”. Ja co prawda wybitnym ponad epokowym finansistą nie jestem, ale wydaje mi się, że skoro przypływ gotówki jest jeszcze obarczony kosztami administracyjnymi, to powinien być raczej sklasyfikowany jako „przychód”. Teoria bowiem mówi, że przy zbyt wysokich kosztach (także tych administracyjnych) pozycja dochód może być w bilansie zaznaczono na czerwono – zwłaszcza wtedy, gdy prowadził ją buchalter, który miał do tego koloru wielki sentyment, do czasu oczywiście, gdy nie wysiadł na przystanku z napisem „Niepodległość”.

Feliks Młynarski pisze, że funduszami opiekowała się struktura pod nazwą Komisja Tymczasowa Skonfederowanych Stronnictw Narodowych i była pełna późniejszych gwiazd życia politycznego i gospodarczego. Znaleźli się tam Witold Jodko-Narkiewicz, Ignacy Daszyński, Władysław Sikorski, Feliks Młynarski, Marian Rapacki (późniejszy prezes „Społem”), Tetmajer. Siedzibą KTSSN stał się Kraków, a lokal organizacji mieścił się przy ulicy Dunajewskiego 6. Młynarski pisze, że zebrania odbywały się rzadko, gdy trzeba było podjąć „uchwały”. Na pierwszy ogień poszły sprawy personalne, czyli zorganizowanie aparatu wykonawczego:

„…wszystkie resorty KTSSN, a więc wojsko, skarb i sekretariat polityczny, zostały obsadzone przez ludzi z PPS. Dzięki temu jedna partia zmonopolizowała kierowanie pracami koordynacyjnymi. Nie mogło jednak stać się inaczej. Kierowanie resortami koordynacyjnymi wymagało poświęcenia dużej ilości czasu. Poza ludźmi, którzy schronili się do Krakowa i byli bezrobotni, nie było nikogo, komu można by było powierzyć kierownicze stanowisko. Szczególnie w zakresie spraw wojskowych kandydatura Piłsudskiego okazała się bezkonkurencyjna (…).

Nie było innego wyjścia, jak zgodzić się na monopol Jodki-Narkiewicza i jego towarzyszy partyjnych. Należało wybrać między zgodą na taki monopol lub niedopuszczeniem do powstania KTSSN”.

Jak widzimy fakt bycia bezrobotnym, który schronił się w Krakowie nie oznaczał w owych czasach jakiegoś szczególnego nieszczęścia, zwłaszcza jeśli ten ktoś otarł się szyld organizacji, w której nazwie pierwszą literą było „pe” a trzecią „es”. Jak wiemy okresy tak szczególnie układających się koniunktur wcale nie są w historii takie rzadkie, więc pamiętajmy – jak już nie mieć porządnego zajęcia – to tylko w Krakowie!

Młynarski oczywiście będąc blisko centrum, dbał o rozwój wspieranych przez niego Polskich Drużyn Strzeleckich i trzeba przyznać, że notował na tym polu realne sukcesy:

„Rozwój naszej akcji był tak pomyślny, że na wiosnę 1914 r. mogły się odbyć w lasach chojnickich pokaźne ćwiczenia drużyn z zaboru pruskiego pod komendą przysłanego ze Lwowa Michała Łyżwińskiego (późniejszego Żymierskiego)”.

Ech, raptem dwie strony wspomnień, a na nich dwóch marszałków. Aż trudno oprzeć się wrażeniu, że to przypływ dolarów miał taki przedziwny wpływ na niektóre kariery, ale nie będę wysuwał tego rodzaju twierdzeń, bo mógłbym popełnić jakieś ogromne historyczne nadużycie.

Choć powiem Wam, że pokusa do takich uogólnień jednak jest, bo oto na trzeciej stroniczce (a mowa o trzech kolejnych stronach od 67 do 69) unurzana w strumieniu dolarów jest kolejna znacząca persona – Prezydent Polski:

„Zebrane sumy przekazywano na adres Gabriela Narutowicza, profesora jednej z politechnik w Szwajcarii i późniejszego pierwszego Prezydenta Polski, który z kolei przelewał je do naszego Skarbu Wojskowego”.

To nie jest jedyne źródło łączące Narutowicza z przepływem funduszy z Ameryki. Te wątki można odnaleźć w kilu dość trudno dostępnych książkach. Oto jeden z cytatów:

„Na wiosnę 1915r. ustalony został kanał przesyłkowy. „Na mocy porozumienia z Piłsudskim, Narutowiczem, Kotem i M. Sokolnickim kasjerem funduszów amerykańskich na Europę jest prof. Narutowicz. Kwitować ma on i Piłsudski”. Odtąd pieniądze zaczęły nadchodzić regularnie aż do r. 1918”.

Dobrze – ktoś powie – jest kasa, są ludzie ideowi, odpowiedzialni i zdecydowani, dlaczego nie mieliby się za nią zająć organizowaniem niepodległości, nawet jeśli by się to miało wiązać z jakimiś kosztami administracyjnymi i nawet jakimś partyjnym monopolem.

Wszystko jasne, tylko dlaczego w takim razie Piłsudski w swojej książce „Wspomnienie o Gabielu Narutowiczu” pisał o nim pięknie wprawdzie, ale tak jakoś nie do końca szczerze i o roli „kasjera funduszów amerykańskich na Europę” zupełnie zapomniał?:

„O Gabrjelu Narutowiczu słyszałem względnie bardzo dawno. Rodzina Narutowiczów pochodzi z tych samych stron, co moja — ze Żmudzi, i należy do tej samej ziemiańskiej szlacheckiej sfery, w której specjalnie w tym zakątku dawnej Polski wszyscy o wszystkich wzajemnie jeżeli nie wszystko, to zawsze coś niecoś wiedzą. Stąd nazwisko Narutowicza znane mi było od dzieciństwa. Później w czasie moich wędrówek po świecie nieraz obijało mi się o uszy jego imię, wspominane przez wielu moich przyjaciół, którzy dla tych czy innych powodów przemieszkiwali lub zawadzali o Szwajcarję. Było to naturalne. Ś. p. Gabrjel Narutowicz stał się w tym kraju swego rodzaju znakomitością dzięki wybitnym pracom w dziedzinie budownictwa wodnego. A że w owych czasach, czasach ciężkiej niewoli, każdy Polak, który zdobył uznanie wśród cudzoziemców, dawał wszystkim innym pewne prawo do dumy narodowej, nazwisko to przez nikogo ze spotykanych przezemnie Polaków inaczej jak z szacunkiem nie było wymawiane.

Przypominam sobie, że w tych czasach uderzył mnie jeden szczegół z życia Gabrjela Narutowicza. W jednej z rozmów któryś z moich znajomych wyraził się o nim, jako o dziwaku. Zapytany przezemnie, na czem polegać ma to dziwactwo, odpowiedział z charakterystycznem wzruszeniem ramion, że Narutowicz, jeszcze jako słuchacz politechniki, uczęszczał systematycznie na specjalne kursa wojskowe, istniejące przy politechnice zurychskiej dla przygotowywania oficerów armji szwajcarskiej.

Fakt ten był dla mnie nadzwyczaj zastanawiający. Było w owym czasie, gdy w dobie popowstaniowej, młodzież ulegała łatwo różnym prądom, jakie się krzyżowały w polskich umysłach, lecz wszystkie razem wykluczały absolutnie, jako rzecz zdrożną, rzecz śmieszną lub nonsensowną — jakąkolwiek pracę w dziedzinie nauk wojskowych.

Dla mnie osobiście Narutowicz, uczeń kursów wojskowych, był niejako wyrzutem sumienia, sam bowiem głęboko w sercu zataiłem jakby grzech dzieciństwa — sentyment dla tradycyj powstańczych polskich i gryzącą mnie ustawicznie zazdrość w stosunku do ubiegłych pokoleń, które miały tak piękne wiosny w swojem życiu. Zaledwie w najszczerszych rozmowach pozwalałem sobie dotykać zagadnień wojskowych; a tu człowiek, którego imię już powtarzano jako imię człowieka zasługi i wybitnej pracy, tak śmiało szedł po tej drodze, tak śmiało część swoich wysiłków poświęcał przedmiotowi powszechnie skazanemu w Polsce na zapomnienie, na odepchnięcie, na zatracenie.

Nie spotykałem się nigdy w tym czasie z G. Narutowiczem, lecz fakt ten wywołał w stosunku do niego jakąś bezwiedną sympatję, jakiś mimowolny pociąg. Nie spodziewałem się wtedy nigdy, że w dalszem życiu role nasze tak się dziwnie odwrócą. Ongiś ja jemu zazdrościłem jego studjów wojskowych. Po kilkunastu latach on, jak chętnie nieraz zaznaczał, zazdrościł mi mojej pracy wojskowej.

Zanim drogi życiowe nasze zetknęły nas w Warszawie, spotykałem się z temi lub innemi wzmiankami o G. Narutowiczu jeszcze z innej strony — ze strony rodzinnych stosunków, gdyż weszliśmy z sobą na drogę powinowactwa: rodzony brat ś. p. Narutowicza ożenił się z bliską moją kuzynką, Billewiczówną.

Osobiście poznałem G. Narutowicza, gdy już w czasie istnienia wolnej Polski wrócił z emigracji i został mi przedstawiony, jako kandydat na ministra robót publicznych w gabinecie p. Skulskiego”.

Czyż nie dziwne, że Marszałek tak skrzętnie zaznacza, że się nigdy z Narutowiczem nie spotkał i że ich drogi życiowe zetknęły ich dopiero w Warszawie, po powrocie Narutowicza do kraju.

Czy mogłoby to mieć związek z przypływem dolarów, klasyfikowanym jako dochód a obarczonym kosztami administracyjnymi, które wydały się komuś (w imię odzyskania niepodległości, oczywiście) sensowniejsze niż kupowanie broni?

Takie właśnie pytania i wiele innych ciekawych i niełatwych do rozwikłania kwestii, często jak się okaże związanych z „pokaźnym rozmiarów przypływem dolarów”, pojawią się w nadchodzącą sobotę na najbliższym moim wykładzie Akademii Radia Wnet: „Królobójcy – kogo mają na sumieniu polscy socjaliści?”

Dla chętnych dwa egzemplarze wyszukane w międzyczasie w punktach dostawczych makulekturowni.

https://allegro.pl/uzytkownik/makulekturapl?order=m



tagi: dolary  józef piłsudski  feliks młynarski  gabriel narutowicz  michał-rola żymierski 

betacool
6 stycznia 2019 17:22
27     3099    16 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Stalagmit @betacool
6 stycznia 2019 17:27

Tekst świetny i szokujący. A co do kwestii kształcenia wojskowego przed I wojną światową, polecam to:

https://polona.pl/item/szkoly-pod-bronia,Njc4NTkyMDE/

zaloguj się by móc komentować

betacool @Stalagmit 6 stycznia 2019 17:27
6 stycznia 2019 17:41

Dzięki za linka.

Bohaterem występującym na głębokim zapleczu tej opowieści będzie bankier Jakob Schiff, którego wzmiankowałeś "W jak nakręcić bombę". Ale więcej szczegółów na wykładzie, a dla Nawigatorów trochę później.

 

 

zaloguj się by móc komentować

Nova @betacool 6 stycznia 2019 17:41
6 stycznia 2019 18:03

Właśnie przeczytałem, że Młynarski był za zgodą władz polskich w Londynie szefem banku emisyjnego w generalnej gubernator, który powołał Hans Frank. Czasy się zmieniają bankierzy zostają ci sami. 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @betacool
6 stycznia 2019 18:08

O w mordę, przeczytałem początek, wszystkie dolary na działalność administracyjną...to znaczy, co - bankiety chyba? Zamiast brać broń od ententy, to Ziuk postanowił być lojalny wobec Austryjoka, świetna taktyka...

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @betacool
6 stycznia 2019 18:20

Przeczytałem dalej, to jest szok dla mnie osobiście - w 1913 Łyżwiński jest skazany w procesie o zamordowanie Świszczowskiego w księgarni Gebethnera i Wolfa, a rok później jest już zaufanym towarzyszem szkolącym ludzi w lasach....

zaloguj się by móc komentować

betacool @gabriel-maciejewski 6 stycznia 2019 18:20
6 stycznia 2019 19:14

Ciekawych odniesień do Twojego drugiego tomu będzie więcej. Kolejne w gabinecie Paderewskiego. Myślę, że też chodziło o strumień dolarów.

 

zaloguj się by móc komentować

WP @betacool
6 stycznia 2019 19:22

A kto przysyłał te dolary - polonia amerykańska?

zaloguj się by móc komentować

betacool @WP 6 stycznia 2019 19:22
6 stycznia 2019 19:44

Świetnie, że ktoś w końcu pyta.

Przysyłał je Aleksander Dębski - człowiek orkiesta - specjalista od bomb, ostrych strzelanek, drukarz, pomoc dentystyczna, szmugler waluty w złocie i a w końcu senator II RP. O sposobach zbierania i związanych z tym kłopotach powstanie kolejna notka.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Nova 6 stycznia 2019 18:03
6 stycznia 2019 20:02

Z tą zgodą to pewne perypetie były, ale się szczęśliwie dla Młynarskiego wyjaśniły.

 

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @gabriel-maciejewski 6 stycznia 2019 18:20
6 stycznia 2019 20:06

Skazany był Jan, młodszy brat. A Młynarski pisze o starszym, Michale. Póxniejszym marszałku LWP.

zaloguj się by móc komentować

WP @betacool 6 stycznia 2019 19:44
6 stycznia 2019 20:10

To czekam z niecierpliwością na tę notkę.

A wiadomo o jakich kwotach mówimy?

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @jolanta-gancarz 6 stycznia 2019 20:06
6 stycznia 2019 20:14

No tak, przepraszam, ale to jedna rodzinka...

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @gabriel-maciejewski 6 stycznia 2019 20:14
6 stycznia 2019 20:19

No jedna. Stąd potem ten cyrk ze zmianą nazwiska;-)

zaloguj się by móc komentować

betacool @WP 6 stycznia 2019 20:10
6 stycznia 2019 20:20

Tak. Ignacy Daszyńskiego w pamiętnikach je podaje i z goryczą stwierdza, że to ledwie tyle co polskie świętopietrze. 

W sumie to papież był jeden, a Watykan malutki, a tu na miejscu obszar dużo większy no i jeszcze te koszty administracyjne...

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @betacool
6 stycznia 2019 20:21

Off topic. Ktoś to skomentował - Kaftan, strzelnica, piaskownica

 

https://twitter.com/Immanuela_Kant/status/1081973668555747328?s=19

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @gabriel-maciejewski 6 stycznia 2019 18:08
6 stycznia 2019 20:23

"Koszty administracyjne" obejmują różne pozycje ale najczęściej największą z nich są "płace kierownictwa", "koszty wynajmu i ogrzewania lokalu" oraz "koszy delegacji". A jeździli wtedy strasznie często, jak nie do Londynu, to do Szwajcarii, Berlina, Wiednia a niektórzy nawet do Nowego Jorku.

No jeszcze zakup papieru i atramentu a także w tamtych czasach- kałamarzy. Mogły być tez pozycje "koszty personelu" a tam te wszystkie "dziewczęta rewolucji", co umilały trudne życie patriotów.

Mnie najbardziej zainteresowałyby ŹRÓDŁA tych przychodów. Skąd i za co była ta kasa? KTO przysyłał, gdzie było założone konto, czy raczej wozili w teczkach i trzymali w sejfach, z daleka "od biura".

PS. Może Ziuk miał dyskretny sygnał, że te całe "organizacje strzeleckie" to mają być tak bardziej na niby.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @pink-panther 6 stycznia 2019 20:23
6 stycznia 2019 20:37

Mnie to wygląda na działaniapodobne  do tych, które prowadził za naszych czasów drogi Bronisław, co woził tysiące dolarów w walizkach przez różne granice. Rzecz jasna niezapomniany generał Pożoga o przewożeniu walizek w ogóle nie wiedział.

zaloguj się by móc komentować

betacool @betacool
6 stycznia 2019 20:39

Mnie najbardziej zainteresowałyby ŹRÓDŁA tych przychodów. Skąd i za co była ta kasa? 

 

Cóż ponoć weszli do dużych zakładów i ubezpieczenia jak Włosi i Irlandczycy sprzedawali. Trudno sobie wyobrazić, że Itajliancy i Ajrisze pozwoliły na taką bezczelną konkurencję. Jedyna moim zdaniem możliwość jest taka, że ktoś im kazał pozwolić. Cegiełki na niepodległość też sprzedawali. Kto wie, czy kup pan cegłę, to się nie z tego właśnie wzięło.

Kasę (z paru fragmentów wnioskuję) wożono osobiście i chyba w złocie. Dębskiemu zarzucono zresztą defraudację, ale zarzut oddalono w głosowaniu komitetu ogromną większością głosów.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @pink-panther 6 stycznia 2019 20:23
6 stycznia 2019 20:46

Źródłem funduszów w latach osiemdziesiątych była cija, a za późnego cysorza Franciszka Józefa zapewne poprzednie wcielenie cii.

zaloguj się by móc komentować

Nova @pink-panther 6 stycznia 2019 20:23
6 stycznia 2019 21:21

  Możliwe też ,że nasz kochany przez naród Ziuk służył na raz więcej niż jednemu  panu i czsami wykonywał na raz sprzeczne względem siebie instrukcje. Biorąc pod uwagę fakt, że Młynarski do II wojny Światowej pełnił ważne funkcje i nie spotkało go nic złego za sanacji musiał być zblatowany z Piłsudskim jeśli chodzi o milczenie na temat kasy z Hameryki.Taka omerta co do korzeni, coś jak milczenie niektórych solidarnosciowców na temat pieniędzy dla opozycji z Zachodu. Człowiek tylko może ciężko wzdychać że Narutowicz nie dożył wieku kiedy pisze się pamiętniki.

zaloguj się by móc komentować

betacool @betacool
6 stycznia 2019 21:27

"Człowiek tylko może ciężko wzdychać że Narutowicz nie dożył wieku kiedy pisze się pamiętniki".

Trafione w punkt. Za to o ile lżej mogli oddychać inni. 

Dawno temu pisałem w swoich notkaż, że on się bardzo przed tym przyjazdem wzbraniał i został ściągnięty do Polski po śmierci swej żony na tak swoją dawną miłość, którą zatrudniono by była ozdobą biblioteki w ministerstwie które miał objąć.

http://betacool.szkolanawigatorow.pl/kroniki-zapowiadanych-smierci-ku-pamieci-ofiar-wszelkich-niecnot

zaloguj się by móc komentować

betacool @betacool
6 stycznia 2019 21:29

"Człowiek tylko może ciężko wzdychać że Narutowicz nie dożył wieku kiedy pisze się pamiętniki".

Trafione w punkt. Za to, o ile lżej mogli oddychać inni. 

Dawno temu pisałem w swoich notkach, że on się bardzo przed tym przyjazdem wzbraniał i został ściągnięty do Polski po śmierci swej żony na tak zwaną "dawną miłość", którą zatrudniono, by była ozdobą biblioteki w ministerstwie które miał objąć.

http://betacool.szkolanawigatorow.pl/kroniki-zapowiadanych-smierci-ku-pamieci-ofiar-wszelkich-niecnot

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @betacool
6 stycznia 2019 22:50

i kogo to obchodzi ?

wróć: ilu ?

pińcet ?

:)

zaloguj się by móc komentować

betacool @MarekBielany 6 stycznia 2019 22:50
6 stycznia 2019 23:31

Myślę, że na taką wiedzę trzeba być w pewien sposób gotowym.

Widzę po swoich dzieciakach,  które muszą to konfrontować z lekcjami historii...

One już czują, że są koszmarnie oszukiwane ale czasem i mnie żal ich pozbawiać resztek złudzeń.

Dorośli mają z tych kłamstw zbudowane szkielety swoich postaw i poglądów...

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool
6 stycznia 2019 23:43

Młynarski jest rozbrajający, a Ty jak brzytwa ;)

O Olku Dębskim już zaczęliśmy rozmawiać przy okazji twojej notki o programie likwidacji i ochrony świadków. To jest kolejny mistrzu, co też studiował w Szwajcarii chemię.

No a potem w Ameryce to całkowicie skrzydła rozwinął. Był tam „jakby ministrem finansów z zagranicy dla PPS”. Mimo przeszkód sporo tysięcy dolarów zebrał i wysłał na akcję rewolucyjną partii…  był „ głównym nerwem całej ówczesnej roboty socjalistycznej w Ameryce. On nadaje ton, on jest organizatorem i ośrodkiem roboty. Po upadku rewolucji licznie przybywa do Ameryki emigracja polityczna z rosyjskiego zaboru. Zjawiają się i stają do roboty socjalistycznej pierwsze kadry inteligentów" [ho ho ;-)]

Towarzysz Dębski zostaje tam politycznym sekretarzem Komitetu Obrony Narodowej (KON) i łącznikiem między Stanami a krajem. Urabia amerykańską opinię publiczną i swoje stosunki wśród wybitnych Amerykanów dla sprawy polskiej w piśmie „Wici" (po polsku i angielsku). „Płyną dolary na ówczesny ruch strzelecki, a potem na Legjony. Tysiące, dziesiątki tysięcy przesyła lub przewozi osobiście tow. Dębski. Jako obywatel amerykański ma tow. Dębski swobodę ruchów nawet podczas wojny i blokady. Udaje się ten „ambasador" jeszcze na mapie nieistniejącego Państwa wielokrotnie do Szwajcarii, do krajów skandynawskich”, i nie należy zapomnieć o Anglii, o którą zahaczał jadąc do kraju…

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak 6 stycznia 2019 23:43
7 stycznia 2019 00:11

Brawo, brawo.

Ukazały się dwie jego biografie. Jedna przedwojenna napisana na zamówienie jego żony po jego śmierci. Druga powojenna w dużej mierze bazuje na tej pierwszej. Trudno i nie je wytropić ale jest tam kilka torped do odpalenia.

A do Młynarskiego jeszcze wrócę, bo to jak wiesz biogram niezwykły.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool 7 stycznia 2019 00:11
7 stycznia 2019 01:24

Zebrane przez Dębskiego dolary stanowiły nawet do 70% kasy w Polskim Skarbie Wojskowym.

I taka jeszcze ciekawostka, kiedy w 1885 roku nastąpiła likwidacja grupy Marii Bohuszewiczówny – zatrzymano 40 osób, z nich 36 osadzono w Cytadeli. „Zbiec udało się jedynie Aleksandrowi Dębskiemu, Marianowi Stefanowi Ulrychowi i Witoldowi Jodko-Narkiewiczowi.” Przy czym ów Ulrych to pseudonim …..Aleksandra Dębskiego, czyli dwóch Olków się ocaliło ;)) Używał wielu pseudonimów i kryptonimów m.in Aleksander D. Dreksler, Gustaw, Olek, Oles, Reutschke, S. Ulrich, Wasyl Piotrowicz, Zawadzki, Etienne Ulrich, Gustaw Bobrowski.

Czekam zatem na biografię ;)

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować