-

betacool

O gołych alegoriach i ich znaczeniach do ponownego rozebrania

Wszyscy wiemy, że Jan Matejko uchodzi za mistrza polskiego malarstwa historycznego. Znamy jego pieczołowitość jeśli chodzi o przedstawiane detale, gesty i twarze. Drzemią w nich wielki dramatyzm i emocje.

Jest jednak sfera, w której Matejko pozostawał i pozostaje nieznany, albo niedostatecznie rozpoznany. Mam na myśli tak zwane „momenty”, czyli obrazowanie golizny.

Na pierwszy rzut oka, jego twórczość zdaje się mówić, że był to absolutny margines tworzonych przez niego dzieł.

Kobieca nagość do pewnego momentu w malarstwie mistrza Jana prawie nie istniała. Co prawda można wspomnieć o dość głębokim dekolcie towarzyszki igraszek Bolesława Śmiałego. Wydaje się, że ta odważnie odsłaniająca ramiona niewiasta, świadczy o tym, że Matejko w konflikcie króla z biskupem nie dostrzegał żadnych głębokich sporów politycznych, a co najwyżej konflikt obyczajowy o rozmiarze miseczki C.

Tyle, że przy tak skonstruowanej, malarskiej próbie wytłumaczenia konfliktu biskupa z królem, reakcja Bolesława dramatycznie rozmija się wielkością z przedmiotem konfliktu...

Kolejny odsłonięty przez mistrza biust jest, że tak to ujmę biustem "dubeltowym".
W odstępie kilku lat powstały bowiem dwie wersje obrazu „Utopiona w Bosforze”.

Pierwsza, mała wersja (olejny szkic) powstała w Stambule. Druga wersja nosi wyraźne impresjonistyczne piętno. Wielkie ciapki farby tworzące niebo, w okolicach biustu topionej białogłowy gdzieś giną, a w związku z tym walory topionej niewiernej niewolnicy z haremu sułtana, możemy podziwiać bez impresjonistycznych zniekształceń.

W wersji drugiej obrazu (którą oglądacie powyżej), krytycy dopatrują się iście freudowskich znaczeń. Siedzący na dziobie łodzi mężczyzna, ma bowiem wyglądem przypominać mistrza Jana, niewiasta nosić rysy jego żony, a oblicze topiącego ją sługi ma przypominać twarz sekretarza Matejki - Mariana Gorzkowskiego.

I tak się z grubsza przedstawiają matejkowskie odloty w sfery erotyczne. To znaczy przedstawiały by się, gdyby nie pewne malarskie zlecenie, które Jan Matejko podjął się zrealizować. Chodzi o zamówienie na wykonanie 11 obrazów dla Politechniki Lwowskiej. Temat pojawił się w roku 1883, czyli na 10 lat przed śmiercią Matejki. Stan zdrowia mistrza był w owym czasie dość kiepski, więc zobowiązał się on do sporządzenia szkiców, a jego uczniowie z krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych – Józef Unierzy­ski (przyszły zięć Matejki), Włodzimierz Łuskina i Aleksy Strażyński, mieli wykonać płótna w dużo większych rozmiarach. Między Matejką, a tak zwanymi organami zlecającymi, długo trwały ambicjonalne i finansowe targi. Matejko bardzo się nimi przejmował. Z finalnych efektów negocjacji najbardziej cieszyli się chyba uczniowie mistrza.

W styczniu 1886 roku artysta ukończył jedenaście projektów rysunkowych, ale malowanie obrazów ciągnęło się aż do roku śmierci artysty. Tak oto, przynajmniej pod względem chronologicznym, cykl stał się tej twórczości zamknięciem, choć jak się za chwilę przekonamy, trudno go będzie nazwać ukoronowaniem. Seria obrazów pozostaje bowiem gdzieś na uboczu zainteresowań historyków sztuki, a prac z tego cyklu próżno szukać w większości albumów prezentujących twórczość Matejki.

Jest to o tyle dziwne, że obrazy wzbudziły zachwyt studentów uczelni. Zdaje się, że nie byłby on (ów zachwyt) aż tak nabrzmiały, gdyby nie fakt, że Matejko wprowadził do obrazów dużą ilość aktów męskich i żeńskich, a namalowane ciała „robiły wrażenie żywych nagości, pod którymi pulsowały krew i życie”.

Cykl nosi tytuł „Dzieje Cywilizacji Ludzkości” ale muszę wyjaśnić, że to nie golizny sprowokowały mnie do podzielenia się z Wami duża ilością zamieszczonych poniżej obrazów. Ich symbolika jest bowiem na tyle odmienna od tego, co dotychczas widziałem, a klimat zupełnie nie „matejkowski”. Dlatego uznałem, że warto się temu zjawisku nieco bliżej przyjrzeć, by poznać sposób widzenia świata i wizję postępu zaproponowane przez Matejkę (i w pewnej mierze jego uczniów).

Trzeba nadmienić, że okres powstawania obrazów z auli politechniki, to także czas, w którym dopadła Matejkę fala krytyki sprowokowana przez Stanisława Witkiewicza. W artykule z 1887 roku p.t." 'Największy' obraz Matejki". Zarzuty względem malarstwa historycznego Matejki sprowadzone były na dość grząski i niejednoznaczny grunt tak zwanych „estetycznych walorów niezależnych” i postulowanej "harmonii barw i logiki światłocienia". My się oczywiście możemy od tych postulatów Witkiewicza dystansować. Jednak niektóre jego spostrzeżenia są celne. Oto pisząc o Stańczyku Matejki z „Hołdu pruskiego” krytyk umieszcza takie zdanie: „Co za cudactwa wyprawia ze swemi palcami Stańczyk w Hołdzie pruskim!”.

O tych cudactwach dotyczących dłoni błazna, kiedyś już wspominałem, więc nie wypada mi się nie zgodzić. Oprócz tematu choreograficznie dramatycznych układów dłoni, Witkiewicz stawia zarzuty wyzbycia się perspektywy, harmonii barw i przesiąknięcie obrazów ideą i to w stopniu tak wielkim, że bez tłumaczeń obrazów proponowanych przez sekretarza Gorzkowskiego nie da się dzieł Matejki odczytać. Pomijając kwestie estetyczne, co do ostatniego faktu trudno się z Witkiewiczem nie zgodzić. Bez objaśnień Gorzkowskiego bylibyśmy jako te dzieci we mgle i ta uwaga dotyczy także cyklu lwowskiego. Spójrzmy na pierwszy obraz:

Na nim brawurowe przedstawienie Trójcy Świętej. Gorzkowski wyjaśnia, że centralna postać – nagi młodzieniec, to oczywiście Duch Święty, a siedem aniołków to jego dary i łaski, które mają nasycić ludzki umysł. Przyznam, że z takim przedstawieniem Ducha Świętego nie zetknąłem się nigdy i nigdzie, może ktoś z Was będzie miał więcej szczęścia w wyszukiwaniu artystycznych analogii.

Drugi obraz cyklu to „pulsujące życiem” akty damsko-męskie.

Młodzieniec jest, jak widzimy, w położeniu dość nieszczególnym. Dźwiga bowiem duży ciężar, a dziesięć pań dokonuje wokół niego sztuczek niczym z pokazów akrobacji lotniczych, bardzo niebezpiecznie manipulując przy jego skąpym odzieniu.

Nie będę się nad Wami znęcał i od razu polecę Gorzkowskim. Te sześć nagich dam i siódma półnaga to alegorie grzechów głównych. Ta pani na wprost młodzieńca jedną ręką wskazująca palcami jego pępek?, a w drugiej trzymająca zwierciadło - to Zazdrość.

Dwie odziane panie po prawej to Miłość i Nadzieja, a nad nimi Wiara.

„Geniusz ludzkości wyobrażony jest jako władca ziemi, którą opanował potęgą twórczego ducha swego; on dzierży ziemię i jej losami kieruje (…). Wiara trzyma się nieco w oddaleniu jako przymiot, którego trzeba zdobywać pracą ducha własnego, a chociaż smutna, bo często bywa zdradzaną, zawsze jednak jest gotowa świecić swoją gwiazdą. Geniusz ludzkości obdarzony wolną wolą i świadomością celów życia, spotyka na lewej stronie siedem sił ujemnych…”

Jak widzimy geniusz ludzki jest wiedziony na pokuszenie i aż dziw, że w tej dynamicznej scenie świat nie zawali mu się na głowę. Jednak nie pierwsze to zdziwienie i nie największe. Kolejny obraz i jego opis na pewno Nam to zagwarantują.

Teraz zaproponuję małe intelektualne ćwiczenie i próbę rozszyfrowania poniższej alegorii, bez pomocy interpretacyjnej Gorzkowskiego. Czyżby „geniusz ludzkości” oparł się pokusom, nieco przy tym zdziadział i otoczył się antykwaryczno-turystycznymi rekwizytami?

Jak Wam idzie interpretacja? Może oryginalny szkic Matejki w czymś dopomoże?

Jak widzimy projekt i dzieło finalne nieco się różnią. Na rysunku Matejki dostrzegamy na sarkofagu wyraźną sylwetkę byka, który na obrazie wykonanym przez uczniów nieco się rozmazuje. To chyba Apis – bóg Nilu, uważany przez starożytnych Egipcjan za wcielenie Ptaha, a później samego Ozyrysa – boga śmierci. Budynek w tle, Gorzkowski opisuje jako „jakąś indyjską świątynię”. Ciekawsze są dwa pozostałe „eksponaty”. Pierwszy z nich (na prawo od sarkofagu), wyglądający na szkicu Matejki jak kupa niczego, pan Marian określa „pelikanem przypominającym Chaldeję”. W tym miejscu musimy przyznać, że Gorzkowski albo widzi lepiej niż My, albo wie więcej niż My, bo ja w szkicu mistrza Jana obecności pelikana nie byłbym w stanie dostrzec, choć na obrazie wykonanym przez jego uczniów, można przyjąć, że rzeczywiście jest ptak i ten ptak to pelikan. Wielce zajmująca jest ta „Chaldea”, czyli nazwa, którą niegdyś określano Babilon. W starożytnym Rzymie Chaldejczykami nazywano astrologów i znawców sztuki wróżbiarstwa.

Bez tłumaczenia Gorzkowskiego, dalsza podróż po znaczeniach tej plastycznej alegorii chyba nie byłaby możliwa. Posłuchajmy zatem jego objaśnień:

„Nad brzegiem więc bezmiernych wód oceanu siedzi postać dojrzałego już męża, śledząc objawy i tajemnice przyrody (…). Jest to epoka z pogańskich dziejów: są objawy zdobycia pierwotnej wiedzy o sztuce, zarodek religijnych pojęć o świątyni, o sarkofagach itd.

Umysł ludzki, nurtując w ubiegłych objawach życia natury, pragnie uczcić nadprzyrodzoną siłę jakiegoś bóstwa! Toteż przedstawiona na obrazie postać, wczytana w księgę ludzkiej natury, wybiega myślą w dal, znajdując światło u góry w postaci anioła niosącego zapalony kaganiec z księgą objawienia, która oznajmia niezdobyta ludzkim rozumem prawdę: „Na początku było słowo, a słowo było u Boga”.

Rzeczywiście w księdze są niektóre słowa wskazane przez Gorzkowskiego, ale w nieco innym brzmieniu, bowiem na drugiej stronie swego przesłania anioł niesie komunikat „Słowo Boga Słowo”. Pierwsza strona przesłania jest niestety dość nieczytelna, więc musimy przyjąć na wiarę, że w jakiejś mierze komunikat odpowiada temu wskazanemu przez Gorzkowskiego. Ta wiara jest wystawiana na wielką próbę, bowiem w opisie sekretarz mistrza twierdzi, że czaszka spoczywająca przed zamyślonym mędrcem, to czaszka „przedpotopowego mamuta”.

Będąc człowiekiem wierzącym, ale również dociekliwym, próbowałem odszukać mamucie artefakty. Wyniki poszukiwań utwierdziły mnie w przekonaniu, że czaszka mamuta, to to jednak nie jest, bo brakuje w niej dwóch dość istotnych i okazałych elementów uzębienia. Tu musimy przyznać, że czaszka ze szkicu Matejki, trochę różni się od tej, jaką namalowali jego uczniowie. W trakcie mojego rekonesansu natknąłem się na obraz przechowywany na Wawelu. Jest na nim czaszka wyglądająca podobnie do realizacji uczniów Matejki. Ona także różni się nieco uzębieniem, ale jest dużo bardziej podobna niż czaszka mamuta. Spójrzmy na rzeczony obraz:

Opis obrazu jest bardzo lakoniczny: „Stwarzanie homunculusa. Pietro Muttoni zw. della Vecchia (1603-1678). Miejsce powstania Włochy, Wenecja”. Czaszka wygląda na kości starej kobyły. Co ciekawe tak jak na obrazie Matejki, mamy tu niemłodego mężczyznę, stare księgi i jedną kobietę. Ta postać żeńska różni się od wizji Matejki najbardziej. Trudno wyobrazić sobie by mogła być źródłem nawet czysto intelektualnej podniety i stwarzanie z jej udziałem czegokolwiek, albo kogokolwiek, jest zdecydowanie trudne do wyobrażenia.

Ha! Nawet nie wiecie jak bardzo teraz zbłądziliśmy. Otóż na obrazie Pietra Muttoni mamy do czynienia, nie z jakimiś podnietami, ale z aktem czystej (a raczej nieczystej) prokreacji. Zachodzi tu bowiem akt stwarzania homunculusa. Cóż to za dziwo, zapytacie? Sięgnijmy do wikipedii. Homunculus – to po prostu człowieczek, taki karzełek, którego w średniowieczu, (a moim zdaniem także w renesansie), wielu alchemików próbowało stworzyć w sposób sztuczny. Homunkulus miał być nad wyraz mądry i pośredniczyć w drodze do opanowania kamienia filozoficznego. Miał wyglądać jak małe, pomarszczone dziecko. Istniało kilka poglądów na sposoby powołania do życia homunkulusa. Jedna z nich wykorzystywała korzeń mandragory, co wiąże się z wierzeniem, jakoby ta roślina miała wyrastać u stóp szubienicy w miejscu, gdzie spadała sperma wisielca, a następnie rozwijać się w człekokształtną istotę.

Jak widzimy na obrazie, małe pomarszczone stworki wymagały widocznie obecności pomarszczonych rodziców, ale po co w takim razie ta czaszka? Otóż, znawcą teorii hodowli takich stworków był podobno Paracelsus. Żył on w pierwszej połowie XVI wieku, więc opisywane przez niego eksperymenty z próbami zapładniania kobył ludzkim nasieniem, ani średniowieczne, ani tym bardziej starożytne (co być może sugeruje obraz z Politechniki Lwowskiej) nie są.

Co ciekawe wikipedia odsyła nas także do „Fausta” Goethego, w którym Homunkulus występuje zostaje stworzony przez starego mędrca Wagnera - ucznia Fausta i odznacza się wyjątkową inteligencją i ogromnym pragnieniem przekształcenia się w istotę ludzką. Wikipedia odsyła nas również do japońskiej mangi p.t. Fullmetal Alchemist, w której potworne karzełki są sztucznymi ludźmi powołanymi do życia z siedmiu grzechów głównych, a ich ciała nieustannie się odradzają i posiadają nadludzkie możliwości, dzięki zespoleniu z kamieniem filozoficznym.

Jak widzimy, twórcza adopcja niektórych wątków odbywa się w wieku obszarach kulturowych i w bardzo różnych czasch. Niektórych z tych obszarów nawet nie podejrzewalibyśmy o alchemiczne próby łączenia japońskiego komiksu z chrześcijańskimi naukami o grzechach głównych.

Nie jest to jednak artykuł o kreskówkowych azjatyckich wizjach alchemii i jej związkach z chrześcijańskim katechizmem. Wróćmy więc do obrazów projektowanych przez Matejkę i zajmująco opisywanych przez Gorzkowskiego. Oto kolejna odsłona:

Niech no zgadnę? Bez Gorzkowskiego ani rusz?

Widzimy tu sporą dawkę erotyki i to w XIX wiecznym hadcorowym wydaniu. Nigdy byśmy Matejki o takie wizje nie podejrzewali, więc studenci politechniki też musieli być nieco zszokowani, ale i zafascynowani zapewne. Nic dziwnego, że Gorzkowski, objaśnieniom tej wizji, poświęca sporo miejsca. Jest to, jego zdaniem, przedstawienie panowania „ujemnej wiedzy człowieka” i obraz „instynktów ludzkich skierowanych ku złemu”:

Zdaniem pana sekretarza, nauka nakierowana na zdobycie majątku i bogactw, z drugiej strony oznacza biedę, rozpacz, moralną i umysłową nędzę:

„Jest to, jeżeli można wyrazić się, „świat giełdy”, owoce życia nacechowanego chciwością, wyuzdanych żądz kapitału w postaci samoluba, klęczącego z worem pieniędzy, na którego grzbiecie wiecznie ta sama panuje Cybela, mająca dwa rogi na głowie; trzyma ona prócz tego złoty cielec w swym ręku, będąc królową świata! Wszyscy dążą do niej: jedni w łachmanach w głodzie, błagają o litość, drudzy, jak ów robotnik bez pracy, jej grożą, inny w obronie własnego dziecka za nóż chwyta; jakaś niewiasta w rozprężeniu obyczajów topi swe dziecię, a w końcu jakiś rozpustnik, kryjąc czoło za mamonę tego świata, również jako nieprawy płód w kloaczną stacza się fosę!”

Przyznam, że tłumaczenie dość desperackie, bo ja ani robotnika rozpoznać nie mogę, ani tej kloacznej fosy nie widzę. Tłumaczenie Gorzkowskiego jest rzekłbym nawet krzykliwe. Mniej więcej takie, byśmy spłoszeni krzykiem, odwrócili oczy od przedstawionej sceny. Nie ulega wątpliwości, że wymienienie imienia Cybaela, jest tu elementem najbardziej znaczącym. Przyznam szczerze, że ponownie musiałem się wesprzeć encyklopedyczną wiedzą, by dowiedzieć się nieco więcej o wyuzdanej piękności trzymającej w ręku złotego cielca.

„Kybele (gr. Kybele lub Kybebe, łac. Cybele lub Cybebe) – frygijska bogini płodności, urodzaju, wiosny i miast obronnych, strażniczka zmarłych. Bogini Matka, Wielka Bogini, Wielka Macierz, Matka Ziemia, Królowa Niebios – w wierzeniach wielu kultur główne (lub jedno z główniejszych) bóstwo w panteonie. Bogini utożsamiana najczęściej z Ziemią (lub stanowiąca jej patronkę), w wielu kulturach będąca równocześnie królową niebios (wówczas do jej atrybutów dochodziła jeszcze uroda). Zazwyczaj dawczyni wszelkiego życia, uosabiająca płodność. Często uznawana również za matkę bogów. W kulcie bogini istnieją dwa odrębne aspekty: urzędowy oraz orgiastyczny, gwałtowny i krzykliwy.

Jak widzicie, wdzieranie się w symboliczno-alegoryczną warstwę twórczości Matejki nie jest sprawą łatwą. Wymaga dużej wiedzy o dawnych mitach, religiach i symbolach. Przy okazji człowiek jednak się uczy wielu nowych rzeczy. Oto starożytne przedstawienia Cybele:

Okazuje się, że owa bogini wcale nie jest postacią definitywnie zagrzebaną w starych mitologiach, odsłanianą jedynie przy odkopywaniu archeologicznych artefaktów i dziś nie oglądaną. Ożywa ona w zupełnie nieoczekiwanych dla nas momentach i miejscach. Oto jedno z najbardziej dziś rozpoznawalnych. W taki sposób, w samym sercu Madrytu, Cybele celebruje zdobycie pucharu Ligi Mistrzów razem z piłkarzami Realu.

Skąd się ta Cybela wzięła na głównym placu stolicy Hiszpanii?

"Boską” fontannę postawił w Madrycie Karol III. Może podobało mu się, że bogini ujarzmiła parę lwów? Gdy Karol III zmarł (1788) pozostawił po sobie nie tylko fontannę, ale wspomnienie króla filantropa i filozofa, nazywanego Panem Madrytu (z powodu licznych prac publicznych, jakie kazał tam wykonać). Warto wspomnieć, że to Karol III w 1767 wydał dekret nakazujący opuszczenie Hiszpanii przez jezuitów i przy okazji wszystkich innych zakonów. Wikipedia twierdzi, że był prawdziwym katolikiem i okazywał to w życiu codziennym. Oczywiście (zupełnie przy okazji) na co dzień król był również zwolennikiem idei oświecenia, które przywlókł na swój dwór wraz z zaciągiem włoskich doradców, a nie na co dzień fundował budowę fontanny honorującej pogańskie bóstwo.

Czasami zdarza się, że Cybela jest świadkiem innych wydarzeń. Tu choćby serdecznego powitania uchodźców obwieszczonego na Palacio de Comunicaciones (Pałac Komunikacji).

Niestety rydwan Cybeli pociągnął nas w okolice dalekie od Matejki i Lwowa. Pora wracać, bo nie dobrniemy nawet do połowy cyklu mistrza Jana. Oto obraz numer 5 zatytułowany „Triumf szatana”.

Wydaje się, że Matejko nie pozostawia studentom politechniki żadnych złudzeń. Rodzaj męski jest tu bowiem dosłownie wdeptany w glebę i nawet w towarzystwie nagiej niewiasty nie przejawia żadnych oznak ożywienia (może i lepiej bo ściska w ręku nóż).

Czy dla ludzkości istnieje nadal jakaś nadzieja? Chyba tak. Przynajmniej zdaniem Gorzkowskiego, który swym bystrym okiem dostrzegł na obrazie słabe tętno „niedobitego dziecka”: 

„pozorny triumf złego w obrazie nie jest ostatecznym i przeważającym na świecie, bo rozszalała matka, oparta na rozburzonym ołtarzu domowego ogniska, czuje jeszcze tętno niedobitego dziecka, żałuje go, - a ten stan duszy kobiecej oznacza, że triumf szatana jest tylko w dziejach ludzkości, czasowym i przemijającym!”

Cała zatem nadzieja w pierwiastku żeńskim, zdaje się mówić sekretarz Matejki…

Nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić Was na drugą część tej gawędy, w której być może ujrzymy jakiś promyk nadziei związanej z kobiecością, nauką i postępem. Widzimy, że w podróży po pierwszych pięciu obrazach, przesłanek do wielkiego optymizmu nie ma. Bowiem starożytnym mędrcom i naukowcom nie pomogło ani przesłanie Trócy, ani anioł niosący kaganek z ogniem i księgę ze słowem Boga.

Jedno mogę obiecać, „nagości pulsujących krwią i życiem” na pewno nie zabraknie, a czy Matejce uda się wywikłać z malarskich wizji ciemnych praktyk alchemicznych i triumfu naukowego satanizmu, zobaczymy…

Żeby nie pozostać w całkiem ponurym nastroju, wypada stwierdzić, że XIX wieczne malarstwo alegoryczne potrafiło ożywić i wzbudzić zainteresowanie ówczesnych studentów.

Mam nadzieję, że choć nieco zapomniane (a może bardziej zmilczane), może intrygować również dziś.

W rozwiązywaniu związanych z alegoriami zagadkek, pomocą mogą służyć komentarze Mariana Gorzkowskiego. Bez nich trudno nam będzie posuwać się naprzód i to (jak się wkrótce okaże) nawet po kolejowych torach.

https://allegro.pl/listing?string=gorzkowski%20matejko&bmatch=baseline-cl-dict42-uni-1-3-1024



tagi: madryt  jan matejko  alchemia  dzieje cywilizacji  politechnika lwowska  cybele  karol iii hiszpański 

betacool
13 listopada 2019 20:56
34     2001    15 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Stalagmit @betacool
13 listopada 2019 21:57

Anatolijska bogini Kybele, czyli w języku luwijskim Kuvava, czczona w Azji Mniejszej, zwłaszcza we Frygii i Lidii. Jej czczona świątynia, do której pielgrzymowała cała Anatolia istniała w stolicy Lidii Sardes. Zniszczyli ją Grecy w czasie powstania jońskiego w 499 r. przed Chr. Ta mitologiczna postać wywodzi się zapewne jeszcze z neolitycznej Anatolii, gdzie w osadzie Çatalhöyük, jeszcze w VI tys. przed Chr. czczono bóstwo przedstawiane w postaci kobiety na tronie wspierającym się na lwach, co przypomina późniejszą ikonografię Kybele:

Czczona w Anatolii w epoce brązu i później jako bogini Kuvava mogła mieć związek z historyczną sumeryjską królową Kubabą, jedyną kobietą, której imię dostało się do "Sumeryjskiej listy królów". Kubaba zanim została królową Kisz ok. 2500 lat przed Chr. była karczmarką. Później czczono ją jako boginię. Jej kult uprawiali szczególnie Huryci i Hetyci, w północnej Mezopotamii, Syrii i Anatolii. Oto płaskorzeźba przedstawiająca Kubabę, pochodzi z miasta Karkaemisz nad Eufratem:

Pozostałości ołtarza Kybele z Sardes, z VI w. przed Chr.:

Oraz jej przedstawienie z tego samego okresu:

Przedstawienie, której wstawiłeś do swojego tekstu pochodzi z daleka, bo aż z Ai Khnaoum w Afganistanie, starożytnej Aleksandrii nad Oxusem, założonej ok. 280 r. przed Chr.:

Rzymianie wprowadzili jej kult u siebie w 212 r. przed Chr., w czasie najgorszego okresu I wojny punickiej. Senat i jego kapłanskie kolegium (Quindecimviri sacris faciundis) po konsultacji z wyrocznią sybillińska pozwoliły na sprowadzenie posągu Kybele z miejscowości Pessinunt we Frygii. Wraz z nim do Rzymu przybył wielki czarny meteoryt czczony w Pessinuncie jako jeszcze jeden obraz Kybele. Ekstatyczne obrzędy, orgie i samookaleczenia w wykonaniu kapłanów Kybele zwanych Galii budziły przerażenie konserwatywnie nastawionych Rzymian, bo nie były zgodne z mos maiores, czyli obyczajami przodków. Obrżedy przewidywały m. in, ofiarę z byka, którego krew spyłwała później na osobę stojącą w dole poniżej ołtarza (taurobolium):

Mimo to, Rzymianie zaadaptowali ten kult i czczili Kybele jako Magna Mater aż do końca starożytności, kiedy to ten kultu uprawiały jeszcze ostatnie pogańskie rodziny senatorskie. 

 

Przeprszam, że tak lakonicznie, ale znów musiałem oderwać się od pracy, dziękuję za ciekawy tekst.

zaloguj się by móc komentować

Nieobyty @betacool
13 listopada 2019 22:32

Od tej strony Matejki nie znałem tym bardziej go cenię.

Za tą notkę na Pana ręce składam podziekowania.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @betacool
13 listopada 2019 22:58

Fantastyczne. Informacje oczywiście. Temat może rozgrzać młode i stare męskie serca ( a i kobiece momentami) ale to jednak nie Matejko Jan. To "topienie' za to  jak najbardziej.Znać rękę Mistrza. Chociaż jednakowoż twarzy ukochanej Małżonki nie dostrzegam. Aż tak śmiały to nawet Mistrz Matejko wobec małżonki nie był:)))

Generalnie bardzo to ciekawe ale bez obszernych objaśnień asystentów i zięcia - nie razbieriosz:)))
 

A mnie się najbardziej podobają Adam i Ewa (podobno, bo jest wersja, że to alegoria ognia i wody a "ich dziecko" to "para")  na drezynie na obrazie pod tytułem:"Wynalazek transportu kolejowego'.  Ten mały brunecik przed drezyną to Hermes:))) Kopia naturalnej wielkości winna wisieć  w  gabinecie dyrektora Polskich Kolei Państwowych:))) Szkice Matejki są "własnością"  Lwowskiej Galerii Obrazów.

http://malarstwo.fineartexpress.pl/wp-content/uploads/2015/12/Jan-Matejko-obraz-olejny-reprodukcja-s%C5%82awne-obrazy.jpg

Drugi też niegorszy : "Ameryka i Europa połączone drutem telegraficznym”

http://malarstwo.fineartexpress.pl/wp-content/uploads/2015/12/Jan-Matejko-obraz-olejny-na-p%C5%82%C3%B3tnie-canvas.jpg

Po prostu super. :)))  Inspiracja dla młodzieży męskiej technicznie uzdolnionej niesamowita.

zaloguj się by móc komentować

smieciu @betacool
13 listopada 2019 23:04

Masakra, chyba jedna z najbardziej zakręconych rzeczy jakie zobaczyłem w szkolenawigatorów... Nie tak kojarzę Matejko. Miałem sobie przed snem tylko zobaczyć co tam tutaj się pojawiło no i ... pewnie znowu się nie wyśpię :(

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @betacool
13 listopada 2019 23:20

A dla studentów Politechnik

koła zembate (!)

zaloguj się by móc komentować

smieciu @betacool
13 listopada 2019 23:43

Ale tak na szybko to mimo wszystko cykl wydaje się być prosty aczkolwiek pierwszy obraz ustawia wszystko a jego interpretacje mogą być różne.

Ale weźmy to tak. Duch Święty a może ... Lucyfer? W końcu ciekawa symbolika światła i trójkąta. Ostatecznie kto wie czy nie jedno i drugie bo chodzi o to światło. Które... nie wypaliło? :) Mamy te niewinne buźki a na drugim obrazie być może to co światło miało sprawić, młodzieńca, świetnie zbudowanego, mogącego, dzięki właściwemu rozumieniu narchnienia, podołać wszystkiemu tylko że .... te laski gorące :)

Ok, te laski mogą być problemem poważnym ale ... co będzie jeśli zaczniemy ich unikać? Zagrzebiemy się w tych książkach jak nie szukając daleko różni analizatorzy Tory czy Talmudu. Weźmiemy książkę a tam: „Słowo Boga Słowo”. Co u licha chciał Bóg powiedzieć? Zaczniesz rozmyślać czytać książkę z książką jak Goethe czy jakiś Homunkulus i kto wie czy nawet twój Geniusz ci nie pomoże.

No ale jeśli nie będziesz myśleć to... proste rządze, unikanie światła lub może raczej jego jego nie zrozumienie zaprowadzą cię do kolejnego obrazu. Orgie może i są fajne ale chyba na krótką metę jak zdaje się sugerować człowiek z nożem w reku i dzieckiem na ramieniu. Przy czym jednoznaczne wątki pogańskie sugerują prostą prawdę...

To chyba nie o to światło chodziło. Jak widać na ostatnim obrazie. Zniszczenia. Słońce zaćmione. No i ta laska, zrozpaczona: ja naprawdę chciałam dobrze! Ale sprawa się sypła, laska ocalała ale wszystko to na czym jej zależało, szlag trafił :) Jak widać gdzieś tkwi błąd...

 

zaloguj się by móc komentować

smieciu @smieciu 13 listopada 2019 23:43
14 listopada 2019 00:09

Sorki za różne błędy i ortografy, naprawdę miałem już iść spać ale mnie wciągnęło...

zaloguj się by móc komentować

smieciu @smieciu 13 listopada 2019 23:43
14 listopada 2019 01:01

Wiedziałem że tak będzie, nie daje mi ten wpis spokoju... Wydaje mi się teraz że ten obraz z człowiekiem z wielką księgą należy inaczej zinterpretować. Dosłowniej, czyli że zwyczajnie człowiek ten korzysta z niewłaściwej wiedzy, niewłaściwych ksiąg zamiast prostego tekstu, który podsuwa mu ten aniołek/geniusz. Resztę historii można też więc ździebko zmodyfikować. Tym bardziej że jest to przecież część cyklu, ciekawe co jest dalej. Ja pojechałem tak całościowo, trochę mimo wszystko po swojemu. Natomiast Matejko być może chciał się skupić na oświeceniowym charakterze współczesnej mu nauki...

zaloguj się by móc komentować

smieciu @smieciu 14 listopada 2019 01:01
14 listopada 2019 01:32

Ok, ten trop jest raczej lepszy. Nie wiem ale mi jakoś aniołki kojarzą się z chłopcami. Tutaj, zwłaszcza na szkicu, mamy doczynienia z dziewczynką co jest ważne. Nie każda kobieta jest zła! :) Zwłaszcza taka z ogniem w kaganku, takim samym jaki ma Duch Święty. W tym ujęciu raczej musi to już być Duch Święty.

No dobra, trzeba więc na ten cykl spojrzeć nieco inaczej. Nadmiernie dużo się nie zmienia, teraz jednak mamy wyraźnie zarysowany dodatkowy istotny element: dziecko - dorosły. Troszkę może się to wydawać banalne czy sentymentalne ale może właśnie nie powinniśmy tak tego postrzegać ? :P

zaloguj się by móc komentować

Matka-Scypiona @betacool
14 listopada 2019 06:50

Nie mogę uwierzyć, że nie widziałam wcześniej tych obrazów! Bardzo dziękuję! 

zaloguj się by móc komentować

Brzoza @betacool
14 listopada 2019 07:53

Dziękuję.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool
14 listopada 2019 08:08

We wspaniałą podróż nas zabrałeś...Politechnika Lwowska i Matejko. Nauka i Stworzyciel, jej Stworzyciel również. Szatan i "nauka". Każdy niesamowity. Trójca św. - Bóg wszystko widzi, jednak patrzy na nas...

Mężczyzna dźwigający cały ciężar ziemskiej odpowiedzialności...a tu takie panny grzeszne...rzeczywiście niezwykła ta z lusterkiem narcyza, wskazująca przedmiot pożądania - chcę być pępkiem twojego świata...

Na szczęście mężczyzna zwraca się głową ku miłości, nadziei i wierze, a w zasadzie ma wielką pomoc tych trzech panien, bo blond miłość trzyma jego ostatnie skąpe odzienie i podtrzymuje, by niestracił równowagi, odpowiedzialności za świat, nie za gniew, zazdrość, chciwość itd. Bez gorącej modlitwy w wierze też to się nie uda. Dobrze pomyśleć od rana, że prawdziwa miłość jest zawsze ubrana...

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @betacool
14 listopada 2019 08:41

Ta Cybela to w istocie Izabela Marcinkiewicz, która ciężarem swoich roszczeń majątkowych przygniata byłego męża i premiera Kazimierza, ten zaś bezskutecznie próbuje zebrać do wora rozsypaną forsę, by zaspokoić roszczenia żony. Tak to widzę

zaloguj się by móc komentować

betacool @Stalagmit 13 listopada 2019 21:57
14 listopada 2019 08:47

Wspaniałe uzupełnienie. Tak sobie myślę o tych ekstatycznych ekscesach i o transparencie witającym uchodźców. Nawet nie chcę się domyślać jak rozpisane byłyby role we współczesnej wersji obrzędu. 

zaloguj się by móc komentować

betacool @Nieobyty 13 listopada 2019 22:32
14 listopada 2019 08:48

Mam wrażenie, że Matejko pozostaje programowo nierozpoznany.

zaloguj się by móc komentować

betacool @pink-panther 13 listopada 2019 22:58
14 listopada 2019 08:58

Tak. To jest kwestia zasadnicza - czy to jest Matejko? A druga, jeśli to on, to dlaczego taki i dokąd nas

w tej historii prowadzi?

Ten obrazek z parą na platformie wagonowej symbolizujących parę rzeczywiście intrygujący.

Poniżej link do wszystkich alegorii z opisami Gorzkowskiego. Myślę, że do drugiej części tekstu, warto się wcześniej przygotować. Mam nadzieję, że link zadziała.

Alegorie Matejki dla Politechniki Lwowskiej

zaloguj się by móc komentować

betacool @smieciu 13 listopada 2019 23:04
14 listopada 2019 09:00

Może nie będzie tak źle i te co ładniejsze panie ci się przyśnią.

zaloguj się by móc komentować

betacool @MarekBielany 13 listopada 2019 23:20
14 listopada 2019 09:00

Póki co - krągłości cycate...

zaloguj się by móc komentować

betacool @betacool
14 listopada 2019 09:03

Ale weźmy to tak. Duch Święty a może ... Lucyfer? W końcu ciekawa symbolika światła i trójkąta. 

A to właśnie kolejne zasadnicze pytanie.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @betacool 14 listopada 2019 08:47
14 listopada 2019 09:05

Chrześcijanie mają wystąpić w charakterze byków. Polecam w tej kwestii analizę filmu fabularnego Midsommar. W biały dzień w kanale Truthstream Media, który niedawno przeniósł się do serwisu BitChute ze względu na cenzorskie działania administratorów jutuba.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @betacool 14 listopada 2019 09:03
14 listopada 2019 09:08

W pierwszej chwili też pomyślałem, że to Lucyfer, bo nagi młodzieniec z czymś wokół głowy, co przypomina rogi, z demonicznymi oczyma i ogniem wydostającym się z czegoś na kształt trzeciego oka.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool 14 listopada 2019 09:03
14 listopada 2019 09:08

owszem tak można, ale odwrócony trójkąt daje w końcu możliwość umieszczenia wizerunków w tej samej linii. Raczej przyjrzałabym się co jest w tle za św Trójcą...jakieś oczy? Zaraz sie kończy moja kolejka w poczekalni więc wrócę później

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Stalagmit 13 listopada 2019 21:57
14 listopada 2019 09:10

Pierwsza Kybele mnie zabiła ;))

zaloguj się by móc komentować

betacool @Matka-Scypiona 14 listopada 2019 06:50
14 listopada 2019 09:10

Dla mnie ich odkrycie też było wielkim zaskoczeniem.

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak 14 listopada 2019 08:08
14 listopada 2019 09:14

"Dobrze pomyśleć od rana, że prawdziwa miłość jest zawsze ubrana..."

Wow. Z takim detektorem prawdziwej miłości się jeszcze nie spotkałem.

zaloguj się by móc komentować

betacool @gabriel-maciejewski 14 listopada 2019 08:41
14 listopada 2019 09:24

Scena środkowa nawet pasuje, ale obok są ludzie z nożami i ofiary składane z dzieciaków.

Myślałem, że opowiesz jak ten cykl odebraliby uczniowie technikum leśnego. 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @betacool 14 listopada 2019 09:24
14 listopada 2019 09:30

Ludzie z nożami to proste - są to adwokaci Izabeli Marcinkiewicza, a ofiary z dzieciaków, to niespełnienia miłosne Kazimierza

zaloguj się by móc komentować

betacool @gabriel-maciejewski 14 listopada 2019 09:30
14 listopada 2019 09:42

Ostatnim wielkim obrazem, nad którym pracował Matejko, były "Śluby Jana Kazimierza".

Jest więc i Jan i Lwów i Kazimierz...

 

zaloguj się by móc komentować

Brzoza @betacool
15 listopada 2019 00:09

Te miłe naguśki w modnych ezoterycznościach w XIXw. ze swoją ektoplazmą, w których babrał się nasz Wieszcz obraźniany, czy w który został wmanewrowany, dobrze pokazują problem. Wiadomo, że tylko głupcy zadowalają się błędnym rozumieniem rzeczy poprzez analizę tylko naskórka, głupota/naskórkowięcja jest bardzo kosztowna, nikt nie chce być głupi czyli palić swoje zasoby. Panowie Szanowni Betacool z Pioterem weszli w niebezpieczne rejony, bo bardzo łatwo o pomyłkę. Gdy nie ma "jak krowa na rowie", to bez klucza symboli z jasną instrukcja jej używania, wszelki moment wyinterpretowywania schowanych wiadomości poprzez li tylko własne skojarzenia z obrazu jest gęściuteńkim polem minowym dla czołgów. Dlatego niewielu plastyków weźmie udział na poważnie w tą zgadywajkę, bo ludzkie ograniczenia percepcji są przygotowane na obronę/przetrwanie, nie na głębokie rozumienie spraw.

 

Naskurkowięcja na przykładzie filmowego Księcia Wigliffa:

https://www.youtube.com/watch?v=lM5FTQjMYpg

Niski i stary komandos stał się dobrowolnie narzędziem przesłania informacji niewerbalnej od swojego lidera grupy zdeterminowanych komandosów dla Księcia Wigliffa, aby policzył swoje zasoby przed walnym ich starciem. Samo przekazanie Księciu informacji kosztowało największego Dryblasa.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Brzoza 15 listopada 2019 00:09
15 listopada 2019 11:16

Fajny fragment filmu wybrałeś.

Widzę miny na polu. Dopóki widzę choć kilka, dopóty nie jest źle. Można na ten przykład w taką minę rzucić kijem i bawić się widokiem tych, którzy na ten kontrolowany huk ściągną...

Ale z tego filmu wynika, że w pojedynkę trudno coś zdziałać. To musi być też więcej osób niż ja i Pioter. I na szczęście tak jest, choć do 13 jeszcze żeśmy nie dobili.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Brzoza 15 listopada 2019 00:09
15 listopada 2019 11:28

Oprócz ektoplazmowych skojarzeń, które pojawią się i kolejnych obrazach tego celu,  niemniej intrygujące jest to, co podniosłeś  - jak to się mogło stać, że Matejko zaczął rysować gołe baby?

zaloguj się by móc komentować

Brzoza @betacool 15 listopada 2019 11:28
15 listopada 2019 11:47

Sam Pan napisał, że został wynajęty, długo się targował i Jego uczniowie/podwykonawcy byli z ostatecznie przyklepanej kwoty na tyle zadowoleni, że malowali cykl 10 lat. Może nie widział innych możliwości dobrego zarobku, a zlecającym zależało, aby zająć czas Mistrza i targi były w części iluzją, bo i tak by płacili, aby osłabić Jego przekaz przypominający skąd jesteśmy/pokrzepiający wcześniejszy.

zaloguj się by móc komentować

betacool @Brzoza 15 listopada 2019 11:47
15 listopada 2019 12:01

11 obrazów malowanych aż 10 lat i to przy udziale początkowo trzech, a na koniec czterech uczniów. Strasznie trudne i czasochłonne to malarstwo alegoryczne.

 

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @betacool 14 listopada 2019 09:00
15 listopada 2019 22:42

czytane ?

no nie wiem co frezer powie ?

p.s.

najgorszy z tej branży.

zawsze ma problemy.

:)
 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować